• czym jest konsument doskonały?… i placek gryczany z cukinią i suszonymi pomidorami :)

    Suplementy są wszędzie. Od aptek, zielarni, sklepów ze zdrową żywnością aż po supermarkety, kioski i stacje benzynowe. W radio od rana słyszę reklamy tabletek na wszystko: od łysienia po chęć do życia. Masakra. Mam czasem wrażenie, że to jakieś zbiorowe szaleństwo rodem z prozy Kafki. Jemy starty śmieciowego, sztucznego jedzenia i w ramach rekompensaty, wyciszania(…)

  • wspomagamy odtruwanie czyli oswajamy wodorosty :)

    Wszyscy wiemy, że wodorosty to super food. To jedzenie o jednej z największych gęstości odżywczej. Te niepozorne roślinki mają ogromne ilości wartości odżywczych przypadających na daną wartość kaloryczną. Dla przykładu mają one o 10-20 razy więcej mikroelementów, pierwiastków śladowych, składników odżywczych i witamin niż organizmy lądowe. Więcej o gęstości odżywczej pisałam tu: http://www.izaraczkowska.pl/gestosc-odzywcza-czyli-glazurowana-brukselka-orzeszkami/ O właściwościach(…)

  • nakarm swoje bakterie czyli sałatka z pieczonych warzyw i komosy ryżowej :)

    O tym jak istotna jest pozytywna flora bakteryjna naszych jelit nieraz już pisałam. Szerszy wpis na ten temat znajdziecie tu: http://www.izaraczkowska.pl/wiosenne-porzadki-cz-1/ http://www.izaraczkowska.pl/caly-ten-mikro-swiat/ http://www.izaraczkowska.pl/powiedz-kotku-co-masz-w-srodku-prawidlowe-odzywianie-od-podszewki-czyli-dlaczego/ A o jelitach pisałam tu: http://www.izaraczkowska.pl/dbamy-jelita-indyjska-zupa-krem-warzyw-ciecierzycy-kaszy-jaglanej/ http://www.izaraczkowska.pl/jesienna-dieta-dla-zdrowia-jelit-czyli-gulasz-dyni/ http://www.izaraczkowska.pl/po-ci-te-kanapki/ To co jemy nie służy tylko nam ale i bilionom bakterii w naszych jelitach. To czym je karmimy ma znaczenie, ponieważ decyduje o tym(…)

  • zmieniamy nawyki i krem z kaszy gryczanej :)

    Dziś dwa słowa o tym jak pozbyć się i czym zastąpić niefajne jedzeniowe nawyki leżące u podstaw naszych problemów z nadwagą i ze zdrowiem. Oczywiście na początku musi być świadomość, która leży u podstaw każdej zmiany. Potem warto zmienić parę prostych rzeczy. Zanim sięgniesz po jedzenie- rozróżniaj. Postaraj się odpowiedzieć sobie na pytanie: czy jestem(…)

  • czy czujesz głód? … i sałatka z makaronem gryczanym :)

    Długo obserwowałam zależności jedzeniowe, wiele diet i konsultacji odbyłam – wysłuchałam setek historii. Dało mi to wiedzę – szerszy pogląd na zagadnienie jedzenia. Dziś chciałabym napisać parę wniosków i spostrzeżeń bardziej subtelnych z jedzeniem związanych. Według mnie kluczowych. Od lat słuchając ludzi mówiących o swoich dietach, swoim zdrowiu i opowiadających swoje historię nasunęło mi się(…)

  • witamina B12 oraz chipsy lniane :)

    Dziś o witaminie B12. Napiszę co wiem o tej witaminie, jakie mam co do niej pytania i jak karmię swoją rodzinę aby jej nam nie zabrakło. Wszystkie opinie jakie czytuje czy słyszę są takie, że wegetarianie/weganie musza suplementować witaminę B12 ponieważ znajduję się ona jedynie w mięsie zwierząt lub ewentualnie w nabiale- dostarczanym w sporej(…)

  • moja piramida żywieniowa i sałatka z jarmużu i awokado z kremowym sezamowo-daktylowym sosem :)

    Dziś o mojej własnej piramidzie żywieniowej. Jej struktura kształtowała się latami, a na jej obecny wygląd miało wpływ wiele czynników. Po drodze też popełniłam wiele błędów. Nie zawsze odżywiałam się zdrowo, a moja dieta w młodości pozostawiała wiele do życzenia. Jadłam bardzo dużo białego pieczywa i serów oraz sporo słodyczy. Mimo, że byłam osoba raczej(…)

czym jest konsument doskonały?… i placek gryczany z cukinią i suszonymi pomidorami :)

IMGP6996

Suplementy są wszędzie. Od aptek, zielarni, sklepów ze zdrową żywnością aż po supermarkety, kioski i stacje benzynowe. W radio od rana słyszę reklamy tabletek na wszystko: od łysienia po chęć do życia. Masakra. Mam czasem wrażenie, że to jakieś zbiorowe szaleństwo rodem z prozy Kafki.

