algi

witamina B12 oraz chipsy lniane :)

IMGP5264

Dziś o witaminie B12.

Napiszę co wiem o tej witaminie, jakie mam co do niej pytania i jak karmię swoją rodzinę aby jej nam nie zabrakło.

Wszystkie opinie jakie czytuje czy słyszę są takie, że wegetarianie/weganie musza suplementować witaminę B12 ponieważ znajduję się ona jedynie w mięsie zwierząt lub ewentualnie w nabiale- dostarczanym w sporej ilości. Jej brak w ustroju wywołuje szereg groźnych objawów, którymi straszy się tą garstkę bidnych wegan jak na przykład niedokrwistość, osłabienie, zmęczenie, bóle głowy, tachykardia, zaburzenia czucia, zaburzenia siły mięśniowej, zaburzenia poznawcze, apatia i depresja oraz jak wisienkę na torcie schizofrenia 🙂 Rzeczywiście niedobór kobalaminy tak się objawia. Natomiast nie zgadzam się z twierdzeniem, że na diecie roślinnej czy wegetariańskiej następują ogromne niedobory powyższej. Całe narody i plemiona przez setki lat żyły na diecie roślinnej z niewielkimi dodatkami nabiału i bardzo sporadycznymi produktami odzwierzęcymi, a mimo to wykształciły piękne kultury i stworzyły wspaniałe cywilizacje. To na pewno nie były narody anemicznych schizofreników. Nie suplementowały się też tabletkami z witaminą B12…

Po pierwsze witamina B12 (kobalamina) nie występuje w roślinach jeśli nie są ona w jakiś sposób skażone, zanieczyszczone drobnoustrojami. To pewnik.

U zwierząt roślinożernych (przeżuwaczy) karmionych NATURALNYMI I NIEPRZETWORZONYMI roślinami jest ona wytwarzana przez drobnoustroje produkujące fermenty w przewodzie pokarmowym od żwacza począwszy. Co ciekawe w żwaczu zwierząt roślinożernych nie wydzielane są żadne enzymy trawienne, a trawienie odbywa się tylko i wyłącznie za pomocą enzymów zawartych w zjadanych roślinach  (zjawisko autolizy) oraz za pomocą enzymów wytwarzanych przez florę jelitową.

Po absorbcji przez komórki wyściółki jelit jest witamina B12 we krwi zwierząt oraz w ich płynie mózgowo-rdzeniowym – skąd przeniesiona zostaje i zmagazynowana w wątrobie w ilości 60 % oraz do mięśniach w ilości około 30%.

Występuje więc co oczywiste w mięsie zwierząt, a także w produktach odzwierzęcych jak jajka, sery czy mleko. Ale chyba nie tylko…

Jest parę możliwości. Rodzi się parę pytań.

Propo flory jelitowej. Oczywiście my ludzie nie posiadamy czterech żołądków w tym żwacza. Jedząc jednak odpowiednie pokarmy możemy i my wytworzyć odpowiednią florę jelitową, która zniweluje nasze niedobory.

Badając zagadnienie białka naukowcy odkryli na przykład plemię Aborygenów z Nowej Gwinei, które nigdy nie zjada pokarmów odzwierzęcych. Ich głównym pożywieniem jest słodki ziemniak batat. Mimo to członkowie tego plemiona maja bardzo dobre wyniki badań krwi. Okazało się, że białka (oraz powiązanych z nim witamin) dostarcza im specyficzna flora jelitowa wyrosła właśnie na tych ziemniakach i mało przetworzonych roślinach. Ilość białka dostarczana codziennie przez florę u członków tego plemienia to aż 10-15 gram.

Oczywiście aby wyhodować odpowiednią florę musi zachodzić zjawisko autolizy indukcyjnej, a więc jak najwięcej pokarmów roślinnych trzeba spożywać w formie nieprzetworzonej. Trzeba pamiętać, że górną granicą temperatury, w której jeszcze pracują fermenty są 54 stopnie.

