• Recenzja książki „Domowe recepty na naturalne kosmetyki” Stephanie Tourles

      Jestem nauczycielką jogi. Dużo praktykuję. Wraz z pogłębianiem praktyki i upływem czasu polubiłam siebie. Wraz z tą akceptacją przyszła potrzeba zadbania o siebie, zaopiekowania się sobą zarówno na poziomie czysto fizycznym, psychicznym jak i tym bardziej subtelnym. Ćwiczenia zadbały o zdrowe i sprawne ciało. Medytacja i praktyki koncentracyjne oraz uważnościowe dbają o mój umysł(…)

  • o „zdrowym” odżywianiu słów parę i prosty pasztet warzywny z suszonymi pomidorami :)

    Rzeczywistość się zmienia, ewoluuję. Ja patrzę. Kilkadziesiąt, a nawet kilkanaście lat temu wegetarianizm był postrzegany jako nieodpowiedzialne dziwactwo rodem z epoki dzieci kwiatów, przejaw niedowładu umysłowego lub niezdrowa cecha jednostek egocentrycznych, aspołecznych i wynaturzonych. Większość osób, którym odważyłam się wspomnieć o takowym kręciła z ubolewaniem głową, pukała się w czoło, dawała rady albo telefony do(…)

  • „znajdź czas tylko dla siebie” czyli wakacje z jogą i dieta dr Dąbrowskiej :)

      W tym roku proponuje Wam wakacje z jogą i z dietą dr Dąbrowskiej. Miejsce, do którego Was zapraszam to Siódmy Las – magiczne miejsce położone niedaleko Kazimierza Dolnego i Nałęczowa. Leży wśród dolin, łagodnych pagórków, pól i lasów Kazimierskiego Parku Narodowego. Siódmy Las to miejsce natchnione duchem piękna i siłą otaczającej przyrody, wypełnione aromatami leśnych ziół,(…)

  • zdrowe włosy według ajurwedy i bulion warzywny z miso :)

      Zdrowe, lśniące i miękkie. Lubimy! Włosy mogą być jednym z naszych największych „urodowych atrybutów”. Definitywnie są także markerem pokazującym nasz stan zdrowia. Na pewno musimy tu jednak uwzględnić także genetykę, a nie tylko środowisko. Tak więc grubości i gęstości włosa niestety nie zmienimy. Możemy jednak zadbać o maksymalizację sytuacji zastanej czyli o wyciągnięcie z(…)

  • recenzja książki „Ajurwedyjska kuchnia dla wegan” i sałatka z wodorostów :)

      Od lat pasjonuje się zagadnieniami związanymi ze zdrowym odżywianiem. Przez lata pracy, czytania setek książek i materiałów, pisania diet i odbywania konsultacji przekonałam się, iż to co jemy tworzy nas lub niszczy w dosłownym tego słowa znaczeniu. Spożywane pokarmy i napoje, utarte nawyki, wyuczone obyczaje i powtarzane zachowania, środowisko w którym żyjemy oraz nasze(…)

  • zalecenia ajurwedy na bezsenność i puszysty orzechowy krem z dyni i soczewicy :)

    Według ajurwedy bezsenność jest wynikiem zaburzenia energii vata dotyczącym układu nerwowego oraz naszego umysłu. Najczęściej też cierpią na nią osoby konstytucji vata lub osoby zaburzone przez tą dosha. Stres, kłopoty, przemęczenie, nadmiar obowiązków i napięte grafiki tylko pogłębiają problem. Nieleczona bezsenność nasila się z czasem. Ajurweda zaleca w takich przypadkach dietę łagodzącą vata. Szczegóły diety(…)

  • zalecenia ajurwedy na bóle głowy i serek z tofu :)

      Migreny oraz bóle głowy według ajurwedy mogą być wynikiem zaburzenia którejś z dosha: vata, pitta, kapha. U osób typu vata (lub zaburzonych vata) bóle głowy wywołuje najczęściej stres, zmartwienia i niepokój oraz kompulsywne myślenie lub kompulsywne wracanie do problemu. Nadmiar bodźców, „dziania się” zarówno w odniesieniu do osoby jak i jej środowiska także może(…)

Recenzja książki „Domowe recepty na naturalne kosmetyki” Stephanie Tourles

Unknown

 

Jestem nauczycielką jogi. Dużo praktykuję. Wraz z pogłębianiem praktyki i upływem czasu polubiłam siebie. Wraz z tą akceptacją przyszła potrzeba zadbania o siebie, zaopiekowania się sobą zarówno na poziomie czysto fizycznym, psychicznym jak i tym bardziej subtelnym. Ćwiczenia zadbały o zdrowe i sprawne ciało. Medytacja i praktyki koncentracyjne oraz uważnościowe dbają o mój umysł i psyche. Aby dopełnić całości poszukuję też głębszego znaczenia, piękna, celu, mojej własnej duchowości.

Od lat staram się mądrze i bardzo zdrowo odżywiać – to konieczne zarówno dla ciała jak i dla ducha. Od lat dbam też aby moje środowisko było pozbawione sztucznych dodatków wszelakich, konserwantów i chemii. Używam ekologicznych środków czystości i oczywiście ekologicznych kosmetyków.

Ostatnio trafiła do moich rąk książka Stephanie Taurles „Domowe recepty na naturalne kosmetyki – 175 ekoprzepisów na specyfiki ziołowe” . To tłumaczenie amerykańskiego wydania „Organic Body Care Recipes”.

Autorka to zielarka, aromaterapeutka i licencjonowana specjalistka kosmetyki holistycznej oraz ajurwedyjskiej z 25 letnim doświadczeniem, która napisała kilka książek w tej tematyce – między innymi bestseller „The Herbal Body Book” oraz „Raw Energy”. Autorka pokazuje nam w swoich książkach jak zadbać o siebie wykorzystując zupełnie ekologiczne środki oraz sposoby. Jak za pomocą bardzo prostych i naturalnych produktów oraz receptur z użyciem owoców, kwiatów, ziół i naturalnych minerał oraz olejów zadbać o skórę, włosy, paznokcie oraz o… dobry nastrój.