Jemy starty śmieciowego, sztucznego jedzenia i w ramach rekompensaty, wyciszania wyrzutów sumienia wcinamy suplementy. Nie chcemy zmienić naszych nawyków ale chcemy być zdrowi, szczupli i sprawni do późnej starości więc wymyśliliśmy sobie drogę na skróty. To nie zadziała. No way!

Nie można zrekompensować suplementacją zbilansowanej wartościowej diety. To oszustwo.

Odżywianie to ogromnie złożony system biochemiczny, na który ma wpływ nieskończona ilość zmiennych. System ten oddziałuje na nasz organizm na tysiące sposobów. Jesteśmy głupcami sądząc, że wiemy wszystko. Wiara, że pojedynczy, wyizolowany i najczęściej sztucznie stworzony składnik może zastąpić jego naturalny pierwowzór jest błędna.

Przez tysiące lat ewolucji nasz organizm przystosowywał się do otoczenia. Uczył się trawić dostępne pożywienie, znajdował sposoby reagowania na środowisko i wypracowywał sobie odporność na nie. To musiało trwać.

Przez miliony lat nasi przodkowie trudnili się zbieractwem, jedząc to co oferowała stołówka natury: korzonki, owoce, ziarna, orzechy. Dodatkowo polowaliśmy na niewielkie zwierzęta, jedliśmy owady i padlinę. Dopiero wynalezienie ognia zbiegło się z naszą nauką polowania na większe zwierzęta – wtedy już bardzo szybko wkroczyliśmy na szczyt łańcucha pokarmowego. Zaowocowało to skróceniem układu pokarmowego i rozrostem naszego mózgu. Nie zawsze jednak umieliśmy go użyć…

W czasie krótszym niż oka mgnienie, z punktu widzenia ewolucji, nasz gatunek zrobił następny skok – zaczął uprawiać rolę. Zubożyło to bardzo naszą dietę ponieważ setki roślin, które do tej pory stanowiło nasze pożywienie zamieniliśmy na dosłownie kilka – takich, które umieliśmy uprawiać. Ta zmiana skutkowała ogromnym przyrostem naturalnym i… permanentnym niedożywieniem jednostek. Parę roślin jakie hodowaliśmy nie dostarczało nam tego wszystkiego czego potrzebowaliśmy. Dzieci rolników rodziły się co roku i równie szybko umierały ponieważ karmienie piersią zastąpiono zbożem i mlekiem zwierząt hodowlanych.

Kolejny skok jaki dokonał nasz gatunek to rewolucja przemysłowa, która wprowadziła kolejną zmianę – nie koniecznie na lepsze. Rozrost miast i specjalizacja pracy wpłynęły na to, że bardzo niewielu z nas jadało to co wyhodowało. Przestaliśmy sami wytwarzać jedzenie. Ten skok w dziejach ludzkości zrobił z nas konsumentów. Ten skok też zmienił całą naszą planetę podporządkowując ją owej konsumpcji. Uwierzyliśmy w kapitalizm. Teraz już nikt z nas nie wytwarza jedzenia na własny li tylko użytek. Specjalizujemy się w czym innym. Jedzenie wytwarzają za nas inni. Niestety zapominamy, iż w gospodarce kapitalistycznej jedynym i słusznym wyznacznikiem prawdy jest wzrost, wynik finansowy i rozwój… ale nie nasz. Jedzenie trzeba wytworzyć szybko i tanio aby wykorzystać korzyści skali oferujące jak najmniejszy koszt jednostkowy. Jedzenie trzeba wytwarzać smaczne – badania marketingowe rynku potwierdzają niezbicie, że powinno sprawiać przyjemność abyśmy zechcieli je kupić. Jedzenie ma zawierać dużo cukru i tłuszczu – bo ewolucyjnie do poszukiwania takiego mamy skłonności więc łatwiej się wstrzeli w nasze gusta. Musi się nie psuć, bo zepsuty towar to strata ewentualnie koszt uzyskania przychodu – więc trzeba je tak przetworzyć aby leżało na sklepowej półce miesiącami. Trzeba je wyprodukować tanio i szybko – wszelkie inne koszty, inne drobnostki jak cierpienie miliardów zwierząt, śmierć i głód dla połowy planety nie są brane pod uwagę w rachunku zysku i strat, a więc nie są częścią sprawozdania finansowego. Wszystko jest super.

Nikt nie patrzy na nasze dobro. Indoktrynowani reklamami i stymulowani wciąż nowymi potrzebami zagubiliśmy się całkowicie. Staliśmy się swoistym produktem. Od najmłodszych lat urabianym, szlifowanym i stymulowanym konsumentem doskonałym, który kupi wszystko to co zostanie wyprodukowane.

Teraz w czasie mody na zdrowie mamy kupować suplementy. Będziemy!

Setki reklam każdego dnia pięknie nam tłumaczą dlaczego jest to jedyna słuszna, mądra i konieczna droga.

Myślicie, że Wasze przekonania i wybory są rzeczywiście Wasze?