Czytałam, że w przewodzie pokarmowym człowieka absorbcja tej witaminy odbywa się w jelicie cienkim, a jej produkcja dopiero w jelicie grubym. Jak w takim razie jest możliwe, że plemiona na diecie roślinnej żyją i mają się dobrze?

Myślę, że będzie tu miało miejsce jeszcze sporo odkryć 🙂

Propo zanieczyszczenia roślin drobnoustrojami. Ten rodzaj źródeł witaminy B12 potwierdza „Biochemia Harpera” (obowiązujący podręcznik na studiach medycznych). Na przykład w krajach Azji, Indonezji lub w większości krajów Trzeciego Świata populację żywiące się dietą roślinną uzyskują witaminę B12 dzięki obecności ogromu drobnoustrojów, które zasiedlają ich pożywienie. Ogromną grupą pokarmów są tu też produkty fermentowane.

Do produktów tych należą kiszone w warunkach domowych (bez dodatku octu) warzywa. U nas polecam domowymi metodami kisić buraki, kapustę i ogórki. Oprócz tego mikroorganizmy wytwarzające witaminę B12 są obecne w fermentowanych domowym sposobem jogurtach – TAKŻE TYCH Z MLEKA ROŚLINNEGO, fermentowanych nasionach lub zakwasie chlebowym domowej roboty. Inne produkty zawierające owe mikroorganizmy to tempeh, miso, natto lub niektóre odmiany naturalnego sosu sojowego. Jeżeli chcemy je kupić u nas należy wybierać te, które są robione w małych manufakturach, a nie w ogromnych fabrykach. Zasady higieny muszą być zbliżone do tych jakie mamy w domu, a nie tych z metalowo-szklanych molochów.

Zbyt restrykcyjne warunki sanitarne uniemożliwiają zanieczyszczenie pozytywnymi drobnoustrojami pożywienia.

Propo grzybów. Mimo, że niektóre źródła podają iż występują w grzybach jedynie analogi witaminy B12 badania australijskie (Uniwersytet Zachodni Sydney 2009) udowodniły co innego. Badaniom poddano pieczarki i udowodniono, że zawierają one bio-dostepną witaminę B12. Większość jej znajduje się w nawierzchni kapeluszy grzybów.

Wśród grzybów mamy też drożdże. Zarówno „Biochemia Harpera” jak i w innych wiarygodnych publikacjach podaje się, że drożdże są źródłem witamin z grupy B WŁĄCZNIE Z WITAMINĄ B12. W zależności od rodzaju od 6 do 47 mikrogramów na 100 gram. Nasze dzienne zapotrzebowanie to 2-4 mikrogramy.

Propo innych źródeł witaminy jak na przykład algi. Naczytałam się masę o tym, że witamina B12 zawarta w algach to tylko analog strukturalny, którym nie może zastąpić tej oryginalnej odzwierzęcej witaminy. Oki… Dlaczego jednak na przykład u osób będących latami na pewnych restrykcyjnych dietach antynowotworowych – wegańskich, które są odmianami diety makrobiotycznej nie występują niedobory witaminy B12?

Jedna z tych diet (dieta Genmai-Saishoku) to opierająca się tylko i wyłącznie na brązowym dzikim ryżu, ogromnych ilościach warzyw, produktach fermentowanych, fasoli, grzybach, gryce oraz dużej ilości alg jak nori, wakame, kombu etc. została bardzo dokładnie przebadana. Wyniki zaskoczyły naukowców – znowu 🙂 Poziom witaminy B12 w osoczu wegan będących na tej diecie nie odbiegał normą od poziomu wszystkożerców (badania Suzuki).

Propo innch możliwych źródeł. Reakcje chemiczne. Jedna z osób, które stanowią dla mnie autorytet naukowy, siedmiokrotnie nominowana do Nobla za odkrycia, dr Johanna Budwig zbadała zagadnienie witaminy B12. Jako biochemik zajmowała się ona korelacją odżywiania i raka od strony biochemicznych procesów zachodzących w ciałach osób chorych.

