radzimy sobie z apetytem na słodycze czyli krem z marchewki :)

IMGP8017

Potrzebujemy cukru. Jest on ważnym paliwem podtrzymujących procesy zachodzące w naszym organizmie. Cukry dostarczane z naturalnym pożywieniem, stworzone przez naturę współgrają z masą minerałów i błonnika występującego w warzywach, owocach i zbożach. Nasze ciało potrzebuje ciut czasu aby wydobyć energię z naturalnych cukrów za to energia  z nich pochodząca jest trwała.

Cukier rafinowany przedostaje się do układu krwionośnego bardzo szybko i w skondensowanych ilościach wywołując szereg niefajnych zmian ale przede wszystkim burząc równowagę naszego ustroju. Nasze organy a przede wszystkim trzustka i żołądek zostają zmuszone do nadmiernej pracy aby naprawić szkody i przywrócić odpowiedni, zrównoważony  poziom cukru we krwi.

Nie będę tu dziś pisać o negatywnych skutkach jedzenia rafinowanego cukru. dziś napiszę jak sobie z apetytem na niego poradzić 🙂

Parę rad jak to zrobić:

  1. Jedz sporo pożywienia o smaku słodkim – smaku nieprzetworzonych węglowodanów złożonych: warzyw, zbóż i roślin strączkowych. Staraj się je spożywać w jak najmniej przetworzonej i delikatnie przyprawionej formie aby wydobyć naturalny smak.
  2. Wybierajcie najsłodsze warzywa. Najlepsze są te hodowane w pełnym słońcu. U nas łatwo dostępne są: marchewki, buraki, dynie wszelakie, kukurydzę, słodkie ziemniaki. Te warzywa najłatwiej zaspokajają potrzebę smaku słodkiego.
  3. Dokładnie gryź pożywienie. Węglowodany złożone odpowiednio przeżute uwalniają smak słodki. który tak lubimy. Jeśli będziemy dokładniej przeżuwali posiłki nie będzie nam się chciało deseru.
  4. Jeśli jecie mięso oraz sporo innych produktów od zwierzęcych musicie bardziej uważać bo duże spożycie białka wytwarza większe zapotrzebowanie na spożycie cukru i odwrotnie. Aby to zniwelować jadajcie mięso z zielonymi liściastymi warzywami.
  5. Uważajcie na intensywny smak słony w diecie – on podobnie jak mięso – zwiększają zapotrzebowanie na smak słodki. Ograniczcie solenie.
  6. Włączcie do swojej diety spirulinę, chlorelle lub trawę pszeniczną – to pogromcy apetytu na słodycze.
  7. Po każdym sutym posiłku jedzcie 3-4 cm naci selera naciowego. On pięknie hamuje apetyt na słodkie.

Dziś bardzo prosta zupa-krem z marchwi z pomarańczami i mlekiem kokosowym.

Zupa wspaniała dla osób z przewaga energii vata. Dla osób z przewagą energii pitta polecam dodać mniej cebuli i imbiru. Dla osób z przewagą energii kapha polecam dodać mniej ghee i więcej przypraw rozgrzewających.

Zupę tą polecam szczególnie w okresach przejściowych: na jesień i na wiosnę.

Składniki:

8-10 marchewek;

1-2 cebule;

1-2 pomarańcze;

3 cm kłącza imbiru;

1 kostka buliony warzywnego;

1 szklanka mleka  kokosowego;

4 łyżki ghee;

1 łyżeczka zmielonego kuminu (kminu rzymskiego);

0,5 łyżeczki kurkumy;

pieprz i sól do smaku;

Marchew, cebulę i imbir kroimy dość drobno. W garnku rozpuszczamy ghee. Cebulkę wrzucamy na rozgrzane masło. Kiedy zacznie nabierać koloru, po 5-8 minutach dorzucamy marchew i imbir. Smażymy 10 minut mieszając od czasu do czasu. Pomarańcze obieramy, kroimy i dorzucamy do warzyw w garnku. Dusimy wszystko jeszcze chwilę i zalewamy wodą tak aby sięgała ona z 2 cm ponad warzywka i pomarańcze. Dorzucamy kostkę bulionu, kumin, kurkumę oraz mleko kokosowe. Wszystko gotujemy 10 minut. Miksujemy na gorąco. Doprawiamy solą i pieprzem do smaku. Podajemy na gorąco.Dobrze smakuje z prażonymi orzechami włoskimi 🙂

Zupka nastraja pięknie pozytywnym kolorem i cudnym aromatem 🙂 Gotowa w maksymalnie 30 minut. Smacznego.

