przepis na czystą wątrobę :)

Najbardziej naturalnym sposobem oczyszczania wątroby jest użycie mocnego środka żółcio-pędnego w połączeniu z kwasem i podwyższoną temperaturą. Oliwa, sok z cytryn i termofor świetnie się do tego nadają :)

Oliwa- tłuszcz (w większej ilości) powoduje w naszym ciele silna reakcję żołcio-pędną za którą idą skurcze woreczka żółciowego i rozszerzenie przewodów żółciowych.

Sok z cytryny stymuluję wydzielanie żółci z wątroby, a także wspomaga zmiękczenie kamieni w przewodach żółciowych. Ciepło wspomaga oba powyższe reakcję i wspomaga wydalanie złogów i kamieni utworzonych z cholesterolu, bilirubiny, obumarłych ciał pasożytów, strzępków grzybów, toksyn i polutantów. Przed oczyszczaniem należało brać ciepłe kąpiele lub korzystać regularnie z sauny- pisałam o tym wcześniej.

Tydzień wcześniej powinniśmy przejść na dietę wegetariańską podczas której będziemy stopniowo zmniejszać ilość białka w posiłkach. To ważne- bo organizm zajęty usuwaniem produktów przemiany białkowej nie da rady zająć się czymkolwiek innym.

Oczyszczanie wątroby warto zacząć w weekend. Super byłoby gdyby działo się to w czasie pełni księżyca lub w czasie kiedy księżyca ubywa- wspomogłoby to procesy wydalania. Według medycyny chińskiej najlepiej zabrać się do tego na wiosnę kiedy funkcja wątroby jest najaktywniejsza.

Rodzaj oliwy jest istotny- powinna to być oliwa o dużej zawartości nienasyconych kwasów tłuszczowych szczególnie kwasu oleinowego. Wspomagają one nie tylko proces rozpuszczania cholesterolu w kamieniach i złogach ale przy okazji polepszają ogólny profil lipidowy krwi. Dobra będzie oliwa z oliwek z pierwszego tłoczenia- najlepiej ekologiczna.

Przygotowujemy też sobie sok z cytryn w ilości podobnej jak ilość oliwy.

Potrzebujemy jeszcze soli gorzkiej, którą wcześniej kupujemy w aptece. Wspomaga ona i przygotowuje organizm do procesu oczyszczania.

W dzień oczyszczania nie jemy zbyt dużo- organizm nie powinien być zajęty trawieniem. Najpóźniej jemy posiłek w południe.

Po południu kładziemy się do łóżka i ogrzewamy okolicę wątroby termoforem lub poduszką elektryczną. Czysty relaks  :)

Bardzo ważne jest żeby się nie spinać i nie denerwować oczyszczaniem ? stres może nam zaburzyć cały proces.

Wczesnym wieczorem około 18-19 pijemy szklankę chłodnej wody z porcją soli gorzkiej.

Około godziny 20 pijemy kolejną szklankę chłodnej wody z porcją soli gorzkiej.

Następnie podgrzewamy oliwę i sok z cytryny do temperatury ciała. Ilość oliwy powinniśmy dostosować do własnych możliwości. Wiele jest wyliczeń uzależniających ilość oliwy od wagi ale według moich obserwacji nie są one zbyt pomocne. Tolerancja oliwy jest bardzo rożna i zależna od wielu zmiennych. Na pierwsze oczyszczanie powinno się użyć nie więcej niż 150ml oliwy. Ja osobiście dość słabo toleruję duże ilości oliwy i nigdy nie użyłam do oczyszczania więcej niż pół szklanki.

Zaczynamy pić po 1-2 niewielkie łyki ciepłej oliwy popijając ją taką samą ilością soku z cytryny. Można pić przez słomkę. Nie polecam wypijać wszystkiego na raz! Żołądek tego nie wytrzyma? Jeżeli tolerancja oliwy jest niewielka i robi się nam niedobrze- to czekamy tyle ile trzeba aby uspokoić żołądek.

I tak parę razy- dopóki nie wypijemy całej oliwy i soku z cytryny.

Żeby pomóc w procesie oczyszczania możemy zastosować tu oddychanie z aktywnym pasem brzusznym. Mocne, głębokie oddechy i znaczne ruchy przepony, do której przylega jeden bok wątroby będą swoistym masażem i wspomogą cały proces. Dodatkowo polecam oddech prawym nozdrzem, który jako bardziej rozgrzewający także będzie pomocny.

Potem idziemy spać- najlepiej z termoforem.

Proces usuwania wszelkich nieczystości może zacząć się już w nocy ale też może zacząć się rano. Rano dodatkowo możemy ponownie wypić szklankę chłodnej wody z porcją soli gorzkiej. Parę wizyt w ubikacji zakończy sprawę :)

Na śniadanie pijemy sok z marchwi i kwaśnych jabłek z dodatkiem buraka oraz jemy lekki niewielki posiłek.

Taką procedurę należy powtórzyć 4-5 razy co około 3-4 tygodnie.

U osób bardzo młodych i zdrowych wystarczy 1-2 oczyszczania.

W następnym poście napiszę o sposobach regeneracji już oczyszczonej wątroby.

 

no bo wątroba ważna jest…

Kiedy oczyściliśmy organizm z pasożytów i oczyściliśmy jelito grube należy się zająć wątrobą. Nasza dieta i siedzący tryb życia mocno nadwyrężają siły tego organu.

Wątroba to nasza prywatna oczyszczalnia – jeżeli jest wydolna świetnie sprawuje swoje funkcję. Z czasem jednak kumuluje ona w sobie to co unieszkodliwiła stając się coraz mniej wydajną – co odbija się echem w całym naszym ciele. Oczyszczając ją wspomożemy dobrostan całego naszego organizmu.

Wątroba to największy gruczoł naszego ciała – waży 1,5-2 kg. Ma kształt dość nieregularnego ściętego stożka o obłych brzegach. Jest prawie całkowicie osłonięta przez otrzewną. Jedyny wolny bok przyrośnięty do przepony podąża za jej ruchem.

Tu staje się jasne to co czasem mówiłam na zajęciach o roli tłoczni brzusznej, oddychania z aktywnym pasem brzusznym, bandh i asan jogi. Możemy poprzez nie świadomie wspomóc utrzymanie wątroby na właściwym miejscu a także pomoc w jej lepszym dotlenieniu i oczyszczeniu.

Jako że system obiegu krwi w wątrobie jest bardzo rozwinięty przez organ ten przepływają ogromne ilości krwi w każdej minucie naszego życia – jeżeli wątroba nie pracuje wydolnie nieoczyszczona krew wraca do naszych organów wolniutko je podtruwając. Dodatkowo wątroba produkuje ogromne ilości limfy, która docierając do każdej komórki naszego ciała ma ogromny wpływ na nasz stan zdrowia. Ilość i jakość naszego „wewnętrznego morza” jest więc także w dużej mierze zależna od wątroby.