Przez lata własnej praktyki opracowała ona i udoskonaliła szereg naturalnych receptur zaczerpniętych z starożytnych tradycji zielarskich oraz z wiedzy ajurwedyjskiej.

Pierwszy rozdział książki zawiera bardzo dokładny, a jednocześnie czytelny opis sfer, o które musimy zadbać. Mamy tu opisane włosy, skórę i paznokcie. Opisy są wzbogacone ciekawostkami. Czy wiecie, że włos rośnie przeciętnie 13mm na miesiąc? A paznokieć potrzebuje czterech miesięcy aby się odnosić? Który paznokieć rośnie najszybciej? Który najwolniej? Jak często powinno się myć proste włosy, a jak często kręcone? Czy wiecie, że prawidłowy odczyn naszej skóry jest konieczny dla zachowania jej dobrostanu?

Autorka opisuje tu też różne rodzaje cery i włosów oraz sposoby ich pielęgnacji dostosowane właśnie do nich. Bardzo holistycznie podchodzi także do „dbania o siebie” – przedstawiając kolejne siedem kroków koniecznych dla zachowania naszego zdrowia i urody, bez których żaden krem nie pomoże.

Kolejne dwa rozdziały to rozbudowany rozdział będący elementarzem składników domowej apteki i kolejny rozdział krótko opisujący konieczne akcesoria domorosłego kosmetologa.

Autorka opisuje w porządku alfabetycznym najprostsze składniki, które możemy użyć jako półproduktów do naszych domowych, w pełni ekologicznych kosmetyków. Podane są tu nie tylko właściwości i zastosowanie poszczególnych składników ale i ewentualne ich zamienniki.

Kolejne rozdziały zawierają już konkretne przepisy na kosmetyki oraz inne specyfiki. Mamy tu rozdział o naturalnych kosmetykach do twarzy i ciała z kilkoma podrozdziałami. Preparaty na twarz są podzielone w bloki funkcjonalne np. środki do oczyszczania twarzy, peelingi do twarzy, maseczki etc.

W podobne bloki pogrupowany jest podrozdział skupiający preparaty dla naszego ciała np. preparaty nawilżające dla ciała, kąpiele lecznicze i słoneczne czy peelingi do ciała. Są tu także przepisy na zabiegi dla naszych stóp, rąk, paznokci i ust oraz przepisy na preparaty ziołowe dla zachowania higieny jamy ustnej.

Mamy rozdział skupiony na pielęgnacji włosów zawierający różne ekologiczne płukanki i odżywki.

Następny rozdział zawiera napoje, balsamy i eliksiry pobudzające zmysły oraz -co równie ważne- dobry nastrój.

Kolejny rozdział to specyfiki konieczne do higieny intymnej. W tym rozdziale znajdujemy też recepty pomagające dbać o piersi i o ciało w czasie ciąży.

Przedostatni rozdział zawiera przepisy na najpotrzebniejsze remedia naszej domowej apteczki- to przepisy na specyfiki na przeziębienie i bóle głowy oraz preparaty, balsamy i zabiegi uspokajające oraz nasenne.

Ostatni rozdział to krótkie kompendium wiedzy na temat odstraszania owadów – z pomocnymi w tym przepisami.

Książka jest bardzo jasna i czytelna. To książka napisana przez faktycznego praktyka. Bez nadmuchanej, zbędnej wiedzy. Pełna jasnych, błyskotliwych i często dziecinnie prostych przepisów na specyfiki do dbania o siebie. Oczywiście są też bardziej pracochłonne i wymagające przepisy szczególnie jeśli chodzi o pielęgnację włosów oraz ciała. Większość jednak emanuje prostotą i polega na sprytnych połączeniach dwóch, trzech lub czterech składników – specjalnie dla takich domorosłych kosmetyczek jak ja 🙂 Rozbrajają mnie tu przepisy dwu lub wręcz jednoskładnikowe! Jak na przykład mycie zębów… truskawką. Dobry nastrój gwarantowany 🙂

Wszystkie przepisy zawierają wyłącznie najprostsze ekologiczne składniki – bez chemii, dodatków i konserwantów. Składniki ogólnie dostępne w sklepach internetowych – sprawdziłam.

Jestem osobą zajętą – sporo pracuję. Znalazłam jednak czas raz, dwa razy w tygodniu aby zrobić własny własniutki kosmetyk, eliksir czy przepis z książki Stephanie. Rozpiera mnie duma bo stworzyłam ekologiczny w stu procentach, delikatny dla ciała i pięknie pachnący tonik do twarzy oraz błyszczyk do ust. Zabieram się teraz za tropikalny kremowy olejek do ciała i odżywczy olejek do paznokci.

Czego i Wam życzę 🙂

 

 

 

o „zdrowym” odżywianiu słów parę i prosty pasztet warzywny z suszonymi pomidorami :)

IMG_6861

Rzeczywistość się zmienia, ewoluuję. Ja patrzę.

Kilkadziesiąt, a nawet kilkanaście lat temu wegetarianizm był postrzegany jako nieodpowiedzialne dziwactwo rodem z epoki dzieci kwiatów, przejaw niedowładu umysłowego lub niezdrowa cecha jednostek egocentrycznych, aspołecznych i wynaturzonych. Większość osób, którym odważyłam się wspomnieć o takowym kręciła z ubolewaniem głową, pukała się w czoło, dawała rady albo telefony do psychiatry. To się zmieniło.

Teraz bycie wegetarianinem jest normalne. Ba! Już jest passe. Teraz na topie jest być weganinem lub witarianinem. Do tego koniecznie trzeba być minimalistą, biegać maratony, pić zielone koktajle, prowadzić bloga (wszystko jedno na jaki temat), uczestniczyć w treningach Mindfulness i warsztatach kulinarnych, wychowywać wegańskie dziecko, cierpieć na nietolerancje pokarmowe, pić niszowe piwo, mieć brodę ale przede wszystkim koniecznie, ale to koniecznie „zdrowo” jeść.

