• witamina B12 oraz chipsy lniane :)

    Dziś o witaminie B12. Napiszę co wiem o tej witaminie, jakie mam co do niej pytania i jak karmię swoją rodzinę aby jej nam nie zabrakło. Wszystkie opinie jakie czytuje czy słyszę są takie, że wegetarianie/weganie musza suplementować witaminę B12 ponieważ znajduję się ona jedynie w mięsie zwierząt lub ewentualnie w nabiale- dostarczanym w sporej(…)

  • moja piramida żywieniowa i sałatka z jarmużu i awokado z kremowym sezamowo-daktylowym sosem :)

    Dziś o mojej własnej piramidzie żywieniowej. Jej struktura kształtowała się latami, a na jej obecny wygląd miało wpływ wiele czynników. Po drodze też popełniłam wiele błędów. Nie zawsze odżywiałam się zdrowo, a moja dieta w młodości pozostawiała wiele do życzenia. Jadłam bardzo dużo białego pieczywa i serów oraz sporo słodyczy. Mimo, że byłam osoba raczej(…)

  • gęstość odżywcza czyli glazurowana brukselka z orzeszkami :)

    To co jemy często jest bardzo osobiste. Jedzenie to coś co łączy nas ze światem. Nie zawsze jednak uświadamiamy sobie wagę tego połączenia. Nie zawsze też zdajemy sobie sprawę ze skutków naszych wyborów… Ja uważam, że wszystko jest ze sobą połączone i wszystko ma wpływ na wszystko. Z tego punktu widzenia to co jemy jest(…)

  • dieta dla pęcherza moczowego czyli kuleczki warzywne raz!

    Drugim obok nerek (narządu Yin)- narządem Yang, o który warto zadbać zimą jest pęcherz moczowy. Według medycyny chińskiej wszelkie infekcje pęcherza moczowego są związane z przewlekłą obecnością w ciele stanów wilgoci i gorąca. Długotrwała obecność tych dwóch właściwości jest także zawsze związana z nadmiernym zakwaszeniem organizmu. Bardzo też często infekcje pęcherza moczowego występują u osób(…)

  • dieta dla zdrowych nerek czyli upiecz sobie jęczmień :)

    Nastała zima. To czas kiedy energia opada – czas odpoczynku, wyciszenia i gromadzenia. To czas szczególnie dobry dla rozwoju duchowego. O tym aby w tym okresie roku zwiększyć w diecie ilość smaku słonego i gorzkiego pisałam już tutaj: http://www.izaraczkowska.pl/dieta-na-zime-czyli-aromatyczna-zupa-krem-grochu-cynamonem/ Dziś napiszę o organach związanych z tą zimną porą roku. Według medycyny chińskiej zima jest powiązana(…)

  • gotowanie zimą czyli wegańska cynamonowa szarlotka :)

      Zima to specyficzny czas dla naszej duszy i dla naszego ciała. Czas, w którym powinniśmy zwolnić, wyluzować i wyciszyć się. Krótkie dni, mało słońca, niskie ciśnienie i niskie temperatury powodują, że nasz organizm naturalnie zwalnia bieg dostosowując się do środowiska. Stajemy się senni, częściej narzekamy na zmęczenie i częściej borykamy się ze stanami obniżonego(…)

  • dieta na niedokrwistość i ryżowe tagliatelle z pesto z jarmużu :)

    Bardzo dużo osób zmaga się z problemem większej lub mniejszej niedokrwistości. Anemia to niedobór hemoglobiny – białka budującego erytrocyty. Najważniejszą rolą hemoglobiny jest transport tlenu do wszystkich komórek ciała. Kiedy mamy jej za mało odczuwa to cały organizm. Objawem niedoboru krwi jest zła kondycja fizyczna, częste zadyszki i zmęczenie bez powodu, uczucie zimna, „łamanie w(…)

witamina B12 oraz chipsy lniane :)

IMGP5264

Dziś o witaminie B12.

Napiszę co wiem o tej witaminie, jakie mam co do niej pytania i jak karmię swoją rodzinę aby jej nam nie zabrakło.

Wszystkie opinie jakie czytuje czy słyszę są takie, że wegetarianie/weganie musza suplementować witaminę B12 ponieważ znajduję się ona jedynie w mięsie zwierząt lub ewentualnie w nabiale- dostarczanym w sporej ilości. Jej brak w ustroju wywołuje szereg groźnych objawów, którymi straszy się tą garstkę bidnych wegan jak na przykład niedokrwistość, osłabienie, zmęczenie, bóle głowy, tachykardia, zaburzenia czucia, zaburzenia siły mięśniowej, zaburzenia poznawcze, apatia i depresja oraz jak wisienkę na torcie schizofrenia :) Rzeczywiście niedobór kobalaminy tak się objawia. Natomiast nie zgadzam się z twierdzeniem, że na diecie roślinnej czy wegetariańskiej następują ogromne niedobory powyższej. Całe narody i plemiona przez setki lat żyły na diecie roślinnej z niewielkimi dodatkami nabiału i bardzo sporadycznymi produktami odzwierzęcymi, a mimo to wykształciły piękne kultury i stworzyły wspaniałe cywilizacje. To na pewno nie były narody anemicznych schizofreników. Nie suplementowały się też tabletkami z witaminą B12…

Po pierwsze witamina B12 (kobalamina) nie występuje w roślinach jeśli nie są ona w jakiś sposób skażone, zanieczyszczone drobnoustrojami. To pewnik.

U zwierząt roślinożernych (przeżuwaczy) karmionych NATURALNYMI I NIEPRZETWORZONYMI roślinami jest ona wytwarzana przez drobnoustroje produkujące fermenty w przewodzie pokarmowym od żwacza począwszy. Co ciekawe w żwaczu zwierząt roślinożernych nie wydzielane są żadne enzymy trawienne, a trawienie odbywa się tylko i wyłącznie za pomocą enzymów zawartych w zjadanych roślinach  (zjawisko autolizy) oraz za pomocą enzymów wytwarzanych przez florę jelitową.

