• potrawy późnego lata i sambar z dyni hokkaido :)

    Gęsty i bardzo aromatyczny. Nasycony smakiem, intensywnością i ciepłem. Sambar to gęsta zupa rodem z południowych Indii. To tradycyjne danie jedzone na co dzień. Je się je z dosa (rodzajem naleśników ze sfermentowanej soczewicy lub cieciorki i ryżu) lub z idli (rodzaj puchatych malutkich placuszków zrobionych ze sfermentowanego ryżu z dodatkami). Aby było prościej można(…)

  • potrawy późnego lata i sabji mung dal :)

    Nieraz już pisałam o tym jaka dieta jest dobra na jesień. Jakby były jakieś wątpliwości podaję poniżej linka do wpisu na ten temat: http://www.izaraczkowska.pl/piata-pora-roku-sloneczne-curry-dyni-soczewicy/ i tu: http://www.izaraczkowska.pl/zupa-kokosowa-kukurydzy-orzechow-nerkowca-czyli-lato-dobiega-konca/ Aby było prościej wrzucę w tym miesiącu kilka przepisów na zdrowe wegańskie potrawy dostosowane do bieżącej pory roku – pory późnego lata. Będą to potrawy pomagające przejść łagodnie od(…)

  • lekarstwo dla umysłu i duszy oraz złote mleko :)

    Ajurweda od kilku tysięcy lat wiedziała to co dopiero dziś potwierdzają najnowsze badania – wszystko ma wpływ na wszystko. Ten starożytny system leczniczy definiuje wpływ różnego rodzaju pożywienia oraz środowiska na nasze zdrowie fizyczne oraz psychiczne. W ajurwedzie definicją zdrowia jest naturalna równowaga. Równowagę na poziomie fizycznym można osiągnąć korzystając z podstaw ajurwedy czyli z(…)

  • karmimy skórę czyli makaron z cukinii :)

    Za część naszego wyglądu odpowiedzialne są geny – to oczywiste. Nie zmienimy żadną naturalną miarą cienkich blond włosów na czarne afro, a szarych oczu na zielone. Niemniej nie rozgrzeszajmy się – mamy ogromny wpływ na wygląd naszej skóry i naszych włosów. Zdrowe błyszczące i nie wypadające włosy oraz jędrna, gładka i zdrowa skóra w dużej(…)

  • Recenzja książki „Domowe recepty na naturalne kosmetyki” Stephanie Tourles

      Jestem nauczycielką jogi. Dużo praktykuję. Wraz z pogłębianiem praktyki i upływem czasu polubiłam siebie. Wraz z tą akceptacją przyszła potrzeba zadbania o siebie, zaopiekowania się sobą zarówno na poziomie czysto fizycznym, psychicznym jak i tym bardziej subtelnym. Ćwiczenia zadbały o zdrowe i sprawne ciało. Medytacja i praktyki koncentracyjne oraz uważnościowe dbają o mój umysł(…)

  • o „zdrowym” odżywianiu słów parę i prosty pasztet warzywny z suszonymi pomidorami :)

    Rzeczywistość się zmienia, ewoluuję. Ja patrzę. Kilkadziesiąt, a nawet kilkanaście lat temu wegetarianizm był postrzegany jako nieodpowiedzialne dziwactwo rodem z epoki dzieci kwiatów, przejaw niedowładu umysłowego lub niezdrowa cecha jednostek egocentrycznych, aspołecznych i wynaturzonych. Większość osób, którym odważyłam się wspomnieć o takowym kręciła z ubolewaniem głową, pukała się w czoło, dawała rady albo telefony do(…)

  • „znajdź czas tylko dla siebie” czyli wakacje z jogą i dieta dr Dąbrowskiej :)

      W tym roku proponuje Wam wakacje z jogą i z dietą dr Dąbrowskiej. Miejsce, do którego Was zapraszam to Siódmy Las – magiczne miejsce położone niedaleko Kazimierza Dolnego i Nałęczowa. Leży wśród dolin, łagodnych pagórków, pól i lasów Kazimierskiego Parku Narodowego. Siódmy Las to miejsce natchnione duchem piękna i siłą otaczającej przyrody, wypełnione aromatami leśnych ziół,(…)

potrawy późnego lata i sambar z dyni hokkaido :)

sambar

Gęsty i bardzo aromatyczny. Nasycony smakiem, intensywnością i ciepłem.

Sambar to gęsta zupa rodem z południowych Indii. To tradycyjne danie jedzone na co dzień. Je się je z dosa (rodzajem naleśników ze sfermentowanej soczewicy lub cieciorki i ryżu) lub z idli (rodzaj puchatych malutkich placuszków zrobionych ze sfermentowanego ryżu z dodatkami). Aby było prościej można sambar podawać po prostu z ryżem. W dzisiejszej wersji świetnie smakuje także bez dodatków.

Tradycyjny sambar jest bardzo ostry i robi się go z dalu połączonego z warzywami oraz pastą z tamaryndowca.

To świetna potrawa na koniec lata i jesień.

Pory roku bardzo często wpływają na zaburzenie poszczególnych konstytucji. Niedostosowanie naszych nawyków, zachowań i diety jeszcze bardziej pogłębia problem.

