ta zupa ma moc czyli moja minimalistyczna zupa miso :)

IMGP9207

Miso towarzyszy mi od dawna. To jedna z oczywistości w mojej kuchni jak sól, mąka czy kasza.

Miso to pasta tradycyjnie wyrabiana z fermentowanej w wodzie morskiej soi z udziałem bakterii koji. Samo ziarno soi zawiera dużo białka, skrobi oraz tłuszczu więc jest bardzo ciężko strawne. Poddane jednak procesowi fermentacji staje się źródłem łatwo przyswajalnych aminokwasów oraz innych niezbędnych składników odżywczych. Często jest fermentowane miso z dodatkiem różnego rodzaju glonów lub domieszek innych zbóż jak ryż, jęczmień czy pszenica. W zależności od długości fermentacji i dodatków pozyskuje się wielką różnorodność past miso zarówno pod względem smakowym jak i pod względem konsystencji oraz wyglądu. Walory zdrowotne pasy także zależą od jej rodzaju i zastosowanych w nim składników.

Miso to potrawa będąca ścisłym przedstawicielem smaku słonego. Kieruje więc energię w dół co zalecane jest głównie w zimniejsze pory roku. Jednak różne rodzaje miso w zależności od procesów fermentacyjnych zalecane są do spożycia w różnych porach roku. Generalnie ciemniejsze więc zwykle i dłużej fermentowane miso polecane jest do spożycia w chłodniejszych porach roku. Jaśniejsze więc krócej fermentowane zalecane jest w cieplejszych porach roku.

Miso składa się w około z 10-20 % z białka – średnio na 100 g produktu – 15 g stanowi białko.  Zestaw aminokwasów zawarty w paście jest bardzo podobny do tych występujących w mięsie. To jeden z niewielu pokarmów zawierających niewielkie ilości witaminy B12. To pokarm żywy – zawierający żywe kultury bakterii. Wspomaga nasze trawienia oraz poprawia przyswajanie pokarmów.

Według medycyny chińskiej to pokarm poprawiający zdrowie i wydłużający życie. Wspomaga leczenie chorób serca oraz normalizację ciśnienia krwi. Przeciwdziała powstawaniu nowotworów. Wspomaga oczyszczanie organizmu z toksyn i produktów przemiany materii powstałych w wyniku nieprawidłowej diety i zanieczyszczonego środowiska. Wspomaga także odtruwanie organizmu z pozostałości po alkoholu oraz nikotynie.

Miso oprócz białko to bogactwo błonnika, a także wapnia i żelaza.

Z punktu widzenia prawidłowego łączenia pokarmów powinno być miso uznawane jako białko, a więc łączone w przeważającej ilości z zielonymi nie skrobiowymi warzywami.

Moje ulubione miso to shiro miso. To tak zwane białe miso, choć jego kolor faktycznie jest bardziej żółty lub żółto-beżowy niż biały. Do jego fermentacji używa się także dodatku w postaci ryżu.

Stosuje moje miso do zagęszczania wszelkich past, przecierów i dipów oraz zup. Trzeba pamiętać jednak, że aby miso zachowało swoje właściwości nie wolno go gotować. Zawsze dodaje je do gorących zup ale dopiero po nalaniu ich do miseczek.

Zupa miso ma wiele wersji. Teraz kiedy robi się już ciut cieplej zwracam się do bardziej tradycyjnej jest postaci. No ale oczywiście w wersji wege. Najbardziej tradycyjne przepisy na zupę miso zawierają – zamiast bulionu warzywnego bulion dashi czyli wywar z gotowanej ryby i wodorostów.

Zupa misa to moja zupa mocy. Minimalistyczna zupa. Dodaje energii ale nie obciąża. Karmi ale nie pozostawia poczucia przejedzenia. Jedzona jest u nas w domu często kiedy jesteśmy zmęczeni lub podziębieni oraz koniecznie w czasie przesilenia zimowo-wiosennego. Zwykle służy nam jako potrawa na kolację choć w lecie często pojawia się na stole w ramach obiadu.

Dziś wersja z glonami kombu i tofu.

Tradycyjnie do tej zupy powinno się dodawać algi wakame ale to wersja dla bardziej zaawansowanych algowiczów. Wakame mają intensywniejszy algowy smak i zapach więc polecam zaczynać przygodę z algami w kuchni od mniej intensywnego smaku kombu. To jedne z alg najbardziej kompletnych pod względem składu mineralnego.