Mamy jeść wszystko to co zostało wyprodukowane, oczywiście w dużej ilości i dokładać do tego sztuczne witaminy, dodatkową składkę na ubezpieczenie zdrowotne „Pogodna jesień”, pakiet polis rodzinnych na wypadek raka „Zrób rakowi wspak”, dofinansowanie na wózek inwalidzki „Mobil” i ubezpieczenie od kosztów pogrzebu „Moi bliscy”. Cudo.

Nie chcę nawet wiedzieć jaki będzie następny skok w dziejach ewolucji naszego gatunku…

Nie mam wpływu na innych ludzi. Nie mam takiej mocy. Ludzie zmieniają się pod wpływem traumy lub bardzo bardzo rzadko – dzięki pogłębianiu świadomości.

Mogę tylko zmienić siebie. Zmienić życie mojej małej rodzinki i kilku bliskich znajomych.

Jeżeli będziemy się starać odżywiać konsekwentnie latami naturalnie, nieprzetworzonymi produktami nie trzeba będzie setek suplementów. Nie trzeba będzie ani tabletki na zgagę ani tej na depresję.

Naprawdę.

Sprawdziłam.

 

Dziś mój ulubiony wegański bezglutenowy gryczany placek z cukinią i suszonymi pomidorami. Potrawa będzie łagodziła nadmiar dosha vata, będzie lekko wzmagała dosha pitta i kapha.

 

Składniki:

 

1/2 małego kalafiora (około 150-170g);

1/2 szklanki mąki gryczanej;

1 niewielka cukinia;

5 łyżek siemienia lnianego;

2 łyżki łuski babki płesznik;

5-6 łyżek gorącej wody;

7-8 suszonych pomidorów w zalewie olejowej;

1 pęczek natki pietruszki;

1 ząbek czosnku;

3 łyżki pestek słonecznika;

olej z zalewy;

1 łyżeczka sody oczyszczonej;

sól i pieprz;

Kalafior trzemy na tarce o dużych oczkach. Do miski wsypujemy utarty kalafior, mąkę gryczaną, siemię lniane, sodę oczyszczaną i około pół łyżeczki soli. Łuskę babki płesznik zalewamy 5-6 łyżkami gorącej wody, szybko mieszamy i wlewamy do miski z pozostałymi składnikami. Rękami wyrabiamy ciasto dokładnie je zgniatając aż do uzyskania jednorodnej masy. Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 180 stopni. Na blaszce rozkładamy papier do pieczenia. Na papierze formujemy z ciasta dość cienki placek ? powinien mieć około 30 cm średnicy. Placek wkładamy do nagrzanego piekarnika na 15 minut. Cukinie skrajamy na cieniutkie plasterki obieraczką do warzyw. Suszone pomidory kroimy drobniutko. Natkę pietruszki, pestki słonecznika, ząbek czosnku, dwie szczypty soli i 5 łyżek oleju pozostałego z zalewy pomidorów miksujemy na gładką masę. Jeśli wyjdzie za gęsta dodajemy 2 łyżki wody. Po 15 minutach wyjmujemy z piekarnika placek. Smarujemy go sosem z natki pietruszki. Na wierzchu układamy cieniutko pociętą cukinie i pokrojone suszone pomidory. Skrapiamy wszystko oliwą z zalewy pomidorów. Posypujemy solą i pieprzem. Wstawiamy ponownie do piekarnika na 15 -20 minut. Podajemy na ciepło. Super smakuje z sałatką ze świeżych pomidorów. Smacznego :)

 

 

 

 

wspomagamy odtruwanie czyli oswajamy wodorosty :)

IMGP6980

Wszyscy wiemy, że wodorosty to super food. To jedzenie o jednej z największych gęstości odżywczej. Te niepozorne roślinki mają ogromne ilości wartości odżywczych przypadających na daną wartość kaloryczną. Dla przykładu mają one o 10-20 razy więcej mikroelementów, pierwiastków śladowych, składników odżywczych i witamin niż organizmy lądowe.

Więcej o gęstości odżywczej pisałam tu:

http://www.izaraczkowska.pl/gestosc-odzywcza-czyli-glazurowana-brukselka-orzeszkami/

O właściwościach wodorostów pisałam tez tu:

http://www.izaraczkowska.pl/jedzenie-ma-moc-czyli-roladki-nori-kremowym-sosem-tofu/

Wodorosty uznawane są przez medycynę wschodnia jako pożywienie mające moc przedłużania życia, zapobiegania chorobą oraz przywracania urody ? no nie może być lepiej :) Rzeczywiście społeczności, w których menu goszczą na stałe wodorosty to społeczności charakteryzujące się długowiecznością, szczupłą budową ciała oraz rzadszym występowaniem chorób cywilizacyjnych.

Ponadto jedną z ważniejszych właściwości wodorostów są ich odtruwające właściwości.

Najbardziej rozpowszechnione na świecie jest skażenie ołowiem, glinem (aluminium), arsenem, kadmem oraz rtęcią. Związki te mogą pozostawać w ciele czego skutkiem bywa szwankowanie wszystkich systemów metabolicznych co leży u podstaw wielu poważnych chorób. Zawsze też będą one wpływać na nasze ogólne osłabienie i zmęczenie.