Po absorbcji przez komórki wyściółki jelit jest witamina B12 we krwi zwierząt oraz w ich płynie mózgowo-rdzeniowym – skąd przeniesiona zostaje i zmagazynowana w wątrobie w ilości 60 % oraz do mięśniach w ilości około 30%.

Występuje więc co oczywiste w mięsie zwierząt, a także w produktach odzwierzęcych jak jajka, sery czy mleko. Ale chyba nie tylko…

Jest parę możliwości. Rodzi się parę pytań.

Propo flory jelitowej. Oczywiście my ludzie nie posiadamy czterech żołądków w tym żwacza. Jedząc jednak odpowiednie pokarmy możemy i my wytworzyć odpowiednią florę jelitową, która zniweluje nasze niedobory.

Badając zagadnienie białka naukowcy odkryli na przykład plemię Aborygenów z Nowej Gwinei, które nigdy nie zjada pokarmów odzwierzęcych. Ich głównym pożywieniem jest słodki ziemniak batat. Mimo to członkowie tego plemiona maja bardzo dobre wyniki badań krwi. Okazało się, że białka (oraz powiązanych z nim witamin) dostarcza im specyficzna flora jelitowa wyrosła właśnie na tych ziemniakach i mało przetworzonych roślinach. Ilość białka dostarczana codziennie przez florę u członków tego plemienia to aż 10-15 gram.

Oczywiście aby wyhodować odpowiednią florę musi zachodzić zjawisko autolizy indukcyjnej, a więc jak najwięcej pokarmów roślinnych trzeba spożywać w formie nieprzetworzonej. Trzeba pamiętać, że górną granicą temperatury, w której jeszcze pracują fermenty są 54 stopnie.

Czytałam, że w przewodzie pokarmowym człowieka absorbcja tej witaminy odbywa się w jelicie cienkim, a jej produkcja dopiero w jelicie grubym. Jak w takim razie jest możliwe, że plemiona na diecie roślinnej żyją i mają się dobrze?

Myślę, że będzie tu miało miejsce jeszcze sporo odkryć :)

Propo zanieczyszczenia roślin drobnoustrojami. Ten rodzaj źródeł witaminy B12 potwierdza „Biochemia Harpera” (obowiązujący podręcznik na studiach medycznych). Na przykład w krajach Azji, Indonezji lub w większości krajów Trzeciego Świata populację żywiące się dietą roślinną uzyskują witaminę B12 dzięki obecności ogromu drobnoustrojów, które zasiedlają ich pożywienie. Ogromną grupą pokarmów są tu też produkty fermentowane.

Do produktów tych należą kiszone w warunkach domowych (bez dodatku octu) warzywa. U nas polecam domowymi metodami kisić buraki, kapustę i ogórki. Oprócz tego mikroorganizmy wytwarzające witaminę B12 są obecne w fermentowanych domowym sposobem jogurtach – TAKŻE TYCH Z MLEKA ROŚLINNEGO, fermentowanych nasionach lub zakwasie chlebowym domowej roboty. Inne produkty zawierające owe mikroorganizmy to tempeh, miso, natto lub niektóre odmiany naturalnego sosu sojowego. Jeżeli chcemy je kupić u nas należy wybierać te, które są robione w małych manufakturach, a nie w ogromnych fabrykach. Zasady higieny muszą być zbliżone do tych jakie mamy w domu, a nie tych z metalowo-szklanych molochów.

Zbyt restrykcyjne warunki sanitarne uniemożliwiają zanieczyszczenie pozytywnymi drobnoustrojami pożywienia.

Propo grzybów. Mimo, że niektóre źródła podają iż występują w grzybach jedynie analogi witaminy B12 badania australijskie (Uniwersytet Zachodni Sydney 2009) udowodniły co innego. Badaniom poddano pieczarki i udowodniono, że zawierają one bio-dostepną witaminę B12. Większość jej znajduje się w nawierzchni kapeluszy grzybów.

Wśród grzybów mamy też drożdże. Zarówno „Biochemia Harpera” jak i w innych wiarygodnych publikacjach podaje się, że drożdże są źródłem witamin z grupy B WŁĄCZNIE Z WITAMINĄ B12. W zależności od rodzaju od 6 do 47 mikrogramów na 100 gram. Nasze dzienne zapotrzebowanie to 2-4 mikrogramy.

Propo innych źródeł witaminy jak na przykład algi. Naczytałam się masę o tym, że witamina B12 zawarta w algach to tylko analog strukturalny, którym nie może zastąpić tej oryginalnej odzwierzęcej witaminy. Oki… Dlaczego jednak na przykład u osób będących latami na pewnych restrykcyjnych dietach antynowotworowych – wegańskich, które są odmianami diety makrobiotycznej nie występują niedobory witaminy B12?

Jedna z tych diet (dieta Genmai-Saishoku) to opierająca się tylko i wyłącznie na brązowym dzikim ryżu, ogromnych ilościach warzyw, produktach fermentowanych, fasoli, grzybach, gryce oraz dużej ilości alg jak nori, wakame, kombu etc. została bardzo dokładnie przebadana. Wyniki zaskoczyły naukowców – znowu :) Poziom witaminy B12 w osoczu wegan będących na tej diecie nie odbiegał normą od poziomu wszystkożerców (badania Suzuki).

Propo innch możliwych źródeł. Reakcje chemiczne. Jedna z osób, które stanowią dla mnie autorytet naukowy, siedmiokrotnie nominowana do Nobla za odkrycia, dr Johanna Budwig zbadała zagadnienie witaminy B12. Jako biochemik zajmowała się ona korelacją odżywiania i raka od strony biochemicznych procesów zachodzących w ciałach osób chorych.

W swoich publikacjach opisała proces wytwarzania w naszych organizmach witaminy B12 w postaci cyklokobalaminy, która jest formą sprzedawanej w większości preparatów handlowych witaminy B12.