Wykorzystywane jest kombu w leczeniu wielu chorób i dolegliwości. Bardzo je polecam na wiosnę szczególnie z powodu wspomagania utraty nazbieranych zimą kilogramów, przyśpieszania trawienia, oczyszczania z nagromadzonych złogów, oczyszczania z grzybów i drożdżaków (którym sprzyja zimowe pożywienie) oraz wspierania procesów regeneracji zmęczonych mięśni. Według medycyny wschodu pomaga kombu w procesach oddechowych ? oczyszczając i usprawniając nasze płuca. Mówi się, że dzięki jedzeniu tych alg można głębiej oddychać. Lubimy 🙂

 

Składniki:

1-1 1/2 pałeczek zasuszonych glonów kombu;

1 garść suszonych grzybów mung;

1 marchewka;

1 pietruszka;

1/4 kapusty pekińskiej;

1 cebulka ze szczypiorkiem;

1 kostka naturalnego tofu;

2 ząbki czosnku;

1 kosteczka ekologicznego bulionu warzywnego;

4 duże łyżki miso;

Do garnka wlewamy około półtora litra wody. Pałeczki kombu tniemy (najlepiej nożyczkami) na cieniutki paseczki. Grzybki mung kruszymy na drobne kawałki. Kombu i grzybki wrzucamy do wody. Czosnek i cebulkę ze szczypiorkiem kroimy w plasterki i wrzucamy do garnka. Wszystko stawiamy na gazie i gotujemy. Do zupy dorzucamy kostkę bulionu warzywnego. Tofu kroimy w drobną kosteczkę, marchewkę i pietruszkę w cieniutkie patyczki, a kapustę grubo szatkujemy. Wszystko dorzucamy do garnka z zupą. Gotujemy około 10 -15 minut. Po zdjęciu z gazu wrzucamy do garnka miso i mieszamy aby się dobrze rozpuściło. Smacznego 🙂

 

 

 

 

 

to jedzenie ma moc czyli roladki z nori z kremowym sosem z tofu :)

IMGP9195

Wodorosty czyli warzywa morskie to jedno z najbardziej wszechstronnie działających i najbogatszych odżywczo pokarmów jakie znam.

To tak rozległy temat, że powinnam mu poświęcić kilka wpisów. Dziś napiszę trochę wiadomości ogólnych i opiszę moje ulubione nori.

Wodorosty według medycyny naturalnej wschodu są pokarmem przedłużającym życie. Są jednym z ważnych składników w krajach mających największe wskaźniki ludzi długowiecznych: Japonia, Korea, Chiny i Wietnam. Muszę tu dodać, że dieta ludzi długowiecznych z tych krajów w większości składa się wyłącznie z roślin a tylko 0,8-5 % codziennej dawki kalorycznej pochodzi z pokarmów odzwierzęcych.

Wodorosty to pokarm bardzo wszechstronny pod względem bogactwa składników odżywczych, witamin oraz mikro i makro elementów. Zawierają najwięcej wśród wszystkich innych pokarmów minerałów i pierwiastków śladowych. Ogólnie można podsumować, że warzywa morskie zawierają 10 do 30 razy więcej witamin, minerałów i pierwiastków śladowych niż warzywa lądowe. Tak więc spożywane nawet w bardzo niewielkich ilościach (około paru gramów dziennie) ale systematycznie zapewniają ogrom związków koniecznych do prawidłowego funkcjonowania naszego organizmu.

Wodorosty mają bardzo mocne właściwości odtruwające i oczyszczające. Zalecane są do spożycia przy leczeniu wszelkich guzków, guzów, katarakt, zgrubień, opuchnięć, obrzęków oraz woli. Jednym słowem wspomagają leczenie wszelkiego stwardnienia mięśni i tkanek w ciele. Regulują gospodarkę wodną organizmu. Działają równoważąco na gospodarkę hormonalną i na tarczycę. Usuwają pozostałości promieniowania z organizmu oraz wspomagają usuwanie toksycznych metali. Obniżają poziom cholesterolu. Bardzo mocno alkalizują krew, który to proces ma wpływ na dobrostan całego naszego ciała.

To rośliny wskazane do stałego spożycia dla osób otyłych, pragnących pozbyć się zbędnych kilogramów ponieważ znacząco poprawiają metabolizm.

