About Izabela Raczkowska

http://www.joga-gliwice.eu

Posts by Izabela Raczkowska:

nadmiar smaku słodkiego i pikantna sałatka z tofu :)

zdrowe odżywianie

 

Ajurweda rozpoznaje sześć rasa czyli smaków : słodki, słony, ostry, kwaśmy, gorzki i cierpki.

Z punktu widzenia ajurwedy smaki oddziaływują na nasz organizm poprzez pary/ przeciwności cech, które je charakteryzują:

  1. rozgrzewający – wychładzający;
  2. ciężki – lekki;
  3. wilgotny – suchy;

 

Smak słodki madhura jest: wychładzający, ciężki, wilgotny;

Działanie właściwości wychładzania polega na zmniejszaniu gorąca w organizmie. W określonej, zrównoważonej ilości to smak podstawowy i niezwykle potrzebny – odżywiający i konieczny na przykład w naszej codzienności do zmniejszania nadaktywności dosha pitta albo dostosowywania organizmu do cieplejszych pór roku.

Niemniej w nadmiarze prowadzi do szeregu zaburzeń.

Smak ten bowiem jest mocno związany z naszym ogniem trawiennym agni i ma na niego znaczny wpływ. Jeśli występuje w nadmiarze zawsze prowadzi do pogorszenia jakości agni ognia trawiennego czyli do upośledzenia trawienia pokarmów oraz wchłaniania składników odżywczych.

Działanie właściwości ciężkości polega na zwiększeniu tkanek naszego ciała. Takie działanie jest korzystne na przykład dla wszystkich dzieci w ograniczonej ilości albo rekonwalescentów oraz osób niedoborowych  z nadmiarem dosha vata.

Najbardziej ciężkim smakiem jest smak słodki oczywiście, potem kwaśny i słony.

Łatwo więc zrozumieć, że pokarmy o tych smakach spożywane w nadmiarze szybciej niż inne spowodują zwiększenie/przyrost masy ciała.

Działanie właściwości wilgoci polega na nawilżaniu tkanek ciała. Jest ono konieczne do dostosowania nas do pór roku oraz do równoważenia nadmiaru dosha vata. W nadmiarze jednak powoduje opuchnięcia i zatrzymania wody oraz zaziębienia.

Ajurweda nie zaleca nadużywania smaku słodkiego. Jest tu także traktowany smak ten jako smak uzależnień wszelakich. Czyli wszelkie używki i nawykowe zachowania z nimi związane to także potrzeba tego smaku. I tak chęć na kolejny kieliszek wina, kolejną kawę, papierosa czy tabletkę nasenną – to chęć zaspokojenia nadmiernie rozbudzonej potrzeby smaku słodkiego właśnie.

Występuje tu także szereg mocnych powiązań i zależności pomiędzy spożyciem smaku słodkiego, a potrzebom spożycia białka, bowiem szlaki metaboliczne obu są od siebie zależne.

Zacznę od tego, że smak słodki możemy podzielić na pełny i pusty.Pełny to smak niektórych węglowodanów na przykład jak kasz, zbóż, nasion, roślin skrobiowych. Pusty to smak na przykład  słodyczy.

Według ajurwedy każdy nadmiar jest tu zły – czyli zarówno smak pełny jak i pusty w nadmiarze zwiększy właściwości, o których pisałam wyżej.

Pierwsza zależność jest jasna i łatwo widoczna – wystarczy spojrzeć na styl życia bogatych społeczeństw zachodu. Pusty smak słodki jedzony w nadmiarze (szybciej niż pełny) spowoduje wzrost zapotrzebowania na białko (którego zresztą wiele rodzajów przez ajurwedę jest postrzegane także jako odmiany smaku słodkiego). I odwrotnie – nadmiar białka odzwierzęcego spowoduje, że będziemy mieli ochotę na słodycze.

Im smak słodki bardziej pusty tym większe zapotrzebowanie na bardziej skoncentrowane białko czyli na białko odzwierzęce w szczególności.

Czyli mamy typowy sposób odżywiania się rodem z baru fast food – hamburger i słodki shake na przykład.