Jeśli chodzi o reakcje chemiczne to oczywiście też należy im zapewnić możliwość zaistnienia. Przede wszystkim jelita muszą wypełniać wyżej opisane produkty aby było odpowiednie zasadowe środowisko. Czyli konieczna jest do procesu dieta zawierająca duże ilości nieprzetworzonych pokarmów roślinnych ich fermentów. Po drugie należy dostarczyć organizmowi produktów zawierających odpowiednie związki chemiczne – glikozydy cjanogenne. Występują one w wielu różnych pokarmach ale szczególnie tanie i łatwo dostępne są w postaci na przykład siemienia lnianego. Dodatkowo siemię lniane zawiera jeszcze konieczne do reakcji enzymy rodanazę i linamarazę. Aby równanie wyszło pełne i kompletnie dopasowane do naszych potrzeb należy jeszcze wprowadzić dwa kolejne składniki. Potrzebne są owoce lub soki owocowe naturalne oraz siarka. Więc tak. Linamaraza zawarta w siemieniu aktywuje glikozydy (cyjanogeneza) zawarte też w siemieniu ale potrzebuje do tego niezbyt kwasowego środowiska oraz obecności owoców aby reakcja nie przebiegła zbyt gwałtownie bo wówczas powstanie cyjanowodór. Rodanaza -kolejny enzym zawarty w siemieniu pilnuje i neutralizuje ewentualny cyjanowodór jeżeli już taki powstanie ale też potrzebuje do tego siarki. Świetnym źródłem siarki są na przykład warzywa krzyżowe – tanie i wszędzie dostępne. Dobrym źródłem siarki jest też biały ser i to jego wykorzystała dr Budwik jako katalizatora wyżej opisanych procesów.

Tak więc enzymy linamarazy i rodanazy wespół z siarką i odpowiednim środowiskiem przekształcają glikozydy cyjanogenne między innymi w cyjanokobalaminę czyli witaminę B12.

W procesie tym nie tylko wykształca się witamina B12 ale także metabolity zwane rodankami, które mają bardzo pozytywne zdrowotne i odtruwające właściwości. Poprawiają wydolność procesów metabolicznych głównie mają wpływ na podstawowe procesy oddechowe komórek i poprawiają samopoczucie.

Pisząc o witaminie B12 należy też wspomnieć o dwóch bardzo istotnych sprawach, o których mało kto wspomina.

Po pierwsze niezależnie skąd czerpiemy tę witaminę nie zostanie ona wchłonięta jeśli nie dysponujemy zdrową wyściółką jelit. W procesie wchłaniania witaminy B12 pośredniczą receptory umiejscowione właśnie w nabłonku zdrowych jelit. Etapem inicjującym ten proces jest także wiązanie tej witaminy z tak zwanym czynnikiem wewnętrznym wydzielanym przez komórki okładzinowe naszego żołądka. Jeżeli te procesy nie zachodzą poprawnie witamina B12 nie zostanie wchłonięta z pożywienia. Niedobór czynnika wewnętrznego inicjującego wchłanianie witaminy B12 może być skutkiem gastrektomii (czyli usunięcia częściowego lub całkowitego żołądka), chorób autoimmunologicznych lub częstego stosowania leków antyhistaminowych. Te ostatnie część społeczeństwa stosuje niestety bardzo często jako odpowiedź na powszechnie występujące alergie? Udowodniono też, że podobne działanie blokujące receptory histaminowe mają niektóre leki antydepresyjne co także może wpływać na zdolność wchłaniania witaminy B12.

Po drugie u osób spożywających większe ilości mięsa oraz produktów odzwierzęcych stanowczo zwiększa się zapotrzebowanie na witaminę B12. Dzieje się tak ponieważ osoby te potrzebują tej witaminy do zbudowania odporności oraz do wytworzenia odpowiedniej jakości krwi co jest dużo trudniejsze w mocno zakwaszonym środowisku. Czyli im więcej mięsa jesz tym więcej witaminy B12 potrzebujesz.

Trzeba też pamiętać że nasze dzienne zapotrzebowania to według różnych źródeł do nawet 4 mikrogramów dziennie. Natomiast wątroba może zapewnić nam zapasy witaminy B12 nawet do pół roku.

To tyle co wiem.

Ja i moja rodzina jesteśmy na diecie wegetariańskiej. Ja osobiście jednak zjadam bardzo rzadko produkty odzwierzęce jak mleko, ciut masła, sera czy jajko  – co przekłada się na dwie łyżki mleka do kawy dziennie lub masło do chleba. Średnio mniej niż 1% dziennego zapotrzebowania kalorycznego pochodzi od nich. Dzieciakom daje je ciut częściej – szczególnie masło. Stanowią produkty odzwierzęce średnio 5% dziennego zapotrzebowania kalorycznego – co przekłada się na przykład na parę kanapek chleba z masłem, dwa plasterki sera lub jajko raz na kilka dni. Jemy codziennie duże ilości roślin w formie nieprzetworzonej termicznie. Codziennie zagęszczam sosy i zupy płatkami drożdżowymi oraz miso. Kilka razy w tygodniu jemy też inne przetwory fermentowanej soi. Codziennie jemy algi w formie różnej. Kiszonki własnej roboty goszczą na stałe w naszym menu. Jemy chleb na własnym zakwasie oraz siemię lniane codziennie. Nie mamy niedoborów, a wyniki krwi mamy prawidłowe. Nie potrzebujemy trwałej suplementacji witaminą B12.

 

Dziś chipsy z siemienia lnianego.

Masa dobroci w plasterku :)

Sam len działa bardzo łagodząco dla dosha vata, pitta i kapha. Niemniej muszę przyznać z ubolewaniem, że wszelkie chrupki mniej lub bardziej zaburzają dosha vata.

 

Składniki:
1 szklanka siemienia lnianego (w całości);

1/3 szklanki zmielonego siemienia lnianego;

1 i 1/2 szklanki wody;

6 łyżek płatków drożdżowych;

5 pomidorów suszonych w zalewie;

1 łyżka ziół prowansalskich;

1 łyżeczka soli;

Pomidory odsączamy z zalewy i mielimy blenderem. Wszystkie składniki wrzucamy do miski i dokładnie mieszamy. Odstawiamy na godzinkę. Po czym rozgrzewamy piekarnik do temperatury 150 -160 stopni. Dużą blaszkę do pieczenia wykładamy papierem i rozsmarowujemy na niej cieniutką warstwą masę powstałą z siemienia. Wkładamy do piekarnika na 10 minut po czym wyjmujemy na moment i kroimy w kwadraciki. Następnie wkładamy blaszkę do piekarnika na kolejne Pieczemy przez 20 minut. Jeśli dacie za dużą temperaturę lub zostawicie je na długo chipsy się przypalą – będą ciemne i gorzkie. Wyjmujcie je i od czasu do czasu próbujcie. Aby chrupki wyszły smaczniejsze przed pieczeniem można je obsypać dodatkowo grubo zmieloną solą :)

 

moja piramida żywieniowa i sałatka z jarmużu i awokado z kremowym sezamowo-daktylowym sosem :)

IMGP4505

Dziś o mojej własnej piramidzie żywieniowej.