I tu jest pies pogrzebany… Bo to się nie zmieniło nic, a nic od czasów kiedy standardem był zestaw schabowego z ziemniakami i kompotem.

Mimo, że kierunek zmian naszego świata jest dobry wielość informacji, towarów, potrzeb i możliwości zaciemnia obraz całości i utrudnia prawidłowe wybory.

Jest dziwaczniej, modniej, bogaciej i więcej ale na pewno nie „zdrowiej”.

Internet pełny jest portali, stron, blogów, inicjatyw i miliona przepisów. W większości też zupełnie wprost lub ciut bokiem, autorzy niezmiennie piszą lub sugerują, że ich przepisy, dania, książki lub prowadzone przez nich warsztaty są „zdrowe”. W księgarni półki z książkami dietetycznymi i kucharskimi rozrastają się w oczach. Oczywiście wszystkie, wszyściutkie zawierają tylko „zdrowe” przepisy i najlepsze diety.

No way!

Nie wszystko co pochodzi ze sklepu ze „zdrową” żywnością jest zdrowe. Nie wszystko co w napisie ma „eko”, „bio”czy „organic” jest zdrowe. Nie wszystko co jest ręcznie robione, ucierane, wyrabiane i wypiekane jest zdrowe. Nie wszystko co zawiera jagody goji jest zdrowe 😉 Nie wystarczy zrobić coś „wegańskiego” aby było zdrowe…

Zatraciliśmy zdrowy rozsądek w tej wielości – to na pewno! Co do wszystkiego innego z napisem „zdrowe” stanowczo podchodziłabym sceptycznie…

Oglądam przepisy, czytam je na blogach i w książkach. Tak. Są one smaczne, przemyślane i fikuśne, ale bardzo rzadko są zdrowe. W większości przypadków za cenę pysznego smaku autorzy sprzedają nam niezły kit. Począwszy od ciast, tofurników i wegańskich organicznych słodyczy wszelakich przez wegańskie burgery, a skończywszy na domowo wyrabianych serach, i piwach etc.

W większości to ściema.

Przecież każdy cukier zakwasza – nie ważne czy będzie on z tesco czy ze sklepu ze zdrową żywnością! Tak, nawet ten brązowy. Ten „zdrowy”! Syrop z agawy i każdy inny też 🙂 Nie ważne czy upieczecie własnoręcznie chleb z najdroższej, nieoczyszczonej mąki – jeśli będzie zawierał gluten i drożdże będzie nie tylko zakwaszał, ale i tworzył kamienie kałowe. Jeśli pójdziecie do knajpy i zamówicie makaron z jarmużem – to wcale ale to wcale nie znaczy że jecie „zdrowy” posiłek! Bo makaron jest z glutenem (prawie wszędzie…), jest rozgotowany (zawsze), a w połączeniu ze śmietanowym sosem, którym otaplany jest jarmuż tworzy fatalne połączenie pokarmowe. Kiedy w ulubionej kawiarni zamówicie brownie z buraka, z fasoli lub ciasto z cukinii jedzcie je z uśmiechem i przyjemnością, ale nie mówcie, że to jest zdrowe! Zrobi wam ono to samo co gotowa babka z biedronki. No może ciut mniej chemii ma, ale wierzcie mi – chemia w tym wszystkim to nie jedyne zmartwienie. Proszek do pieczenia, soda, indeks glikemiczny, mąka i król cukier (lub inny słodzik) wystarczą żeby zrobić swoje i bez chemii. Jeśli pójdziecie na warsztat robienia serów – nie rozpływajcie się w poczuciu, że nabyliście umiejętność robienia „zdrowego” sera. Po pierwsze ser nie jest nigdy zdrowy. Nawet ten w wersji lux z mleka bałkańskich, szczęśliwych oślic 🙂 Po drugie – zawsze buduje tkanki ciała i zakwasza. Po trzecie naprawdę rzadko jada się go w prawidłowych połączeniach żywieniowych, więc wywołuje toksemię, podobnie jak makaron z jarmużem i śmietaną, burger wegański, orkiszowa bagietka z kozim serem, wegańskie ciasta, babeczki oraz wiele innych obecnie modnych dań.

Musimy pamiętać, że gospodarka kieruje się swoimi prawami. Od kiedy nastała moda „na bycie wege” – właśnie to chce się nam sprzedać. Trzeba sobie przypomnieć, że wyznacznikiem sukcesu w kapitalistycznym społeczeństwie jest zysk, a nie nasze dobro. „Nasze dobro” ważne jest tylko dla marketingowca, w celu stworzenia precyzyjniejszej reklamy, lepiej dobranej ściemy. „Nasze dobro” to tylko miraż, wyobrażenie, obrazy z reklamówek i plakatów. Tylko! Sklep ze zdrową żywnością i knajpa nie funkcjonują li tylko dla naszego dobra. Są tworami, których istnienie opiera się na rachunku zysku i strat. Zysk jest wtedy kiedy koszty są mniejsze niż przychody. Zysk jest wtedy kiedy jedzenie smakuje lepiej, a jednocześnie jest tańsze. Jedzenie zawsze smakuje lepiej jeśli zawiera cukier lub tłuszcz, a najlepiej oba naraz. Jedzenie zawsze smakuje lepiej jeśli było smażone, pieczone, podpiekane lub choćby gotowane 🙂 Jedzenie zawsze ma wyrazistszy smak kiedy zawiera powyższe albo białko, a najlepiej wszystko na raz. Jedzenie smakuje lepiej jeśli obdarza nas znajomym, najlepiej z dzieciństwa smakiem…

To wykorzystywane jest przeciwko nam, a nie dla nas.

Jeśliby knajpy sprzedawały tylko i wyłącznie rzeczywiście zdrowe jedzenie, z dobrych jakościowo produktów, mądrze przetworzone termicznie i podane w dobrych zestawach pokarmowych to by splajtowały. Jeśli w sklepach ze „zdrową” żywnością miała by zostań na pólkach tylko rzeczywiście zdrowa żywność – to by splajtowały. Jeśli wszyscy autorzy książek zamieszczali tylko przepisy z faktycznie zdrowym jedzeniem – nikt by tych książek nie kupił….