Wątroba uczestniczy też w procesach trawienia oraz przemiany materii – wytwarza żółć i mocznik. Mocznik jest końcowym produktem przemiany białkowej. Po wytworzeniu mocznik przez wątrobę wyprowadza się on na zewnątrz przez nerki. Zaburzenie w prawidłowych przemianach białkowych zatruwa więc nie tylko wątrobę ale i nerki a także cały nasz organizm. Niestety nasza wysoko białkowa dieta powoduje, że wątroba i nerki są non stop przeciążone…

Wytwarzanie żółci jest kolejnym procesem, w którym wątroba gra główną rolę. Żółć to wydzielina komórek wątrobowych. Uczestniczy ona w procesach trawienia neutralizując kwaśną zawartość miazgi pokarmowej wypływającej z żołądka. Pomaga ona w procesie wchłaniania tłuszczy i reguluje gospodarkę cholesterolem w naszym ciele. Dodatkowo żółć wpływa na poprawną perystaltykę jelit. Zaburzenie pracy wątroby w zakresie wytwarzania żółci mogą mieć więc daleko idące konsekwencje dla naszego zdrowia.

Częstym zaburzeniem wątroby jest powstanie kamieni żółciowych. Zwiększenie gęstości żółci i jej zastoje wpływają na powstanie kamieni. Statystyki podają, że co dziesiąty człowiek je ma. Natomiast to czy je mamy lub czy będzie mieć zależy od rodzaju pożywienia, sposobu oddychania i ilości ruchu w naszym życiu. Jedzenie tłustych przetworzonych potraw z dużą ilością białka jest prostą drogą do tej patologii wątroby. Podobnie brak ruchu. Ważne tu jest także oddychanie. Stresujący tryb życia i ciągle towarzyszące nam napięcia powodują, że już nawykowo oddychamy płytko, szczytami płuc. Powoduje to brak mechanizmu tłoczni brzusznej (wątroba przyrośnięta do przepony podąża za jej ruchem wspomagając krążenie krwi, procesy jej oczyszczania i przepływ żółci).

Medycyna naturalna także za pomocą źle funkcjonującej wątroby tłumaczy wszechobecne teraz alergie i braki witamin oraz składników mineralnych mimo nadmiaru przyjmowanego pożywienia. Zanieczyszczona wątroba powoduje, że część składników odżywczych, witamin i składników mineralnych będzie ją omijać i przechodzić przez inne żyły. Spowoduje to brak koniecznych przemian substancji w bardziej przyswajalną formę, która nie będzie zużyta w procesach budowy i odnowy naszych komórek. Te substancje będąc nieprzetworzone i pozostając we krwi będą krążyć po organizmie wywołując różnorakie reakcje alergiczne. Ponieważ w tej formie nasz organizm uzna je za ciała obce…

Medycyna chińska przypisuje wątrobie element drzewa i porę roku wiosnę. Teraz więc funkcje wątroby są najsilniejsze. Warto zadbać o nią na wiosnę :)

Następny wpis o tym jak to zrobić!

 

Polub swoje jelita :)

Teraz  po oczyszczaniu zaczynamy dbać o swoje jelita :)

Przede wszystkim należy zadbać o dietę. Prawidłowa mikroflora jelit jest prostą konsekwencją zdrowego odżywiania.

Powinniśmy jeść jak najmniej produktów wysoce przetworzonych. Smażone, gotowane, mocno przetworzone jedzenie, źle połączone potrawy bogate w tłuszcze, cukry oraz nadmierne spożycie białka zawsze będą prowadzić do powstania patogennej flory i tym samym zaburzeń funkcjonowania jelit.

Pamiętajmy, że przyjazna mikroflora w naszym organizmie rozwinie się TYLKO na produktach roślinnych, najlepiej surowych lub półsurowych z dużą ilością błonnika oraz fermentów. Bardzo ważne jest tu także odpowiednie łączenie pokarmów – nie łączymy w tym samym posiłku: skrobi, węglowodanów i białek, białek roślinnych i zwierzęcych, tłuszczy zwierzęcych z białkiem, tłuszczy zwierzęcych z węglowodanami, węglowodanów z owocami.

Ja mam taką zasadę, że do każdego posiłku jem sporą miskę świeżych warzyw polanych tylko odrobiną oleju lnianego – to usprawnia strawienie wielu grzeszków :)

Oprócz tego powinniśmy polubić kasze i wszelkie ziarna oraz orzechy. Orzechy i owoce są dla mnie deską ratunkowa kiedy jestem poza domem i nie mam czasu na normalny posiłek. Paczka migdałów mieści się w każdej torebce i świetnie się sprawdza na małego głoda :) Mając je zawsze pod ręką sięgniemy po nie a nie po pączka czy batonika…

Powinniśmy spożywać dużo świeżo wyciśniętych soków z: marchwi, szpinaku, buraków i ogórka.

Produkty roślinne mają wiele zalet. Po pierwsze dostarczając błonnik i fermenty wspomagają proces trawienia i rozwój flory jelitowej. Naturalny błonnik działa jak miotełka w naszych jelitach. Wymiatając wszelkie brudy i osady. Po drugie produkty te mają wiele naturalnych witamin i soli mineralnych przyczyniających się do poprawy naszego zdrowia. Kolejną ich wielką zaletą jest utrzymywanie w naszym organizmie odpowiedniego pH. To czy nasz organizm skłania się w kierunku środowiska kwaśnego czy zasadowego zależy od tego co spożywamy. W większości węglowodany trawione są w środowisku zasadowym, a białka – w kwaśnym. Nieodpowiednio połączone pokarmy powodują, że nasz układ trawienny jest niepotrzebnie przeciążony, a źle strawiony pokarm gnije w naszych jelitach powodując powolne zatrucie.

Pokarmy – same w sobie- także niosą ze sobą różne wartości – niektóre zakwaszają, a niektóre alkalizują organizm. Należy tu wspomnieć, że wszelkie pokarmy wysoko przetworzone mocno zakwaszają organizm natomiast produkty roślinne i surowe są alkalizujące. Należy pamiętać, że komórki patogenne (także nowotworowe) rozwijają się szybciej w środowisku kwaśnym…

Kolejnym plusem nieprzetworzonych produktów roślinnych jest ich niewielka wartość kaloryczna w stosunku do objętości. Dzięki temu dostarczamy organizmowi odpowiednią ilość kalorii nie przejadając się. Papka pokarmowa wypełniając dużą przestrzeń w naszym jelicie – wspomaga tym samym jego perystaltykę.

Pomocne w zachowaniu zdrowia naszych jelit są także zioła i roślinne suplementy. Ja uzupełniam swoją dietę pestkami dyni, spiruliną, algami, siemieniem i olejem lnianym, zielem pokrzywy i skrzypu, koprem, ostropestem, miętą i melisą. Doprawiam jedzenie cynamonem, goździkami,  kurkumą, kardamonem, liściem laurowym i dużą ilością świeżego imbiru. Wszystkie wyżej wymienione produkty wspomagają trawienie, wspomagają oczyszczanie, dostarczają witamin i soli mineralnych oraz wspomagają prawidłową florę bakteryjną – chroniąc jednocześnie mój organizm przed ponownym zakażeniem „niechcianymi pasażerami” :)

 

 

 

 

Oczyszczanie czas zacząć!

Jeżeli mamy już organizm oczyszczony z pasożytów to można pójść krok dalej.