Żeby nie było…  Domowy schabowy z ziemniaczkami zapity kompotem i okraszony deserem w postaci pysznego maminego serniczka wpisuję się w powyższy zależnościowy schemat także prawie idealnie.

Takie powiązania rujnują zdrowie lawinowo – nakręcająca się nawzajem zależność spożycia cukru i mięsa lub sera leży u podstaw większości wyniszczających nas powolutku chorób cywilizacyjnych (zespół metabolizmu x).

Co ciekawe druga zależność była zaobserwowana początkowo u biedniejszych społeczeństw Ameryki Południowej. Tu ludzie żywili się prawie wyłącznie węglowodanami  – najczęściej o smaku słodkim pełnym właśnie przy bardzo ograniczonym spożyciu białka każdego.  Taki sposób odżywiania powodował lawinowe zwiększenie zapotrzebowania na pokarmy o dużej zawartości cukrów.

Tą zależność można zaobserwować także i u nas. Co ciekawe ulegają jej najczęściej osoby będące weganami lub wegetarianami.

Wydawało by się zdrowo… Nic podobnego.

To, że ktoś jest na diecie wege wcale ale to wcale nie oznacza, że żyje zdrowo. Oznacza tylko, że nie je mięsa i tyle. Znam całe stada osób będących wege i odżywiających się masakrycznie.

Niezrównoważona dieta wegańska lub wegetariańska zawierająca zbyt mało białka (roślinnego także) powoduje podświadome nakręcenie zapotrzebowania na jeszcze więcej smaku słodkiego (najczęściej pustego). Szukamy go bardzo – ile się da. Jesteśmy inteligentni więc pięknie potrafimy  to sobie odtłumaczyć. Bo my jemy przecież zdrowe brownie z buraka, ekologiczne ciasteczka z dyni z melasą, wegańskie tarty czekoladowe, słodkie ciasta pomidorowe czy lody z batata tylko.

To nie ważne jak wymyślne i zakamuflowane zrobimy swoje słodycze – nadal będą tylko słodyczami i w procesach metabolizmu spełniać będą dokładnie tą samą funkcje co najtańsze landrynki z supermarketu…

Tiiiia…

No nie da się tu być szczerym i miłym równocześnie.

 

Dziś sałatka z tofu. Zrównoważona smakowo 😉

 

Składniki:

2 garście lisków sałat, rukoli ibotwinki;

1/2 ogórka pokrojonego w słupki;

1 marchewka pokrojona obieraczką do warzyw we wstęgi;

3-4 rzodkiewki pokrojone w słupki;

1/2 pokrojonej czerwonej cebulki;

1 czerwona papryka pokrojona na paseczki;

1 tofu wędzonego pokrojonego na kawałeczki;

2 ząbki czosnku;

1 pokrojona papryczka chilli;

1/2 łyżeczki zmielonego kuminu;

1/2 cytryny;

1 łyżkę sosu sojowego;

2 łyżki oleju kokosowego;

3 łyżki orzechów ziemnych prażonych;

1 łyżka curry;

1/2 łyżeczki syropu z agawy

 

Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni. Na blaszce wyłożonej papierem układamy kawałeczki papryki czerwonej, paprykę ostrą i czosnek. Polewamy to łyżką oleju kokosowego i lekko solimy. Pieczemy około 20 minut. W tym czasie pozostałe warzywa  i orzeszki ziemne mieszamy w misce. Tofu kładziemy na patelnię na rozgrzaną pozostałą łyżkę oleju kokosowego, wlewamy sos sojowy, dodajemy curry i dusimy do przyrumienienia obracając. Wrzucamy do miski z sałatką.  Przygotowujemy dressing: upieczone warzywa, kumin, syrop z agawy, szczyptę soli i sok z cytryny blendujemy na gładką masę. Sałatkę polewamy dressingiem.

 

 

 

widzieć rzeczy jakimi są i moja indyjska pomidorowa :)

ajurweda, zdrowe odżywianie

 

Dlaczego wybieramy dania, pokarm jakie wybieramy? Na ile nasze wybory rzeczywiście są nasze? Gdzie podziewa się nasza świadomość kiedy sięgamy po kolejne świństwo? Dlaczego nie przeszkadza nam w tym wiedza, którą posiadamy?