Nie chodzi tu o to by być dziwakiem i odsunąć się od świata. Jeść korzonki i siedzieć w lesie. Ze świata można korzystać, ale nie bezmyślnie. Nie koniecznie dobrze jest płynąć z prądem, nawet jeśli pozornie wydaje się nam przychylny i znajomy. Chodzi o to by dokonywać mądrych wyborów i nie dać się nabić w butelkę – także samemu sobie 🙂  Bo przecież lubimy sobie powiedzieć, że to co jemy jest „zdrowe”… „Zdrowego” można zjeść więcej, „zdrowe” można jeść prawie bezkarnie… Słowo „zdrowe” to jedno z naszych najlepszych ściem. Jest tak relatywne, że można pod nie podpiąć niemal wszystko – oczywiście w zależności od IQ podpinającego.

Pytanie tylko jest takie: po co?

Nie ściemniajcie się za często 😉

 

Dziś prosty i szybki pasztet warzywny.

Lekkość i suchość kaszy jaglanej jest tu złagodzona nawilżającym olejem i procesem pieczenia więc nie powinna mocno zaburzać dosha vata i pitta. Jeśli jednak na zimne dmuchamy można zastąpić kaszę jaglaną ryżem basmati dla tych dosha. Potrawa nie powinna zaburzać dosha kapha. .

 

Składniki:

1 szklanka kaszy jaglanej;

4 marchewki;

2-3 pietruszki;

2-3 cebule;

1/2 selera;

4 łyżki oleju kokosowego (lub oliwy z suszonych pomidorów);

2 ekologiczne kostki bulionu warzywnego;

1 łyżka ziół prowansalskich;

4-5 łyżek posiekanych suszonych pomidorów;

1/2 łyżeczki suszonej wędzonej papryki;

sól i pieprz;

Kaszę zalewamy 2 szklankami wody, dodajemy 1/2 łyżeczki soli i gotujemy pod przykryciem od czasu do czasu mieszając dopóki kasza nie wchłonie całej wody. Cebulkę kroimy i smażymy 8 minut na rozgrzanym oleju. Na patelnie z cebulką dorzucamy pokrojone drobno w kosteczkę pozostałe warzywa. Dorzucamy kostki bulionowe rozbełtane w 2-3 łyżkach wody oraz zioła prowansalskie, wędzoną paprykę i posiekane drobniutko suszone pomidory. Wszystko dusimy mieszając około 10-12 minut. Uduszone warzywa łączymy z kaszą i dokładnie blendujemy na gładką masę. Dodajemy soli i pieprzu do smaku. Pieczemy w silikonowej foremce w piekarniku rozgrzanym do temperatury 180 stopni przez 30 minut. Najlepiej smakuje na zimno jako dodatek do sałatek (z którymi stworzy świetne połączenie pokarmowe J) lub na ciepło z prostym sosem paprykowym bądź pomidorowym. Zdrowego smacznego J

 

 

 

 

 

 

„znajdź czas tylko dla siebie” czyli wakacje z jogą i dieta dr Dąbrowskiej :)

10507100_783598608338152_3779133361200808929_o

 

W tym roku proponuje Wam wakacje z jogą i z dietą dr Dąbrowskiej.

Miejsce, do którego Was zapraszam to Siódmy Las – magiczne miejsce położone niedaleko Kazimierza Dolnego i Nałęczowa. Leży wśród dolin, łagodnych pagórków, pól i lasów Kazimierskiego Parku Narodowego. Siódmy Las to miejsce natchnione duchem piękna i siłą otaczającej przyrody, wypełnione aromatami leśnych ziół, śpiewem ptaków i błękitem. Piękna architektura dorównuje okolicy. Tradycyjne pięć domów zbudowanych z drewna i kamienia oraz cegły dopełnia całości. Drewniana willa z tarasami „Pod Jelonkiem”, kamienno-drewniana willa z oszkloną werandą „Suszarnia”, drewniana chatka „Jarzębina”, stodoła z wielką oszkloną werandą zawieszona nad paprociowym wąwozem i kamienno-drewniana willa „Kalina” z kolejną piękną werandą-kawiarnią – tuż nad wąwozem. Wnętrza domów zostały stworzone z dbałością o najdrobniejsze szczegóły. Stare meble z duszą, pościel z koronką, patchworkowe narzuty, urocze lampki, kwiaty w oknach a wszystko cieplutkie i przytulne. Do tego trzy hektary drzew i kwiatów, wśród których można się zaszyć.

Dieta, którą proponuje to dieta warzywno-owocowa dr Dąbrowskiej. Jest to rodzaj przemyślanego postu warzywno-owocowego. Ilość dostarczanych dziennie kalorii to maksimum 800. Mimo tak niskiej ilości kalorii nie powinno towarzyszyć nam przykre uczucie głodu. Posiłki są tak zaplanowane i rozłożone w czasie dnia aby optymalnie zaspokoić łaknienie. Bardzo istotny jest tu odpowiedni dobór surowców. Menu bazuje na warzywach i owocach o niskiej zawartości cukru np. buraki, marchewka, brokuły, rzodkiew, jabłka czy wszelkie sałaty. Dieta ta całkowicie wyklucza spożywanie mięsa, nabiału, słodkich owoców i warzyw, ziaren, wypieków, olejów oraz wszelkich pokarmów roślinnych o dużej zawartości białka.

Dzięki odpowiednio skomponowanym posiłkom nasz organizm jest w stanie przestawić się na czerpanie pożywienia „od wewnątrz”. Zaczyna więc spalać tkankę tłuszczową ale przede wszystkim usuwa wszelkie złogi i toksyny zatruwające nasze ciała.

Tego rodzaju diecie mogą towarzyszyć przez pierwsze 2-4 dni przykre objawy detoksu jak np. ból głowy, osłabienie, pewne rozdrażnienie, różne wysypki skórne. Jednak po tym okresie wszystkie dolegliwości ustępują- w miarę z postępami w oczyszczeniu ciała, a nasze samopoczucie bardzo się poprawia.