Zbliża się jesień. Upał lata słabnie stopniowo. W dzień temperatury jeszcze upalne ale noce i poranki początków jesieni i późnego lata są już inne: zimne. Element pitta (lato) słabnie, a w przyrodzie zaczyna pojawiać się element vata (jesień). Vata to połączenie eteru i powietrza a więc jest chłodna, przenikliwa, ruchliwa i sucha. To także są wartości charakteryzujące przejście późnego lata w jesień.

W tym czasie osoby o przewadze tej konstytucji będą czuły się gorzej.

Wszystkie charakterystyczne dla tej dosha objawy będą się nasilać. Skóra będzie jeszcze suchsza, stawy będą chrzęścić lub boleć, zaburzenia trawienia przybiorą na sile, a kompulsywne myślenie, niepokój i nerwowość będą częściej nas dotykać.

To najczęstszy czas kryzysu vata. To czas kiedy dosha vata potrzebuję jeszcze więcej poczucia bezpieczeństwa.

Jest to też okres kiedy szczególnie uważnie należy łagodzić vata pożywieniem.

Osoby konstytucji pitta i kapha poczują się za to teraz znacznie lepiej. Upał zelżał. Poparzenia słoneczne się zagoiły. Letnie burze ucichły. Zapomnieliśmy o ugryzieniach owadów. Można odetchnąć.

Wszystkie jednak dosha w tym okresie potrzebują więcej ciepłych i nawilżających potraw o smaku słodkim, kwaśnym i słonym. Te smaki bowiem neutralizują, łagodzą nadchodzącą jesień.

Łagodzimy vata jesieni dla wszystkich dosha produktami elementu ziemi czyli gotowanymi i duszonymi warzywami, zbożami, ziarnami i łatwo strawnym białkiem w niewielkich ilościach oraz słodkimi i rozgrzewającymi przyprawami.

 

Dla dosha pitta można zastąpić soczewicę mung dalem fasolką mung. Dla tej dosha powinniśmy dodać także stanowczo niej ostrych przypraw czyli sambar masali. Dla pitta możemy zastąpić pastę z tamaryndowca połową limonki.

Dla dosha kapha można zastąpić pastę z tamaryndowca miąższem i sokiem z połówki cytryny. Dla dosha kapha możemy zastąpić cukinię różyczkami brokuła.

Sambar tak zmodyfikowany nie zaburzy żadnej dosha, a złagodzi dosha vata.

 

Składniki:

1 dynia hokkaido;

2 marchewki;

1 cukinia;

1 cebula;

1 szklanka czerwonej soczewicy;

1 szklanka passaty pomidorowej (lub 4 pomidory);

1 szklanka mleka kokosowego;

3 łyżki oleju kokosowego;

1/2 cytryny (lub 2 łyżki pasty z tamaryndowca);

1 łyżka startego kłącza imbiru;

sól;

 

Sambar masala:

1/2 łyżeczki oleju kokosowego;

1 łyżeczka kuminu;

1 łyżeczka czarnej gorczycy;

1 łyżeczka nasion kozieradki;

1 łyżeczka kurkumy;

1 łyżeczka mąki z ciecierzycy;

1/2 łyżeczki czarnego pieprzu;

1/2 łyżeczki startej gałki muszkatołowej;

3 strączki zielonego kardamonu;

3 liście curry (lub 1/2 łyżeczki przyprawy curry);

1 papryczka chili (wielkość i ostrość wedle uznania);

 

Na początku przygotowujemy przyprawę sambar masala.

Na patelni rozgrzewamy olej kokosowy (odrobinę) i wrzucamy składniki od najgrubszych poczynając ? wszystkie oprócz mąki z ciecierzycy. Podsmażamy 3 minuty wszystko mieszając. Wyłączamy gaz. Mielimy ostudzone przyprawy z mąką w młynku. Można oczywiście kupić gotową przyprawę do sambaru w sklepach z orientalną żywnością, ale ta zrobiona samemu zawsze jest lepsza. Dodatkowo pięknie nasyca rozgrzewającym zapachem 🙂

W garnku na oleju kokosowym podsmażamy pokrojoną w kosteczkę cebulkę -5-8 minut. Dorzucamy starty imbir i soczewicę ? mieszamy 3 minuty. Dorzucamy wydrążoną i pokrojoną na 1,5 cm kawałki dynię, pokrojone w sporą kostkę marchewkę i cukinię. Mieszamy 3 minuty. Zalewamy wszystko wodą tak aby przykryła warzywa na wysokość 1 cm. Dodajemy passate (lub pokrojone pomidory) oraz 2 łyżeczki przyprawy sambar masala i gotujemy około 20 -25 minut pod przykryciem. Mieszamy od czasu do czasu. W połowie czasu gotowania dodajemy mleko kokosowe i pastę z tamaryndowca (lub wyciśnięty sok i miąższ z cytryny). Solimy do smaku. Jemy i sycimy zmysły 🙂

 

 

 

 

 

 

 

potrawy późnego lata i sabji mung dal :)

zdrowe odżywianie, dieta roślinna

Nieraz już pisałam o tym jaka dieta jest dobra na jesień. Jakby były jakieś wątpliwości podaję poniżej linka do wpisu na ten temat:

http://www.izaraczkowska.pl/piata-pora-roku-sloneczne-curry-dyni-soczewicy/

i tu:

http://www.izaraczkowska.pl/zupa-kokosowa-kukurydzy-orzechow-nerkowca-czyli-lato-dobiega-konca/

Aby było prościej wrzucę w tym miesiącu kilka przepisów na zdrowe wegańskie potrawy dostosowane do bieżącej pory roku – pory późnego lata.