To także świetny pokarm dla osób z tendencjami do suchości w ciele. Bardzo skutecznie nawilżający. Według medycyny chińskiej budują płyny Yin w ciele.

Nori to jedne z moich ulubionych obok kombu warzywek morskich. Zawierają one oprócz smaku słonego cechującego wszystkie wodorosty morskie także smak słodki.

Z punktu widzenia ajurwedy łagodzą nadmiar vata.

Mają nori właściwości zmiękczające wszelkie guzy w ciele. Wspomagają także leczenie nadmiaru chorobowego śluzu w układzie oddechowym.

Regularne spożycie nori obniża poziom tłuszczu w krwi a więc ma wpływ na poziom cholesterolu.

Nori to pokarm konieczny dla zdrowia i urody naszej skóry. Poprawia jej nawilżenie, jędrność i gładkość oraz wspomaga usuwanie nadmiaru gorąca z obszarów skóry czyli pomaga w leczeniu wyprysków, trądzików i wysypek.

To najbogatsze wśród roślin źródło białka. W zależności od gatunku zawierają od 12 do 70 g w 100 g części jadalnych!  Średnio aż 48% ich wagi w suchej masie to czyste i łatwo przyswajalne białko.

Nori polecam do jedzenia przez cały rok jako dodatek do potraw.  W szczególności zaś świetnie robią wiosną wspomagając wiosenne procesy odtruwania organizmu.

Dziś roladki z nori z kremowym sosem z tofu i sezamu – równie nawilżającym jak same nori 🙂

Potrawa będzie łagodziła dosha vata. Dla dosha pitta i kapha polecam dodać do sosu mniej pasty sezamowej.

Składniki:

1 szklanka ryżu do sushi;

1 i 1/2  szklanki wody;

3 płaty sprasowanych nori;

1/4  łyżeczki wasabi;

3  łyżki nasion sezamu;

1 marchewka,

1/3 czerwonej papryki;

1/3 żółtej papryki;

1 mały ogórek;

sól;

Sos:

1/4 kostki tofu naturalnego;

2 łyżki sosu sojowego;

1 łyżka jasnego miso (shiro miso);

1 łyżka pasty sezamowej tahini;

około 4-5 łyżek ciepłej wody;

Ryż płuczemy a potem zalewamy wodą. Lekko solimy i gotujemy mieszając aż cała woda wyparuje. Marchewkę, paprykę i ogórka kroimy w długie cieniutkie słupki. Pestki sezamu prażymy na suchej patelni aż nabiorą ciut kolorku. Na płaty nori układamy jeszcze ciepłą cienką warstwę ryżu. Nie polecam układać ryżu na całej powierzchni nori. Najlepiej kiedy ryż zajmuje prostokąt o powierzchni około 2/3 płatka nori. Na ryżu robimy paseczek rozsmarowując na nim ciut wasabi. Na rozsmarowanym wasabi  układamy rządek z paseczków marchewki, papryki i ogórka. Ułożone warzywka posypujemy prażonym sezamem. Rolujemy nori z zawartością tak aby wolna część płatka została na zewnątrz. Smarujemy wolną krawędź odrobiną wody i rolujemy całość w zgrabny rulonik. Podobnie postępujemy z dwoma pozostałymi płatkami nori.

Całość kroimy bardzo ostrym nożem w talarki o grubości 1,5-2 cm.

Robimy sos. Do głębokiej miseczka wkładamy tofu, miso i pastę sezamową oraz wlewamy sos sojowy. Bardzo dokładnie miksujemy zawartość dolewając powolutku, co chwila po łyżce ciepłej wody. Sos powinien wyjść gęsty i bardzo puszysty. Ten sos równie dobrze może służyć i do sałatek i do maczania w nim surowych warzywek.

Ruloniki przed włożeniem do ust maczamy w tym kremowym sosiku. Smacznego 🙂

 

nawilżamy ciało czyli sezamowy sos na wiosnę :)

IMGP9141

Sezam w zależności od gatunku ma naturę termiczną od neutralnej do rozgrzewającej. To jeden z pokarmów zalecanych w wiosennym menu. Wzmacnia wątrobę, o którą szczególnie powinniśmy zadbać właśnie teraz.

To pokarm mocno nawilżający. Z punktu widzenia medycyny chińskiej nasiona sezamu nawilżają jelita i oraz wspomagają płyny i narządy Yin w ciele jak wątroba, nerki, śledziona-trzustka, serce i płuca.