 

dotleniamy się czyli aromatyczny grzybowy pasztet z soczewicy :)

IMGP8028

Potrzebujemy tlenu nie tylko do oddychania. Pierwiastek ten odgrywa dużą role w odżywianiu ponieważ bez jego obecności żadne pożywienie nie  może zostać przekształcone w potrzebną nam energię lub w ciepło.

Ogrom tlenu konieczny jest do prawidłowego metabolizmu niektórych witamin, do spowalniania procesów starzenia oraz do zapobiegania procesom utraty kolagenu w naszych komórkach. Tlen konieczny jest to prawidłowej pracy serca i mózgu. Bez niego nasza wątroba nie byłaby w stanie się zregenerować.

Dzięki obecności tlenu nasz organizm może prawidłowo usuwać toksyny i oczyszczać się. Tlen niszczy bakterie, wirusy i grzyby zasiedlające organizm. Dostarczany z pożywieniem wpływa na kształtowanie odpowiednich warunków koniecznych aby przewód pokarmowy działał prawidłowo.

Z punktu widzenia medycyny chińskiej tlen jest ściśle powiązany z energią życiową Qi. Dodaje ciału energii, usuwa blokady i zastoje oraz wspomaga leczyć wiele chorób. Człowiek pozbawiony odpowiedniej jego ilości jest zniechęcony, ospały, depresyjny i wycofany. Brak odpowiedniej dawki tlenu towarzyszy prawie zawsze otyłości, chorobom serca i układu krwionośnego, chorobom nowotworowym, chorobom związanym z obrzękami i stanami zapalnymi, RZS, stwardnieniu rozsianemu oraz zespołowi przewlekłego zmęczenia.

Aby zapewnić naszemu ciało odpowiednią ilość tlenu należy przyswoić sobie parę zasad:

  1. Powinniśmy jeść sporo surowych lub lekko podgotowanych roślin ciemnozielonych, wszelkich kiełków i warzyw liściastych codziennie. Ważne są także surowe owoce i warzywa. wszystkie one dostarczą od wewnątrz odpowiednie dawki tlenu do naszych komórek.
  2. Powinniśmy być aktywni fizycznie. Świetna tu jest joga i pranajama.
  3. Powinniśmy spożywać niewiele produktów od zwierzęcych ponieważ ich spożywanie produkuje nadmiar toksyn, których wydalenie i unieszkodliwienie wymaga dodatkowej dawki tlenu.
  4. Powinniśmy nie przejadać się, ponieważ kiedy spożywamy nadmierne ilości pożywienia trawienie przebiega skuteczniej.
  5. Powinniśmy prawidłowo łączyć pokarmy, ponieważ wydalanie toksyny wydzielanych przy okazji gnicia i zalegania pokarmu w naszym układzie trawiennym wymaga większej dawki tlenu.
  6. Powinniśmy dostarczać do naszego organizmu odpowiednie dawki germanu. To mało znany mikroelement konieczny do podniesienia poziomu aktywności wielu narządów oraz przyswojeniu przez nie tlenu. Konieczny też jest podczas procesów oczyszczania organizmu. Jest obecny w czosnku, grzybach, jęczmieniu, aloesie, żywokoście i chlorelli.

Dziś pachnący pasztet z soczewicy i grzybów 🙂 Potrawa zawiera dotleniający german zawarty w grzybkach i czosnku – świetnie nadaje się na jesienne menu.

Potrawa może zaburzać dosha vata. Powinna umiarkowanie łagodzić energię dosha pitta i kapha.