 

Wskazania do stosowania diety dr Dąbrowskiej:

  • osłabiona odporność (częste infekcje bakteryjne i wirusowe);
  • alergie wziewne i pokarmowe (katar sienny, astma, wysypki skórne);
  • migreny;
  • nerwobóle;
  • choroby z autoagresji;
  • choroby skóry (łuszczyca, trądzik, egzemy, sucha skóra etc);
  • schorzenia neurologiczne (nerwice, zaburzenia pamięci etc );
  • choroby endokrynologiczne (zaburzenia miesiączkowania, niedoczynność tarczycy, wysoka prolaktyna, torbiele jajników etc);
    klimakterium;
  • osoby planujące zajść w ciąże;
  • zespół metaboliczny X czyli osoby z otyłością, nadciśnieniem, cukrzycą II, chorobą wieńcową, zarośniętymi by-passami, zakrzepicą, obrzękami;
  • paradontoza;
  • zwyrodnienie stawów.

Przeciwwskazania do stosowania diety dr Dąbrowskiej:

  • gruźlica;
  • nadczynność tarczycy;
  • niedoczynność nadnerczy;
  • krańcowa niewydolność narządów;
  • końcowa faza choroby nowotworowej;
  • ciąża;
  • diety nie powinny stosować osoby po przeszczepach organów.Osoby stale przyjmujące leki na stałe powinny skontaktować się ze swoim lekarzem w celu ustalenia dawek leków i swoistych zaleceń.

10421161_782429445121735_703088683942006901_nPost warzywno-owocowy dr Dąbrowskiej to czas kiedy organizm usuwa zmagazynowany tłuszcz i toksyny, oczyszcza się, regeneruje komórki i organy wewnętrzne oraz wygładza skórę. Odciążony organizm zaczyna leczyć się sam. Zwiększa się nasza odporność immunologiczna, zmniejsza się poziom cholesterolu oraz cukru we krwi, a sam poziom ciśnienia krwi normalizuje się. Znikają obrzęki i stany zapalne stawów. Cały organizm zaczyna wracać do zdrowia i pełnej równowagi.

Jeśli dieta dr Dąbrowskiej jest dla kogoś zbyt dużym wyzwaniem polecam zdrową dietę wegetariańską.

Około 3 tygodnie przed wyjazdem każdy z uczestników dostanie wskazania jak najlepiej przygotować ciało do wyjazdu. Natomiast w czasie wykładów będę wyjaśniała jak najlepiej odżywiać się po zakończeniu postu.

Aby w miarę delikatnie przejść owe oczyszczanie proponuje Wam codziennie specyficzne dobrane zajęcia jogi. Głównie będziemy dbali o wspomożenie procesów oczyszczania – zarówno na poziomie fizycznym jak i mentalnym. Codzienne przemyślane asany, ćwiczenia oddechowo-koncentracyjne, a także medytacja oraz bardzo potrzebna relaksacja dopełnią całości.

Będziemy łączyć praktykę Yinyasa Krama Yogi i Yogi Kundalini.

Vinyasa Krama Yoga to dość dynamiczna forma jogi gdzie szczególną uwagę przykłada się do połączenia ruchu z oddechem. Umiejętność świadomego oddechu jest tu kluczowa. Praktykujemy w tym podejściu ćwiczenia fizyczne i wiele ćwiczeń oddechowych. Ćwiczenia bardziej dynamiczne przeplatamy statyczną pracą, aby pełniej uwolnić się od napięcia i nauczyć rozluźniać. Uczymy się też świadomej pracy z mięśniami głębokimi (bandhy). Ważne są tu także ćwiczenia koncentracyjno-medytacyjne. Ten rodzaj jogi uczy nas pracy z ciałem w korelacji z oddechem, co prowadzi do zrozumienia nie tylko naszego ciała ale i jego lepszego czucia. Poprawia nasze zdolności motoryczne i uczy świadomie oddychać. Odpręża i regeneruje.

10422097_785192908178722_3989911858095355417_nYoga Kundalini to specyficzny rodzaj jogi wspomagający rozwinięcie wewnętrznej świadomości i odkrycie duchowej części naszej natury. Na jej praktykę składają się ćwiczenia fizyczne i oddechowe oraz medytacje, pomagające uaktywnić naszą energię. Praktyka ta wpływa na system hormonalny oraz system nerwowy poprawiając zdrowie oraz witalność. Świetnie rekompensuje skutki stresu.

 

Przykładowy rozkład dnia:

 

8.30 ćwiczenia oddechowe (pranajama);
9.00 śniadanie;
11.30-12.30 zajęcia jogi Kundalini;
13.30 obiad;
15.30-17.30 zajęcia jogi w podejściu Vinyasa Krama;
18.00 kolacja;
19.30 joga twarzy;
20.30 – 21.30 relaksacja i medytacja.

Na miejscu można będzie także odpłatnie skorzystać z masaży z udziałem kosmetyków ekologicznych.

To będzie czas poświęcony tylko sobie. Czas głębokiego odtruwania i oczyszczania. Czas zatrzymania się i refleksji. Wyjedziemy lżejsi fizycznie, zdrowsi i bardziej świadomi 🙂

10515261_782430401788306_5990261670388089092_o

?

Koszt wyjazdu to 1 800 zł

Jeśli będziecie chcieli dodatkowej opieki lekarskiej na miejscu to dodatkowa opłata wynosi 80 zł od osoby.

Terminy

2 lipiec – 8 lipiec 2016
9 lipiec – 15 lipca 2016

 

Zapisy

Pod nr telefonu +48 693 333 450
lub pod adresem: izaraczkowska@gmail.com

 

zdrowe włosy według ajurwedy i bulion warzywny z miso :)

 

FullSizeRender 2Zdrowe, lśniące i miękkie. Lubimy!

Włosy mogą być jednym z naszych największych „urodowych atrybutów”. Definitywnie są także markerem pokazującym nasz stan zdrowia. Na pewno musimy tu jednak uwzględnić także genetykę, a nie tylko środowisko. Tak więc grubości i gęstości włosa niestety nie zmienimy. Możemy jednak zadbać o maksymalizację sytuacji zastanej czyli o wyciągnięcie z włosa ile się da 🙂

Z punktu widzenia ajurwedy nasze włosy i paznokcie to produkt uboczny tkanki dathu, z którego powstają kości. Tak więc jakość naszych włosów jest ściśle powiązana tu ze stanem naszych kości.