Przyczyną suchości w ciele najczęściej jest niezrównoważona dieta. Bardzo często suchość rodzi wzmożona aktywność fizyczna. Powodem może być także klimat oraz niedostosowanie ubioru i diety do pór roku. Źle funkcjonujące i niewydolne narządy wewnętrzne także mogą być przyczyną suchości w ciele. Gro osób jest bardziej podatne na suchość niż inne. To najczęściej osoby konstytucji ajurwedyjskiej vata. Suchość u tych osób może się objawiać wrodzoną skłonnością do suchej i często swędzącej skóry, ciągle spierzchniętych warg i wieczną suchością w gardle lub w nosie. Zazwyczaj są to osoby szczupłe. Często też suchość występuje u osób starszych.

Często objawy suchości towarzyszą procesom oczyszczania organizmu i oczyszczającym dieta. Szczególnie na wiosnę, kiedy zaczynamy jeść dużo więcej surowego i nieprzetworzonego pożywienia z domieszką smaku gorzkiego możemy zaobserwować u siebie objawy suchości.

Zbyt dużo rozgrzewających, pikantnych i ostrych pokarmów także wprowadza do ciała element suchości.

Można przeciwdziałać objawom suchości odpowiednią dietą.

Należy spożywać pokarmy mocno nawilżające: jabłka, gruszki, szpinak, jęczmień, proso, migdały, orzeszki piniowe, orzeszki ziemne, nasiona sezamu i wszelkie wodorosty.

Jeżeli suchości towarzyszy także osłabienie ciała, wychudzenie i niedobory można jeść więcej mleka i jego przetworów oraz jajek. Dla osób mających nadwagę lub do niej skłonności nie polecam jednak tych pokarmów ponieważ budują one dodatkowo tkanki ciała, a wytworzony śluz przyczynia się nie tylko do nawilżenia ale i do kolejnych zbędnych kilogramów.

Sezam jest szczególnie polecany jako pokarm ogrzewający dla osób z oznakami zimna w ciele (o czym pisałam w ostatnim poście).

Nasiona sezamu to bogate źródło wapnia. Na 100 g aż 110 mg to czysty i łatwo przyswajalny wapń. To dwa razy więcej niż w jajkach. Sezam jest także źródłem wartościowego białka. Na 100 g nasionek aż 19 g to białko. To podobna ilość jak w czerwonym mięsie i sześć razy więcej niż w jajkach. To jedna z odpowiedzi na pytanie: „skąd czerpiesz białko?” 🙂

Nasiona sezamu to także bogactwo magnezu, który jest konieczny do prawidłowego wchłaniania wapnia.

Sezam zawiera masę wielonienasyconych oraz jednonienasyconych kwasów tłuszczowych. Daje on bardzo stabilny rodzaj oleju ze względu na zawartość w nasionach mocnego przeciwutleniacza sezamolu. Dlatego też naturalne produkty sezamowe jak na przykład olej, masło sezamowe czy tahini długo nie jełczeją.

Jeżeli używacie tahini wybierajcie te ze sklepów ekologicznych lub róbcie je samodzielnie aby nie było zbyt oczyszczone. Masło sezamowe jest dużo bezpieczniejsze bo używa się do jego produkcji całych nasion nieoczyszczonych z błonnika.

 

Dziś sałatka z sosem z tahini i miso. Sos jest prosty i smaczny. Służy mi do naprawdę wielu przepisów.

To świetne danie dla osób o konstytucji vata. Ponieważ sezam swoją tłustością i ciężarem świetnie uzupełnia wszelką surowość. Sos może zaburzać dosha pitta i kapha.

Składniki:

2 garście porwanych listków sałaty;

1 mała marchewka;

5-6 pomidorków koktajlowych;

1 garść groszku cukrowego (niekoniecznie);

2-3 różyczki brokułu;

1/2 czerwonej papryki;

2-3 łyżki kiełków (ja użyłam lucerny);

3-4 łyżki nasionek sezamu;

Sos:

2 kopiaste łyżki ekologicznego białego tahini lub masła sezamowego;

2-3 łyżki soku z cytryny;

1 kopiasta łyżka jasnego miso (chiro miso);

1 ząbek czosnku;

1 daktyl;

4-5 łyżek wody;

Sałatę rzucamy do miski. Marchewkę kroimy w słupki a brokuł i paprykę w drobne kawałeczki. Pomidorki i groszek cukrowy rozkrajamy na pół. Wszystko wrzucamy do miski z sałatą. Dorzucamy kiełki. Jeśli macie można też użyć kukurydzy – pięknie tu smakuje.