Wodorosty są w stanie przekształcać określoną ilość toksycznych metali w sole, które nasz organizm jest w stanie bez problemu wydalić przez jelita. Należy je jednak jeść regularnie minimum 4 razy w tygodniu przez pół roku.

Wspomagają też wodorosty do pewnego stopnia łagodzenie skutków promieniowania. Nie tylko nuklearnego, ale promieniowania, na które narażeni jesteśmy codziennie. To promieniowanie linii wysokiego napięcia oraz instalacji elektrycznej, mikrofalówek i kuchenek indukcyjnych, komputerów, ekranów i telewizorów. Te rodzaje promieniowania wpływają na zwiększenie produkcji przez nasz organizm wolnych rodników, a tym samym przyspieszenie procesów starzenia, zaburzeń komórkowych, anemii oraz wielu innych chorób.

Oprócz wodorostów dość podobne działanie odtruwające mają także miso, czosnek oraz trawa jęczmienna i pszeniczna.

Mają także wodorosty właściwości mocno nawilżające (wspomagają aspekt Yin). Są niezwykle skuteczne w usprawnianiu metabolizmu płynów w ciele. Specjalnie zalecane dla osób szczupłych lub osób z charakterystycznymi objawami suchości jak choćby sucha skóra, suche włosy czy słabo nawilżone stawy.

W ramach oswajania tego mało popularnego rodzaju pożywienia w naszej diecie dziś jedno z prostych zastosowań wodorostów. Sałatka ze świeżych wiosennych warzyw i wodorostów z miso.

Sałatka będzie łagodziła vata, może lekko zaburzać dosha pitta i kapha.

 

Składniki:

1 garść suchych wodorostów wakame;

1 ogórek;

1 marchewka;

5 rzodkiewek;

1 cebulka dymka ze szczypiorkiem;

2 łyżki nasion sezamu;

1 kopiasta łyżka jasnego miso (shiro miso);

1 łyżka soku z cytryny;

1 łyżka sosu sojowego;

1 łyżeczka octu jabłkowego;

3 łyżki oleju sezamowego;

4-5 szczypty pieprzu cayenne;

1/2 szklanki wrzątku;

Wodorosty wsypujemy do miseczki i zalewamy wrzątkiem. Czekamy około 10 minut. Powinny całe wypić wodę, urosnąć i być równomiernie zielone. W razie konieczności resztę wody odlewamy. Cebulkę ze szczypiorkiem kroimy w piórka. Marchewkę kroimy obieraczką do warzyw w podłużne paseczki. Rzodkiewki kroimy na plasterki, a ogórka w paseczki. Wrzucamy do miski wodorosty, marchewkę, rzodkiewki, cebulkę i ogórka. Wsypujemy sezam. W kubeczku mieszamy olej, miso, sos sojowy, ocet jabłkowy, pieprz cayenne i sok z cytryny na gładką masę. Sosem polewamy sałatkę i dobrze mieszamy. Najlepiej smakuje schłodzona w lodówce :)

 

 

 

 

 

 

nakarm swoje bakterie czyli sałatka z pieczonych warzyw i komosy ryżowej :)

IMGP6337

O tym jak istotna jest pozytywna flora bakteryjna naszych jelit nieraz już pisałam.

Szerszy wpis na ten temat znajdziecie tu:

http://www.izaraczkowska.pl/wiosenne-porzadki-cz-1/

http://www.izaraczkowska.pl/caly-ten-mikro-swiat/

http://www.izaraczkowska.pl/powiedz-kotku-co-masz-w-srodku-prawidlowe-odzywianie-od-podszewki-czyli-dlaczego/

A o jelitach pisałam tu:

http://www.izaraczkowska.pl/dbamy-jelita-indyjska-zupa-krem-warzyw-ciecierzycy-kaszy-jaglanej/

http://www.izaraczkowska.pl/jesienna-dieta-dla-zdrowia-jelit-czyli-gulasz-dyni/

http://www.izaraczkowska.pl/po-ci-te-kanapki/

To co jemy nie służy tylko nam ale i bilionom bakterii w naszych jelitach. To czym je karmimy ma znaczenie, ponieważ decyduje o tym jakie szczepy bakterii będą mieć się lepiej. A to jakie bakterie będziemy karmić wpłynie na nasze zdrowie… lub jego brak. Dziś o szczepach bakterii, które mają wpływ na nasz metabolizm.

Istnieją szczepy bakterii, które mają związek z naszą skłonnością do nadwagi i otyłością. W dawnych czasach częściej czuliśmy głód. Zimowe zapasy zawsze w końcu się kończyły i trzeba było jakoś doczekać do wiosny. Ludzie sięgali po mniej treściwe, suche i często włókniste pożywienie. Pomagały nam w jego przetworzeniu niektóre bakterie, specjalizujące się w rozkładaniu cukrów złożonych z włókien roślinnych na łatwo przyswajalne związki.

