po co Ci te kanapki?…

IMGP7967

Od paru lat układam ludkom różnym diety. Gro z nich stanowią diety odchudzające. Nim ja im coś napiszę proszę zawsze aby napisali mi co jedzą przez ostatnie dwa tygodnie. Muszę przyznać, że z czasem dostrzegam w tych listach odżywiania pewne schematy. Na pierwszy ogień zwykle wyłaniają się… kanapki.

Tak, właśnie. Te małe co nieco. Dwie kromki chleba z czymś. Podstawowe pożywienie zapracowanego człowieka dwudziestego pierwszego wieku. Najbardziej wytłumaczalne pożywienie na świecie.

Bardzo często ich obecność w diecie wiąże się nie tylko z nadwagą ale i z szeregiem chorób określanych wiele mówiącym mianem- cywilizacyjnych.

Szczerze mówiąc mam gdzieś taką cywilizację!

Pieczywo dostępne w sprzedaży to głównie pieczywo drożdżowe, sporządzone z mocno wybielonej mąki z całą masą utleniaczy i konserwantów koniecznych do osiągnięcia odpowiedniej konsystencji i koloru. Proces produkcji pieczywa drożdżowego jest szybki więc pięknie wpisuje się w nasze czasy.

Niestety jedzenie go jak wszystko ma swoje konsekwencje.

Na pewnym etapie nie jestem zwolenniczką liczenia kalorii ale muszę tu wspomnieć, że przeciętna kanapka ma ich około 200-300 a zazwyczaj nie poprzestajemy na jednej, prawda?

Pieczywo, które tak chętnie jemy zawiera oprócz kalorii także drożdże ciepłolubne których spożycie nie jest obojętne dla naszego organizmu. To jednokomórkowe grzyby, których formy są odporne zarówno na działanie naszych kwasów żołądkowych jak i wysokiej temperatury. Jeśli spożywamy sporo pieczywa drożdżowego możemy być pewni że stan naszej mikroflory jelitowej nie jest najlepszy. Drożdże powoli powolutku wypierają pozytywną florę jelitową rozmnażając się w postępie geometrycznym. Sprawiają że zawartość naszych jelit zaczyna fermentować i gnić. Jeżeli trwa to latami (a przecież kanapki jemy od dziecka) to w naszych jelitach źle się dzieje. Do tego jeśli nie jemy zbyt dużo błonnika oraz surowych warzyw zapewniających enzymy pozytywna flora jelitowa zanika prawie zupełnie. Konsekwencją tego jest nieprawidłowa praca jelit, wzdęcia, gazy, nieprawidłowa perystaltyka. Mamy niedobory witamin i mikro oraz makroelementów ponieważ do ich prawidłowego wchłaniania konieczna jest prawidłowa flora w naszym przewodzie pokarmowym. Organizm zaczynają także zatruwać efekty przemian materii nieprawidłowej flory. Jesteśmy zmęczeni, brak nam energii. Nie wysypiamy się. Mimo tego, że dużo jemy cały czas jesteśmy głodni ponieważ nasz organizm domaga się minerałów i witamin. Zaczynamy tyć. Zaczynamy chorować a nasz układ immunologiczny nie daje rady…

Jeszcze jednym niefajnym od kanapkowym skutkiem jest powolne acz ciągłe zakwaszanie organizmu. Ma ono daleko idące konsekwencje i leży u podstaw wielu chorób oraz powiązanej z nimi otyłości brzusznej.

Ja osobiście bardzo rzadko jem pieczywo drożdżowe – może raz, dwa razy w miesiącu. Chleb piekę sama, na zakwasie ale i jego nie jadam często – dwa-trzy razy w tygodniu. Zastępuję pieczywo zależnie od pory roku albo sałatkami różnymi, kremowymi zupami, kaszkami i płatkami gotowanymi z dodatkami, pieczonymi, gotowanymi lub blanszowanymi warzywami z dodatkami.

Dziś pieczone pomidory z kaszą kukurydzianą – świetnie zastąpią kanapki w kolacyjnym wydaniu 🙂

Danie świetnie nadaje się na okres późnego lata, jest aromatyczne i syte.