Do głębokiej miseczki wkładamy tahini. Jeśli jest bardzo gęste można dodać ciut oleju aby sos miał lepszą konsystencję. Dolewamy sok z cytryny. Dokładamy miso, daktyl bez pestki i obrany ząbek czosnku. Wlewamy wodę. Wszystko bardzo dokładnie miksujemy. Jeśli sos jest za gęsty dolewamy jeszcze ciut wody. Sosem polewamy sałatkę i posypujemy nasionkami sezamu. Wiosennego smacznego 🙂

 

 

 

zimno coraz zimniej czyli rozgrzewająca zupa krem z soczewicy z mlekiem kokosowym :)

IMGP9126

Dziś o zimnie. O wewnętrznym zimnie w ciele.

Skąd się ono w nas bierze?

Jest parę powodów.

Najczęściej spotykanym jest permanentny brak ruchu. Kiedy taki stan trwa miesiące (a często i lata) prowadzi do trudnych do usunięcia objawów zimna. Bardzo często jest to powód, dla którego ludzie starsi tak często narzekają na wyziębienie.

Następnym powodem występowania wewnętrznego zimna w ciele jest niedowaga. Osoby z gruntu szczupłe i kościste są tego częstym przykładem. W ajurwedzie mówi się o takich osobach jako o osobach konstytucji vata. W medycynie chińskiej są to osoby z przewagą elementu Yin.

Kolejnym powodem są wszelkie diety, zmiany odżywiania oraz odżywianie niezgodne z naszą fizjologia i podstawowymi potrzebami. Im mniej zrównoważone i przemyślane jest nasze odżywianie tym więcej zimna przynosić może. Pamiętajmy jednak, że każdy z nas jest inny i wyjątkowy. Nie każdy więc tak samo reagować będzie na dany pokarm. Tu potrzeba ciut samoobserwacji i ciągłego budowania samoświadomości. Bardzo często przejściowe objawy zimna występują u osób będących na dietach oczyszczających, wszelkich głodówkach oraz u osób zmieniających dietę z mięsnej na wegetariańską lub wegańską.

Zimno także może w nas powstać jako skutek niedoborów i to dotyczy wszystkich – także ludzi otyłych. Często zresztą nadwaga czy otyłość podobnie jak i zimno wewnętrzne oraz niedobory są ściśle połączone i wypływają ze złego odżywiania. Często ich przyczyną bywają nieprawidłowe połączenia żywieniowe, nadmierne objadanie się wychładzającymi pokarmami i jedzenie sporych ilości mocno przetworzonej i mocno oczyszczonej żywności.

Kolejnym powodem występowania zimna w ciele jest niedostosowanie ubioru do otoczenia lub nadmiernego wystawiania się na takowe.

Jakie najczęściej są jego objawy występowania zimna wewnętrznego?

Zacznę pod tego co najprostsze czyli od najczęściej występującego objawu: uczucia zimna. Głównie dotyczy ono rąk i nóg ze szczególnym naciskiem na dłonie i stopy. Może jednak objawiać się jako uczucie wychłodzenia całego ciała z dreszczami włącznie. Zazwyczaj osobom z objawami zimna w ciele towarzyszy niechęć do zima zewnętrznego i poszukiwanie ciepła. Osoby wychłodzone mają zazwyczaj blady kolor skóry (choć nie zawsze). Często też wydalają duże ilości moczu.

Kolejnym objawem nierozerwalnie związanym z zimnem jest sztywność. Sztywność ta może dotyczyć całego ciała lub jego części. Zawsze jednak powoduje, że osoby te mają dużą trudność z wszelkimi wygięciami w tył, otwieraniem klatki piersiowej, zbliżaniem łopatek, rozluźnieniem i opuszczaniem barków, prostowaniem nóg. Trudne też bywają dla nich skręty.

Zimno wpływa niekorzystnie na obszary, które są związane z elementem wody a więc nerkami, pęcherzem moczowym, kośćmi i włosami. Bardzo często osoby wychłodzone cierpią na dolegliwości z nimi związane. Częstym objawem wychłodzenie jest także bardzo sucha skóra i mała potliwość powysiłkowa. Osoby z nadmiarem zimna w ciele pocą się częściej ze strachu lub pod wpływem stresu. Częstym też objawem zimna może być pewna oziębłość seksualna.