Obserwując ludzi i słuchając ich historii właśnie takie pytania przychodzą mi do głowy.

Tu, dla wyjaśnienia przyda się nie tylko wiedza zakresu ajurwedy czy psychologii ale także na niektóre z tych pytań odpowiedziała mi filozofia jogi.

Otóż z punktu widzenia ajurwedy jak wiadomo dieta jest jednym z kluczowych elementów zapewniających zrównoważenie naszych typów konstytucyjnych dosha. Aby więc zdrowo żyć konieczna jest z tego punktu widzenia określona, świadoma dieta (rozumiana jako długoterminowy sposób na życie, a nie jako dwutygodniowy event).

Niestety jest tu też masa pułapek. Ponieważ ajurweda twierdzi, bardzo zasadnie zresztą, że – podobne przyciąga podobne. Niestety – to co nam podobne – zazwyczaj nas zaburza, a to co jest dla nas przeciwne – zazwyczaj nas łagodzi.

Podam przykład dla lepszego zrozumienia.

Tak więc osoby typu vata na przykład uwielbiają chipsy, słone paluszki, zimne napoje gazowane i wszelkie chrupiące, suche przekąski, które je masakrycznie zaburzają.

Osoby typu pitta uwielbiają ostre wykwintne dania, fast food, kawę lub alkohol, które to je zaburzają.

Osoby typu kapha kochają słodycze wszelakie, ciężkie i tłuste potrawy, nabiał w każdej postaci – zaburzające je bardzo.

Oczywiście działa to też w drugą stronę. To znaczy u wszystkich dosha jedzenie, potrawy o cechach przeciwnych do dosha wpływają na nie łagodząco.

Więc vata powinna jeść ciepłe, mokre zupy kremy, pitta łagodne i chłodne posiłki kuchni roślinnej najlepiej, a kapha powinna być królową sałatek.

Nasze urodzeniowe prakriti jest jednoznaczne i niezmienne. Jest z nami od zawsze.

Problem zaczyna się wtedy kiedy przestajemy być świadomi i uważni. Kiedy włączamy autopilota. Kiedy w grę wchodzi rutyna dnia codziennego. Kiedy płynąc z nurtem kompulsywnych myśli jesteśmy tak zaprzątnięci „naszą rzeczywistością”, że nie mamy choćby chwili czasu na zwrócenie uwagi na samego siebie ? obiektywnie. Podobnie też dzieje się kiedy jesteśmy zmęczeni, przepracowani, znudzeni, zmartwieni lub zestresowani.

Wtedy zaczynamy iść na skróty.

W takich stanach wracamy zupełnie podświadomie do działań, które są nam dobrze znane i które uznajemy za bezpieczne. Niestety za bezpieczne uznajemy zazwyczaj nasze nawyki czyli to co nas zaburza – ewentualnie ukraszone o zwyczaje wpojone nam we wczesnym dzieciństwie.

Kiedy wiec wrzucamy na luz czyli (chwilowo tylko oczywiście :)) przestajemy korzystać z naszej wiedzy żywieniowej (lub każdej innej) czy to z powodu zmęczenia czy dlatego, że mamy „ważniejsze sprawy na głowie” wracamy do wrodzonych przyzwyczajeń i zgubnych skłonności, do których skłania nas nasza dosha – prawdziwa natura. Natychmiast, szybciutko i prawie bezwiednie.

Do tego nasz zbyt zajęty mózg aby nas ratować – z klucza sobie od tłumacza sytuację.

Wtedy właśnie tabliczka czekolady jest… zdrowa, gorzka przecież, paczka chipsów XXL tylko tych solonych, ziemniaczanych bez glutaminianu, big mac nie jest big (oszuści!) i ma w środku sałatkę… , trzecie zdrowe piwo z niszowego browaru jest przecież małe, a kawałek tortu cioci Krysi – należy nam się… i już.

 

Filozofia jogi mówi tak: nasze chcenia, pożądania, przywiązania i codzienna bezmyślna rutyna są jednymi z tych rzeczy, które najmocniej zaciemniają, przysłaniają nam obraz rzeczywistości. Poddając się im – nie widzimy, nie rozróżniamy, nie wiemy.