Danie to łagodzi energię kapha ale polecam dodać mniej ghee. Zaburza dosha pitta. Może także lekko zaburzać dosha vata.

Składniki:

5-6 dojrzałych pomidorów;

? szklanki drobnej kaszki kukurydzianej;

4 łyżki ghee;

1 łyżeczka tymianku;

1 łyżeczka cząbru;

1 łyżeczka świeżo zmielonych nasion kolendry;

2-3 ząbki czosnku;

3 łyżki oleju;

1 łyżka miodu;

2 łyżki soku z cytryny;

sól i pieprz;

Rozgrzewamy piekarnik do temperatury 200 stopni. Kroimy pomidory na plastry i układamy w żaroodpornym naczyniu. Naczynko powinno być spore aby z pomidorów nie utworzyła się gruba warstwa. Mieszamy widelcem olej, sok z cytryny, miód, rozgniecione ząbki czosnku oraz z pół łyżeczki soli. Polewamy tym plasterki pomidorów. W miseczce mieszamy widelcem kaszkę (koniecznie drobnoziarnistą), tymianek, cząber i świeżo zmieloną kolendrę. Tak nasączoną kaszką posypujemy plastry pomidorów i mocno przyklepujemy aby nasiąknęła od ich soku. Wstawiamy do piekarnika na około 40 minut. Solimy i pieprzymy do smaku. Kaszka powinna ugotować się w soku wypuszczonym z pieczonych pomidorów. Danie podajemy w miseczkach. Gotowe w 10 minut + pieczenie. Naprawdę proste i smaczne danie na jesienną kolację 🙂

 

 

 

w poszukiwaniu łagodności…

IMGP7913

Umieszczam na tym blogu dania, które jem ja sama oraz cała moja rodzinka. To w większości bardzo proste jedzenie, szybkie do zrobienia i zdrowe. Zdaję sobie jednak sprawę, że wielu z Was nie będzie ono smakować. Dlaczego? Bo w większości przyzwyczajeni jesteśmy do pysznych skomplikowanych dań zawierających całą masę smaków. Patrzę często na zawartość sklepowych wózków ludzi w markecie i widzę tylko same mocne i złożone smaki. Czekolada, ciastka i słodycze wszelakie, słone przekąski, mięso, wszystkie wędliny, sery żółte i pleśniowe, napoje na potęgę, alkohol, wszelkie gotowe dania, papierosy – to wszystko stymuluje bardzo mocno nasz zmysł smaku. Po latach takiego odżywiania, po latach nadmiernego stymulowania nie umiemy wyczuć oraz docenić prostych i mało złożonych potraw. O tym, że wielość smaków w jednym daniu prowadzi do tego że więcej jemy już pisałam. Dziś chciałam dopowiedzieć coś jeszcze. To że jedzenie może być naszym lekarstwem już wiemy. Nasz zmysł smaku odgrywa tu ważną rolę analizując pod względem chemicznym spożywane produkty. Z bardziej subtelnego punktu widzenia jego rola jest jeszcze ważniejsza ponieważ odbiera subtelne wpływy jakie wywierają smaki na nasz organizm. Dzięki nim możemy używać jedzenia nie tylko dobierając jego skład chemiczny do naszych potrzeb ale także delikatnie i przemyślanie stymulując nasze organizmy. To droga nie tylko do lepszego zdrowia ale także do pełniejszego, rozumniejszego i szczęśliwszego życia. Nie da się jednak napełnić dzbanka, który jest już pełen? Jedząc mocno przetworzone, wieloskładnikowe jedzenie pełne mocnych smaków stajemy się nieczuli na bodźce z niego płynące. Nie jesteśmy w stanie poczuć i docenić prostych potraw. To samo nakręcający się proces bardzo dobrze widoczny u małych dzieci. Im więcej mocnych smaków jest w ich diecie (batoników, czekolady, fast foodu i czipsów) tym więcej takich właśnie smaków oczekują i tym mniej smakują im proste potrawy.