Będą to potrawy pomagające przejść łagodnie od intensywności, energii (yang) lata do większej pasywności (yin) nadchodzącej chłodniejszej pory roku.

Jedzenie w tym okresie jest szczególnie ważne ponieważ zbuduje (lub nie) stabilny poziom energii dla całego organizmu na czas jesieni i zimy. Czas kiedy wyjątkowo dotkliwie czujemy niedobory energetyczne, wieczne zmęczenie i obniżony nastrój.

Postaram się o takie, które po drobnych modyfikacjach nie zaburzają żadnej dosha.

Dziś jedna z tradycyjnych potraw ajurwedyjskich czyli sabji (sabdżi) – indyjski warzywny gulasz. To danie z kuchni ulicznej Bombaju – jedno z typowych dań indyjskich. Serwowane jest na setki sposobów. Zazwyczaj jako danie warzywne lub warzywne z dalem lub warzywne z dalem i ryżem. Dal (dhal, daal) to po prostu wszelkie rośliny strączkowe.

Znam wiele przepisów na sabji. Jako że jest to proste danie jednogarnkowe świetnie wpisuje się w okres końca lata, okresu dojo oraz początku jesieni.

Dziś dostosowany do pory „babiego lata” – wegańskie sabji mung dal z fasolki mung i dyni.

Składniki:

1 szklanka fasolki mung;

2 szklanki wody;

1 niewielka dynia hokaido;

2 ziemniaki;

1 marchewka;

1 cebula;

2 pomidory;

1 szklanka gęstego mleka kokosowego;

posiekane listki kolendry lub pietruszki;

2-3 łyżki oleju kokosowego;

1 łyżeczka nasion czarnej gorczycy;

1 łyżeczka nasion kolendry;

1 łyżeczka nasion kuminu;

1 łyżeczka kurkumy;

1 łyżeczka asofetydy (opcjonalnie);

1 łyżeczka garam masala;

1/5 lub więcej łyżeczki pieprzu cayenne;

1 łyżeczka soli;

Do tego przepisu najlepiej kupić mung dal łuskany czyli w połówkach już bez skórki. Jest on bardzo lekkostrawny jak na warzywa strączkowe, a białko z niego w połączeniu z warzywami jest łatwo przyswajalne. Nie zaburza także dosha vata. Można go kupić w sklepach z orientalną żywnością albo na allegro.

zdrowe odżywianie

Jeśli nie mamy fasolki mung łuskanej używamy zwykłej ale wtedy należy namoczyć ją na noc. Łuskanej moczyć nie trzeba.

Garam masala to ajurwedyjska podstawowa mieszanka słodkich przypraw – świetna na tę porę roku. Do kupienia tam gdzie mung dal.

Dynie wydrążamy. Miąższ kroimy w dość spore kawałki około 1,5-2 cm. Marchewkę i pomidory kroimy w plasterki. Cebulkę drobniutko. Ziemniaki w kostkę podobną do dyni. W garnku roztapiamy 2 łyżki oleju kokosowego i wrzucamy pokrojoną cebulkę. Smażymy mieszając aż zbrązowieje lekko 5-8 minut. Potem dorzucamy pokrojone marchewkę i ziemniaki. Dusimy mieszając 5-8 minut. Dorzucamy dynię, pomidory, fasolkę mung (jeśli w całości to wodę, w której się moczyła wylewamy). Dolewamy wodę i mleko kokosowe. Dodajemy łyżeczkę soli i zamykamy pokrywką. Gotujemy co jakiś czas mieszając około 25-30 minut. Pod koniec gotowania warzyw na osobnej patelni robimy masala. Roztapiamy łyżkę oleju kokosowego. Wrzucamy do masala przyprawy w kolejności – od najgrubszych do najdrobniej zmielonych. Czyli po kolei kumin i kolendra – mieszamy minutkę, dodajemy gorczycę – mieszamy minutkę, dodajemy garam masala, asofetydę i pieprz cayenne. Mieszamy i przelewamy zawartość patelni do garnka z warzywami. Chwile mieszamy. Podajemy na gorąco posypane natką pietruszki lub listkami kolendry. Świetne, aromatyczne danie na tą porę roku. Smacznego 🙂

lekarstwo dla umysłu i duszy oraz złote mleko :)

FullSizeRender

Ajurweda od kilku tysięcy lat wiedziała to co dopiero dziś potwierdzają najnowsze badania – wszystko ma wpływ na wszystko. Ten starożytny system leczniczy definiuje wpływ różnego rodzaju pożywienia oraz środowiska na nasze zdrowie fizyczne oraz psychiczne.

W ajurwedzie definicją zdrowia jest naturalna równowaga.

Równowagę na poziomie fizycznym można osiągnąć korzystając z podstaw ajurwedy czyli z teorii stworzenia srstyutpatti, która opisuje tu jak powstał świat. Według ajurwedy wszystko co istnieje przejawia się w organicznych i nieorganicznych formach materii prakrti.

Istnieje tu pięć elementów: ziemia prthivi, woda jala, apas, ogień tedżas, agni, powietrze vayu i przestrzeń akaśa. Poprzez te elementy można poznać swoistą budowę, strukturę każdego stworzenia i rzeczy – ponieważ łącząc się one tworzą wszystko co nas otacza i nas samych.