Dziś kiedy dostęp do żywności jest nieograniczony nie zawsze chcemy posiadać takich pasażerów. Dlaczego? Udowodniono, że zwiększona ich obecność w jelitach ma wpływ na łatwość w gromadzeniu tkanki tłuszczowej oraz ma wpływ na trudność w pozbyciu się jej…

Istnieją też bakterie, których posiadanie przynosi nam zupełnie odwrotne skutki. Wspomagają one znacznie naszą przemianę materii. Te lubimy :)

Nazywają się Bifidobacterium – to Gram dodatnie bakterie beztlenowe. Należy do nich 29 gatunków. Bakterie te żywią się prebiotykami czyli specyficznymi włóknami pokarmowymi występującymi w pewnych określonych rodzajach pożywienia. Włókna te nie do końca ulegają strawieniu, a poprzez selektywną fermentację tworzą świetne siedlisko dla pozytywnej flory. Poprzez uwolnienie krótkołańcuchowych kwasów tłuszczowych w wyniku fermentacji niektórych pokarmów i w obecności bifidobacterium – poprawia się stan śluzówki naszych jelit. Poprawia się bariera jelitowa, a jednocześnie zmniejsza się ich przepuszczalność co zapobiega wielu schorzeniom związanym z zespołem nieszczelnego jelita.

Udowodniono, iż w ciele ludzi otyłych, odżywiających się wysokotłuszczową i wysoko przetworzoną dietą bakterie te są w zaniku. Zazwyczaj też jest to skorelowane nie tylko z nadwagą ale ze skłonnością do insulinoodporności, toksemii i występowaniem stanów zapalnych co może prowadzić -wcześniej czy później- do cukrzycy typu 2. Rodzaj pożywienia z dużą ilością tłuszczu, pożywienia rafinowanego i przetworzonego powoduje iż przyjazne bakterie nie są w stanie rozwijać się w naszym organizmie. Ta dieta je zabija. Nas zresztą też – tylko wolniej.

Udowodniono też, iż zwiększenie ich obecności zmniejsza nie tylko toksemie, ale poprawia stan naszych jelita, wpływa pozytywnie na zmniejszenie występowania stanów zapalnych oraz poprawia tolerancje glukozy. A poprzez to wszystko wpływa na usunięcie zaburzeń metabolicznych co z kolei związane jest z naszą masę ciała.

Tak więc ludzie szczupli mają inną florę bakteryjna niż osoby z nadwaga lub otyłością.

Oprócz bakterii z rodzaju Bifidobacterium w jelitach osób szczupłych naukowcy odkryli więcej bakterii z gatunku Akkermansia municiphila. W doświadczeniach na myszach stwierdzono, iż u osobników którym wszczepiono powyższe bakterie występował spadek wagi w porównaniu z osobnikami, którym bakterii nie wszczepiono.

Hipokrates twierdził, że każda choroba zaczyna się w jelicie i miała rację. Można tylko dodać, że i zdrowie w jelicie może mieć swój początek.

Bakterie, o których pisałam powyżej karmią się jedną z frakcji błonnika tak zwanymi fruktanami: inuliną lub oligofruktozą. Jeśli więc chcecie mieć taką florę bakteryjną nakarmcie ją pokarmami zawierającymi fruktany. Nie wszystkie produkty roślinne je mają. Poniżej lista tych, które je zawierają:

* czosnek;

* cebula;

* por;

* rzodkiewki;

* rzodkiew;

* pasternak;

* pataty;

* brukiew;

* imbir;

* pochrzyn;

* słonecznik bulwiasty;

* korzeń cykorii;

* liście mniszka pospolitego.

 

Dziś sałatka z pieczonych warzyw i komosy ryżowej – świetna dla bakterii ( i dla nas też :) ).

Sałątka będzie łagodzić dosha vata i kapha. Sałatka będzie zaburzać dosha pitta.

 

Składniki:

 

1 szklanka komosy ryżowej (quinoa);

2 marchewki;

2 korzenie pasternaku (lub pietruszki);

2 ziemniaki;

1 czerwona papryka;

1 pęczek rzodkiewek;

1 por;

1 cebulę;

7 ząbków czosnku;

5-6 liści jarmużu;

5-6 orzechów włoskich;

3-4 łyżki oliwy z oliwek;

3-4 łyżki płatków drożdżowych;

1 łyżka ziół prowansalskich;

2-3 łyżki oleju rzepakowego;

sól i pieprz;

Warzywa myjemy. Ziemniaki, marchew, pietruszkę kroimy na nieduże kawałki – około 1,5 cm. Paprykę kroimy na ciut większe cząstki aby się nie spiekła. Białą część pora kroimy w plastry. Cebulę obieramy i kroimy na 8 części. Czosnek obieramy i dodajemy całe ząbki. Jeden ząbek zostawiamy do dresingu. Rzodkiewkę dodajemy w całości. Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 190 stopni. Na blaszce układamy wszystkie warzywa. Skrapiamy olejem rzepakowym. Posypujemy solą, pieprzem i ziołami prowansalskimi. Pieczemy od czasu do czasu mieszając przez około 30 minut. W tym czasie gotujemy komosę. Do garnka wlewamy około dwie szklanki wody, lekko ją solimy i wrzucamy komosę. Gotujemy około 15 minut – aż woda całkiem wyparuje.