Niektórzy autorzy na wstępie oczyszczania zalecają „rozmiękczanie organizmu”. Osobiście się z tym zgadzam – lepiej nawodniony i rozgrzany organizm jest bardziej skłonny do wydalania. Zaleca się sauny lub gorące kąpiele. Powinny trwać one około 15-20 minut i kończyć się zimnym prysznicem. Ilość zabiegów powinno dostosować się do wieku, kondycji i stopnia zanieczyszczenia organizmu. Ja osobiście stosowałam kąpiele przez tydzień. Dokładałam jeszcze do tego dynamiczny ruch i masaże, które także wspaniale rozgrzewały ciało, a jednocześnie pomagały „poruszyć” rozmiękczone złogi.

Przygotowany organizm możemy zacząć oczyszczać. W Azji uważa się, że nasze zdrowie jest wprost proporcjonalne do czystości naszej okrężnicy i to właśnie od niej powinno się zacząć proces oczyszczania.

Możemy w tym momencie udać się do jednego z ośrodków proponujących zabiegi szeroko pojętej medycyny naturalnej  i wykupić pakiet zabiegów hydrokolonoterapii.

To profesjonalne płukanie jelita grubego. Takie zabiegi najlepiej wykupić w pakiecie ponieważ pojedynczy zabieg to stanowczo za mało.

Innym domowym sposobem oczyszczania jelita grubego jest po prostu lewatywa.

Zarówno jeden jak i drugi sposób ma swoje plusy i minusy. W przypadku hydrokolonoterapii na pewno minusem jest cena, która w przypadku kilku lub kilkunastu zabiegów jest znaczna. Dodatkowym minusem jest tu spory dyskomfort   oraz konieczność pokonania bariery wstydu ponieważ podczas zabiegu nie opuszcza nas pielęgniarka. Plusem hygrokolonoterapii jest pewność, że zabieg jest wykonywany tak jak należy ponieważ zarówno maszyna, która jest tu stosowana jak i personel, który ją obsługuje zna się na rzeczy. Płukanie za pomocą tego urządzenia dociera też głębiej niż za pomocą domowych sposobów.

Plusem zwykłej lewatywy jest jej niewielka inwazyjność. Duże znaczenie ma tu też intymność i spokój. Ważne jest także dużo krótszy czas trwania zabiegu.

Jeżeli zdecydujemy się na lewatywę powinniśmy zdecydować za pomocą jakiej substancji najlepiej oczyścimy jelito. Najczęściej stosuje się wodę z solą w stężeniu 2 łyżki soli na 1 litr wody. W takim składzie stężenie soli w wodzie jest dużo większe niż w płynach naszego organizmu dzięki czemu zachodzi tu proces osmozy, który wspomaga oczyszczanie i odkwaszenie jelita.

Ilość wlanej wody zależy od stopnia zanieczyszczenia jelita więc na początku może być niewielka a stopniowo zwiększa się ją do 1,5 litra. Lewatywy powinno się robić codziennie lub co drugi dzień przez 1-3 tygodnie.

Niezależnie, którą metodę wybierzecie skutki będą podobne:

-       oczyszczanie jelita grubego z kamieni kałowych i resztek pokarmowych;

-       pobudzenie perystaltyki jelit;

-       poprawienie przyswajania składników odżywczych;

-       pozytywny wpływ na działanie wielu narządów wewnętrznych;

-       z czasem ubytek masy ciała.

Po gruntownym oczyszczaniu jelita zaczynamy stosować jak najwięcej produktów nieprzetworzonych. Świeże warzywa i owoce, soki warzywne oraz kasze są najlepsze. Taki pokarm jest niskokaloryczny, spory objętościowo i bogaty w błonnik co powoduje normalizację i poprawę pracy jelita, lepsze wchłanianie a poprzez to lepsze odżywienie i poprawę kondycji całego organizmu.

Ajurweda od tysięcy lat stosowała lewatywę basti jako jeden z zabiegów składających się na panća karmę. Zabiegi te miały za zadanie oczyścić i odżywić ciało i umysł, zapewnić równowagę systemu energetycznego i zrównoważyć doshe. Uważa się, że usunięcie toksyn z najważniejszych układów powoduje rozpoczęcie procesów samoleczenia i odmładzania. Ciało nabiera w rezultacie energii i witalności a umysł uspokaja się i doświadcza uczucia zadowolenia.

 

Wiosenne porządki… cz. 2

Proces zdrowienia, oczyszczania należy zacząć od samych podstaw. Przede wszystkim trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie: co tak naprawdę oprócz złych nawyków żywieniowych nas zatruwa? Otóż są to pasożyty i polutanty.

Pasożyty to wszelkie żerujące na nas organizmy, które trawią nasz pokarm i wydalają swoje produkty przemiany materii. Polutanty to substancje chemiczne, które gromadząc się latami w naszych narządach zaburzają ich pracę.

Bardzo często obecność jednych przyciąga tych drugich… Organizm wypełniony toksynami i złogami nie umie się bronić. Skąd bierze się zatrucie? Ze środowiska. Z palenia, picia alkoholu, z zanieczyszczonego powietrza, metali ciężkich w wodzie i pożywieniu, przetworzonego jedzenia i wszelkich ulepszaczy w produktach spożywczych, a także z tego czym się smarujemy, psikamy i w czym pierzemy nasze rzeczy. Tych rzeczy baaardzo trudno jest uniknąć… Nasze organy wypełnione toksynami i złogami, źle odżywione, z osłabionym systemem immunologicznym są narażone na zagnieżdżenie się w nich wszelkich pasożytów. Dodatkowo udowodniono, że złogi i toksyny w naszym ciele stanowią świetną odżywkę dla popularnych pasożytów. Pasożyty żerując na nich wydzielają do naszego ciała całą masę substancji pogłębiających proces zatrucia.

O tym jak choć trochę unikać zanieczyszczeń napiszę następnym razem. Teraz skupię się na tym jak poradzić sobie z pasożytami.

Jest na to sporo sposobów i parę z nich przetestowałam na sobie. Niektóre były strasznie upierdliwe, inne bardzo drogie, a inne czasochłonne. Ten, który przypadł mi do gustu polegał na zastosowaniu ziół.

Prekursorem tej metody była dr Hulda Clark. Odkryła ona, że kombinacja trzech popularnie występujących ziół może zabić nawet 100 gatunków pasożytów we wszystkich fazach rozwoju, występujących w ciele człowieka.

Są to czarny orzech włoski, goździk oraz piołun gorzki.

Z czarnego orzecha włoskiego przygotowuje się nalewkę. Jest parę przepisów skutecznych nalewek. Ja opiszę swoją.

Biorę 15 sztuk  niedojrzałych zielonych orzechów o mleczno-woskowej konsystencji. Najlepiej na przełomie maja i czerwca – lub ciut później, jeśli wiosna przyszła późno. Siekam je na malutkie kawałeczki i zalewam 0,5 litrem spirytusu. Zamykam słoik tak aby nalewka nie miała kontaktu z metalową nakrętką i odstawiam w ciemne miejsce. Kryterium dojrzałości nalewki powinien być jej kolor – ciemno zielono-brązowy. Czasem potrzeba do uzyskania takiej barwy parę dni, a czasem dwa tygodnie.