Skład:

1 szklanka soczewicy;

6-8 łyżek kaszki kukurydzianej;

4-5 sporych pieczarek;

1 spora garść grzybów leśnych (najbardziej aromatyczne są prawdziwki lub podgrzybki);

2 cebule;

2 ząbki czosnku;

2-3 łyżki ghee;

sól i pieprz do smaku;

W garnku 1 szklankę soczewicy zalewamy 2-2,5 szklankami wody, solimy i gotujemy. Do tego pasztetu dodałam brązową soczewicę ale może być zielona lub czerwona też. Gotujemy do miękkości – zależnie od rodzaju soczewicy. Moją soczewicę gotowałam około 15 minut. Kiedy soczewica jest miękka dosypujemy kaszkę kukurydzianą i mieszamy aż zgęstnieje. Cebulę, grzyby i czosnek kroimy drobno. Cebulę smażymy na ghee aż lekko się zeszkli. Do cebulki dodajemy grzyby i smażymy minimum 10 minut dokładnie mieszając. Potem dodajemy pokrojony czosnek i smażymy jeszcze z 5 minut. Grzybki powinny być ładnie podsmażone a nie maziate. Wrzucamy grzybki z cebulką do soczewicy i kaszy. Od razu miksujemy blenderem na gładką masę. Doprawiamy do smaku. Przekładamy do foremki i pieczemy w 180 stopniach przez 25-30 minut. Potem studzimy pasztet i wkładamy na noc do lodówki. Tego pasztetu nie trzeba koniecznie piec! Wystarczy zmieloną masę włożyć w foremce na noc do lodówki. Ja osobiście letnie pasztety tylko chłodzę ale te jesienno-zimowe piekę. Upieczony pasztet rozgrzewa zapachem cały dom 🙂 Dobrze smakuje z chlebkiem. Najlepszy jednak jest na ciepło w postaci grubego plastra podsmażonego na ghee 🙂  Z sałatką robi u nas często jako danie obiadowe. Polecam.

 

 

 

szanowny mister kalafior czyli budujemy odporność na chłody :)

 

IMGP7986

Kapustne – kalafior, brokuł, brukselka, jarmuż, brukiew, kapusta i rzepa to warzywa mające niezwykle istotne właściwości. Znane od wieków są stosowane we wszystkich rodzajach medycyny naturalnej.

Przede wszystkim zawierają one ditioltiny i indole związki będące mocnymi przeciwutleniaczami o właściwościach antynowotworowych. Odtruwają one organizm dbając o prawidłową wydolność układu odpornościowego. Wspomagają one wydzielanie się glutationu – będącego rodzajem mocnego endogennego antyoksydantu, który wychwytuje, wiąże a potem wspomaga wydalanie toksycznych cząsteczek z organizmu. Glutation podobnie postępuje z substancjami kancerogennymi, które wpływają na rozwój raka mutując materiał genetyczny komórki.

Było wiele badań udawadniających te kwestie. Najbardziej chyba znane były przeprowadzone przez amerykanów dr Grahama i prof.. Wittenberga. Udowodnili oni zależność między spożywaniem niektórych warzyw kapustnych a rozwojem raka jelita grubego. Okazało się że spożywanie ich nie mniej niż raz w tygodniu redukuje możliwość zachorowania na raka jelit o 66%.

Potem udowodniono tez że warzywa te najlepiej wypadają w prewencji tzn. cząsteczki indoli z warzyw kapustnych działają sprawniej jeśli zostaną wprowadzone do organizmu przed substancjami kancerogennymi.

Według medycyny naturalnej warzywa te będące królami klimatu umiarkowanego zawierają składniki i minerały uodporniające na ten klimat. Wspomagają budowę naszej odporności uodparniając nas na chłodną jesienną i zimową pogodę. Przeciwdziałają zaziębieniom  i grypie. Według medycyny chińskiej leczą stany związane z gorącem w płucach czyli dreszcze, gorączkę, kaszel, problemy z oddychaniem oraz ból gardła.

Zawierają także siarkę, wspomagającą wyganianie pasożytów z naszych jelit.

Dzisiejszy mister kalafior nawilża także jelita i jest pokarmem leczącym zaparcia.

Według ajurwedy surowy kalafior zaburza dosha vata ale upieczony w kremowym sosie nie powinien mieć takiego działania. Łagodzi dosha pitta i kapha. Dla osób z przewagą energii kapha proponuję zrobić mniejszą ilość sosu.