Liście jarmużu przelewamy wrzątkiem i wrzucamy do blendera. Dorzucamy ząbek czosnku, płatki drożdżowe, orzechy, wlewamy oliwę z oliwek i dodajemy 3-4 szczypty soli. Blendujemy na gładką masę.

Kiedy warzywa się upieką, a komosa ugotuje mieszamy wszystko w dużej misce razem z dresingiem. Sałatka najlepiej smakuje schłodzona w lodówce. Dziś u nas dziś nie doczekała… i została zjedzona na ciepło :)

 

 

 

 

 

 

zmieniamy nawyki i krem z kaszy gryczanej :)

IMGP5296

Dziś dwa słowa o tym jak pozbyć się i czym zastąpić niefajne jedzeniowe nawyki leżące u podstaw naszych problemów z nadwagą i ze zdrowiem.

Oczywiście na początku musi być świadomość, która leży u podstaw każdej zmiany.

Potem warto zmienić parę prostych rzeczy.

  1. Zanim sięgniesz po jedzenie- rozróżniaj. Postaraj się odpowiedzieć sobie na pytanie: czy jestem głodny? Nie prześmiewaj tego i nie bagatelizuj. Za pomocą uważności i szczerości z samym sobą odróżniaj głód fizyczny od głodu jaki jest skutkiem emocji lub stresu.                                                                                                         Jeśli rzeczywiście mamy problem z zajadaniem emocji bardzo pomocny w rozróżnianiu może być dziennik jedzenia. Piszemy po prostu w zeszycie co jemy, w jakiej ilości oraz w jakim nastroju jesteśmy kiedy sięgamy po jedzenie. Słowo pisane ma większą moc. Już po kilku dniach będziecie mogli dostrzec pewne prawidłowości, a po kilku tygodniach wyłonią się gotowe tendencje. To da Ci wiedzę.
  2. Znajdź inny sposób na robienie sobie dobrze! Niech to nie będzie jedzenie. Nie musimy nagradzać się w ten sposób- są inne możliwości. Bądź kreatywna/ny. Znajdź w miarę proste małe rzeczy, które sprawiają Ci radość i rób je. Niech to będzie na przykład masaż ciepłym olejkiem, słuchanie ulubionej płyty, czytanie dobrej książki, filiżanka dobrej herbaty, wizyta u kosmetyczki, spacer, gorąca kąpiel etc. Nagrody muszą być małe i łatwo dostępne. Jeśli znajdziesz coś takiego niech to będzie Twoją nagrodą. Zrób z tego nawyk powtarzając dość regularnie minimum przez miesiąc.
  3. Jedz świadomie. Przed każdym posiłkiem zatrzymaj się na moment i zrób 10 głębokich oddechów. Nie śpiesz się – gryź dokładnie każdy kęs. Myśl o tym co właśnie jesz i unikaj rozpraszaczy. Wyłącz komputer i telewizor, zamknij książkę. Jedzenie ma być jedyną rzeczą na której się koncentrujesz. Jedzenie ma być ważne. Doceniaj je.
  4. Zamień ilość na jakość. Kup sobie mniejsze talerze i miseczki, które wymuszą jedzenie ciut mniejszych porcji. Potraktuj się z szacunkiem i nie wrzucaj w siebie byle czego! Kupuj jedzenie w mniejszych ilościach za to lepszej jakości. Nie kupuj gotowych potraw. Przyrządzanie posiłku-jeśli je opanujesz -może być całkiem proste. Ukróci to jedzenie gotowców szybko i bezmyślnie.
  5. Nie kupuj przekąsek. Nie kupuj rzeczy, które są małe i stanowią kompletną całość na przykład chipsów, cukierków, paluszków etc. Unikaj posiadania w domu rzeczy które można jeść automatycznie i łatwo. Jeśli na przykład podczas oglądania telewizji nosi Cię – zajmij czymś ręce! Kup sobie piłeczkę do ściskania lub zacznij robić na drutach 😉 Brzuch od tego nie urośnie, a Ty będziesz miał/a szalik :)
  6. Nie opuszczaj posiłków -jeśli nie chcesz sobie utrudniać życia pozwalając aby o twoich wyborach decydowała fizjologia. Kiedy opuszczasz posiłek kolejny jest zawsze mniej rozsądny i większy niż ostatni. Daj sobie szanse na świadomy wybór.

 

Dziś krem z kaszy gryczanej. Prosty, zdrowy i smaczny. Świetny jako śniadanie. Krem będzie dobry dla osób dosha kapha należy jednak zmniejszyć ilość daktyli. Danie będzie zaburzać dosha pitta. Uważam, że w tej formie danie nie będzie zaburzać dosha vata.