W przypadku ludzi łączą się one w różnych proporcjach tworząc tridosha – typy konstytucyjne vata, pitta, kapha.

Upraszczając – ich równowaga zapewnia nasze zdrowie, a zaburzenia – chorobę.

Pisałam o tym nie raz. Poniżej link do najbardziej ogólnego opisu:

Taka karma – czyli dieta jogina.

Prakriti czyli materia, z której także my jesteśmy stworzeni ma trzy właściwości triguna, jakości guny:

  1. Dobroć, wiedza, czystość – równowaga sattva;
  2. Pasja, działanie, dzianie się – agresja radżas;
  3. Ignorancja, bezwład, stagnacja – degeneracja tamas;

Mogą one przejawiać się jako pozytywne lub negatywne w różnych kontekstach. W przypadku ludzi definiują one charakter, stan umysłu, tendencję, skłonności i predyspozycje psychologiczne oraz (szeroko pojętą) duchowość.

Nie kształtują się one przed naszym urodzeniem jak typy konstytucyjne dosha, lecz w czasie naszego życia. Wpływa na nie i może je zmienić nasze środowisko, otoczenie w którym żyjemy, ludzie, z którymi się stykamy, nasz wiek, faza życia, praca, styl życia oraz dieta.

Z tego punktu widzenia jak najbardziej możliwa jest więc modyfikacja. Czyli po prostu mamy wpływ nie tylko na stan naszego umysłu, nasz charakter oraz sposób reakcji na otoczenie, ale także na nasz rozwój i duchowość.

Nasze guny czyli uwarunkowania psychiczne i umysłowe mają także wpływ na materię, z której jesteśmy stworzeni czyli na doshavata, pitta, kapha – powodując zdrowie lub chorobę, która ujawnia się nie tylko poprzez umysł ale i fizycznie -poprzez nasze ciało.

Medycyna współczesna zaczyna dopiero o tym wspominać nieśmiało od jakiś niecałych 100 lat, ale psychosomatyka w ajurwedzie to nic nowego.

Z drugiej strony patrząc- według ajurwedy bycie zdrowym rozumiane jest nie tylko jako bycie wolnym od bólu czy wolnym od choroby. To nie takie proste.

Wielu z nas mimo, że nie doświadcza klasycznych, fizycznych objawów chorobowych, nie czuje się przecież dobrze.

Bywamy często zmęczeni, przygnębieni, rozbici, zniechęceni lub odwrotnie -rozedrgani, chaotyczni, nerwowi i niespokojni. Doświadczamy stresu i bezsenności. Pomimo pozorów normalności i stabilizacji – chwiejemy się. Tracimy poczucie sensu. Jesteśmy niezadowoleni. Jesteśmy nieszczęśliwi.

Według medycyny akademickiej jesteśmy jednak najczęściej zupełnie zdrowi.

Według ajurwedy osoby doświadczające powyższych stanów – definitywnie nie są zdrowe. Ponieważ ajurweda utożsamia zdrowie także ze spokojem, bezpieczeństwem, świadomością i zadowoleniem…

W naszych czasach nie tylko odeszliśmy kompletnie od natury, ale i całkowicie przewartościowaliśmy nasze postrzeganie świata. Zarówno jedno jak i drugie miało wpływ na nasze zdrowie fizyczne i psychiczne.

Nasz świat jest teraz bardzo materialny i racjonalny. Tak też żyjemy. Z uporem maniaka dbamy o nasze dobra materialne: dom, samochód, karierę, zarobki. Dbamy o rzeczy. W ich gromadzeniu doszukujemy się wszelkiej przyjemności i bezpieczeństwa. Społeczeństwo konsumpcyjne pięknie nam to umożliwia. Bardzo powierzchownie zajmujemy się sobą i naszymi bliskimi – dbając jedynie o dobry wygląd, idealne ciała, sprawność fizyczną, ubrania, biżuterię, wykształcenie i dobre szkoły. Uważamy, że jeśli zatroszczymy się o sprawy namacalne i materialne – reszta sama się rozwiąże. To nieprawda.

Brak nam równowagi.

Skupiając się na powierzchownych, sztucznie wykreowanych potrzebach – pomijamy te prawdziwe i ważne…

Dążąc do naszych namacalnych priorytetów rzadko zwracamy uwagę na spokój umysł, a prawie nigdy na coś tak ezoterycznego jak… dusza. Ba! Samo nadmienienie o nich w towarzystwie inicjuje zmieszane spojrzenia, powodując nasz dyskomfort i poczucie niedostosowania.

Jednak bez nich nie może być mowy o zdrowiu.

Nic nie dzieje się bez przyczyny.

To czym karmimy nasze ciała i zmysły jest tu kluczowe.

Istnieje ścisła zależność między naszym sposobem życia, żywienia, a tym kim jesteśmy. Kim się stajemy. Kim siebie sami tworzymy.

Nasze sposób myślenia, nasze zachowania, pragnienia, to jak traktujemy innych oraz siebie, a także jaki pokarm wybieramy warunkuje to co w życiu otrzymujemy – w sferze zdrowia i świadomości także.