Potem odcedzamy, dodajemy pół łyżeczki sproszkowanej witaminy C i przelewamy do butelki z ciemnego szkła. Podajemy rozcieńczoną!

Liście i łodygi piołunu gorzkiego suszymy w przewiewnym miejscu. Bezpośrednio przed spożyciem mielimy w młynku do kawy.

Goździki mielimy bardzo drobno bezpośrednio przed spożyciem.

Zioła przyjmuje się w określonym porządku.

1. Nalewkę z czarnego orzecha włoskiego stosuje się raz dziennie, na czczo. Ja stosowałam zawsze rano, na czczo. Nie wolno używać gorącej wody!

1-szy dzień: 1 kropla na pół szklanki wody;

2-gi dzień: 2 krople na pół szklanki wody;

3-ci dzień: 3 krople na pół szklanki wody;

4-ty dzień: 4 krople na pół szklanki wody;

5-ty dzień: 5 krople na pół szklanki wody;

6-ty dzień: 2 łyżeczki na pół szklanki wody;

7-my dzień: od tego dnia stosujemy raz w tygodniu 2 łyżeczki na pół szklanki wody.

Jeśli jesteśmy ciężsi niż 70 kg przyjmujemy od 7 dnia po 2,5 łyżeczki na pół szklanki wody raz w tygodniu, jeśli ważymy więcej niż 100 kg – 3 łyżeczki na pół szklanki wody raz w tygodniu.

2. Piołun mieliłam bezpośrednio przed spożyciem. Bierzemy go jeden raz dziennie. Ja robiłam to zawsze rano, na czczo.

1-szy dzień: 1/5 łyżeczki od herbaty, popijając wodą;

2-gi dzień: 1/4 łyżeczki od herbaty, popijając wodą;

3-ci dzień: 1/3 łyżeczki od herbaty, popijając wodą;

4-ty dzień: 1/2 łyżeczki od herbaty, popijając wodą;

5-ty dzień: 2/3 łyżeczki od herbaty, popijając wodą;

6-ty dzień: 1 łyżeczka od herbaty, popijając wodą;

7-my dzień: 1 i 1/3 łyżeczki od herbaty, popijając wodą;

8 -12-ty dzień: 1/3 łyżki stołowej, popijając wodą;

13 -16-ty dzień: 1/2 łyżki stołowej, popijając wodą;

17-ty dzień: od tego dnia stosujemy raz w tygodniu 1/2 łyżki stołowej, popijając wodą;

3. Goździki mieliłam bezpośrednio przed użyciem. Strasznie twarde są i polecam od razu zainwestować w porządny młynek – ja zniszczyłam dwa zwyczajne młynki do kawy nim do tego doszłam… Goździki bierzemy trzy razy dziennie, przed jedzeniem. Ja brałam rano, na czczo razem z nalewką i piołunem, potem przed obiadem i przed kolacją.

1-szy dzień: po 1/5 łyżeczki od herbaty 3 razy dziennie, popijając wodą;

2-gi dzień: po 1/4 łyżeczki od herbaty 3 razy dziennie, popijając wodą;

3 – 10-ty dzień: po 1/3 łyżeczki od herbaty 3 razy dziennie, popijając wodą;

11-ty dzień: od tego dnia stosujemy raz w tygodniu 1 łyżeczkę, popijając wodą.

Najgorszy smak mają dla mnie goździki? do tego przyjmuje się je 3 razy dziennie!

Dr Clark zaleca przyjmowanie dawki podtrzymującej 1 raz w tygodniu do końca życia. Ja osobiście robię sobie tę kurację raz w roku, na wiosnę  :) jest to metoda zupełnie naturalna. Stosuje ją z powodzeniem od dawna.

Jeżeli mieszkacie z innymi domownikami oni też powinni poddać się kuracji. Jeśli to nie jest możliwe to powinni przyjmować minimum dawkę podtrzymującą 1 raz w tygodniu. Jeśli chodzi o zwierzęta to je odrobaczamy zazwyczaj bardzo systematycznie u weterynarza… w przeciwieństwie do siebie  :)

 

Oczyszczony z pasożytów organizm zaczyna lepiej i wydajniej funkcjonować.

Potem można już zająć się oczyszczaniem jelita grubego, wątroby i nerek – właśnie w tej kolejności.

Później nauka zdrowego odżywiania i unikanie zanieczyszczeń.

W rezultacie dostajemy zdrowie i energię konieczna do spełnionego życia. Zaczynamy czuć się lekko i nie ma już mowy o wiecznym zmęczeniu  :)

Cdn.

 

Wiosenne porządki… cz. 1

Po co nam zdrowe odżywianie i przestrzeganie wszelkich zasad żywieniowych, kiedy mamy u siebie straszny bałagan?! Trzeba zacząć od generalnych porządków!

Jeśli mówimy o oczyszczaniu trzeba powiedzieć parę słów o jelicie grubym. Rzadko kto zdaje sobie sprawę z roli jelita grubego oraz jego znaczeniu w zachowaniu zdrowia. Więc na początek dwa słowa z anatomii. Jelito grube składa się z kilku odcinków poczynając od miejsca połączenia z jelitem cienkim idzie: ślepa kiszka z wyrostkiem robaczkowym, okrężnica wstępująca i prawe zgięcie okrężnicy, okrężnica poprzeczna i lewe zgięcie okrężnicy, okrężnica zstępująca, esica, jelito proste. Długość jelita grubego to około 2 metry. Ścianki okrężnicy składają się z 4 warstw: błony śluzowej, tkanki tłuszczowej z naczyniami krwionośnymi i limfatycznymi oraz dwóch warstw błony mięśniowej cyrkulacyjnej i podłużnej. Położone jest w najbliższym sąsiedztwie wielu ważnych organów wewnętrznych.

Jego podstawowa funkcja to funkcja wchłaniająca i ewakuacyjna. Bardziej subtelne to funkcja wytwarzania ciepła i energii znana już od wieków w medycynie wschodniej, u nas dopiero poznawana.

Funkcja wchłaniająca polega na procesie reabsorbcji witamin, glukozy , aminokwasów wytwarzanych przez bakterie jelitowe a także wody i elektrolitów. To tu przebiega największe wchłanianie wody – około 95%. Czyli ze 1000 gram treści pokarmowej zostaje 100-150 gram kału.