Ulegając im – jesteśmy nieświadomi.

Ulegając im – nie widzimy rzeczy takimi jakie są.

I to jest prawda.

A dziś prosta i pyszna aromatyczna i rozgrzewająca pomidorowa – rodem z Indii. Łagodzi vata i kapha, zaburza pitta – głównie ze względu na kwaśny smak i efekt rozgrzania. Pomidory nie są wskazana dla żadnej dosha w zbyt dużej ilości – ale podane w powyższej formie są ok.

Składniki:

1 litr passaty ekologicznej lub 3-4 duże pomidory;

2-3 kopiaste łyżki wiórków kokosowych lub miąższu z kokosa;

1/2 szklanki gęstego mleka kokosowego lub śmietanki kokosowej;

3 cm kłącza imbiru;

1 pęczek kolendry;

1 papryczka chilli;

1 ząbek czosnku;

2 łyżki ghee lub oleju kokosowego;

1 łyżeczka kuminu;

1 łyżeczka czarnej gorczycy;

1 łyżeczka curry;

1/2 łyżeczki cynamonu;

1 łyżeczka cukru trzcinowego lub jaggary;

Jeśli używamy pomidorów, a nie passaty trzeba je zalać 3 szklankami wody i gotować 15-20 minut po czym zdjąć skórkę, a resztę zmiksować na papkę. Jeśli używamy ekologicznej pasaty papka jest gotowa.

Blendujemy na gładką masę wiórki kokosa, mleko kokosowe, kolendrę, imbir, czosnek i chilli (z pestkami lub bez). Oczywiście ilość chilli dobierz do siebie – pamiętaj jednak, że ta zupa powinna być ostra.

W garnku do zupy rozgrzewamy ghee. Dodajemy kumin i gorczycę – prażymy mieszając aż nasionka zaczną strzelać. Dodajemy curry i cynamon. Chwilkę prażymy mieszając i dolewamy passatę (lub zmielone pomidory) oraz zblendowane mleko kokosowe z kolendrą i przyprawami. Dodajemy sól i cukier. Doprowadzamy do wrzenia. I… gotowe 🙂 Podajemy z kleksem gęstej śmietany kokosowej. Smacznego 🙂

 

 

 

 

 

 

 

czym jest wiedza i aromatyczna kawa na zimne wieczory :)

Dziś ciut inaczej będzie. Mniej o jedzeniu i jego konkretnym działaniu więcej o… No właśnie. O wiedzy będzie.

Tak się zrodziło jakoś w odpowiedzi. Obserwuje od lat ludzi, rozmawiam, konsultuje systematycznie i poznaje mnóstwo jedzeniowych przypadków.

Z perspektywy widać wyraźniej. Jest przestrzeń na wnioski.

Żyjemy w czasach niesamowicie łatwego dostępu do informacji wszelakiej. Wystarczy abyśmy zechcieli tylko coś wiedzieć – nie ma prawie żadnych przeszkód – papa google poinformuje nas o wszystkim szybciutko i w wielości stron wszelakich. Są książki. Są ogólnie dostępne opracowania badań.

Oczywistym aspektem powyższego (mimo różnej jakości informacji) jest to, że jako społeczeństwo jesteśmy coraz lepiej poinformowani. Wiemy rzeczy, które chcemy wiedzieć i przy okazji niestety dowiadujemy się całej masy informacji, których nie potrzebujemy… Ale nie o tym dzisiaj. Dzisiaj o naszej wiedzy 🙂

Tak więc jeśli tylko chcemy i włożymy minimum zaangażowania w postaci otwarcia strony www, znalezienia wiarygodnego źródła – możemy zyskać stado informacji. Co też czasem robimy.

Wiemy dokładnie jakie składniki odżywcze są nam potrzebne i wiemy czego stanowczo nie potrzebujemy, co stanowi nadmiar. Wiemy co jest gęste odżywczo, a co bezwartościowe – aczkolwiek zazwyczaj bardzo smaczne. Mamy wiedzę gdzie najwięcej jest witamin, mikro i makroelementów. Wiemy co nas zakwasza, co powoduje toksemie i co nas najlepiej oczyszcza. Zdajemy sobie sprawę ze złych i dobrych połączeń pokarmowych i ich wpływu na nas. Znamy powody swojej nadwagi, otyłości czy złego samopoczucia. Rozumiemy zależności pomiędzy przyczyną i skutkiem – logiczność prawa karmy jest dla nas jasna i zrozumiała.