Jej struktura kształtowała się latami, a na jej obecny wygląd miało wpływ wiele czynników. Po drodze też popełniłam wiele błędów.

Nie zawsze odżywiałam się zdrowo, a moja dieta w młodości pozostawiała wiele do życzenia. Jadłam bardzo dużo białego pieczywa i serów oraz sporo słodyczy. Mimo, że byłam osoba raczej szczupłą miałam fatalne wyniki krwi. Od dziecka borykałam się z anemią. Miałam słabą odporność. Moja rodzina jest obciążona chorobami serca, miażdżycą oraz zachorowaniami na raka piersi. Chciałam sprawdzić czy można zmieniając diametralnie styl życia choć trochę zmienić przeznaczenie…

Eksperymentując z różnym rodzajem pożywienia przez lata doświadczałam jaki wpływ ma ono na moje ciało, samopoczucie i emocje. Przeszłam przez wiele rodzajów między innymi stosowałam dietę makrobiotyczną, witariańską, wegańską i wegetariańską w każdym aspekcie. Zwiększałam ilość różnych pokarmów i zmniejszałam inne. Dostosowywałam dietę do pory roku. Sprawdzałam na ile mogę dietetycznie pogrzeszyć i jak to wpłynie na moje wyniki. Sprawdzałam jak jedzenie danych rzeczy wpływa na moje samopoczucie i moją wydolność. Sprawdzałam czym rzeczywiście są niktóre rodzaje jedzenia. To był proces.

Coroczne badania i obserwowanie siebie od kilkunastu lat pokazywało błędy i wytyczało kierunki.

Wnioski pozwalały mi być bardziej świadomym oraz stanowczo zdrowszym człowiekiem. Wiem też na pewno, że dziedziczne obciążenia można zmienić. Można zwiększyć odporność i pozbyć się anemii. Można naprawić wiele rzeczy, które początkowo wydają się niezależne od nas… Można też zwiększyć poziom energii i wpłynąć trwale na polepszenie samopoczucia. Wyciszyć się. Można stać się bardziej pogodnym człowiekiem.

Muszę tu wspomnieć, że nie tylko zoptymalizowana dieta była mi w tym pomocna ale i sporo terapii naturalnych jak choćby ziołolecznictwo, medycyna chińska, ajurweda i joga, które trwale zagościły w moim życiu.

 

Wracając do struktury jedzenia – myślę, że moja obecna dieta jest optymalna.

Zawsze wybieram pokarmy o jak największej ilości wartości odżywczych i jak najlepszej jakości – to jest niezmienne. To one stanowią podstawę diety.

Muszę tu też zauważyć, że jeśli mam wybór zawsze sięgam po produkty mniej zakwaszające, a bardziej zasadowe.

Poniżej lista pokarmów ułożona pod względem zasadowości:

http://www.izaraczkowska.pl/kasza-brokulami-pod-beszamelem-razem-lista-produktow-alkalizujacych/

I tak patrząc od największych ilości poczynając:

  1. Podstawą mojej diety są warzywa w ilości naprawdę sporej. Jedzone w formie zależnej od pory roku. W ciepłych porach roku zjadam 70-80 % rzeczy na surowo, a resztę przetwarzam termicznie. W zimnych porach roku 50% jest surowe a 50 % przetworzone termicznie. Ogólnie warzywa stanowią największą części mojej codziennej diety. Ze stanowczą przewagą zielonych warzyw liściastych i niezbyt dużą ilością warzyw skrobiowych. Średnio jem koło 1 kg różnych warzyw dziennie.
  2. Zboża i kasze. Oraz ich przetwory – pasztety, mąki, kremy, pieczywo, placki. W miesiącach zimowych więcej a w letnich mniej. Bardzo rzadko wybieram zboża zawierające gluten. Chleb piekę z mąki ryżowej lub gryczanej. Moje ulubione zboża to gryka i proso.
  3. Rośliny strączkowe. Oraz ich przetwory – pasztety, pasty, placuszki i kotleciki. Szczególnie ulubione kiedy za oknem jest mróz. Zawsze długo moczone, gotowane i dobrze doprawione.
  4. Orzechy i pestki. Oraz ich przetwory – masła, kremy, mąki. Bogactwo mikro i makroelementów, witamin i zdrowych tłuszczów. Mam je zawsze pod ręką.
  5. Owoce. Głównie surowe. Jako, że ich działąnie mocno mnie wychładza stanowczo dostosowuje ich spożycie do pory roku.
  6. Tłuszcze. Nierafinowane i ekologiczne. O ich dobrą jakość dbam szczególnie. Moimi ulubionymi są olej lniany, z pestek dyni i kokosowy.
  7. Ghee, parmezan, mleko i miód. Słodycze.

 

Struktura różnicuje się zależnie od pory roku. Dlatego też zamieszczam dwa wykresy. Wykres przedstawiają procentowo rodzaj spożywanej żywności.

Zrzut ekranu 2015-02-03 o 15.16.44

Produktów odzwierzęcych jem bardzo niewiele. Parę łyżek mleka do kawy lub kostka czekolady. Czasem ghee – tylko zimą. Czasem ciut parmezanu. Czasem miód. Raz na parę miesięcy jakieś jajo może się trafi. Ostatnio rzadziej. Nawet nie wiem czy je tu uwzględniać bo nie przekraczają średnio 1% spożytych przeze mnie kalorii dziennie.

Oprócz sporadycznie popełnianego zimowymym wieczorem kawałka czekolady- słodyczy nie jadam wcale. Słodkie ciastko przytrafia mi się raz na parę lat.