Składniki:

1 kalafior;

3 łyżki ghee;

3 łyżki mąki orkiszowej;

1-2 filiżanki mleka sojowego;

1 opakowanie śmietany sojowej;

1 łyżeczka gałki muszkatołowej;

4-5 łyżki tartego parmezanu lub wegańskiego sera;

sól i pieprz do smaku;

Do lekko posolonej wody włóż kalafior i gotuj go przez 10 minut. Potem odsącz i ułóż w żaroodpornym naczyniu lub brytfance. Rozgrzej piekarnik do 180 stopni. Na patelni rozpuść ghee. Kiedy będzie płynne dosyp mąkę i mieszając poczekaj aż się podrumieni. Wyłącz gaz i pozwól patelni ostygnąć. Do ostudzonej zasmażki wlej mleko i śmietane sojową i dosyp gałki muszkatołowej. Podgrzewaj na małym ogniu energicznie mieszając aby płyn stał się jednorodny. Podgrzewaj do czasu kiedy płyn zacznie gęstnieć do konsystencji śmietany. Dopraw sos solą i pieprzem. Wylej sos na kalafior i posyp wszystko startym serem. Piecz w piekarniku 20-30 minut. To naprawdę bardzo syte i rozgrzewające danie rozgrzeje Was w chłodne jesienne dni 🙂 Smacznego.

 

 

 

 

 

upiecz sobie kaszę czyli idzie jesień :)

IMGP8003

Tak jakoś szybko wieczory zrobiły się chłodne. Rozgrzane słońcem dnia ciało źle się poddaje takiej zmianie…  Szukam kocyka i robię gorącą herbatę z sokiem z róży a kiedy mam chwilę robię pudding jaglany.

Kiedy idzie jesień zmieniamy sposób gotowania i rodzaj przygotowanych pokarmów.

Wieczory stają się chłodne a dni krótsze. To czas w którym powinniśmy zwolnić… Powinniśmy ograniczyć nadaktywność którą niosło ze sobą lato. Cała natura zaczyna kurczyć się i zamierać kierując swoją energię w dół i do środka. Nasz organizm potrzebuje więcej odpoczynku, spokoju i snu. To czas przemiany metalu. Czas aktywności płuc i jelita grubego. To właśnie one zaczną szwankować jeśli zaniedbamy dostarczenie naszemu ciału odpowiedniej dawki ciepła i odpoczynku o tej porze roku. Z bardziej subtelnego punktu widzenia brak zadbania o nasze potrzeby w tym okresie poskutkuje ogarniającym nas smutkiem i żalem, nieumiejętnością wyrażania emocji, nadmiernym przywiązaniem i poczuciem braku nadziei.

Najlepsze smaki na ten czas to łagodny smak kwaśny a gdy robi się jeszcze zimniej – smak słodki i ostry. Smak kwaśny pozwala zacząć ściągać energię do wewnątrz. Smaki słodki i gorzki polecane na zimniejsze miesiące kiedy potrzebujemy ciepła w centrum ciała.

Potrawy powinny być sycące i esencjonalne.

Ważne jest aby używać do gotowania mniej wody. Wydłużamy też czas gotowania. Zaczynamy jeść więcej potraw smażonych, duszonych oraz pieczonych. Surowe pożywienie nie powinno już stanowić podstawy diety ale być do niej dodatkiem. Polecam w tym okresie zacząć jeść bardziej treściwe zupy i kasze. Dla osób, które w lecie jadały dużo lodów i zimnych deserów a także ciastek i słodyczy oraz owoców polecam kaszę jaglaną. Jeżeli nie jedliśmy wiele powyższych pokarmów najlepsza będzie dla nas kasza jęczmienna.

Dziś szybki i genialny pudding z kaszy jaglanej z cynamonem i konfiturą z moreli.

Podana w tej formie kasza jaglana nie powinna zaburzać energii vata i pitta, może jednak lekko zaburzać dosha kapha.

Składniki:

100 g kaszy jaglanej;

550-600 ml mleka sojowego;

1-2 łyżeczki mielonego cynamonu;

2 łyżki ghee;

1 garść orzechów nerkowca;

1 garść orzechów laskowych;

1 garść rodzynek;

1 słoiczek konfitury – najlepiej kwaskowej – cudnie smakuje tu morelowa lub brzoskwiniowa;

1-2 łyżki syropu z agawy lub miodu – opcjonalnie.

Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni. W garnku rozpuszczamy ghee i wrzucamy do niego kaszę jaglaną. Prażymy ją mieszając 5 minut. Potem wlewamy do garnka mleko sojowe, wsypujemy orzechy nerkowca i laskowe, rodzynki oraz cynamon. Ja nie dodaje syropu ani miodu bo słodkość konfitur mi wystarcza. Jeśli jednak lubicie słodkie dodajcie 🙂 Doprowadzamy wszystko do wrzenia i gotujemy mieszając 5-8 minut.