Mimo to żyjemy i jemy zbyt często po prostu… niezdrowo.

Schizofrenicznie myślimy, że prawa rządzące światem akurat nas nie dotyczy… Że cichutko boczkiem się im wymkniemy? Że akurat w naszym szczególnym i jedynym wypadku popełnianie błędów „ujdzie płazem”? Że robiąc dokładnie tak jak wszyscy – osiągniemy zupełnie inny rezultat?

Wiedza nie przeszkadza nam tu nic a nic.

Fenomenalne.

 

Kiedy chodzimy do szkoły – najpierw powoli i systematycznie zyskujemy wiedzę, która z czasem poddana jest egzaminom i ocenom.

W życiu jest inaczej – najpierw sprawdzian, a potem lekcja.

 

Życie rozliczy nas bezwzględnie. Każdego.

Sprawdzian z martwej, niewykorzystanej wiedzy nie wypadnie najlepiej. Obyśmy mieli możliwość wszyscy dotrwać do lekcji.

Wiedza stanowi dla mnie wartość jeśli jest drogą do mądrych wyborów, a świadomości upatruję tam gdzie następuje zmiana. Czego i Wam w Nowym roku życzę 🙂

A propo wyborów następny wpis o naszych wyborach żywieniowych – zarówno z punktu widzenia ajurwedy jak i… psychologii. Razem ze stadem rad – jak je zmienić 🙂

 

Dziś kawa rozgrzewająca i aromatyczna na zimę. Wspaniała w zestawie z kocykiem i dobrą książką 🙂 Kawa zawsze mniej lub bardziej zaburzy dosha vata i pitta. Będzie dobra dla kapha. Niemniej kardamon i gałka muszkatołowa są ajurwedyjskimi odtrutkami na kofeinę. Kardamon w przepisie jest obecny – dla vata i pitta polecam dodać jeszcze trzy szczypty gałki muszkatołowej. Wszystko jest dla ludzi – kawa też. Trzeba tylko pamiętać, że lekarstwo od trucizny rozróżnia dawka 🙂

Składniki:

1 1/2 szklanki wody;

3 kopiaste łyżeczki kawy;

1/3 łyżeczki cynamonu;

1/4 łyżeczki startego imbiru;

3 szczypty zmielonego kardamonu;

1/4 łyżeczki zmielonych goździków;

1 łyżka miodu;

1 łyżka mleka sojowego w proszku;

1 szczypta soli;

Wodę zagotowujemy w garnuszku. Dodajemy cynamon, imbir, kardamon, goździki i szczyptę soli dla zrównoważenia smaku. Gotujemy 5 minut. Dodajemy kawę i gotujemy kolejne 5 minut na bardzo małym ogniu. Odstawiamy na 3 minuty pod przykrywka. Przecedzamy kawę przez filtr lub siteczko. Dodajemy mleko w proszku i miód.

 

 

 

 

ajurwedyjskie lato i kiczeri łagodzące pitta :)

 Lato w tym roku pokazuje moc. Jest gorąco i duszno. Powietrze jest gęste. Stoi w bezruchu. Jak w piekarniku…

My też się zatrzymaliśmy jakby pozbawieni sił życiowych i energii wszechobecnym upałem. Szukamy cienia lub wentylatora dla odrobiny komfortu, lecz prawdą jest, że zupełnie nie umiemy się ochronić przed upałem…

To czas słońca. Jego promienie rozgrzewają mocno ziemię, woda odparowuje, a powietrze staje się poprzez to coraz bardziej suche i ostre w odbiorze.

Właściwości: gorąco, suchość i ostrość są charakterystyczne dla tej pory roku.

Z punktu widzenia ajurwedy i Charaka Samhita najważniejszego jej dzieła – wzmaga lato  dosha pitta. Wszelkie więc zalecenia dla wszystkich związane są z łagodzeniem dosha pitta latem, a szczególnie dla osób o konstytucji prakriti pitta lub zaburzonych vrikriti pitta.