Funkcja ewakuacyjna to przeprowadzanie owych mas kałowych i wyprowadzanie na zewnątrz. Czas pokonywania 2 metrów jelita grubego to średnio (w dużej mierze w zależności od tego co jemy) 12-18 godzin. Chorobą naszych czasów są zaparcia spowodowane głównie spożyciem małych objętościowo ilości baaardzo kalorycznego jedzenia np. kanapka, czekoladka czy drożdżówka. Dodatkowo jemy masę przetworzonych pokarmów – smażonych i rozgotowanych całkowicie pozbawionych składników odżywczych zamieniających się w naszych jelitach w produkt przypominający krochmal, który utrudnia wchłanianie, oklejając ścianki warstwą mazi. Zbyt duże ilości białka w naszym pożywieniu spowolniają i tak już nie najszybszą pracę jelita grubego. W pofałdowanych ścianach naszego jelita zbierają się resztki tych produktów. Jako, że wchłanianie wody jest tu duże po jakimś czasie przemieniają się w twarde owalne, całkiem spore grudki – kamienie kałowe. Pracujemy na nie całe życie, a one powoli powolutku coraz szczelniej wypełniając nasze jelito – coraz skuteczniej umożliwiają absorbcję składników odżywczych. Do tego pozostawiają coraz mniej miejsca na treść pokarmową przyczyniając się do jeszcze większych zaparć. Z tego punktu widzenia łatwo zrozumieć częste braki witamin i mikroelementów oraz wszelkie anemie. Co z tego że tyle jemy, czasem nawet zdrowych rzeczy kiedy nasz bidny zapaskudzony organizm ni jak nie umie tego przyswoić…

Najgorszym jednak skutkiem zapaskudzonego kamieniami kałowymi jelita jest autointoksykacja – zatruwamy się sami – od środka. Przede wszystkim w zbyt zbitych masach kałowych, pozbawionych prawidłowej flory jelitowej i błonnika zachodzą procesy gnilne oraz fermentacyjne uwalniające do naszej krwi całą masę niefajnych różności. Organy położone w pobliżu są notorycznie podtruwane co nie wpływa dobrze na ich funkcjonowanie. Np. krew żylna dolnego odcinka jelita prostego nie idąc przez wątrobę pozostaje nieoczyszczona i taka kieruje się wprost do serca. Na masach kałowych zaczynają żerować chorobotwórcze mikroorganizmy i pasożyty, które mając się w tych warunkach świetnie mnożą się nadmiernie. Ich produkty przemiany materii stanowią następną falę toksyn podtruwających nas od środka. Konsekwencje tego mnożą się lawinowo i docierają do każdego zakątka naszego ciała…

Wiem, wiem – najłatwiej powiedzieć: To mnie nie dotyczy! Ale to nieprawda. Badania podają że na 280 przypadków sekcji zwłok aż 240 posiada powyżej opisany stan rzeczy. Człowiek cywilizacji zachodniej w średnim wieku nie bardzo dbający o odżywianie ma w sobie średnio od 0,5 do 7 kg kamieni kałowych. Oczywiście zdarza się i więcej!

Jest zależność pomiędzy powstawaniem raka jelit a takim stanem rzeczy. Ale nie tylko jelit? Odżywiając się przetworzona zmodyfikowaną żywnością z małą ilością błonnika i naturalnych enzymów oraz witamin nie zapewniamy naszym dobrym mikroorganizmom środowiska  koniecznego do życia. Tym samym nasz system immunologiczny jest stale osłabiany. Oprócz tego pozytywna mikroflora jelit syntetyzuje witaminy z grupy B, które wspomagają procesy niekontrolowanego rozwoju tkanek tym samym zapewniając ochronę przeciwrakową. Są nowe precyzyjne badania na temat korelacji poziomu witamin z grupy B a rakiem płuc. Niestety w zasadowym, gnilnym środowisku jelit pełnych kamieni kałowych takie procesy nie następują. Duże ilości spożywanego białka także pogłębiają ten proces. Ponieważ gnijące białko wytwarza metan niszczący witaminy z grupy B.

Mówi się, że rak to zemsta natury za złe odżywianie i coś w tym jest…

W środowisku jelit nieprawidłowo odżywiającego się człowieka zaczynają także rozwijać się pleśnie i grzyby, które powoli wywierają wpływ na cały organizm poprzez zachwianie homeostazy.

Medycyna wschodu przypisuje jelitu grubemu jeszcze jedną funkcje – funkcję stymulacyjną. Podobnie jak w naszych stopach tak w całej powierzchni ścianek jelita jest masę punktów stymulujących pracę wszystkich organów. Przy normalnej pracy masy przesuwające się przez jelito powodują swoistą akupresurę stymulująca cały organizm. Pełne kamieni kałowych jelito grube rozciąga się i deformuje a jego funkcja stymulacyjna powoli zamiera.

Następną ważną funkcją jelita grubego jest tworzenie ciepła i energii. Alopatyczna medycyna raczkuje na tym polu ale dla medycyny wschodu to nic nowego. Jelito grube pełni rolę pieca, który poprzez krew ogrzewa cały organizm. Ściany jelita są oplecione całą masą naczyń krwionośnych. Podczas przemian, które zachodzą w naszym jelicie wydziela się wiele energii, która przekształca się w ciepło i roznosi po całym organizmie wraz z podgrzaną krwią. W medycynie wschodniej część brzucha w okolicy pępka została przypisana elementowi ognia oraz siłom transformacji. W czasie głodówki gasimy ogień – dlatego też nasza energia i nasze siły spadają czemu często towarzyszy uczucie zimna. W procesach w wyniku których wydziela się energia w naszym jelicie grubym znaczącą rolę odgrywa pozytywna mikroflora. W trakcie jej rozwoju także wydziela się sporo energii. Kiedy jednak zjadamy produkty niesprzyjające naszej mikroflorze – mechanizm nie działa. Dlatego też często ludzie pochłaniający ogromne ilości wysokokalorycznego przetworzonego jedzenia mają tak mało energii. Przy takim trybie życia i tak już niewielkie zasoby energetyczne są kierowane na wspomaganie trawienia, oczyszczanie i wydalanie. Te przemiany według medycyny wschodu mają także bardziej subtelną stronę. Brak sprawnie funkcjonującego jelita grubego wpływa na nasz stan psychiczny powodując senność, apatię, wieczne zmęczenie i poczucie braku sensu.

 

Po krótce tak to wygląda. Oczywiście im dłużej trwa taki stan rzeczy tym gorzej. Nasz organizm cały czas próbuje naprawiać szkody jakie mu wyrządzamy. Możemy mu w tym pomóc. To będą naprawdę gruntowne porządki!

Cdn.

cały ten mikro świat :)

Każdy z nas jest wyjątkowym i niepowtarzalnym złożonym ekosystemem. Nasze ciała złożone są z komórek ciała oraz całej masy drobnoustrojów zasiedlających nasze organizmy. To spore stadko pasażerów – liczba komórek drobnoustrojów może przekraczać nawet dziesięciokrotnie liczbę komórek naszego ciała. Fakt, że komórki drobnoustrojów są dużo mniejsze od naszych ale to i tak imponujące ile tego kryjemy w sobie. Razem tworzymy wyjątkowy i swoisty ekosystem od którego równowagi zależy nasze zdrowie.

Sposób oddziaływania tych organizmów na nasze zdrowie nie jest do końca zbadany ale wiadomo już, że pełnią bardzo ważne role:

-       zasiedlając jelita ograniczają namnażanie się chorobotwórczych bakterii wspomagając tym układ odpornościowy;

-       wspomagają usuwanie toksyn;

-       wspomaga trawienie i odżywia komórki jelita;

-       dostarczają składników odżywczych.

Obecność, rodzaje oraz funkcjonowanie drobnoustrojów jest ściśle związane z tym co jemy. Odżywianie stanowczo zmienia mikroflorę jelit , a w zależności od tego co jemy możemy wyhodować różne rodzaje drobnoustrojów – niekoniecznie fajnych. Mimo, że ustrój nasz ma cudowne właściwości powrotu do równowagi – niewłaściwa dieta, stres i źle dobrane leki mogą mu to znacznie utrudnić.