Oczywiście nie śmiem zaprzeczyć istnieniu człowieka rzeczywiście szczęśliwego, idealnie zdrowego, w pełni świadomego, zrównoważonego i uduchowionego karmiącego się hamburgerami znad kubełka XXL skrzydełek kurczaka w chrupiącej panierce, popijającego to piwem lub colą i oglądającego reklamy – w oczekiwaniu na program „Mam talent”.

Jednak to zdarza się rzadko… Niezmiernie.

Zazwyczaj pracujemy latami na nasz dobrostan lub jego brak. Jak mróweczki. Otrzymując to na co dokładnie sobie zasłużyliśmy.

Ajurweda widzi człowieka jako zintegrowana triadę ciała, umysłu i duszy. Wszelkie jej działania nakierowane są na opiekę nad każdą z tych sfer, aby zapewnić naturalną równowagę.

Leczenie ajurwedyjskie daje nam więc szereg praktycznych i prostych wskazówek oraz przepisów jak wpłynąć na guny aby uzyskać harmonię ciała, umysłu i serca, a poprzez to wyleczyć się z wielu trapiących nas dolegliwości i chorób.

To bardzo szeroki i ważny temat, więc podzielę go na kilka wpisów.

Dziś leczniczy napój. Mój ulubiony. Pije go prawie codziennie – na noc. To „złote mleko”. Czyli mleko z kurkumą. Pokarm satwiczny że hej 🙂

 

Składniki:

1 kopiasta łyżeczka kurkumy;

1/4 łyżeczki ghee lub oleju kokosowego;

1 szklanka mleka;

2 łyżki wody;

1 łyżeczka syropu klonowego (opcjonalnie);

Z punktu widzenia ajurwedy mleko, aby było satwiczne nie może pochodzić od krowy z hodowli masowej, ponieważ wszystko co powoduje himse (krzywdzenie) burzy satve (dobro, prawdę). Zło nie buduje dobra. Nigdy.

Krowa, która została sztucznie zapłodniona, która jest karmiona sztuczną paszą, która nie doświadcza słońca oraz której dziecko zostało zabite i zjedzone abyśmy mogli pić mleko przeznaczone dla niego ? nie spełnia prawa ahimsy (niekrzywdzenia). Zupełnie.

Niektórych rzeczy nie chcemy wiedzieć. Rozumiem i popełniam. Niestety „niewiedza” jak i „nierobienie” – to też decyzje, więc nie zwalniają one z odpowiedzialności…

Może to być natomiast mleko ekologiczne od zaprzyjaźnionego rolnika, który dobrze traktuje zwierzęta lub po prostu mleko roślinne.

Spełnia wszelkie wymogi mleko migdałowe oraz sojowe.

W garczku roztapiamy odrobine ghee lub oleju z kokosa. Dorzucamy kurkumę i dolewamy wodę. Mieszamy energicznie dopóki papka nie zgęstnieje – zazwyczaj 2-3 minuty. Dodajemy mleko i syrop klonowy. Dokładnie mieszamy. Pijemy małymi łyczkami uśmiechając się 🙂

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

karmimy skórę czyli makaron z cukinii :)

zdrowe odżywianie

Za część naszego wyglądu odpowiedzialne są geny – to oczywiste. Nie zmienimy żadną naturalną miarą cienkich blond włosów na czarne afro, a szarych oczu na zielone. Niemniej nie rozgrzeszajmy się – mamy ogromny wpływ na wygląd naszej skóry i naszych włosów. Zdrowe błyszczące i nie wypadające włosy oraz jędrna, gładka i zdrowa skóra w dużej mierze zależą od nas. Kluczowym czynnikiem jest tu nasza dieta, stan jelit oraz nasze nawyki.

Bardzo często skóra i włosy są bezpośrednim odzwierciedleniem tego co dzieje się w środku. Pokazują one w jakim stanie są nasze jelita oraz pośrednio też inne organy wewnętrzne. To co pokazuje skóra i włosy to tylko czubek góry lodowej – reszta jest ukryta. Niezależnie czy jest to alergia, atopowe zapalenie skóry, wysypka, egzema, przedwczesne zmarszczki, cellulit, trądzik czy inny stan zapalny ze skóra związany dotyczy on nie tylko powierzchni skóry ciała, ale także jego wnętrza – jest obrazem tego co jest w środku. Bardzo często problemy skórne oraz wypadanie włosów są powiązane z problemami trawiennymi, złym wchłanianiem, nietolerancjami, wzdęciami etc. Badania dowodzą, że ponad połowa osób z nawracającym trądzikiem (niezależnie od wieku) ma problemy z zachowaniem prawidłowej flory bakteryjnej co skutkuje ponadto także zaburzeniami trawienia, wchłaniania i wzdęciami.

Udowodniono, że co czwarta osoba mające celiakię lub nietolerancję glutenu ma problemy ze skórą – wysypki, wypadania włosów, podkrążone oczy etc.

To co jemy ma bezpośredni wpływ na nasze zdrowie – także na wygląd skóry i włosów. Pożywienie naturalne, nieprzetworzone termicznie, bogate w mikro i makroelementy, polifenole i antyoksydanty karmi i chroni naszą skórę. Z drugiej strony -nieprawidłowa dieta wywołuje dysbiozy czyli zaburzenia równowagi bakteryjnej oraz jest prostą przyczyną zespołu jelita nieszczelnego. To co nasz organizm powinien usunąć czyli toksyny, resztki pokarmowe, wirusy i bakterię przedostaje się do krwioobiegu zaburzając pracę wielu narządów wewnętrznych oraz wywołując stany zapalne skóry.