Przetworzonych, gotowych i mocno oczyszczonych pokarmów, nabiału, dziwnych napoi i wszelkich kolorowych opakowań nie popełniam prawie nigdy.

Dzieci żywię podobnie z tą różnicą, że dostają one więcej produktów odzwierzęcych w postaci masła, sera czy jajka- raz na parę dni. Średnio – dość naciągając około 5% ich zapotrzebowanie kalorycznego dziennego mogę uznać za pochodzące z nabiału.

Mięsa oraz jego przetworów nikt z nas nie je – nigdy.

Mamy dobrą odporność. Dzieci narzekają, że muszą wciąż chodzić do szkoły kiedy ich koleżanki są w domu na zwolnieniach lekarskich.

Pijam regularnie kawę i czasem czerwone wytrawne wino ? to tak aby nie stracić cech ludzkich :)

Dostarczając organizmowi latami wszystkich niezbędnych składników oraz pożywienia o ogromnej gęstości odżywczej NIE MAM APETYTU na słodycze lub przekąski.

Posiłki jem trzy dziennie czasem dwa – zależy od dnia. Sporo piję – głownie wody i herbatek ziołowych. Codziennie bardzo regularnie rano wypijam minimum 350 ml świeżo wyciskanego soku z warzyw.

Dziś mega gęsta odżywczo sałatka z jarmużu, rukoli i awokado z magicznym słodkim kremowym sosem.

 

Składniki:

2 duże garście jarmużu (około 100g);

1 garść rukoli;

1 awokado;

1 czerwona papryka;

1 marchewka;

1 garść kiełków brokułu;

1 garść płatków migdałowych;

Sos:

4 duże daktyle bez pestek;

4 łyżki tahini;

2 łyżki miso (shiro miso);

1 łyżka sosu sojowego;

3-4 łyżki soku z cytryny;

2 szczypty pieprzu cayenne;

1 duży ząbek czosnku;

6-8 łyżek wody;

Jarmuż drobno kroimy i wsypujemy do miski. Dodajemy rukolę i kiełki. Awokado obieramy i kroimy w plasterki. Marchewkę i papryke kroimy w paseczki. Wszystko wrzucamy do miski. W osobnym pojemniku miksujemy wszystkie składniki sosu na kremową masę. Jeśli wyjdzie za gęsty dodajemy ciut więcej wody. Sosem polewamy sałatkę i wszystko posypujemy prażonymi na suchej patelni płatkami migdałowymi.

Prawda jest taka, że cokolwiek nie polejecie tym sosem stanie się pyszne :) Zdrowego smacznego.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

gęstość odżywcza czyli glazurowana brukselka z orzeszkami :)

IMGP4494

To co jemy często jest bardzo osobiste. Jedzenie to coś co łączy nas ze światem. Nie zawsze jednak uświadamiamy sobie wagę tego połączenia.

Nie zawsze też zdajemy sobie sprawę ze skutków naszych wyborów… Ja uważam, że wszystko jest ze sobą połączone i wszystko ma wpływ na wszystko. Z tego punktu widzenia to co jemy jest ważne.

Dziś dwa słowa czym ja kieruję się w moich codziennych wyborach – w mojej codziennej diecie.

Dla mnie nie są istotne kalorie. Rzadko zwracam uwagę na wartości kaloryczne poszczególnych produktów. I to bynajmniej nie dlatego, że nie dbam o zdrowie czy o figurę. Po prostu uważam, że kalorie nie są tak istotne. Istotne jest to z czego pochodzą i to warunkuję całą resztę. Pisałam o tym tutaj:

http://www.izaraczkowska.pl/po-ci-te-liczenie-kalorii/

Dla mnie podstawowym kryterium wyboru jest jakość jedzenia. Nie chodzi tu o cenę czy ekskluzywność, a o zawartość składników odżywczych.

Uważam iż wszelkie choroby i przyśpieszone starzenie są skutkiem niedoborów albo toksemii. Te właśnie ochrona przed nimi leży u podstaw moich wyborów.

Co do toksemii. Uważam że najwięcej toksyn wprowadzamy do organizmu z nieodpowiednim jedzeniem oraz kosmetykami, a także chemią domową lub chemią związaną z miejscami gdzie najczęściej przebywamy.

Używam w przeważającej większości ekologicznych kosmetyków oraz środków do prania i sprzątania. Jeśli chodzi o jedzenie naprawdę bardzo rzadko jadam rzeczy mocno przetworzone czy w jakiś sposób rafinowane. Nie kupuje prawie wcale żadnych kolorowych opakowań. Wszystkie posiłki przygotowuję sama bezpośrednio przed spożyciem. Nic gotowego nie leży „na jutro” w mojej lodówce. Kupuję większą część warzyw, owoców oraz zbóż i przypraw z upraw ekologicznych. Bardzo przemyślanie łącze pokarmy ponieważ ogrom toksemii w naszych organizmach bierze się ze złych połączeń pokarmowych.

Najważniejsze jednak, że codziennie dbam o odpowiednią gęstość odżywczą tego co jem. Termin ten stworzył dr Fuhrman i nazwał nim wartość odżywczą danego pokarmu przypadającą na daną jego ilość kaloryczną.

Nie chodzi tu o rodzaj substancji będących nośnikiem kalorii tzn. chwilowo zapominamy o węglowodanach, białkach czy tłuszczach. Chodzi o witaminy, minerały, mikro i makroelementy, enzymy, błonnik, antyoksydanty i inne temu podobne związki czynne występujące w wartościowym pożywieniu.

Na przykład na 1300 kalorie pochodzących z 0,5 kg steku ilość błonnika jest równa 0,8 grama. Na 100 kalorie pochodzących z 0,5 kg warzyw liściastych ilość błonnika jest równa 5 gram.

W 220 kaloriach pochodzących z 0,5 kilograma algi morskiej wakame ilość wapnia wynosi 6500 mg. W 600 kaloriach pochodzących z 0,5 kilograma piersi kurczaka ilość wapnia wynosi 55 mg.