Wlewamy wszystko do foremki – ja preferuje silikonowe. Jeśli macie blaszaną powinniście wysmarować ją masłem i obsypać bułką tartą. Pieczemy w piekarniku około 50 minut. Podajemy na ciepło pokrojone w kawałki polane konfiturą. Jeśli jakimś cudem zostanie samotny kawałek – świetnie smakuje na drugi dzień jako śniadanko do pracy 🙂

No i ten zapach ciepłego cynamonu w domu – w jesienny chłodny wieczór – bezcenny!

 

jemy chipsy czyli niedoceniany jarmuż!

IMGP7973

Jarmuż to ciemnozielone nie skrobiowe warzywo liściaste. Zawiera całe mnóstwo witamin: A, z grupy B, C, E oraz K. 100 g tej roślinki zapewnia w 17% dzienne zapotrzebowanie na witaminę E, w 115% na witaminę A oraz w 200% na witaminę C. Ma także całą masę składników mineralnych: żelazo, wapń, potas, fosfor, miedź, magnez, sód, siarkę i mangan.

Zawartość wapnia w 100 g jarmużu to 119 mg – tyle samo co w mleku a wapń ten jest o wiele lepiej przyswajalny. Stanowi on bardzo dobre źródło kwasów tłuszczowych omega 3 w postaci kwasu alfa-linolenowego w swoich komórkach. Spora zawartość tego kwasu w liściach jarmużu czyni z niego świetną potrawę na czas jesieni kiedy wkoło robi się zimno. Jarmuż to także prawdziwa bomba przeciwutleniaczy wszelakich, błonnika  i kwasu foliowego. Jego 100 g zapewnia 60% dziennego zapotrzebowania właśnie na kwas foliowy.

Jarmuż reguluje przemianę materii i wzmacnia układ immunologiczny. Zapobiega chorobom serca i układu krążenia oraz miażdżycy a także stymuluje wytwarzanie krwinek czerwonych. Wspomaga leczenie wrzodów żołądka oraz zwalcza bakterie Helikobacter pylorii, które mogą je wywoływać. Wzmacnia wątrobę i nerki i wspomaga oczyszczanie organizmu. Wspomaga leczenie żylaków, uszczelnia drobne naczynka krwionośne oraz zmniejsza skłonność do siniaków. Wspomaga utrzymanie ładnego kolorytu naszej skóry oraz zapobiega jej chorobom oraz chroni przed promieniowaniem słonecznym UV. Ufff! Sporo tego 🙂

Z punktu widzenia medycyny naturalnej jarmuż to warzywo podlegające elementowi drzewa wspomagający pracę wątroby i oczyszczający organizm. Powstrzymuje zasiedlanie naszego organizmu przez bakterie, grzyby i inne niefajne mikroorganizmy oraz wspiera rozwój korzystnej flory bakteryjnej. Wspomaga zachowanie dobrej kondycji naszych oczu.

Z punktu widzenia ajurwedy jarmuż zmniejsza energię pitta i kapha oraz zwiększa energię vata w ciele.

 

Dziś chipsy warzywne 🙂 tak, tak – lubimy!

 

Składniki:

3 garście jarmużu;

4 marchewki;

1 cukinia;

3 ziemniaki;

0,5 łyżeczki soli;

3 łyżki oliwy z oliwek;

3 łyżki płatków drożdżowych;

1 łyżeczka suszonego koperku;

1 łyżeczka ziół prowansalskich;

Nagrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni. Jarmuż kroimy na większe kawałki. Marchewkę, cukinię i ziemniaki kroimy na bardzo drobne plasterki. W jednej miseczce mieszam jarmuż i małą łyżkę oliwy, dodaję łyżeczkę płatków drożdżowych, szczyptę koperku i ziół prowansalskich oraz ciut soli. Mieszam i układam na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Pokrojone w plasterki warzywka mieszam z resztą składników. Rozkładam na dwóch blaszkach wyłożonych papierem do pieczenia. Wszystko wkładam do nagrzanego piekarnika (z termo obiegiem). Po 10-15 minutach wyciągam blaszkę z jarmużem a pozostałe zostawiam na kolejne 10-15 minut. Podaje kiedy wystygną – sporo podjadając wcześniej 🙂