Nieprawidłowe odżywianie leży także u podstaw złego wchłaniania i niedożywienia pomimo ogromu przyswajanych kalorii, którego skutkiem jest z jednej strony nadwaga a z drugiej permanentne niedobory.

Co więc powinniśmy robić aby nasza skóra była jędrna i pełna blasku, a nasze włosy – zdrowe i mocne?

Co robimy:

  1. Spożywamy pokarmy o jak największej gęstości odżywczej. Pisałam o tym szczegółowo tutaj:       http://www.izaraczkowska.pl/gestosc-odzywcza-czyli-glazurowana-brukselka-orzeszkami/                                                                                                    Zapewni nam to odpowiednie składniki odżywcze oraz ustrzeże przed zakwaszeniem organizmu, które odciskają piętno na naszej skórze. Pokarmy powyższe zapewnią także gościnne środowisko dla dobrych bakterii w jelitach, naszej skórze i głowie. Plemiona ludzi odżywiające się nieprzetworzoną dietą bogatą w składniki odżywcze nie znają trądziku i cellulitu oraz wielu innych niechcianych przypadłości.
  2. Dostarczamy w diecie odpowiednią ilość tłuszczu omega 3 aby zadbać o procesy energetyczne, oddechowe i odżywcze w skali mikro – czyli w skali naszych komórek. W skali ciut większej spowoduje to iż nasze naczynia krwionośne będą wydolniejsze, lepiej ukrwią skórę i odżywią mieszki włosowe. Wydolniej też dostarczą konieczne składniki odżywcze. Powinniśmy włączyć do diety surowe siemię lniane, olej z siemienia lnianego, orzechy (np. włoskie), warzywa ciemno liściaste, a jeśli jadamy- to także ekologiczne jaja kur oraz mięso wolno żyjących łososi. Plemiona ludzi żywiących się nieprzetworzoną dietą i dostarczające duże dawki omega trzy mają piękne, lśniące i bujne włosy.
  3. Dostarczamy w diecie polifenole, flawonoidy i inne antyoksydanty. Patrz punkt numer 1. Pomoże to wzmocnić procesy obronne codziennie toczące się w naszej skórze (i nie tylko). Powinniśmy włączyć do diety kolorowe surowe warzywa i owoce jak na przykład jarmuż, szpinak, wiśnie, czereśnie, jagody, cytrusy. Skóra ludzi dostarczających powyższe składniki razem z nieprzetworzoną dietą – później się starzeje.
  4. Dostarczamy produktów bogatych w karotenoidy mające kluczowe znaczenie dla zdrowia naszej skóry jako prekursory witaminy A. Jeśli zjemy surowe i nieprzetworzone ciemnozielone, czerwone lub żółte warzywa w obecności zdrowego tłuszczu (np. olej lniany lub/i awokado) nasz organizm sam wytworzy z nich konieczną nam witaminę. Powinniśmy włączyć do diety marchew, buraki, szpinak etc.
  5. Dostarczamy płyny. One oczyszczają i wspomagają usuwanie toksyn także przez skórę. Musimy pamiętać, że świadomie rozpoznajemy pragnienie dopiero wtedy kiedy nasz organizm już jest stanowczo odwodniony. Ciężko po fakcie jest nadrobić straty. Powinniśmy stosować prewencję czyli niewielkie dawki płynów pite podczas całego dnia. Picie to kwestia nawyku.
  6. Dbamy o aktywność fizyczną. Przyspiesza ona nasz metabolizm, poprawia trawienie oraz przyśpiesza pasaż jelitowy. Zwiększa ukrwienie skóry wpływając na polepszenie stanu skóry i włosów.
  7. Używamy ekologicznych środków czystości i kosmetyków. To z czym styka się nasza skóra – przyswajamy. Niezależnie od tego czy jest to dobre czy złe. Szczególnie przykładamy uwagę do sytuacji kiedy mamy do czynienia z katalizatorami wpływającymi na wchłanianie czyli z podwyższoną temperaturą i wodą. Tak więc wszelkie środki do mycia (ciepło + woda) i do opalania (ciepło +woda +pot) powinny być ekologiczne. Środki do prania i do zmywania także. To co nakładamy na skórę po kąpieli lub wysiłku fizycznym też. Na szczególne względy zasługuje owłosiona skóra głowy, skóra w pachwinach i błonach śluzowych, wnętrza naszych dłoni i stóp oraz skóra pod oczami – ponieważ chłonie na potęgę.