W 135 kaloriach pochodzących z 0,5 kilograma marchwi ilość karotenu wynosi 140 000 jednostek (I.U.). W 230 kaloriach pochodzących z 0,5 kilograma brzoskwiń ilość karotenu wynosi 2000 jednostek (I.U.).

Zauważcie, że prawie nikt nie uwzględnia ich zawartości na swoich opakowaniach. Dlaczego tak się dzieje skoro są one nam niezbędne dla zdrowia?

Ano dlatego ponieważ wszelka przetworzona żywność oraz spora większość pokarmów odzwierzęcych nie zawiera ich prawie wcale. Jakby więc wyglądały te tabelki z samymi zerami? ;)

Z drugiej strony zauważcie jak wiele bardzo otyłych osób boryka się z niedoborami i spowodowanymi przez nie chorobami właśnie. Bo to nie kalorie są najważniejsze. To nie dokładnie wyliczona ilość białek w diecie daje zdrowie.

To dzięki antyoksydantom, mikroelementom i witaminom nie mamy niedoborów, a nie dzięki nadmiarowi kalorii. Jedząc w przeważającej ilości produkty gęste odżywczo nie mamy poczucia wiecznego głodu i wiecznych smaków. Możemy zaspokoić apetyt z łatwością i nie potrzeba nam do tego bomby kalorycznej w postaci posiłku złożonego z trzech dań z obowiązkowym deserem.

Mimo, że Fuhrman jako pierwszy opisał ten aspekt odżywiania (2003) nie do końca zgadzam się ze stwierdzeniem, że on jest jedynym autorem tego typu diety. Jako, że od kilkudziesięciu lat już interesuję się zdrowym odżywianiem oraz medycyną naturalną i praktykuje jogę – wiele lat temu wyczytałam podobne wnioski w książkach o medycynie wschodu. Okazuje się bowiem, że dieta polecana przez ajurwedę i jogę, dieta konieczna do rozwoju duchowego – tak zwana dieta sattwiczna jest o wiele starszym (oczywiście ciut uproszczonym) odpowiednikiem diety kierującej się najwyższą gęstością odżywczą. Według ajurwedy to dieta bardzo mocno odmładzająca i przedłużająca życie, a także pozwalająca dożyć późnej starości w pełni władz umysłowych i sił witalnych.

Pisałam o tym tutaj:

http://joga-gliwice.eu/2012/12/taka-karma-czyli-dieta-jogina/

Dziś lista produktów o największej gęstości odżywczej wg Fuhrmana. Ułożona od produktów najbardziej do mniej wartościowych. Produktów bez wartości nie zawiera. Produkty pokrewne mają zbliżoną skalę wartości. Czyli na przykład papryka pomarańczowa jest wprawdzie ciut niżej niż czerwona ale jednak blisko, kapusta zwykła jest niżej niż pekińska ale blisko etc.

 

  1. Warzywa zielone: nać gorczycy, nać rzepy, kapusta ozdobna, jarmuż, rukiew wodna, kapusta chińska (bok choy), szpinak, nać rzepy, kapusta pekińska, brukselka, boćwina, rukola, brokuł, sałata rzymska.
  2. Pozostałe warzywa: rzodkiewka, buraki, kiełki fasoli, czerwona papryka, , cykoria czerwona, rzepa, marchewka, kalafior, karczoch, pomidor, dynia.
  3. Owoce: truskawki, jeżyny, śliwki, maliny, czarne jagody, borówki, papaja, pomarańcze, mandarynki, melon, kiwi, arbuz.
  4. Rośliny strączkowe: soczewica fasola czerwona, fasola Jaś, fasola adzuki, fasola czarna, soja, groch, ciecierzyca.
  5. Orzechy i nasiona: pestki słonecznika, nasiona sezamu, siemię lniane, pestki dyni, pistacje, orzechy pecan, migdały, orzechy włoskie, orzechy laskowe, orzechy nerkowca.
  6. Ziarna pełne: owies, jęczmień, dziki ryż, brązowy ryż, pszenica, kukurydza, komosa ryżowa, proso.
  7. Nabiał: tofu, mleko bio, mleko sojowe, jogurt naturalny bio, mleko migdałowe, tempeh.

 

Różnica między produktami z punktu pierwszego, a produktami punktu siódmego jest ogromna – to kilkaset jednostek. Należy więc jeść jak najwięcej produktów z góry listy.

Jeśli chodzi o gęstość odżywczą mięsa to zawiera ono znikome ilości punktów i w skali od 1 do 1000 nie przekracza 40. Do tego należałoby spożywać mięso w postaci jak najmniej przetworzonej.

W następnym poście opiszę moją prywatną piramidę żywieniową.

Dziś danie o fajnej gęstości odżywczej – glazurowana brukselka.

Potrawa będzie wzmagać dosha vata i łagodzić pitta. Dla kapha proponuje dodać mniej syropu wtedy także będzie łagodząca.

 

Składniki:

 

1/2 kg brukselki;

1 cebula,

1 papryka czerwona,

1/2 szklanki orzeszków nerkowca;

3 łyżki oleju kokosowego;

3 łyżki syropu klonowego lub miodu;

2 łyżki mąki ryżowej;

1 łyżka sosu sojowego;

1 łyżka czarnej gorczycy;

1 łyżka musztardy Dijon;

woda;

Cebulkę i paprykę kroimy w kosteczkę. Brukselki jeśli są duże kroimy na pół a jeśli małe zostawiamy w całości. Olej kokosowy rozgrzewamy na patelni i wrzucamy cebulkę i gorczycę. Podsmażamy 5 minut do czasu aż cebulka nabierze złotego kolorku. Dorzucamy paprykę, orzeszki i brukselki. Mieszamy i podsmażamy około 5 minut. Dolewamy 1/3 szklankę wody i zakrywamy patelnie pokrywką. Dusimy warzywka około 8-10 minut. W miseczce mieszamy syrop, sos sojowy, musztardę i mąkę ryżową z 1/2 szklanki wody. Zalewamy uduszone warzywka powstałym sosem. Dusimy jeszcze 2-3 minutki mieszając aż sos zgęstnieje. Można jeść z ryżem lub chlebkiem ryżowym :)

 

 

 

 

 

dieta dla pęcherza moczowego czyli kuleczki warzywne raz!