Można więc tu diagnozować stan kości po wyglądzie naszych włosów. Szorstkie, łamliwe, kruche i matowe włosy świadczą o niepełnym przyswajaniu lub braku mikro, makroelementów oraz wskazują na podobne braki w naszych kościach. Większe niedobory minerałów skutkują wypadaniem włosów i tym samym pogorszeniem jakości kości prowadzącym do osteoporozy.

W ajurwedzie głównym środkiem leczniczym jest dieta oraz zioła, a także asany jogi oraz ćwiczenia oddechowe i relaksacyjne, które i w przypadku zdrowia naszych włosów jak najbardziej się sprawdzą.

Bardzo podobnie rzecz ma się w medycynie chińskiej gdzie jakość włosów także jest zależna od pewnych narządów. Tu bezwzględnie łączy się stan naszych włosów z jakością krwi i odwrotnie – stan włosów może nam wiele powiedzieć o jakości naszej krwi. Jako, że z krwią związane są według medycyny chińskiej nerki oraz śledziona i trzustka, aby uleczyć włosy będące „przedłużeniem krwi” trzeba poprawić jakość krwi oraz kondycję nerek, śledziony i trzustki.

Brzmi to bardzo skomplikowanie i dość chaotycznie ale jest naprawdę bardzo logiczne.

Zarówno stan naszych kości, jakość naszej krwi oraz nerek są bowiem zależne od stopnia zakwaszenia organizmu.

Medycyny wschodnie zalecają więc spożywanie pokarmów jak najbardziej zasadowych i nasyconych określonymi minerałami.

O pokarmach odkwaszających i zasadowych pisałam tutaj:

kasza z brokułami pod beszamelem razem z listą produktów alkalizujących 🙂

Jeżeli chodzi o minerały ważna jest podaż w diecie wapnia, magnezu, miedzi, i cynku oraz żelaza i witamin z grupy B oraz witaminy C.

Pokarmy dla pięknych włosów.

Ajurweda poleca białą rzodkiew (daikon), kokosy, mleko kokosowe, wodę kokosową, gotowane jabłka i kapustę, świeże niepasteryzowane mleko (pochodzące od szczęśliwych krówek) oraz sezam.

Medycyna chińska zaś dodaje wszelkie wodorosty i algi, orzechy, nasiona i rośliny strączkowe (najlepiej postaci kiełków) oraz wszelkie rośliny bogate w chlorofil np. pokrzywa, szpinak, sałata, natka pietruszki, rukola, trawa pszeniczna, jarmuż, bylica.

Jeśli chodzi o stan zarówno naszej krwi, kości jak nerek oraz śledziony i trzustki jest on zależny także od tego, jakie pokarmy przeważają w naszej codziennej diecie. Najgorszym rozwiązaniem jest tu zjadanie pokarmów o smaku słodkim (pustym) czyli np. słodyczy, słodkich napoi, deserów i ciast. Nie poleca też się pokarmów wysokobiałkowych, mięsnych i tłustych jak na przykład wędliny, mięso, smalec, sery, śmietany etc. Z punktu widzenia medycyny chińskiej pokarmy te w przeważającej większości zresztą też są uznawane za słodkie.

Oprócz względów dietetycznych ważną role w dbaniu o stan naszych włosów odgrywa spokój jego konieczny przyjaciel – brak pośpiechu. Smutki, zmartwienia, brak poczucia bezpieczeństwa i strachy wszelakie uszkadzają śledzionę i trzustkę – co wpływa na stan naszej krwi, a więc i na stan naszych włosów. Zakwaszają one organizm – co wpływa destrukcyjnie na stan naszych kości i nerek, a więc na stan naszych włosów.

Według ajurwedy zły stan naszych włosów często łączy się z zaburzeniami dosha pitta. Gorąco, które jest skutkiem nadaktywności tej energii w ciele unosi się w górę aż do głowy. Osoby o konstytucji (prakriti ) pitta lub o zaburzeniu (vikriti) często wcześniej niż inni siwieją. W przypadku mężczyzn także łysieją od czubka głowy począwszy.

Podobne objawy można uzyskać kiedy w naszej diecie występuje nadmiar czerwonego mięsa i wszelkie tłuste pokarmy.

Poniżej linki do diety łagodzącej dosha pitta:

dieta dla pitta i zapiekanka z młodych ziemniaczków 🙂

Ajurweda proponuje ponadto jogę, ćwiczenia relaksujące i wyciszające oraz pogłębianie świadomości, które pomogą nam w odprężeniu, w odkwaszeniu organizmu, a tym samym poprawią jakość naszych włosów.

Pozycje jogi asany mają za zadanie w tym wypadku rozluźnić całe ciało, ale ze szczególnym uwzględnieniem obszarów szyi, barków i karku. Osoby z utrwalonymi napięciami w tym obszarze będą częściej miały problemy z włosami ze względu na pogorszanie w nim krążenia krwi – co szybko odbija się na stanie naszych włosów.

Polecam pozycje jogi zmniejszające ciśnienie, relaksujące jak na przykład savasana (pozycja nieżywego ciała) lub paschimottanasana (pozycja skłonu do przodu w siadzie) czy też balasana (pozycja dziecka). Polecam też pozycje relaksujące i stymulujące obszar karku, szyi i barków jak na przykład salamba sarvangasana (świeca), ustrasana (wielbłąd), gomukhasana (pozycja pyska krowy) oraz pozycje z lekkim wygięciem do tyłu oraz pozycję z lekkimi skrętami kręgosłupa.