Czego robienia nie polecam:

  1. Unikamy zupełnie spożywania cukru. Sprzyja on dysbiozie oraz powoduje rozwój drożdżaków uniemożliwiając prawidłowe działanie układu trawienia. Zakwasza organizm co powoduje wysuszenie, niedożywienie i niedotlenienie naszej skóry. Powoduje wydzielenie insuliny, wpływającej degradująco na włókna kolagenowe w skórze. Skóra osób spożywających cukier o wiele szybciej się starzeje – wiotczeje, traci jędrność i sprężystość oraz ładną barwę poprzez zachodzące w niej reakcje. W skórze osób spożywających słodycze toczą się wieczne procesy zapalne.
  2. Unikamy jedzenia nabiału. On zawsze buduje tkanki ciała – niekoniecznie chciane. Jego spożycie ma wpływ na występowanie cellulitu i trądziku. Jego spożycie zaburza proporcje kwasów tłuszczowych omega 3 do omega 6 i 9 powodując, że komórki przestają być wydolne. Hormony podawane bydłu zakłócają naszą gospodarkę hormonalną powodując zazwyczaj zwiększenie poziomu estrogenu w stosunku do progesteronu. Skutkiem tego jest zatrzymanie wody w organizmie, PMS, opuchnięcia oraz spowolnienie trawienia i gromadzenie się produktów przemiany materii w jelitach co odbiera skórze witalność, jędrność i kolor.
  3. Unikamy alkoholu i kofeiny. Odwadniają i wysuszają skórę powodując jednocześnie zaburzenia elektrolitowe oraz opuchlizny. Skóra osób nadużywających kofeiny lub alkoholu jest czerwonawa lub szarawa, wysuszona oraz totalnie pozbawiona jędrności.
  4. Unikamy glutenu. Nasze zboża nie są zbożami, które jadały nasze prababki. Ich modyfikacje spowodowały, że wiele osób przestało je tolerować. Nietolerancje wpływają na stan całego naszego organizmu. Spożycie glutenu jest także powodem zespołu nieszczelnego jelita, o którym wspominałam wcześniej. Bardzo często spożycie glutenu przyczynia się do przerzedzenia lub wypadania włosów. Powoduje też (podobnie jak cukier) utratę jędrności skóry.
  5. Nie używamy za często mydła i innych kosmetyków „do kąpieli”. Zbyt częste mycie ciała i włosów w mydłach wszelakich pozbawia skórę (także głowy) jej warstwy ochronnej i zmienia na kilka godzin jej ph. Tego stanu nie da się zastąpić smarując się balsamami lub innymi mazidłami – szkoda skóry, czasu i pieniędzy. Nie jesteśmy aż tak brudni! Używajmy mniej kosmetyków, a więcej letniej wody i olejków.

 

Z punktu widzenia ajurwedy problemy ze skórą są powiązane z dosha pitta. Oto co robić aby im zapobiegać:

http://www.izaraczkowska.pl/tag/dieta-dla-pitta/

Tutaj jak łagodzić:

równoważenie dosha pitta i deser czekoladowo-jagodowy z nasion chia 🙂

Dziś karmimy skórę. Jemy makaron z cukinii z awokado, pesto i suszonymi pomidorami.

Potrawa będzie łagodziła dosha vata. Będzie ona obojętna dla pitta – jeśli zmniejszymy ilość pomidorów. Będzie obojętna dla kapha jeśli zmniejszymy ilość i orzeszków awokado.

 

Składniki:

2 młode cukinie;

1 awokado;

6-7 pomidorów suszone w zalewie olejowej;

1 pęczek bazylii;

1 ząbek czosnku;

4 łyżki oliwy z oliwek (vata) lub oleju lnianego (pitta, kapha);

4 łyżki pestek słonecznika;

2 łyżki orzeszków nerkowca;

suszone płatki pomidorowe (opcjonalnie);

sól i pieprz;

Cukinie strugamy obieraczką do warzyw na długie paseczki. W garnku zagotowujemy wodę. Cukinie umieszczamy w siteczku nad wodą i gotujemy ją pod przykryciem na parze około 10 minut. Dajemy na talerzyk. Suszone pomidory i awokado kroimy na drobne cząsteczki i dodajemy do cukinii. Pestki słonecznika i orzeszki prażymy parę minut na patelni aż nabiorą kolorku. Bazylię, czosnek, pestki słonecznika, oliwę i 3-4 szczypty soli blendujemy na gładką masę. Jeśli wyjdzie za gęsta dodajemy parę łyżek wody. Sos mieszamy z warzywami. Posypujemy orzeszkami i płatkami suszonych pomidorów. Zdrowego smacznego 🙂

 

Recenzja książki „Domowe recepty na naturalne kosmetyki” Stephanie Tourles

Unknown

 

Jestem nauczycielką jogi. Dużo praktykuję. Wraz z pogłębianiem praktyki i upływem czasu polubiłam siebie. Wraz z tą akceptacją przyszła potrzeba zadbania o siebie, zaopiekowania się sobą zarówno na poziomie czysto fizycznym, psychicznym jak i tym bardziej subtelnym. Ćwiczenia zadbały o zdrowe i sprawne ciało. Medytacja i praktyki koncentracyjne oraz uważnościowe dbają o mój umysł i psyche. Aby dopełnić całości poszukuję też głębszego znaczenia, piękna, celu, mojej własnej duchowości.

Od lat staram się mądrze i bardzo zdrowo odżywiać – to konieczne zarówno dla ciała jak i dla ducha. Od lat dbam też aby moje środowisko było pozbawione sztucznych dodatków wszelakich, konserwantów i chemii. Używam ekologicznych środków czystości i oczywiście ekologicznych kosmetyków.

Ostatnio trafiła do moich rąk książka Stephanie Taurles „Domowe recepty na naturalne kosmetyki – 175 ekoprzepisów na specyfiki ziołowe” . To tłumaczenie amerykańskiego wydania „Organic Body Care Recipes”.