Można to zmienić. Mechanizm uczenia się, poznawania, przywykania zwany także procesem habituacji trwa u człowieka w dużym uproszczeniu około 20-30 dni. Tyle mniej więcej potrzebujemy aby nasza reakcja na powtarzający się bodziec zanikła. Po takim czasie przywykamy do zapachu używanych perfum, smrodu spalin na pobliskim skrzyżowaniu, szumu aut na sąsiedniej ulicy i smaku batonika czekoladowego lub smażonego mięsa. Ciężko nam obiektywnie powiedzieć co zrobi nam zjedzenie batona lub kotleta bo jemy je zbyt często. Trzeba zmienić perspektywę… Trzeba się oduczyć. Aby to zrobić i poczuć jaki naprawdę smak ma jedzenie, które zwykle jemy możecie przeprowadzić mały eksperyment. Wybierzcie sobie potrawę, którą jadacie często – batona, czipsy, kiełbasę, ulubiony deser. Wiecie, że nie jest zbyt zdrowa ale bardzo Wam smakuje i ciężko się z nią pożegnać. Nie jedzcie jej 30 dni. Po tym czasie danego dnia, 2 godziny po lekkim śniadaniu złożonym tylko z owoców zjedzcie tę potrawę i skupcie się na odczuciach z ciała jakie po sobie pozostawiła. To będzie cała prawda o niej – niestety często nie fajna. To będzie odczucie prawdziwego smaku i działania Waszej ulubionej potrawy.

Ja w ten sposób oduczyłam się jedzenia wielu słodyczy i serów…

Jeżeli zaczniecie powoli, powolutku wykluczać z diety mocno złożone pokarmy zaczniecie czuć smaki prostych dań. Lepiej – proste dania zaczną Wam smakować 🙂

Dziś ryż duszony z kukurydzą, rodzynkami i orzechami nerkowca 🙂

Potrawa jest neutralna dla dosha vata. Nasila dosha pitta i kapha. Dla tych dosha można zamienić orzechy nerkowca na pestki słonecznika. Dla dosha kapha można zamienić kukurydzę na zielony groszek i zmniejszyć ilośc ghee a dla dosha pitta zrezygnować z rozgrzewających przypraw.

Składniki:

1 szklanka ryżu basmati;

3 szklanki wody;

4 łyżki ghee;

1 papryka;

1 kolba kukurydzy;

0,5 szklanki orzechów nerkowca;

0,5 szklanki rodzynek;

1 łyżka nasion czarnej gorczycy;

1 łyżka kurkumy;

1 łyżka łagodnego carry;

sól do smaku;

Kroimy paprykę w drobne kawałeczki. Odcinamy ziarna kukurydzy z kolby. Wstawiamy jednocześnie dwa garnki. W pierwszym na roztopione 2 łyżki ghee wrzucamy ryż. prażymy go mieszając aby się nie przypalił 3-5 minut. Potem zalewamy wodą i solimy. W drugim garnku roztapiamy 2 łyżki ghee i wrzucamy na nie gorczycę. Kiedy zacznie strzelać dodajemy paprykę, kukurydzę, orzechy nerkowca, rodzynki, kurkumę i carry. Mieszamy i dusimy około 10 minut. W tym czasie woda z ryżu prawie zupełnie odparuje. Przerzucamy ryż z pozostałą cząstką wody do garnka z warzywami i mieszamy. Pozostawiamy pod przykryciem od czasu do czasu mieszając około 5 minut. Podajemy od razu. Gotowe w 20-25 minut. Świetnie smakuje z jogurtem sojowym albo zwykłym 🙂

Smacznego 🙂

 

 

 

pyszne danie w 20 minut czyli co ja mam zrobić z tego tofu?…

IMGP7458

Tofu jest formą przetworzonego twarożku sojowego a więc pochodna soi. Zawiera dużo łatwo strawnego białka w ilości podobnej jak mleko. Zawartość wapnia w tofu jest także zbliżona do tego w mleku. Zawiera ponadto witaminy z grupy B oraz żelazo, fosfor, sód, potas.

Dzięki jego łagodności, umiarkowanej słodkości oraz prostocie jest jednym z produktów polecanych w okresie późnego lata.

Tofu ma właściwości odtruwające. W medycynie chińskiej jest uznawane jako produkt ochładzający, oczyszczający i odtruwający wątrobę. Szczególnie polecany jako jeden z produktów dla osób przejadających się, jedzących duże ilości mięsa, żywiących się mocno przetworzoną żywnością, pijących duże ilości alkoholu.