Zimno objawia się także bardziej subtelnie. Osoby z jego elementami cechuje częste uczucie strachu, lęków wszelakich i wiecznie nawracających niepewności. To osoby mające trudność z wiarą w siebie i z samoakceptacją. Często to osoby źle o sobie myślące.

Często też objawem zimna wewnętrznego bywa sztywność w poglądach i nieumiejętność akceptacji zmian oraz większe lub mniejsze niedostosowanie do otoczenia.

Jak więc zaradzić stanom zimna?

Zacznę od tego, że odbudowanie wewnętrznego ciepła to długotrwały proces. Wiem bo sprawdziłam.

Przede wszystkim ważna jest przemyślana dieta. Posiłki nie mogą być z lodówki. Nie mogą też być niższe niż temperatura pokojowa lub bardzo gorące. Polubcie zupy – odpowiednio przygotowane świetnie wyganiają zimno z ciała. Osoby wychłodzone powinny spożywać tylko ciepłe napoje choćby lekko podgotowaną wodę. Do sałatek i surówek osoby wychłodzone powinny dodawać dobrej jakości oleje. Używamy rozgrzewających przypraw oraz rozgrzewających produktów.

Oto lista niektórych z rozgrzewających produktów:

Warzywa i owoce: pietruszka, kapusta włoska, słodkie odmiany ziemniaka, koper włoski, cebula, czosnek, por, szczypiorek, dojrzała dynia, wiśnie i daktyle.

Przyprawy i zioła: gorczyca, goździki, cynamon, rozmaryn, bazylia, imbir, kumin (kminek rzymski), kminek zwyczajny, anyż, pieprz, pieprz kajeński.

Zboża: orkisz i owies, odpowiednio spreparowany ryż, ziarno quinoa.

Orzechy i nasiona: słonecznik, orzechy włoskie, orzechy pini, sezam.

Rośliny strączkowe: soczewica, czarna fasola, fasola adzuki.

Drugim zaraz po diecie lekarstwem na zimno w ciele jest ruch. Najlepiej przemyślany.

To trudne zadanie ponieważ zimno niejako zamraża ciało. Najlepsze będą ćwiczenia jogi oraz niezbyt intensywny ale codzienny ruch na świeżym powietrzu: szybkie spacer i gimnastyka.

Wśród ćwiczeń jogi na pewno polecam powitania słońca, skłony do przody oraz pozycje stojące. Także pozycje balansów, wygięcia w tył i pozycje odwrócone ponieważ będą dobre dla osób z oznakami zimna. na bardziej subtelnym poziomie asany te budują także wiarę we własne siły i pewność siebie.

 

Dziś rozgrzewająca zupa z soczewicy z mlekiem kokosowym i stadem gorących przypraw. Z tą zupą zimno nie ma szans 🙂

Zupa rozgrzeje pozytywnie dosha vata i kapha. Przegrzanie to może zaburzyć dosha pitta.

Składniki:

2 szklanki ugotowanej czerwonej soczewicy;

1 puszka – 400 ml mleka kokosowego;

1 duża cebula;

1 czerwona papryka;

1 łyżeczka korzenia tartego imbiru;

3 szczypty sproszkowanego imbiru;

1 łyżeczka pasty curry (jak nie mamy może być curry w proszku lub garam masala);

3 szczypty pieprzu cayenne;

5-6 łyżek oleju kokosowego lub oliwy z oliwek;

sól i pieprz;

Cebulkę, paprykę i czosnek obieramy i drobno kroimy. Wlewamy do garnka oliwę i wrzucamy pokrojoną cebulę. Dusimy 5-8 minut mieszając dopóki nie nabierze lekkiego kolorku. Dodajemy pokrojony czosnek, paprykę i tarty korzeń imbiru ? smażymy około 5 minut. Dodajemy ugotowaną soczewicę i wszystko dokładnie mieszamy. Zalewamy to 400 ml wody i gotujemy pod przykryciem 5 minut. Dolewamy mleko kokosowe i dodajemy wszystkie pozostałe przyprawy. Doprowadzamy do wrzenia i bardzo dokładnie miksujemy blenderem. Zupę podajemy na ciepło posypaną prażonymi orzechami nerkowca. Cieplutkiego smacznego 🙂