W swoich publikacjach opisała proces wytwarzania w naszych organizmach witaminy B12 w postaci cyklokobalaminy, która jest formą sprzedawanej w większości preparatów handlowych witaminy B12.

Jeśli chodzi o reakcje chemiczne to oczywiście też należy im zapewnić możliwość zaistnienia. Przede wszystkim jelita muszą wypełniać wyżej opisane produkty aby było odpowiednie zasadowe środowisko. Czyli konieczna jest do procesu dieta zawierająca duże ilości nieprzetworzonych pokarmów roślinnych ich fermentów. Po drugie należy dostarczyć organizmowi produktów zawierających odpowiednie związki chemiczne – glikozydy cjanogenne. Występują one w wielu różnych pokarmach ale szczególnie tanie i łatwo dostępne są w postaci na przykład siemienia lnianego. Dodatkowo siemię lniane zawiera jeszcze konieczne do reakcji enzymy rodanazę i linamarazę. Aby równanie wyszło pełne i kompletnie dopasowane do naszych potrzeb należy jeszcze wprowadzić dwa kolejne składniki. Potrzebne są owoce lub soki owocowe naturalne oraz siarka. Więc tak. Linamaraza zawarta w siemieniu aktywuje glikozydy (cyjanogeneza) zawarte też w siemieniu ale potrzebuje do tego niezbyt kwasowego środowiska oraz obecności owoców aby reakcja nie przebiegła zbyt gwałtownie bo wówczas powstanie cyjanowodór. Rodanaza -kolejny enzym zawarty w siemieniu pilnuje i neutralizuje ewentualny cyjanowodór jeżeli już taki powstanie ale też potrzebuje do tego siarki. Świetnym źródłem siarki są na przykład warzywa krzyżowe – tanie i wszędzie dostępne. Dobrym źródłem siarki jest też biały ser i to jego wykorzystała dr Budwik jako katalizatora wyżej opisanych procesów.

Tak więc enzymy linamarazy i rodanazy wespół z siarką i odpowiednim środowiskiem przekształcają glikozydy cyjanogenne między innymi w cyjanokobalaminę czyli witaminę B12.

W procesie tym nie tylko wykształca się witamina B12 ale także metabolity zwane rodankami, które mają bardzo pozytywne zdrowotne i odtruwające właściwości. Poprawiają wydolność procesów metabolicznych głównie mają wpływ na podstawowe procesy oddechowe komórek i poprawiają samopoczucie.

Pisząc o witaminie B12 należy też wspomnieć o dwóch bardzo istotnych sprawach, o których mało kto wspomina.

Po pierwsze niezależnie skąd czerpiemy tę witaminę nie zostanie ona wchłonięta jeśli nie dysponujemy zdrową wyściółką jelit. W procesie wchłaniania witaminy B12 pośredniczą receptory umiejscowione właśnie w nabłonku zdrowych jelit. Etapem inicjującym ten proces jest także wiązanie tej witaminy z tak zwanym czynnikiem wewnętrznym wydzielanym przez komórki okładzinowe naszego żołądka. Jeżeli te procesy nie zachodzą poprawnie witamina B12 nie zostanie wchłonięta z pożywienia. Niedobór czynnika wewnętrznego inicjującego wchłanianie witaminy B12 może być skutkiem gastrektomii (czyli usunięcia częściowego lub całkowitego żołądka), chorób autoimmunologicznych lub częstego stosowania leków antyhistaminowych. Te ostatnie część społeczeństwa stosuje niestety bardzo często jako odpowiedź na powszechnie występujące alergie? Udowodniono też, że podobne działanie blokujące receptory histaminowe mają niektóre leki antydepresyjne co także może wpływać na zdolność wchłaniania witaminy B12.