Autorka to zielarka, aromaterapeutka i licencjonowana specjalistka kosmetyki holistycznej oraz ajurwedyjskiej z 25 letnim doświadczeniem, która napisała kilka książek w tej tematyce – między innymi bestseller „The Herbal Body Book” oraz „Raw Energy”. Autorka pokazuje nam w swoich książkach jak zadbać o siebie wykorzystując zupełnie ekologiczne środki oraz sposoby. Jak za pomocą bardzo prostych i naturalnych produktów oraz receptur z użyciem owoców, kwiatów, ziół i naturalnych minerał oraz olejów zadbać o skórę, włosy, paznokcie oraz o… dobry nastrój.

Przez lata własnej praktyki opracowała ona i udoskonaliła szereg naturalnych receptur zaczerpniętych z starożytnych tradycji zielarskich oraz z wiedzy ajurwedyjskiej.

Pierwszy rozdział książki zawiera bardzo dokładny, a jednocześnie czytelny opis sfer, o które musimy zadbać. Mamy tu opisane włosy, skórę i paznokcie. Opisy są wzbogacone ciekawostkami. Czy wiecie, że włos rośnie przeciętnie 13mm na miesiąc? A paznokieć potrzebuje czterech miesięcy aby się odnosić? Który paznokieć rośnie najszybciej? Który najwolniej? Jak często powinno się myć proste włosy, a jak często kręcone? Czy wiecie, że prawidłowy odczyn naszej skóry jest konieczny dla zachowania jej dobrostanu?

Autorka opisuje tu też różne rodzaje cery i włosów oraz sposoby ich pielęgnacji dostosowane właśnie do nich. Bardzo holistycznie podchodzi także do „dbania o siebie” – przedstawiając kolejne siedem kroków koniecznych dla zachowania naszego zdrowia i urody, bez których żaden krem nie pomoże.

Kolejne dwa rozdziały to rozbudowany rozdział będący elementarzem składników domowej apteki i kolejny rozdział krótko opisujący konieczne akcesoria domorosłego kosmetologa.

Autorka opisuje w porządku alfabetycznym najprostsze składniki, które możemy użyć jako półproduktów do naszych domowych, w pełni ekologicznych kosmetyków. Podane są tu nie tylko właściwości i zastosowanie poszczególnych składników ale i ewentualne ich zamienniki.

Kolejne rozdziały zawierają już konkretne przepisy na kosmetyki oraz inne specyfiki. Mamy tu rozdział o naturalnych kosmetykach do twarzy i ciała z kilkoma podrozdziałami. Preparaty na twarz są podzielone w bloki funkcjonalne np. środki do oczyszczania twarzy, peelingi do twarzy, maseczki etc.

W podobne bloki pogrupowany jest podrozdział skupiający preparaty dla naszego ciała np. preparaty nawilżające dla ciała, kąpiele lecznicze i słoneczne czy peelingi do ciała. Są tu także przepisy na zabiegi dla naszych stóp, rąk, paznokci i ust oraz przepisy na preparaty ziołowe dla zachowania higieny jamy ustnej.

Mamy rozdział skupiony na pielęgnacji włosów zawierający różne ekologiczne płukanki i odżywki.

Następny rozdział zawiera napoje, balsamy i eliksiry pobudzające zmysły oraz -co równie ważne- dobry nastrój.

Kolejny rozdział to specyfiki konieczne do higieny intymnej. W tym rozdziale znajdujemy też recepty pomagające dbać o piersi i o ciało w czasie ciąży.

Przedostatni rozdział zawiera przepisy na najpotrzebniejsze remedia naszej domowej apteczki- to przepisy na specyfiki na przeziębienie i bóle głowy oraz preparaty, balsamy i zabiegi uspokajające oraz nasenne.

Ostatni rozdział to krótkie kompendium wiedzy na temat odstraszania owadów – z pomocnymi w tym przepisami.

Książka jest bardzo jasna i czytelna. To książka napisana przez faktycznego praktyka. Bez nadmuchanej, zbędnej wiedzy. Pełna jasnych, błyskotliwych i często dziecinnie prostych przepisów na specyfiki do dbania o siebie. Oczywiście są też bardziej pracochłonne i wymagające przepisy szczególnie jeśli chodzi o pielęgnację włosów oraz ciała. Większość jednak emanuje prostotą i polega na sprytnych połączeniach dwóch, trzech lub czterech składników – specjalnie dla takich domorosłych kosmetyczek jak ja 🙂 Rozbrajają mnie tu przepisy dwu lub wręcz jednoskładnikowe! Jak na przykład mycie zębów… truskawką. Dobry nastrój gwarantowany 🙂

Wszystkie przepisy zawierają wyłącznie najprostsze ekologiczne składniki – bez chemii, dodatków i konserwantów. Składniki ogólnie dostępne w sklepach internetowych – sprawdziłam.

Jestem osobą zajętą – sporo pracuję. Znalazłam jednak czas raz, dwa razy w tygodniu aby zrobić własny własniutki kosmetyk, eliksir czy przepis z książki Stephanie. Rozpiera mnie duma bo stworzyłam ekologiczny w stu procentach, delikatny dla ciała i pięknie pachnący tonik do twarzy oraz błyszczyk do ust. Zabieram się teraz za tropikalny kremowy olejek do ciała i odżywczy olejek do paznokci.

Czego i Wam życzę 🙂