Tofu jest także pokarmem wspomagającym zdrowie naszych płuc. Przez medycynę chińską polecany jest osobom z niedoborem Yin płuc do którego dochodzi na skutek długotrwałych infekcji oskrzeli i płuc. To czy umiemy sobie radzić z żalem i smutkiem oraz unikać nadmiernego przywiązania jest traktowane w medycynie chińskiej także jako wyznacznik świadczący o dobrym stanie naszych płuc 🙂

Ma także tofu dobry wpływ na nasze nerki a także na odpowiednie nawilżenie całego organizmu. Tego nawilżenia właśnie potrzebujemy najwięcej późnym latem i jesienią kiedy nasze organizmy po okresie letnich temperatur i nadaktywności- potrzebują wyciszenia i uporządkowania przed nadchodzącą statyką zimy.

Polecam także tofu dla osób starszych szczególnie właśnie ze względu na jego mocno nawilżające właściwości oraz pozytywnym wpływie na metabolizm płynów organicznych. Takie nawilżające pożywienie z bardziej subtelnego punktu widzenia ma właściwości uspokajające, wyciszające i stabilizujące. Wspomaga poczucie pewności siebie oraz rozpędza lęki.

Dla małych dzieci tofu jako pożywienie o niskiej zawartości węglowodanów złożonych jest polecane już od 18 miesiąca życia.

Tofu ma naturę termiczna wychładzającą. Z punktu widzenia ajurwedy tofu jest dobre dla każdej z dosha. Dla dosha vata najlepsze jest gotowane lub duszone tofu jak na przykład te w opisie poniżej 🙂 Dla dosha pitta obróbka termiczna tofu nie jest już taka niezbedna. Dla dosha kapha polecam tofu w umiarkowanych ilościach koniecznie gotowane lub duszone oraz wzbogacone o rozgrzewające przyprawy.

Dziś tofu duszone z brokułami w śmietanie sojowej – kremowe, pyszne danie na czas późnego lata.

Składniki:

1 kostka wędzonego tofu;

0,5 -1 brokuł;

2 opakowania śmietany sojowej;

1-2 ząbki czosnku;

1 cebula;

1-2 łyżeczki kurkumy;

1-2 łyżeczki łagodnego curry;

1 łyżeczka czarnej gorczycy;

3 łyżki sosu sojowego;

3-4 łyżki oleju rzepakowego lub innego do smażenia;

Obieramy cebulę oraz czosnek i drobno kroimy. Brokuł koimy w drobne różyczki. Tofu kroimy w paseczki lub w kosteczkę. Na gorącą patelnie wlewamy 2 łyżki i wrzucamy pokrojone tofu. Wlewamy sos sojowy. Smażymy tofu mieszając aż przyrumieni się z każdej strony – około 5-8 minut. Zdejmujemy z gazu. W tym czasie do garnka wlewamy pozostałe dwie łyżki oleju i wrzucamy gorczycę. Kiedy zacznie strzelać dodajemy cebulę. Smażymy mieszając aż się zarumieni. Dodajemy czosnek i smażymy jeszcze 2 minuty. Potem do garnka wrzucamy pokrojone różyczki brokuła, kurkumę i carry. Zamykamy garnek pokrywką i dusimy warzywka 5-8 minut. Dorzucamy do garnka usmażone tofu i śmietanę sojową. Chwilę mieszamy i zostawiamy na ogniu bez przykrycia jeszcze z 2-3 minutki. Podajemy od razu. Danie dobrze smakuje z ryżem lub z kaszą. Smacznego 🙂

 

 

zupa kokosowa z kukurydzy i orzechów nerkowca czyli lato dobiega końca :)

IMGP7909

Połowa sierpnia to kalendarzowe lato. Ja jednak widzę to trochę inaczej. Plony zebrane. Dni robią się krótsze. Zieleń zmienia się i staje się jakby zmęczona. Kolor żółty zaczyna zastępować jej intensywność. W wieczornym powietrzu czuć przesyt, zmęczenie i nadchodząca zmianę. To objawy późnego lata. To pora przejściowa – dojo. Pora środka, pora transformacji lata w jesień.