Po drugie u osób spożywających większe ilości mięsa oraz produktów odzwierzęcych stanowczo zwiększa się zapotrzebowanie na witaminę B12. Dzieje się tak ponieważ osoby te potrzebują tej witaminy do zbudowania odporności oraz do wytworzenia odpowiedniej jakości krwi co jest dużo trudniejsze w mocno zakwaszonym środowisku. Czyli im więcej mięsa jesz tym więcej witaminy B12 potrzebujesz.

Trzeba też pamiętać że nasze dzienne zapotrzebowania to według różnych źródeł do nawet 4 mikrogramów dziennie. Natomiast wątroba może zapewnić nam zapasy witaminy B12 nawet do pół roku.

To tyle co wiem.

Ja i moja rodzina jesteśmy na diecie wegetariańskiej. Ja osobiście jednak zjadam bardzo rzadko produkty odzwierzęce jak mleko, ciut masła, sera czy jajko  – co przekłada się na dwie łyżki mleka do kawy dziennie lub masło do chleba. Średnio mniej niż 1% dziennego zapotrzebowania kalorycznego pochodzi od nich. Dzieciakom daje je ciut częściej – szczególnie masło. Stanowią produkty odzwierzęce średnio 5% dziennego zapotrzebowania kalorycznego – co przekłada się na przykład na parę kanapek chleba z masłem, dwa plasterki sera lub jajko raz na kilka dni. Jemy codziennie duże ilości roślin w formie nieprzetworzonej termicznie. Codziennie zagęszczam sosy i zupy płatkami drożdżowymi oraz miso. Kilka razy w tygodniu jemy też inne przetwory fermentowanej soi. Codziennie jemy algi w formie różnej. Kiszonki własnej roboty goszczą na stałe w naszym menu. Jemy chleb na własnym zakwasie oraz siemię lniane codziennie. Nie mamy niedoborów, a wyniki krwi mamy prawidłowe. Nie potrzebujemy trwałej suplementacji witaminą B12.

 

Dziś chipsy z siemienia lnianego.

Masa dobroci w plasterku 🙂

Sam len działa bardzo łagodząco dla dosha vata, pitta i kapha. Niemniej muszę przyznać z ubolewaniem, że wszelkie chrupki mniej lub bardziej zaburzają dosha vata.

 

Składniki:
1 szklanka siemienia lnianego (w całości);

1/3 szklanki zmielonego siemienia lnianego;

1 i 1/2 szklanki wody;

6 łyżek płatków drożdżowych;

5 pomidorów suszonych w zalewie;

1 łyżka ziół prowansalskich;

1 łyżeczka soli;

Pomidory odsączamy z zalewy i mielimy blenderem. Wszystkie składniki wrzucamy do miski i dokładnie mieszamy. Odstawiamy na godzinkę. Po czym rozgrzewamy piekarnik do temperatury 150 -160 stopni. Dużą blaszkę do pieczenia wykładamy papierem i rozsmarowujemy na niej cieniutką warstwą masę powstałą z siemienia. Wkładamy do piekarnika na 10 minut po czym wyjmujemy na moment i kroimy w kwadraciki. Następnie wkładamy blaszkę do piekarnika na kolejne Pieczemy przez 20 minut. Jeśli dacie za dużą temperaturę lub zostawicie je na długo chipsy się przypalą – będą ciemne i gorzkie. Wyjmujcie je i od czasu do czasu próbujcie. Aby chrupki wyszły smaczniejsze przed pieczeniem można je obsypać dodatkowo grubo zmieloną solą 🙂

 

to jedzenie ma moc czyli roladki z nori z kremowym sosem z tofu :)

IMGP9195

Wodorosty czyli warzywa morskie to jedno z najbardziej wszechstronnie działających i najbogatszych odżywczo pokarmów jakie znam.

To tak rozległy temat, że powinnam mu poświęcić kilka wpisów. Dziś napiszę trochę wiadomości ogólnych i opiszę moje ulubione nori.