IMGP4050

Drugim obok nerek (narządu Yin)- narządem Yang, o który warto zadbać zimą jest pęcherz moczowy.

Według medycyny chińskiej wszelkie infekcje pęcherza moczowego są związane z przewlekłą obecnością w ciele stanów wilgoci i gorąca. Długotrwała obecność tych dwóch właściwości jest także zawsze związana z nadmiernym zakwaszeniem organizmu.

Bardzo też często infekcje pęcherza moczowego występują u osób mających zakwaszony organizm – u osób, u których w diecie występuje nadmiar pokarmów zakwaszających. O tym, które to są pokarmy pisałam tutaj:

http://www.izaraczkowska.pl/kasza-brokulami-pod-beszamelem-razem-lista-produktow-alkalizujacych/

Nawracające zapalenia pęcherza moczowego i infekcje dróg moczowych częściej także dotykają osób borykających się z dną moczanową, chorobami lub zapaleniami stawów, nadwagą lub tendencją do otyłości, osteoporozą, miażdżycą oraz zespołem metabolicznym X. Ze względu na fizjologię naszej budowy są to częściej kobiety. U mężczyzn dolegliwości te często połączone są z problemami z prostatą.

Z bardziej subtelnego punktu widzenia na nasze drogi moczowe (oraz nerki) bardzo silnie działa uczucie strachu i niepewności oraz wszelkie lęki i stres. Zachowanie spokoju i umiejętność radzenia sobie ze stresem wpływa zbawiennie na stan organów związanych z przemianą wody. Z drugiej strony ludzie chorujący częściej na powyższe przypadłości są często znerwicowani, nadmiernie wrażliwi, nadpobudliwi lub bardzo wycofani.

Według medycyny chińskiej z zaburzeniami pęcherza i nerek powiązany jest także stan naszego kręgosłupa. Chore nerki i problemy z drogami moczowymi odbijają się w częstszych bólach dolnej części pleców. Zadbanie zaś o zdrowie narządów związanych z przemianą wody ma bardzo korzystny wpływ na doenergetyzowanie i wzmocnienie naszego kręgosłupa.

Aby przyczynić się do dobrostanu dróg moczowych należy wyłączyć z jadłospisu słodycze oraz wszelkie słodziki. Zmniejszyć do minimum ilość spożywanego mięsa oraz produktów odzwierzęcych. Ograniczyć czasowo ilość tłuszczu w diecie.

Medycyna naturalna twierdzi, że najlepszym lekarstwem wzmacniającym i na stałe uzdrawiającym nasze drogi moczowe jest odpowiednio dobrana dieta. Powinniśmy zwrócić szczególną uwagę na jej zasadowy charakter. Czasowo – w zaostrzeniach- powinniśmy także zwiększyć ilość pokarmów wychładzających i gorzkich najlepiej w postaci zup w postaci wywarów z warzyw oraz herbatek ziołowych.

 

Dieta dla pęcherza moczowego:

  1. Zwiększenie ilości wypijanej wody i słabych naparów ziołowych.
  2. Regularne spożywanie fasolki adzuki.
  3. Zwiększenie w diecie ilości warzyw, a w szczególności marchwi, brokułów, ziemniaków ze skórką, selera, kalafiora, dyni, szparagów, zielonej pietruszki oraz wszelkich warzyw liściastych.
  4. Regularne spożywanie sporych ilości wodorostów morskich jak na przykład wakame, kombu, nori, arame.
  5. Regularne spożywanie kaszy jęczmiennej i gryczanej.
  6. Zwiększenie w diecie ilości następujących owoców: cytryn, jeżyn, jagód, borówek amerykańskich, żurawiny, winogron oraz arbuzów.
  7. Zwiększenie w diecie ilości kiełków pszenicy.
  8. Zwiększenie w diecie herbatek z następujących ziół: liści łopianu, ziela echinacei, liści mącznicy lekarskiej, liści mniszka, liści babki zwyczajnej, siemienia lnianego oraz pestek arbuza. O oczyszczaniu nerek i dróg moczowych arbuzami pisałam tu:

http://www.izaraczkowska.pl/sezon-arbuzowy-nadchodzi/

  1. Regularne spożywanie grzybów.

 

Dziś kolorowe kuleczki warzywne. Biżuteryjne. My precious ;)

Dla osób konstytucji vata potrawa będzie miała działanie łagodzące o ile zmniejszymy ilość kalafiora i papryki. Dla konstytucji kapha danie będzie miało działanie łagodzące o ile zmniejszymy ilość ziemniaków. Potrawa będzie wzmagać dosha pitta.

 

Składniki:

 

4 ziemniaki duże lub 5 mniejszych;

1/2 kalafiora dużego;

1/2 czerwona papryka;

1 marchewka;

1 duża garść liści szpinaku;

1/3 szklanki siemienia lnianego;

1/3 szklanki nasion sezamu;

1/3 szklanki pestek słonecznika;

1/2 pęczka koperku;

1/2 pęczka pietruszki;

2 łyżki mąki ziemniaczanej;

2-3 ząbki czosnku;

2 łyżeczki soli;

1/2 łyżeczki pieprzu czarnego;

1-2 łyżeczki ziół prowansalskich;

2 łyżki oliwy;

Gotujemy ziemniaki w mundurkach. Kiedy lekko ostygną rozgniatamy je. Marchew trzemy na grubej tarce. Kalafior kroimy drobno. Paprykę, liście szpinaku, koperek i zielona pietruszkę drobno kroimy. Czosnek rozgniatamy. W misce mieszamy dokładnie wszystkie składniki oprócz pestek z siemienia lnianego, słonecznika i sezamu. Z powstałej masy formujemy kuleczki (około 3 cm średnicy) i obtaczamy je w nasionkach siemienia, sezamu lub słonecznika. Układamy obtoczone kuleczki na papierze do pieczenia lub w papilotkach do babeczek. Pieczemy w piekarniku rozgranym do temperatury 200 stopni przez około 40 minut. Do formowania można zatrudnić z powodzeniem dzieciaki – wyjdzie z tego fajna zabawa :) Kolorowego :)

 

 

 

 

dieta dla zdrowych nerek czyli upiecz sobie jęczmień :)

IMGP4043

Nastała zima. To czas kiedy energia opada – czas odpoczynku, wyciszenia i gromadzenia. To czas szczególnie dobry dla rozwoju duchowego. O tym aby w tym okresie roku zwiększyć w diecie ilość smaku słonego i gorzkiego pisałam już tutaj:

http://www.izaraczkowska.pl/dieta-na-zime-czyli-aromatyczna-zupa-krem-grochu-cynamonem/

Dziś napiszę o organach związanych z tą zimną porą roku.