 

Składniki:

 

1/3 szklanki kaszy gryczanej (najlepiej niepalonej);

1 2/3 szklanki wody;

1 banan;

5-6 daktyli bez pestek;

1 łyżka miodu;

1/2 łyżeczki cynamonu;

1 szczypta soli;

Kaszę zalewamy sporą ilością wody i odstawiamy na minimum 3 godziny. Ja zawsze odstawiam na noc. Rano ją odsączam i płuczę po czym zalewam ilością wody podaną w przepisie. Dodaje daktyle i sól. Blendujemy dokładnie na gładki krem. Przelewam krem do garnka i gotuję cały czas mieszając. Od zagotowania zmniejszamy ogień i gotujemy jeszcze maksymalnie 5 minut. Dodajemy banana, cynamon i miód. Blendujemy do konsystencji jedwabistego kremu. Podajemy na gorąco posypaną ulubionymi orzeszkami lub musli. Smacznego.

 

 

czy czujesz głód? … i sałatka z makaronem gryczanym :)

IMGP5276

Długo obserwowałam zależności jedzeniowe, wiele diet i konsultacji odbyłam – wysłuchałam setek historii. Dało mi to wiedzę – szerszy pogląd na zagadnienie jedzenia.

Dziś chciałabym napisać parę wniosków i spostrzeżeń bardziej subtelnych z jedzeniem związanych. Według mnie kluczowych.

Od lat słuchając ludzi mówiących o swoich dietach, swoim zdrowiu i opowiadających swoje historię nasunęło mi się parę pytań.

Dlaczego wciąż mamy kłopoty z utrzymaniem wagi mimo, że nie chcemy być otyli? Dlaczego jemy byle co mimo, że mamy podstawy wiedzy czym to się skończy? Dlaczego nie umiemy utrzymać zdrowych nawyków na dłużej? Dlaczego tak często dogadzamy sobie jedzeniem? Dlaczego popełniamy non stop te same błędy mniemając wytrwale, że tym razem będzie inaczej. Zachowujemy się jakbyśmy wierzyli, że w naszym przypadku prawa fizyki, chemii czy fizjologii nie zadziałają. Że nas to nie dotyczy…

Wydaje mi się, że trzeba tu uświadomić sobie dlaczego jemy. To kolejny obszar wiedzy nie wykorzystywanej w praktyce.

Zazwyczaj popełniamy trzy błędy, pielęgnujemy trzy grupy złych nawyków.

  1. Pierwsze to powód dla którego jemy. Jeśli przeanalizujecie szczerze własne odczucia, własne stany oraz nałożycie je na grafik posiłków okaże się, że rzadko kiedy jecie z powodu prawdziwego głodu. Kiedy ostatnio czuliście się naprawdę głodni? Kiedy myśleliście z przyjemnością o kolejnym posiłku czując rzeczywiste burczenie w pustym brzuchu? Ile razy dziennie jecie? Jak często przegryzacie i podjadacie pomiędzy posiłkami?

Większość z nas nie dopuszcza do siebie uczucia głodu. Jak większość innych niefajnych uczuć nie lubimy i unikamy głodu jak tylko możemy. Niepotrzebnie. Konfrontacja z niefajnymi uczuciami jest jednak konieczna aby móc szczerze doświadczać tych fajnych. Bo biel nie istnieje bez czerni, prawda? Aby móc docenić smak jedzenia musimy doświadczać głodu.

W świecie szybkich małych przekąsek nie istnieje smak. W świecie podwójnych porcji, dokładek i deserów NIE MA SMAKU!

Wiemy już, że nie zawsze jemy kiedy jesteśmy głodni ale dlaczego jemy?

Jedzenie rekompensuje brak. To szybki, łatwy i tani sposób zastąpienia wszelkich naszych braków.

Jemy aby poradzić sobie z emocjami. Jemy aby zagłuszyć niepokój i frustrację aby zapełnić emocjonalną pustkę oraz uczucie samotności lub niedostosowania. Jemy aby złagodzić stres, aby kompensować sobie brak czasu, aby kompensować sobie nieprzespane noce i wieczny pośpiech? Zajadamy zgryzoty i zmartwienia.

Zjedzenia gorącego bajgla z czekoladą załatwia naprawdę wiele. To najszybsze rozwiązanie aby poczuć się lepiej. To coś co błyskawicznie może złagodzić nasze nastroje i pozornie zaspokoić nasze potrzeby. Choćby na chwilę…

Nie lubimy przegrywać, a w batalii jaką toczymy z jedzeniem prawie zawsze jesteśmy na przegranej pozycji. Nie przysparza nam to radości.

Jak wszystkie kłamstwa i te polegające na maskowaniu jedzeniem braków, szybko wychodzą na jaw. Pozostawiając nas z wciąż nierozwiązanymi problemami i niezaspokojonymi potrzebami. Powodując natomiast, iż jesteśmy grubsi, bardziej zmęczeni i zniechęceni, a poprzez to jeszcze bardziej nieszczęśliwi.