Ajurweda poleca też olejowanie włosów. Najlepiej na noc kiedy mięśnie karku są względnie rozluźnione, a krew może bez przeszkód krążyć pod skórą przenosząc substancje aktywne. Nie trzeba dużej ilości oleju – wystarczy 2 łyżki. Olej wcieramy dokładnie w skórę głowy, a nie we włosy. Ważny jest masaż! Olejem bazowym zazwyczaj jest olej sezamowy lub kokosowy. Do tego zazwyczaj dla wzmocnienia efektu dodaje się olejowe wyciągi z ziół – ponieważ olej świetnie przenosi aktywne składniki w głąb ciała. Najwszechstronniejszym olejem do włosów jest olej z amli oraz bhringaraj – mają one działanie nie tylko wzmacniające, odbudowujące, odżywiające i odmładzające względem naszych włosów, ale także przyśpieszające znacznie ich wzrost. Dobry jest też dodatek z oleju neem. Wzmagają porost włosów dodatki z kozieradki, mięty i gorczycy ale także regulują wydzielanie sebum oraz działają odkażająco. Bez problemu można je nabyć w sklepach z kosmetykami ekologicznymi w Internecie.

Ważna jest tu jednak regularność stosowania. Trzeba olejowanie włączyć na stałe do pielęgnacji i traktować jak pokarm dla włosów. Ja karmię swoje minimum trzy razy w tygodniu 🙂

 

Dziś odmiana bulionu, zupy warzywnej z miso i algami – prawdziwe bogactwo makro i mikroelementów. Zupa ta jedzona regularnie będzie świetnym pokarmem dla naszych włosów i nie tylko ponieważ ma ona mocne działanie oczyszczające.

Zupa ta będzie łagodziła dosha vata jeśli nie przesadzimy z grzybkami. Będzie także łagodziła dosha pitta jeśli zmniejszymy tylko ilość rzodkwi i miso. Bedzie także łagodziła dosha kapha jeśli tylko zmniejszymy ilość miso i wodorostów.

 

Składniki:

1 spora marchewka;

1/2 kopru włoskiego (fenkuł);

2 łyżki suchych wodorostów wakame;

3 łyżki suszonych grzybków mu;

5 różyczek brokułu;

4 cm białej rzodkwi (daikon);

3 szklanki wody;

2 pełne łyżki jasnego miso (shiro miso);

1 łyżeczka oleju sezamowego (można pominąć);

 

Pokruszone drobno grzybki i wodorosty w całości wrzucamy do wody. Zagotowujemy. Koper, marchew, rzodkiew i brokuły tniemy w paseczki i dorzucamy do garnka. Przykrywamy pokrywką. Gotujemy kolejne 10 minut. Dodajemy pastę z miso. I gotowe 🙂

 

recenzja książki „Ajurwedyjska kuchnia dla wegan” i sałatka z wodorostów :)

FullSizeRender 2

 

Od lat pasjonuje się zagadnieniami związanymi ze zdrowym odżywianiem. Przez lata pracy, czytania setek książek i materiałów, pisania diet i odbywania konsultacji przekonałam się, iż to co jemy tworzy nas lub niszczy w dosłownym tego słowa znaczeniu. Spożywane pokarmy i napoje, utarte nawyki, wyuczone obyczaje i powtarzane zachowania, środowisko w którym żyjemy oraz nasze własne najdrobniejsze codzienne wybory stanowią o nas. Nic nie dzieje sie bez przyczyny i wszystko ma wpływ na wszystko. Jestem przekonana, że jesteśmy w zupełności odpowiedzialni za nasze zdrowie lub jego brak.

Druga moja pasją ściśle powiązaną ze zdrowym odżywianiem jest ajurweda. Mimo, iż wiedza ta siega korzeniami setek lat wstecz, cały czas jest bardzo aktualna, niezmiernie precyzyjna i skuteczna. Sprawdziłam.

Czytam wszystkie pozycje wydane po polsku z tematem ajurwedy związane – bardzo regularnie. Pisząc diety lub udzielając konsultacji łączę jednak wiedzę z zakresu ajurwedy z wiedzą związana ze zdrowym odżywianiem.

Nasz stan zdrowia zawsze jest uwarunkowany stanem niedoborów oraz toksemii, które wywołujemy – świadomie bądź nie- naszymi nawykami. Złe połączenia żywieniowe, przejadanie się, źle dobrane składniki, nieprawidłowe rozłożenie posiłków w ciągu dnia, nadmiar białka i cukru w diecie – to tylko niektóre przyczyny leżące u podstaw naszych problemów.

Często też jestem pytana o literaturę. Nie ma jednej pozycji obejmującej wszystkie zagadnienia – to pewne. Jednak natknełam się na książkę, która łączy ajurwedę z wegańskim, bardzo zdrowym odżywianiem.

„Ajurwedyjska kuchnia dla wegan. Jak odzyskać równowagę dzięki pożywieniu.” To pierwsza taka pozycja na polskim rynku. Jej wyjątkowość polega na tym, że zawiera świadomie skomponowane, nie przeładowane i w pełni wegańskie (!) posiłki jednocześnie uwzględniające dostosowanie do konkretnej dosha.

wege-kuchnia

Na naszym rynku jest sporo książek i blogów z zakresu ajurwedy – także książek i blogów ściśle kulinarnch. W wiekszości z nich temat ajurwedyjskiego dostosowania diety do dosha jest opisany naprawdę bardzo ładnie. Jednak potrawy nie są w pełni dobrze skomponowane. Rzadko bardzo też niestety sa zdrowe. Masę jest tam zawsze słodyczy. Wiadomo – to lubimy najbardziej…. Masę jest tam potarwa tuczących, zakwaszających, ciężkich etc. Potrawy w większości zawierają cukier, mąki wszelakie, tłuszcze oraz oczywiście nabiał. Bardzo często pomieszane w jednym daniu. Pisanie o wpływie na dosha ciast, słodyczy czy zapiekanek to jak pisanie o wpływie na nasze zdrowie różnych marek papierosów…. Nic nie wnosząca sztuka dla sztuki bo papierosy przeciż są szkodliwe niezależnie od marki, tak?

W tej książce jest inaczej.

Wszystkie potrawy sa zdrowe i w pełni wartościowe.