Według medycyny chińskiej zima jest powiązana z elementem wody oraz z nerkami i pęcherzem moczowym.

Dziś więc o nerkach. To właśnie teraz nadchodzi czas aby się o nie zatroszczyć. Nerki i pęcherz moczowy to narządy kontrolujące poziom wody w naszym ciele oraz jej metabolizmu.

Nerki (rozpatrywane w połączeniu z nadnerczami) są według filozofii wschodu podstawą całego naszego organizmu. Są one odpowiedzialne za nasz poziom energetyczny oraz determinują naszą żywotność, odporność na choroby i długowieczność. Od nich także zależy nasze poczucie ciepłą lub jego brak. Od nich uzależniona jest także nasza żywotność rozpatrywana na każdym możliwym poziomie.

Według medycyny chińskiej prawa nerka przechowuje naszą energię życiową Qi (czi) oraz jest ściśle powiązana z naszym libidem. Nerka lewa kontroluje energię odpowiedzialną za długość naszego życia. Kiedy energia się wyczerpie – umieramy. Częściowo jednak można zwiększyć poziom tej energii odpowiednim pożywieniem.

Nerki są tu postrzegane także jako magazyn potencjału i wszelkich zdolności człowieka.

Z bardziej subtelnego poziomu uczuciem przypisanym elementowi wody i nerkom jest lęk. Stan zaś naszych nerek jest ściśle powiązany z jego obecnością w naszym życiu i odwrotnie. Nadmiar obaw niszczy nasze nerki i zmniejsza poziom naszej żywotności.

Oczywiście jest tu i pozytywny aspekt lęku – lęku przed ogniem, wysokością czy nadmiernym ryzykiem. Negatywny aspekt lęku to głęboko zakorzeniony lęk i niepewność zaburzające nasze poczucie bezpieczeństwa i uniemożliwiające wyrażanie miłości. Zdrowie nerek i nadnerczy jest tu także powiązane z umiejętnością doświadczania przez nas radości i cieszenia się życiem.

Z punktu widzenia naszego zdrowia nerki według medycyny chińskiej wpływają bezpośrednio na stan naszych kości i zębów, naszego słuchu, na nasze zdolności seksualne oraz na nasze włosy. Bardzo często łączy się tu na przykład rozdwajające się końce włosów z nienajlepszym stanem nerek i ze spadkiem libido.

O niedoborze energii naszych nerek może świadczyć wypadanie włosów lub zły stan zębów, łamanie w kościach, obolałe kolana, obolały dół pleców, uczucie słabości w nogach, problemy z libido włącznie z impotencją, przedwczesne zniedołężnienie.

O zwyczajach sprzyjających zdrowiu nerek pisałam też tutaj:

http://www.izaraczkowska.pl/wp-admin/post.php?post=758&action=edit&message=1

Można jednak zadbać też o stan nerek zmieniając dietę.

Dieta konieczne do uzdrowienia nerek:

  1. codzienne i regularne picie odpowiedniej ilości wody;
  2. jedzenie mało przetworzonych zbóż – najlepiej jęczmienia i prosa, ewentualnie można uzupełnić dietę w ryż;
  3. jedzenie fasoli – najlepiej fasolki adzuki, fasoli czerwonej lub fasolki mung, ewentualnie można uzupełnić dietę w ciecierzycę oraz czerwoną i zieloną soczewicę;
  4. regularne jedzenie pokarmów sfermentowanych lekko słonych jak ekologiczne kiszonki warzywne oraz miso i sos sojowy;
  5. jedzenie odpowiednich owoców arbuzów (razem z pestkami pisałam o tym tutaj, jeżyn i winogron; niemniej o tej porze roku owoce te mogą być zbyt wychładzające należy więc zwiększyć ich ilość w cieplejszych porach roku;
  6. jedzenie białej rzodkwi i pietruszki;
  7. bardzo regularne jedzenie wodorostów i glonów;
  8. jedzenie migdałów;
  9. jedzenie klarowanego masła ghee oraz picie mleka oczywiście od szczęśliwych krówek;
  10. jedzenie mleczka pszczelego i pyłku kwiatowego;

 

Dziś potrawa świetna dla nerek – pieczony jęczmień z czerwoną soczewicą.

Potrawa będzie wzmagać vata, będzie łagodzić pitta i kapha.

 

Składniki:

 

1 szklanka pęczaku jęczmiennego;

1/2 szklanki czerwonej soczewicy;

1/2 szklanki pestek słonecznika;

1 łyżeczka soli;

1-2 łyżki oleju kokosowego;

4 szklanki wody;

Namaczamy jęczmień w dużej ilości wody. Namaczamy soczewicę w dużej ilości wody. Po 5 godzinach odsączamy jęczmień i soczewicę. Wsypujemy do garnka. Dodajemy słonecznik i sól. Zalewamy 4 szklankami wody. Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 180 stopni. Gotujemy jęczmień z soczewicą na małym ogniu około 10 minut. Dodajemy olej kokosowy. Wszystko przelewamy do formy do pieczenia. Ja piekę w foremce, w której zwykle piekę chlebek. Pieczemy około 60 -70 minut. Można jeść na ciepło i na zimno. My jemy pieczony jęczmień z pesto z pietruszki. Do sosu potrzebujemy: spory pęczek pietruszki, ząbek czosnku, 6 łyżek prażonego słonecznika, 3 łyżki płatków drożdżowych, sól , 2-3 łyżki wody i 10 łyżek oleju lnianego lub oliwy z oliwek. Wszystko miksujemy na gładki krem i polewamy nim plastry pieczonego jęczmienia.