  1. Drugi problem z jedzeniem związany to automatyzm. Wrzucamy na luz i idziemy z prądem. Nie myślimy o tym ani kiedy ani co jemy. Nie jemy wiele godzin a potem rzucamy się na byle co. W większości jemy posiłki w pośpiechu, pomiędzy setkami codziennych spraw. Nawet w czasie posiłku o nim nie myślimy. Jesteśmy myślami gdzie indziej – zresztą jak zwykle… Często podczas jedzenia jesteśmy nieobecni, zamyśleni, skoncentrowani na problemach lub zadaniach. Wybiegamy myślami w przyszłość przewidując scenariusze lub zapamiętale analizujemy przeszłość. Oglądamy gazety, czytamy książki lub oglądamy telewizję. Nic dziwnego, że nie dostrzegamy ani tego co jemy ani w jakiej jemy to ilości.

Najgorsze są jednak przekąski. Setki łatwo dostępnych małych porcji pożywienia w jednej torebce – chipsy, batoniki, wafelki, cukierki etc Nie wymagające myślenia ani jakiejkolwiek pracy. Nie wymagające obecności. Mantra naszej nieświadomości powtarzana z każdym ruchem ręki.

Jedząc automatycznie powodujemy, że jedzenie przestaje mieć dla nas nie tylko smak ale i jakąkolwiek wartość. Nie da się przywiązywać wagi do czegoś czego nie zauważamy ponieważ wszelka świadomość podąża za uwagą. Gorzej – nie da się kontrolować czegoś czego się nie uświadamia…

  1. Jemy dla przyjemności – w sumie to powinien być punkt pierwszy. Lubimy robić sobie dobrze. Uwielbiamy się nagradzać. Bo przecież jesteśmy tego warci, bo nam się należy, bo zasłużyliśmy… Uwielbiamy robić to szybko więc wybieramy natychmiastowe rozwiązania. Natychmiastowe nagrody. Jedzenie to najprostszy, najszybszy i najtańszy sposób rekompensaty wszelakiej. Idziemy więc na łatwiznę.

Tak łatwo dostarczyć sobie przyjemności tabliczką czekolady czy świeżutkim pączkiem.

Pyk pyk i zrobione. Nasze pożądanie jest zaspokajane natychmiast.

Takie zachowanie jest wpisane w nasze geny, w potrzebę przetrwania. Płaczmy jako niemowlę i tylko pierś mamy lub butla mleka nas uspokaja i wycisza. Jedząc pozbywamy się napięcia, czujemy się zaspokojeni i bezpieczni. Jeżeli z czasem nie nauczymy się osiągać tych stanów w inny sposób wracamy do korzeni…

W kolejnym poście opisze co winno leżeć u podstaw zmiany powyższych nawyków, wpływając znacznie nie tylko na naszą wagę ale i na nasze zdrowie.

 

Dziś sałatka z makaronem gryczanym. Pyszna i prosta do zrobienia w 15 minut.

Sałatka w tej wersji nie powinna wzmagać dosha vata i kapha. Potrawa może wzmagać dosha pitta.

 

Składniki:

 

2 garście liści szpinaku, rukoli, roszpunki etc;

1/2 opakowania makaronu gryczanego (soba);

5-6 różyczek brokułu;

2 łodyżki szczypiorku z cebulkami;

1 marchewka;

1/2 czerwonej papryki;

3 łyżki oleju sezamowego;

3 łyżki orzechów nerkowca;

3 łyżki nasion sezamu;

2 łyżki oleju kokosowego;

1 ząbek czosnku;

2 szczypty pieprzu cayenne;

3 łyżki startej skórki z cytryny;

2 łyżki soku z cytryny;

2 łyżki sosu sojowego;

1 daktyl bez pestek;

sól i pieprz;

 

Do pojemnika wlewamy olej sezamowy i sos sojowy. Dodajemy daktyla bez pestki, pieprz cayenne i czosnek. Mielimy blenderem, po czym do sosu dodajemy startą skórkę cytryny. Makaron wkładamy do wrzątku i gotujemy – zazwyczaj koło 5 minut maksymalnie. Potem przekładamy na sitko i mocno przelewamy zimną wodą. Nieprzelana wodą soba poskleja się niemiłosiernie. Do miski wrzucamy listki szpinaku i rukoli – one będą podane na zimno. Na nie przekładamy odsączony gryczany makaron. Marchewkę kroimy w słupki, cebulki ze szczypiorkiem w piórka, paprykę i różyczki brokułu w paseczki. Na patelni roztapiamy olej kokosowy i wrzucamy cebulkę ze szczypiorkiem. Po dwóch minutach dorzucamy wszystkie pozostałe warzywa i orzechy nerkowca. Smażymy mieszając maksymalnie 5-7 minut. Wszystko przekładamy do miski z listkami szpinaku. Polewamy sosem i posypujemy ziarnem sezamu. Doprawiamy solą i pieprzem do smaku. Bardzo zdrowa, wiosenna i prosta sałatka.