Poniżej link do diety dostosowanej do łagodzenia osób dosha pitta:

http://www.izaraczkowska.pl/?s=dieta+dla+pitta

Dosha pitta łagodzą smaki – słodki, gorzki i cierpki, a zaburzają ostry, słony i kwaśny.

Niemniej jednak ze względu na temperaturę smak cierpki też bym odstawiła w upały. Najlepsze działanie łagodzące będą miały pokarmy płynne, ciut tłuste, słodkie i chłodne.

Dobre w czasie lata będą więc owoce słodkie i soczyste jak na przykład jabłka, gruszki, arbuzy, melony, śliwki. Nie powinniśmy jeść latem owoców kwaśnych, cierpkich i cytrusowych. Warzywa są dobre o tej porze roku – szczególnie te gotowane na parze. Nie wszystkie jednak polecam na upały. Warzywa skrobiowe jak na przykład buraki czy marchew będą nas niepotrzebnie rozgrzewać. Świetne za to będą szparagi, brokuły, brukselki lub ogórki. Powinniśmy ograniczyć czosnek, cebulę oraz chilli. Nie powinniśmy jeść także w czasie upalnego lata zbyt dużo roślin psiankowatych jak pomidory lub ziemniaki. Z nabiału polecam jogurty – najlepiej rozwodnione i lekko przyprawione w postaci lassi. Przepis na taki ajurwedyjski napój wrzucę wkrótce. Długo leżakujące sery, sery żółte i pleśniowe oraz bardzo tłuste – odstawiamy na ten czas. Podobnie zresztą jak i śmietany. Świetnym zbożem o tej porze roku jest ryż basmati. Jeśli chodzi o białko to polecam lekkostrawną i nie obciążającą fasolkę mung.

Stajemy się o tej porze roku „królami sałatek” i lubimy je za ich chłodzące działanie.

Pijemy napoje w temperaturze pokojowej. Według ajurwedy lód i napoje z lodem (i lody niestety też) gaszą ogień trawienny agni, hamując trawienie i wchłanianie oraz tworząc toksyny ama.

Świetnym wychładzającym ajurwedyjskim sposobem jest używanie aromatoterapii – olejków wychładzających i rozpraszających ciepło. Dobre tu będą na przykład olejek rumiankowy, lawendowy lub miętowy. Polecam wlać dosłownie parę kropel na dłonie, pomieszać z odrobina na przykład wychładzającego oleju kokosowego i wetrzeć w mokre ciało od razu po prysznicu. Pozwolić aby woda z olejkiem sama wyschła. Dla mnie osobiście najbardziej chłodzący w odbiorze jest miętowy 🙂

Polecam także – szczególnie na noc stabilizujący olejek sandałowy.

Dziś jedna z ajurwedyjskich potraw leczniczych ,”potraw mocy” – kiczeri (kitchari) w wersji specjalnie przeznaczonej dla łagodzenia dosha pitta. Łagodzi stany zapalne, wycisza i odciąża układ trawienny. W sam raz na upalne lato. W tej postaci nie zaburza ono także innych dosha.

Może być spożywane o każdej porze dnia. Mega prosta 🙂

 

Składniki:

1/2 filiżanki mung dalu (fsolki mung w połówkach – do kupienia w sklepach ze zdrową żywnością lub z żywnością azjatycką);

1/2 filiżanki ryżu basmati;

4 filiżanki wody;

1 1/2 filiżanka mleka kokosowego;

1 pęczek liści kolendry;

2 łyżki płatków kokosowych (lub miąższu z kokosa);

1 plaster ucięty z kłącza imbiru;

2 łyżki ghee klarowanego masła;

1/2 łyżeczki mielonej kurkumy;

1/4 łyżeczki soli;