W tym czasie uaktywniają się śledziona i żołądek – mające duży wpływ na nasz poziom energetyczny. Według medycyny chińskiej to one powodują, że pokarmy które spożywamy przemieniają się w energię. Jeżeli dobrze zadbamy w tym okresie o naszą dietę łagodniej zniesiemy wilgotność, zimność i szarość zimnych miesięcy.

W okresie późnego lata najlepiej nam zrobią produkty gotowane w niewielkiej ilości wody lub na parze a także blanszowane. Ważna tu jest prostota pozwalająca na zachowanie większości oryginalnego smaku produktów. Nie powinniśmy jeść pod koniec lata skomplikowanych dań oraz powinniśmy unikać zaskakujących połączeń pokarmowych. Świetna w tym okresie jest kukurydza, dynia, soja, groch, fasolka szparagowa, tofu, ziemniaki, amarantus, marchew i pietruszka a także wszelkie pełne zboża. To łagodne potrawy z przemiany ziemi. Z punktu widzenia ajurwedy przeważa w nich umiarkowany smak słodki. Potrawy w tym okresie powinny być sycące, odżywcze i ciepłe – harmonizujące. Mają one za zadanie przygotować nasz organizm na chłodniejsze pory roku. Nie powinniśmy w okresie późnego lata spożywać natomiast chleba, kanapek wszelakich, lodów, zimnych dań i napojów oraz słodyczy. Pokarmy te osłabią zarówno żołądek jaki i śledzionę, pozostawiają w naszym ciele toksyny i złogi oraz mocno nas wychłodzają.

Dziś sycąca zupa z kukurydzy, mleczka kokosowego i orzechów nerkowca. Świetna późnym latem 🙂 Kukurydza łagodzi nadmiar dosha kapha i umiarkowanie zaburza dosha vata i pitta. Jednak w postaci kremowej, gotowanej zupy działanie zaburzające będzie niewielkie 🙂

Skladniki:
2 kolby kukurydzy;

2-2,5 szklanki wody;

2 łyżki oleju kokosowego;

0,5-1 szklanka mleczka kokosowego;

1 łyżeczka kurkumy;

1 kostka bulionu warzywnego;

1 garść orzechów nerkowca;

sól do smaku;

Obcinamy dużym nożem wszystkie ziarenka z kolb kukurydzy. W garnku rozpuszczamy olej kokosowy. Wrzucamy kukurydzę i orzechy nerkowca. 3-4 minuty podsmażamy na oleju i dodajemy wodę, mleko kokosowe, kostkę bulionową oraz kurkumę. Mieszamy. Gotujemy 10-12 minut. Miksujemy wszystko porządnie blenderem i od razu podajemy.

Zupa wychodzi gęsta i bardzo pożywna. Gotowa w 15-20 minut. Smacznego 🙂

 

dwa słowa o starzeniu czyli witaminowe koktajle :)

IMGP6220

Moje jedzenie ma swoją funkcję polegającą nie tylko na zaspokajaniu głodu. Jedzenie ma utrzymywać mnie w dobrej kondycji fizycznej i psychicznej, zapobiegać chorobą a jak trzeba i leczyć. Używam jedzenia tak jak inni ludzie tabletek – określone potrawy służą do osiągnięcia określonych skutków. To działa. Jednak wymogiem jest przemyślana sumienność i dłuższy niż w przypadku tabletek okres zastosowania.

Po bardzo pracowitych ostatnich dwóch latach potrzebuje przede wszystkim odpoczynku ale i regeneracji, wzmocnienia moich sił życiowych, odzyskania energii oraz pogody ducha.

Do tego służy mi oczywiście urlop, słońce i określona dieta, której ważną częścią są koktajle witaminowe.

Już pisałam na tym blogu o koktajlach ale w odniesieniu do chlorofilu, teraz zamienimy zieleń na kolory 🙂

Do swoich owocowych koktajli dodaje zazwyczaj jakiś składnik mocniejszy: zioła, nasiona lub suszone owoce mające określone zadania. Dziś potrzebuje coś na regenerację, coś co odnowi moją energię a jednocześnie ochroni przed letnim słońcem oraz poprawi stan skóry – dziś dodaje owoce goji.