Mówi się, że dysbiozy jelit są matkami wszystkich chorób. Podobne zdanie ma medycyna wschodnia w której czystość i drożność naszych jelit jest kluczowa.

Mikroflora może rozwijać się tylko wtedy prawidłowo, kiedy dostarczamy naszemu organizmowi produktów roślinnych. Im mniej przetworzonych – tym lepiej! Swoiste zjawisko – charakteryzujące wszystkich roślinożerców – pozwala nam wykorzystać wszystkie składniki odżywcze zawarte w pożywieniu. Wiele witamin i soli mineralnych przenika do naszego ciała tylko dzięki działaniu tych drobnoustrojów. Surowe, nieprzetworzone pożywienie – pełne enzymów, soli mineralnych i nasycone sokami i tlenem służy zachowaniu prawidłowej flory jelitowej. To taki układzik – my im dajemy odpowiednie papu a one nam. Białko bakterii i drożdży zawiera masę potrzebnych nam aminokwasów. Czerpiemy z nich także mnóstwo witamin. I czy tego chcemy czy nie mamy w sobie własne „fabryki mięsa”. Ten układzik działa bardzo sprawnie. Zbadano kiedyś plemię Aborygenów. Okazało się że przeciętnie zużywają oni o 1,5 razy więcej białka niż dostarczają z pożywieniem. Brakująca ilość białka była wytworem pracy wewnętrznych „fabryk”! Bakterie świetnie u nich funkcjonowały ponieważ dostarczali organizmowi świeżego i nieprzetworzonego pożywienia.

U nas to nie wygląda tak kwitnąco. Przetworzone i gotowane jedzenie nie jest w stanie zapewnić nam prawidłowej flory. Brak powietrza w zmiażdżonych, przetartych i przetworzonych komórkach uniemożliwia rozwój dobrych bakterii, sprzyja natomiast niekorzystnym dla nas bakteriom gnilnym – beztlenowcom. Pokarm w naszych jelitach zaczyna fermentować i gnić, a toksyny uwolnione w tych procesach przedostają się do krwi. Nasze pożywienie bogate w białko i cukier powoduje nadmierny przerost patogennej flory, która powoli powolutku zaczyna zatruwać nas od środka. Uniemożliwia nam ona także prawidłowe wchłanianie składników odżywczych i witamin oraz uniemożliwia prawidłowe funkcjonowanie układu odpornościowego.

Nasz organizm nie przegra od razu, ale traktowany tak latami będzie coraz słabszy, mniej wydolny i podatny na wszelkie możliwe choroby.

Ja osobiście jem bardzo dużo nieprzetworzonej żywności. Fakt, że nie tylko i nie cały czas. Dostosowuje ilość do pory roku i samopoczucia. Korzystam tu także z wiedzy ajurwedy i kuchni pięciu przemian – bo te dwa systemy funkcjonując od wieków wypracowały wiele mądrych wzorców :)  Staram się jednak aby nieprzetworzone lub odpowiednio przetworzone jedzenie stanowiło około 60-70% tego co jem.

Read more

Dziś o mleku :)

Wielu polskich aktorów, sportowców i oficjeli wszelakich zachęcało niedawno na łamach prasy i tv do picia mleka – nie jestem pewna czy pijąc mleko będę wielka…

Mleko krowie i ludzkie różni się znacząco pod względem chemicznym. Po pierwsze mleko krowie jest bogate w kazeinę – co bardzo się przydaje cielaczkom do budowy rogów i kopyt… Potrzeba posiadania poroża u człowieka jest raczej znikoma :)

Różnica pomiędzy mlekiem ludzkim a krowim polega na różnej zawartość białek i cukrów. W 100g mleka krowiego jest 4,0g białka i 4,9g węglowodanów kiedy mleko ludzkie zawiera tylko 1,2g białka i aż 9g węglowodanów.

Każdy z organizmów przystosował zawartość chemiczną pokarmu aby optymalnie wykarmić swoje młode.

Cielaczek musi szybko stanąć na nogi. Przy porodzie ma wagę około 50kg a już po 2 latach staje się 800kg bykiem. Średnio podwaja swoją wagę po 45 dniach. O kopytach i rogach już wspominałam. Mleko krowie musi mieć więc dużo białka i hormonów wzrostu aby sprostać tak dynamicznemu wzrostowi tkanek mięśni i kości.

Człowiek rodząc się waży około 3-4 kg, a wagę 50-80 kg osiąga dopiero po około 20 latach. Podwajamy swoją wagę urodzeniową dopiero po pół roku życia. Mamy jednak o wiele większy mózg, który potrzebuje do szybkiego wzrostu węglowodanów, zaś tłuszczu do prawidłowej budowy tkanki nerwowej.

Aby przyswoić kazeinę nasz organizm musi wyprodukować renninę (podpuszczkę), która jest konieczna do jego strawienia. W wyniku przemian chemicznych kazeiny powstaje pod wpływem renniny homocysteina – organiczny związek chemiczny z grupy aminokwasów. Niestety ma on swoje skutki uboczne… Uważa się, że homocysteina jest przyczyną wielu poważnych chorób cywilizacyjnych: zmian miażdżycowych, zawału mięśnia sercowego, udaru mózgu i wszelkich zmian zakrzepowych. Dodatkowo zwykle nasz organizm ma zbyt mało witamin z grupy B i kwasu foliowego, które wspomagają obniżenie jej poziomu we krwi.

Im więcej spożywamy mleka i białka zwierzęcego tym wyższy poziom homocysteiny.

Niefajna w mleku dla naszego organizmu okazuje się także laktoza – cukier mleczny, to dzięki niej cielak tak szybko przybiera na wadze. My niestety też… Może jednak hasła typu pij mleko będziesz wielka mają ciut prawdy ;)

Do strawienia laktozy potrzebny jest enzym laktaza, który zanika w okresie niemowlęcym. Niestrawione mleko okleja nasze jelita uniemożliwiając prawidłowe wchłanianie także innych pokarmów.

Dodatkowo spożywane w nadmiarze mleko powoduje zakwaszanie organizmu, które z kolei może powodować zaburzenia przyswajania wapnia… Nasz organizm nieustannie dążący do homeostazy próbuje naprawić nasze grzeszki. Aby zmniejszyć zakwaszenie organizm kradnie alkaliczny wapń z naszych kości aby zneutralizować kwas.

Trzeba tu wspomnieć też o hormonach i antybiotykach które pijemy razem z mlekiem, które stanowczo nie są obojętne dla organizmu.

Żyjemy w czasach przodujących w kreowaniu potrzeb. Jako że Europa i Ameryka  produkują masę mleka – gdzieś trzeba je sprzedać. Jeśli jest go za dużo – pyk! wykreują nową potrzebę – potrzebę codziennego picia mleka!

Nie chce tu demonizować mleka chcę tylko wspomnieć o drugiej stronie medalu…

Ajurweda zaleca rozsądne picie mleka, ale tylko organicznego – od szczęśliwych krówek. Najlepiej jest też nie łączyć go z żadnym innym pokarmem bo to stanowczo utrudnia trawienie obu. Poleca natomiast dodawanie do niego przypraw lub ziół ułatwiających jego trawienie. Zalecane jest dla doshy wata, rzadko dla pitta. Stanowczo nie polecane dla kapha.