Dal i ryż płuczemy. Zalewamy 4 filiżankami wody ze szczypta soli i gotujemy na bardzo małym gazie aż do wchłonięcia całej wody -mieszając od czasu do czasu. Kiedy woda wyparuje (około 15-20 minut) gasimy gaz i przykrywamy garnek pokrywka na kolejne 15 minut. W tym czasie do blendera wkładamy plaster imbiru, pęczek kolendry i płatki kokosowe oraz 1/2 filiżanki mleka kokosowego. Blendujemy wszystko na gładki krem. W rondelku roztapiamy ghee. Wrzucamy na rozgrzane ghee sól i kurkumę. Chwilę prażymy dynamicznie mieszając po czym dolewamy krem z kolendry, kokosa i mleka. Dusimy mieszając 2-3 minuty. Do rondelka przekładamy ugotowany ryż basmati z fasolką mung i dolewamy pozostałą filiżankę mleka kokosowego. Gotujemy potrawę mieszając aż płyn się wchłonie.

Jemy na ciepło z liściastą sałatką na przykład lub ogórkową raitą. Potrawa łagodząca na upały 🙂

ajurwedyjska wiosna i zupa tom kha z warzyw i grzybów :)

Wiosna. Zakwitła i pozieleniała że hej! Poranki i noce jeszcze zimne, ale dnie ciepłe się zdarzają i słoneczne czasem. Cudnie.

No właśnie… ale nie dla wszystkich. W czasie takich – bądź co bądź – drastycznych zmian pogodowych, zmian pór roku z zimnej na ciepłą bardzo często czujemy się zmęczeni i zniechęceni. Mamy wrażenie, że nie nadążamy – mimo chęci najlepszych.

Teraz następuje czas kiedy nasz organizm pokazuje nam, z pewnym opóźnieniem, dokładnie to w jaki sposób w zimniejszych porach go traktowaliśmy. Teraz wychodzą wszystkie nasze grzeszki dietetyczne i skutki nawykowych zachowań. Teraz też najdotkliwiej czujemy niedobory i toksemię, które sobie fundowaliśmy w ostatnim roku. Tak karma. Dosłownie 🙂

Zaczyna się bardziej dynamiczna i intensywna pora roku, kończy statyczna i spokojna. Zmiany te wymagają zmiany diety, zmiany smaków i nawyków.

Pisałam już o tym tutaj:

wiosenna dieta czyli moje ślimaczki 🙂

I tutaj:

wiosenne menu czyli… lubimy sałatki!

Z punktu widzenia ajurwedy cechy wiosny to wilgoć, ciepło, łagodność i oleistość. Nadmiar dosha kapha rozpuszcza się i musi znaleźć ujście. Jeśli zaburzaliśmy tą dosha wcześniej – poczujemy to właśnie teraz. Wszystkie więc osoby z nadmiarem dosha kapha będą się teraz zaziębiać i pociągać nosem. Nadmiar tej dosha może też o tej porze roku powodować alergie i katary sienne. Nadmiar dosha kapha bowiem leży u podstaw alergii – także tych sezonowych.

Osoby typu pitta i vata znosić będą wiosnę znacznie lepiej jeśli nie są także zaburzone kapha.

Niezależnie od przejawiającej się w nas konstytucji wiosna to bardzo dobry czas na oczyszczanie lub posty. Powodują bowiem one oczyszczenie organizmu z nadmiaru kapha poprzez co zawsze zapobiegać alergią, zaziębieniom wszelakim oraz nadwadze. Tygodniowa dieta oczyszczająca w tym okresie spowoduje, że łatwiej nam będzie się przestawić. Polecam teraz wszelkie diety warzywne – z dużą podażą mikroelementów, witamin i antyoksydantów. Im bardziej gęsta odżywczo – tym lepiej.

To także świetny czas na picie świeżych soków warzywnych przed posiłkami. Soki warzywne pozbawione błonnika są łatwo wchłaniane i mogą w relatywnie krótkim okresie pokryć sporo niedoborów, które zafundowaliśmy sobie zimą. Koktajle warzywne dobre są również, niemniej obecność błonnika spowoduje pewne upośledzenie wchłaniania. Nie znaczy to, że błonnik jest zbędny – wręcz przeciwnie. Jednak w okresie kiedy chcemy szybko nadrobić niedobory, powinniśmy sięgać po sok, a błonnik spożywać w pewnym odstępie – najlepiej w warzywach liściastych z całym bogactwem chlorofilu.