Te malutkie owocki to wielkie bogactwo witamin, minerałów i antyoksydantów. Zawierają one bardzo dużo witaminy C bo aż 2500 mg w 100 g oraz witaminy z grupy B i witaminę E. Składniki mineralne ukryte w tych niepozornych jagódkach to: żelazo, wapń, selen, cynk. Zawierają nienasycone kwasy tłuszczowe: kwas linolowy i alfa-linolowy. Jednak największym ich bogactwem jest ogrom bardzo mocnych antyoksydantów. Są one niezbędne aby bronić nas przed wolnymi rodnikami.

Napiszę o tym dwa słowa bo to jeden z podstawowych mechanizmów wielu procesów chorobotwórczych, to mechanizm starzenia się.

Wolne rodniki to atomy posiadające na zewnętrznej orbicie jeden niesparowany elektron. Dążą one do sparowania lub oddania tego elektronu i wykazują dużą aktywność chemiczną utleniając wszystko co stanie na ich drodze.

Część z nich powstaje wewnątrz naszego organizmu głównie w czasie przemian metabolicznych. Dostarczając organizmowi niektóre produkty spożywcze np. wyroby cukiernicze, wszelkie produkty mięsne i inne produkty o długim terminie ważności oraz chipsy, frytki, krakersy, gotowe sosy i produkty grillowane a także smażone powodujemy, że ilość wolnych rodników w naszym ustroju wzrasta powodując z czasem nieodwracalne już zmiany.

Wolne rodniki mogą także pochodzić z zewnątrz. Są obecne np. w skażonym powietrzu, w dymie papierosowym, w niektórych lekach i kosmetykach. Powstają podczas nadmiernej ekspozycji na słońce.

Niezależnie czy pochodzą one z zewnątrz czy powstają w wyniku reakcji metabolicznych – powodują uszkodzenie naszych komórek, a poprzez to zaburzenie funkcjonowania podstawowych narządów. Uszkodzenia głębsze, uszkodzenia kodu DNA kończą się zwykle powstaniem nowotworów. Mają oczywiście wolne rodniki zgubny wpływ na wygląd naszej skóry- suchość, brak jędrności, przebarwienia i zmarszczki powstają przy ich udziale.

D. Harman twórca teorii rodnikowej wyjaśnił, że starzenie się jest skutkiem długotrwałego oddziaływania utleniającego wolnych rodników na nasze komórki i tkanki. Odkrył też, że wraz z procesem starzenia mechanizm broniący nas przed oddziaływaniem rodników zawodzi. Jeśli mamy silny i zdrowy organizm to wytwarza on dużą ilość antyoksydantów endogennych zapobiegających procesom utleniania. Potrzebujemy jednak także antyoksydantów egzogennych – tych dostarczanych z pożywieniem. I tu zaczyna się nasza rola polegająca na systematycznym dostarczaniu odpowiednio skoncentrowanych antyoksydantów. Owoce goji świetnie się nadają ponieważ zawierają całe mnóstwo antyutleniaczy czyli związków chroniących nasze komórki przed wolnymi rodnikami. Aby wspomóc nasze ciało w odnowie warto dodać do koktajlu owoce będące źródłem innych antyoksydantów – beta-karotenu oraz witaminy C na przykład pomarańcze. Koniecznie też powinien w koktajlu się znaleźć antystresowy i dodający energii banan 🙂 No i oczywiście rosveratrol jeden z najmocniejszych antyoksydantów występujący w czerwonych winogronach.

Koktajl będzie lekko nasilał nadmiar pitta i kapha oraz łagodził vata.

Składniki:
1 banan;

1 pomarańcza;

1 garść czerwonych winogron;

1 garść owoców goji;

? szklanki wody;

Wszystko wrzucamy do blendera i miksujemy. Pijemy od razu po zmieleniu. Najlepiej jak owocki są wcześniej lekko schłodzone ? więc przed planowanym posiłkiem wkładamy je na godzinkę do lodówki.

Smacznego 🙂