Ja osobiście piję mleko w niezmienionej formie bardzo rzadko. Moim grzechem jest dolewanie go do kawy – z pełną premedytacją :)

Natomiast korzystam często z przetworzonego mleka ? białego sera i jogurtu. Kupuje je w sklepach ze zdrową żywnością lub robię sama. Teraz w zimie jednak pijam mniej jogurtów ponieważ mają one działanie stanowczo wychładzające.

 

Nasze ciało jest mądre i naprawdę wiele potrafi znieść, ale jeżeli ciągle i wciąż będziemy je bezmyślnie eksploatować – szybciej się zużyje. Nie wiem czy będziemy żyć krócej ale z pewnością komfort naszego schorowanego życia będzie do bani!

 

 

 

 

o zdrowym odżywianiu ciąg dalszy – surowe kontra przetworzone

Oczywiście za „przetworzenie” rozumiem tu jakąkolwiek obróbkę termiczną: smażenie, duszenie, gotowanie etc.

Tu sprawa nie jest już tak prosta i oczywista. Tu mamy także odcienie szarości :)

Z punktu widzenia fizjologii naszego układu trawiennego sprawa wygląda następująco: narzucona jest nam pewna temperatura około 36,6 stopnia która jest optymalna dla ustroju. W tej właśnie temperaturze procesy trawienia, przyswajania i oczyszczania przebiegają najwydajniej. Taka temperatura jest katalizatorem optymalizacji tych procesów. Nasze enzymy trawienne aktywują się tylko w takiej temperaturze. Co zatem się dzieję jeśli zjemy gorąca zupę lub lody? Enzymy przestają być efektywne. Całe siły naszego mądrego organizmu zostają przekierowane do przywrócenia temperatury koniecznej do prawidłowego przebiegu trawienia. To duża strata energii i czasu, które mogły być nakierowane na regenerację lub przyswajanie. Nasz organizm pracuje non stop aby zniwelować szkody, które wyrządzamy sobie sami.

Dodatkowym głosem przemawiającym przeciwko poddawaniu potraw obróbce termicznej jest doświadczenie opisane w literaturze naukowej. W dwóch pojemnikach wypełnionych naturalnym sokiem żołądkowym człowieka umieszczono żaby. W pierwszym zanurzono „surową” żabę a w drugim gotowaną. We wstępnej fazie eksperymentu ciało drugiej żaby zaczęło być trawione szybciej. Niemniej po 2-3 dniach „surowa” żaba rozpuściła się całkowicie natomiast niektóre części gotowanej żaby pozostały nienaruszone! Ten eksperyment dowiódł, że pokarm nie poddany obróbce cieplnej zostaje przetworzony bardziej skutecznie.

Kwasy soku żołądkowego wnikają do  komórek pokarmu i powodują rozpad struktur komórki. W każdej komórce znajdują się fermenty, które poddane kwaśnemu środowisku soków żołądkowych wspomagają trawienie niszcząc organy wewnętrzne tejże komórki. Przyroda była na tyle mądra, że dała nam pożywienie razem z misternym mechanizmem wspomagającym jego trawienie :)

Zjawisko autolizy zwiększa się wraz ze wzrostem temperatury do 37 maksymalnie 40 stopni  w całej objętości trawionego pokarmu. Natomiast poddawanie dalszej obróbce termicznej pokarmu powoduje całkowity zanik fermentów i tym samym niemożność zachodzenia zjawiska autolizy. Gotując pożywienie pozbawiamy się wspomagania trawienia. Nasz organizm znowu da sobie z tym radę produkując więcej soków etc. Miejmy jednak świadomość, że takie działania odbierają mu kolejną dawkę energii…

Kiedy o tym się dowiedziałam – już sporo czasu temu – postanowiłam jeść jak najwięcej surowego pożywienia ( nie, nie! nie żab).

Jadłam masę nieprzetworzonej surowej żywności. Mój organizm nawykł do trawienia surowizny od lat więc nie było problemu. Przeszła wiosna, lato i jesień. Problem zaczął się kiedy temperatura spadła. Za nic nie umiałam się ogrzać! Moje ciało prosiło o coś ciepłego :)

Zaczęłam grzebać w literaturze szukając odpowiedzi. Znalazłam dwie – w różnych kręgach kulturowych, ale na jednym kontynencie: były to kuchnia pięciu przemian i ajurweda. Na potrzeby tego wpisu powiem słów kilka o ajurwedzie i jej  spojrzeniu na mój problem. Otóż z punktu widzenia ajurwedy nasze ciało jest swoistą kombinacją energii obecnej w momencie kiedy pojawiamy się na świecie, to nasza prawdziwa natura (prakriti). Może być ona albo źródłem naszego zdrowia i równowagi albo stać się źródłem problemów – kiedy zignorujemy jej potrzeby. Pięć elementów prakriti tworzy trzy podstawowe typy budowy : wate, pittę i kaphę. Bardziej szczegółowo pisze o tym tutaj:

http://joga-gliwice.eu/2011/07/ajurweda-

Mnie buduje zasada (dosha) wata. Charakteryzuje ją szybkość procesów w ciele, suchość i chłód. Ajurweda mówi iż moją doshe – i tak niestabilną z natury – może zakłócić nieprawidłowe odżywianie min. surowe owoce i warzywa w nadmiernej ilości, zimne napoje i pokarmy, za dużo smaku gorzkiego, pikantnego i ściągającego. Według tej filozofii powinnam jeść dużo pokarmów słodkich, kwaśnych i słonych ( nabiał, kasze, produkty ciężkie i miękkie w konsystencji, oleiste).

Rzeczywiście – zmieniłam dietę i przestałam marznąć.

Człowiek to istota bardzo złożona – często trzeba łączyć wiele różnych nurtów, kierunków i opcji aby odzyskać zaburzoną równowagę.

Ja połączyłam medycynę i filozofię wschodu :)

Na dzień dzisiejszy udało mi się to wszystko wypośrodkować: w zimę jem więcej potraw duszonych, cięższych i bogatszych, a wiosną i latem – dużo surowizny :)

Prawidłowe odżywianie od podszewki ;) Czyli dlaczego…

W naszym organizmie proces przetwarzania pokarmu zaczyna się w jamie ustnej, a kończy w jelicie grubym – w każdej części układu trawiennego występuje swoisty rodzaj trawienia i swoiste fermenty. Fermenty to substancje wspomagające procesy biochemiczne, na tyle specyficzne, że każdy rodzaj pożywienia wymaga wydzielania innego fermentu. Będąc związkami bardzo nietrwałymi i czułymi na zmiany temperatury są one aktywne tylko w ściśle określonych środowiskach – niektóre są aktywne w środowisku kwaśnym inne zasadowym lub neutralnym.