Soki owocowe też są dobre choć stanowczo w mniejszych ilościach – ze względu choćby na ich wychładzające działanie. Z owoców najlepszy o tej porze roku jest sok jabłkowy.

Jeśli mamy łagodzić dosha powodującą alergie, zaziębienia i katary, w tym okresie trzeba by było szczególną uwagę zwrócić na smaki oraz potrawy pobudzające kapha. Niewskazane jest używać teraz smaków cierpkich, słodkich (pustych) i słonych. Niewskazane jest jeść na wiosnę potraw ciężkich i tłustych oraz smażonych. Niewskazane jest jeść i pić zimne (z lodówki) potrawy oraz napoje. Niewskazane jest jedzenie produktów mlecznych (wszelkich rodzajów) – szczególnie na śniadania.

Do picia polecam ciepłą (nie wrzącą) wodę z łyżką dobrej jakości, nieprzegotowanego miodu.

Jeśli mamy jednak za sobą oczyszczanie lub krótki post, a nasze samopoczucie nadal kuleje można sięgnąć po rasajana. W tym wypadku polecam najprostszą i wszystkim znaną – vatatapika. Ajurweda jako jedną z najbardziej podstawowych rasajana uznaje działanie powietrza i słońca właśnie. Kojarzycie sanatoryjne leżaczki, kocyki i słoneczko? To właśnie to 🙂

Nie trzeba od razu jechać do Ciechocinka – wystarczy wyjść na dwór kiedy świeci słońce, położyć się na leżaczku, okryć ciepłym kocykiem po szyję – jeśli dzionek jeszcze niezbyt letni jest i wystawić twarz do słońca. Do tego książka na przykład. Nie powinniśmy jednak spać na leżaczku owym ponieważ spanie w dzień aktywuje dosha kapha, a tego staramy się unikać. Spokój, słońce i powietrze zrobią swoje – zatrzymają, uspokoją, a jednocześnie w rezultacie – dostarczą energii.

Dziś zupa – świetna dla łagodzenia kapha. Zupa ta – tom kha – występuje w setkach odmian w Azji. Najbardziej lubię jej połączenie z grzybami lub pomidorami. Dziś te pierwsze 🙂

Składniki:

10 liści kafiru;

2 łodygi trawy cytrynowej lub 2 łyżki pasty z trawy cytrynowej;

2 cm kłącza imbiru (lub galangi);

1 limonka;

1 cebula;

1/2 pęczka kolendry (opcjonalnie);

1 ząbek czosnku;

1 papryczka chilli (ilość wg uznania);

2-3 grzyby shitake (suszone);

4-5 boczniaków (świeże);

1 łyżeczka przecieru pomidorowego;

garść liści szpinaku (lub kapusty chińskiej lub pak choi);

1/2 marchewki;

1/2 pietruszki;

1/2 szklanki gęstego mleka kokosowego;

2 łyżki shiro miso (lub sosu sojowego);

2 łyżki oleju sezamowego;

1 łyżeczka cukru trzcinowego;

Boczniaki kroimy w paski, cebulę w piórka. Marchew i pietruszkę kroimy w słupki. W plasterki kroimy papryczkę chilli, kolendrę, czosnek i imbir. Jeśli mamy łodygi trawy cytrynowej trzeba je zmiękczyć kilkoma uderzeniami i rozkroić wzdłuż aby puściły smak. Liście szpinaku kroimy w duże kawałki. W garnku rozgrzewamy olej sezamowy. Dorzucamy liście kafiru, cebulkę, grzyby, marchew, pietruszkę, imbir, chilli, czosnek, trawę cytrynową i smażymy mieszając 5 minut. Wszystko zalewamy 1 litrem wody i gotujemy 10 minut. Dodajemy liście szpinaku, mleko kokosowe, przecier pomidorowy i cukier trzcinowy. Gotujemy jeszcze 5-8 minut. Po zdjęciu z ognia dodajemy sok z limonki i miso. Jeśli użyliśmy trawy cytrynowej i liści kafiru wyławiamy je przed podaniem zupy. Posypujemy kolendrą.

Bardzo aromatyczna, a prosta zupa. Życzę smacznego 🙂