Początek książki to teoria. Któtko i na temat opisane są podstawowe zagadnienia ajurwedy. Opis poszczególnych dosha, smaków, ich oddziaływnie oraz wybór pokarmów i smaków dla danej dosha.

Opisy zwięzłe i czytelne umożliwiają nam łatwo rozpoznanie własnego typu konstytucyjnego. Dają wiedzę na temat konieczny do zachowania równowagi i umożliwiają poznanie jej zaburzeń. Przedstawiają też zalecenia konieczne do harmonizowania pożywieniem danej konstytucji dietą.

Opis sześciu smaków i ich wpływu na dosha dodatkowo uświadamia szczegóły i pokazuje popełniane przez nas błedy.

Kolejny rozdział przedstawia wybór już konkretnych pokarmów dla danej dosha.

W następnym rozdziale zawarte są bardzo fajne wskazowki konieczne do zharmonizowania diety już nie ściśle ajurwedyjskie, ale wyjątkowo potrzebne z punktu widzenia zdrowego odżywiania, środowiska w którym przyszło nam żyć i dokonywanych przez nas właściwych wyborów. Jeszcze nie spotkałam się w książce o ajurwedzie z hasłami typu „GMO” oraz „fair trade”!

Dalsze części książki to opis konkretnych potraw z rozbiciem na poszczególne rodzaje aby zachowac przejrzystość i ułatwić poszukiwania. Są tu na przykład rozdziały pt. Śniadania, Przekąski, Zupy, Dania główne etc.

Przy każdym przepisie jest wzmianka o jego wpływie na daną dosha. Są też modyfikacje. Wszystkie przepisy są wegańskie co stanowi swoisty ewenement w tego typu literaturze. Co jest jednak najważniejsze wszędzie zachowane sa prawidlowe połączenia pokarmowe i prawidłowe kompozycje składników. Czyli nie tylko skomponujemy prawidłowo wegański posiłek ale i dostosujemy go do naszej dosha. Dla mnie bomba!

Bardzo dużo jest potraw oczyszczających, których lecznicze zastosowanie można mnożyć.

Jest też rozdział o deserach. Wszyscy, którzy mnie znają wiedzą, że jestem ich zagorzałą przeciwniczką – ponieważ stoją one w sprzeczności ze zdrowym stylem odżywiania, przynosząc nam zazwyczaj więcej złego niż dobrego.

Desery z „Ajurwedyjskiej kuchni dla wegan” nie zawierają cukru, glutenu, mąk oraz niezdrowych tłuszczy. Nie są ciężko przetworzone termicznie i źle dobrane. Niektóre z nich można wręcz wpisać w kuchnię RAW – najbardziej zdrową choć i najbardziej radykalną ze wszystkich rodzajów diet. Zresztą niektóre potrawy z innych działów także można tej kuchni przypisać.

Dużo przepisów zachacza też o kuchnie makrobiotyczną – równie zdrową i oczyszczającą.

Jestem naprawdę pod dużym wrażeniem. Zazwyczej książki ajurwedyczne były mniej lub więcej oderwane od rzeczywistości, w której przyszło nam żyć. Trąciły myszką będąc zrozumiałymi tylko dla zagorzałych fanów. Zawsze też uwzględniały produkty odzwierzęce oraz nie uwzględniały zdrowych połączeń pokarmowych i surowych potraw. Wiedzę z nich trzeba było przesiewać i modyfikować do naszych czasów i potrzeb.

Tu nie jest to konieczne. Dostajemy do rąk spis wyjątkowo zdrowych, świadomie skomponowanych, prostych i smacznych przepisów umożliwiających dostosowanie do danej dosha.

Naprawdę bardzo się cieszę, że coś w tej materii wreszcie drgneło. Wiem też na pewno, że tak opisana i dostosowana wiedza ajurewdyjska będzie mogła być bardziej dostępna, rozumiana oraz częściej wykorzystywana dla naszego dobra.

Książka ta to wyjątkowe i praktyczne połączenie starożytnej wiedzy ze wspólczesnymi, najnowszymi wymogami dietetycznymi. Prawdziwa lektura obowiązkowa!

 

Dziś sałatka z wodorostów z „Ajurwedyjskiej kuchni dla wegan” autorstwa Talyi Lutzker oczywiście ciut zmodyfikowana.

Potrawa będzie obojętna dla dosha vata, będzie łagodziła pitta i kapha. Jednak dla dosha vata i kapha polecam zamiast kłącza imbiru dodac imbir sposzkowany, a dla dosha vata dodatkowo zmniejszyć ilośc czerwonej kapusty na rzecz sałaty.

 

Składniki:

1/2 szklanki wodorostów wakame;

1 -1 1/2 szklanki wody;

1 szklanka listków sałaty;

1 szklanka posiekanej drobno czerwonej kapusty;

1 cebulka ze szczypiorkiem;

4 rzodkiewki;

1 głąb z kapusty lub z brokułu;

5 łyżek nasion sezamu;

5 łyżek posiekanych orzechów nerkowca;

2 łyżki octu jabłkowego;

2 łyżki oleju sezamowego;

? szklanki soku i miąższu wycisniętego z pomarańczy;

1 kopiasta łyżka shiro miso;

1/3 łyżeczki soli;

1 cm tartego kłącza imbiru;

kilka szczypt pieprzu cayenne;

Wodorosty zalewamy ciepłą woda i odstawiamy aby nasiąkły. Poszatkowaną czerwoną kapustę solimy i wyciskamy reką aby puściła soki. Odstawiamy. W tym czasie kroimy drobniutko rzodkiewki, głąb z kapusty, cebulkę ze szczypiorkiem. Odsączamy wodorosty jeśli nie wypiły wszystkiej wody. Wrzucamy je do miski z kapustą. Dorzucamy pokrojone warzywa, sałatę, orzeszki i nasiona sezamu. W miseczce mieszamy miso, sok i miąższ z pomarańczy, ocet, olej i sól oraz pieprz cayenne na głatką masę. Dresingiem polewamy sałatkę. Mieszamy. Sałatka najlepiej smakuje lekko schłodzona. Zdrowa, oczyszczająca i świetnie skomponowana potrawa. Smacznego 🙂