Rozdrobniony w jamie ustnej pokarm trafia do żołądka gdzie podlega działaniom soków żołądkowych. W zależności od miejsca ściany żołądka wydzielają inne soki: górna część żołądka wydziela bardzo kwaśny sok w krótkim przedziale czasu, część środkowa – sok o mniejszej kwasowości w dłuższym okresie czasu, a część odźwiernikowa – sok zasadowy. W ciągu doby produkcja soków żołądkowych waha się od 1,5 do 2 litrów i jest ściśle związana z ilością zjedzonego pożywienia oraz naszymi stanami emocjonalnymi.

Pokarm po początkowym stadium hydrolizy trafia z żołądka do dwunastnicy gdzie następuje proces trawienia jelitowego. Ściany błony śluzowej dwunastnicy uaktywniają produkcje hormonów pobudzających dalsze procesy trawienia, wchłaniania i wydzielania. Dalsza część pracy odbywa się w jelicie cienkim. Mikrokosmki jelita cienkiego zwiększają powierzchnię aktywną jelita wspomagając trawienie, wchłanianie i przyswajanie substancji. Stanowią także częściową barierę hamującą ilość toksyn wewnątrz naszego organizmu.

Aby strawić pokarm nasz organizm wydziela do układy trawiennego w ciągu doby około 5-6 litrów soków trawiennych: 1 l śliny, 2 l soku żołądkowego, 0,75 l żółci, 2 l soku z jelit i 0,7 soku trzustkowego. Każdy z rodzajów soku powstaje gdzie indziej, ma inne parametry i ściśle określone zadanie. Prawidłowo pełniące funkcje części układu trawiennego są odizolowane od siebie aby umożliwić pracę soków – każdego w odpowiednim dla niego pH. W ustach mamy odczyn zasadowy – tu pokarm zostaje krótko, w żołądku kwaśny odczyn ma wpływ na pokarm przez 2-4 godziny, w dwunastnicy – neutralny pH – ponieważ sok trzustkowy neutralizuje tu kwas spływający z żołądka. W jelicie cienkim o słabo zasadowym pH pokarm zostaje 4-5 godzin. W jelicie grubym i jego kwaśnym środowisku pokarm przebywa aż kilkanaście godzin.

Aby układ trawienny funkcjonował normalnie musi być ciągle regenerowany ponieważ każda jego komórka jelitowa bierze udział w procesie zabezpieczania substancji pokarmowych nawet dla 100 000 innych komórek naszego organizmu. Układ trawienny wyścielony jest nabłonkiem, który szybko się złuszcza. Do kompletnej odbudowy wymaga w zależności od miejsca od 1 do nawet 5 dni. Całkowita odbudowa nabłonka może wynieść nawet do 14 dni. Niestety częste podjadanie powodują prawdopodobnie szybsze złuszczenie nabłonka. Natomiast głodówki wspomagają regenerację całego układu żołądkowo – jelitowego.

 

Taka minimalna znajomość działania naszego układu trawiennego pomoże nam odpowiedzieć na pytania związane ze zdrowym odżywianiem. Jako że zagadnień tych jest sporo napiszę dziś o dwóch pierwszych. Resztę ujmę w kolejnych postach :)

1. Picie w czasie posiłków.

Jak wyżej pisałam w procesie trawienia pożywienie poddane jest działaniu fermentów i soków żołądkowych naszego organizmu. W zależności od miejsca w jakim pokarm przebywa w układzie trawiennym oddziałują na niego inne związki – swoiste dla każdej części. Jeżeli po zjedzeniu posiłku popijamy go płynem – po pierwsze powodujemy rozcieńczanie kwasów i fermentów wytworzonych przez nas organizm. Skutkuje to wydłużeniem całego okresu trawienia i zaleganiem pokarmu w żołądku, któremu mogą towarzyszyć np. procesy gnilne. Wytworzenie nowych fermentów i soków dodatkowo obciąża nasz organizm. Bardzo często po zjedzeniu źle skomponowanego posiłku mamy jedynie ochotę na drzemkę ponieważ organizm przerzucił wszystkie siły do wspomożenia procesów trawienia i oczyszczania.

Dodatkowo popijanie posiłków powoduje czysto mechaniczne przemieszczenie się treści naszego układu pokarmowego niżej: jak wodospad – płyn spłukuje wszystko. Wypłukane i rozrzedzone soki i fermenty spływają także niżej – nie wykonując swego zadania,  a dodatkowo zaburzając zadania niższych części układu pokarmowego. Zaburzając tym samym równowagę kwasowo- zasadową całego organizmu. Jako że wszystkie części naszego układu są od siebie zależne i mają na siebie wpływ pominięcie któregoś odcinka w procesie trawienia zaburza cały dalszy proces. Powodując rozkład i gnicie pokarmu w naszych jelitach, co skutkuję wytworzeniem niezrównoważonej flory bakteryjnej i powolnym zatruwaniem nas. Nasz organizm będzie musiał skierować całą swoją energię na przeciwdziałanie temu stanowi: wytwarzanie fermentów i  detoksykację oraz po czasie odnawianie zniszczonych części nabłonka układu pokarmowego. Marnotrawimy swoje zasoby energii i niepotrzebnie obciążamy organizm.

Nie pijemy więc nic wcześniej niż dwie godziny po jedzeniu.

Ja osobiście pije sporo przed jedzeniem – głównie wodę.

Zdarza mi się wypić czasem herbatę lub kieliszek czerwonego wytrawnego wina przy okazji posiłku ale staram się aby to nie było za często :)

2. Dokładne przeżuwanie pokarmów.

Dokładne przeżuwanie pokarmu sprzyja prawidłowemu funkcjonowaniu całego układu pokarmowego. Alkaliczność śliny podtrzymuje równowagę kwasowo-zasadową. Samo dłuższe żucie jest już sygnałem do wytwarzania soków i fermentów w reszcie układu.

Rozdrobniony pokarm łatwiej jest trawiony i szybciej przyswajane są jego składniki. Źle przeżuty powoduje zaburzenie procesu trawienia, gnicie i rozmnażanie się niekorzystnych drobnoustrojów.

Stosując wiele lat temu dietę makrobiotyczną spotkałam się z zasada przeżuwania wszystkiego 40 razy – aż do momentu kiedy kęs pokarmu będzie całkiem płynny… Próbowałam. Minusem tego było straszne wydłużenie czasu trwania posiłku. Jeśli posiłek był gorący to przy końcu – na pewno już był zimny.  Plusem długiego przeżuwania było szybsze najedzenie się – mniej pokarmu wystarczało aby wywołać pełne uczucie sytości.

Nie bywałam wtedy również śpiąca po posiłkach – mogłam wykorzystać dowolnie swoja energie bo proces trawienia mi jej nie odbierał…

Moje obecne życie zmieniło się – mam mniej czasu i więcej obowiązków – nie dałabym rady przeżuwać każdego kęsa tyle razy. Niemniej staram się nie jeść w pośpiechu. Zawsze dokładnie wszystko gryzę nawet wtedy gdy pokarm jest płynny :)

Zastanawiające jest, że niektóre pokarmy po wielokrotnym przeżuciu stają się niesmaczne, a inne dopiero uwalniają bogactwo smaku. Niesmaczne stają się produkty wysoko przetworzone, natomiast np. produkty zbożowe i pełnoziarniste uwalniają dopiero „słodycz”.

cdn.