Wodorosty według medycyny naturalnej wschodu są pokarmem przedłużającym życie. Są jednym z ważnych składników w krajach mających największe wskaźniki ludzi długowiecznych: Japonia, Korea, Chiny i Wietnam. Muszę tu dodać, że dieta ludzi długowiecznych z tych krajów w większości składa się wyłącznie z roślin a tylko 0,8-5 % codziennej dawki kalorycznej pochodzi z pokarmów odzwierzęcych.

Wodorosty to pokarm bardzo wszechstronny pod względem bogactwa składników odżywczych, witamin oraz mikro i makro elementów. Zawierają najwięcej wśród wszystkich innych pokarmów minerałów i pierwiastków śladowych. Ogólnie można podsumować, że warzywa morskie zawierają 10 do 30 razy więcej witamin, minerałów i pierwiastków śladowych niż warzywa lądowe. Tak więc spożywane nawet w bardzo niewielkich ilościach (około paru gramów dziennie) ale systematycznie zapewniają ogrom związków koniecznych do prawidłowego funkcjonowania naszego organizmu.

Wodorosty mają bardzo mocne właściwości odtruwające i oczyszczające. Zalecane są do spożycia przy leczeniu wszelkich guzków, guzów, katarakt, zgrubień, opuchnięć, obrzęków oraz woli. Jednym słowem wspomagają leczenie wszelkiego stwardnienia mięśni i tkanek w ciele. Regulują gospodarkę wodną organizmu. Działają równoważąco na gospodarkę hormonalną i na tarczycę. Usuwają pozostałości promieniowania z organizmu oraz wspomagają usuwanie toksycznych metali. Obniżają poziom cholesterolu. Bardzo mocno alkalizują krew, który to proces ma wpływ na dobrostan całego naszego ciała.

To rośliny wskazane do stałego spożycia dla osób otyłych, pragnących pozbyć się zbędnych kilogramów ponieważ znacząco poprawiają metabolizm.

To także świetny pokarm dla osób z tendencjami do suchości w ciele. Bardzo skutecznie nawilżający. Według medycyny chińskiej budują płyny Yin w ciele.

Nori to jedne z moich ulubionych obok kombu warzywek morskich. Zawierają one oprócz smaku słonego cechującego wszystkie wodorosty morskie także smak słodki.

Z punktu widzenia ajurwedy łagodzą nadmiar vata.

Mają nori właściwości zmiękczające wszelkie guzy w ciele. Wspomagają także leczenie nadmiaru chorobowego śluzu w układzie oddechowym.

Regularne spożycie nori obniża poziom tłuszczu w krwi a więc ma wpływ na poziom cholesterolu.

Nori to pokarm konieczny dla zdrowia i urody naszej skóry. Poprawia jej nawilżenie, jędrność i gładkość oraz wspomaga usuwanie nadmiaru gorąca z obszarów skóry czyli pomaga w leczeniu wyprysków, trądzików i wysypek.

To najbogatsze wśród roślin źródło białka. W zależności od gatunku zawierają od 12 do 70 g w 100 g części jadalnych!  Średnio aż 48% ich wagi w suchej masie to czyste i łatwo przyswajalne białko.

Nori polecam do jedzenia przez cały rok jako dodatek do potraw.  W szczególności zaś świetnie robią wiosną wspomagając wiosenne procesy odtruwania organizmu.

Dziś roladki z nori z kremowym sosem z tofu i sezamu – równie nawilżającym jak same nori 🙂

Potrawa będzie łagodziła dosha vata. Dla dosha pitta i kapha polecam dodać do sosu mniej pasty sezamowej.

Składniki:

1 szklanka ryżu do sushi;

1 i 1/2  szklanki wody;

3 płaty sprasowanych nori;

1/4  łyżeczki wasabi;

3  łyżki nasion sezamu;

1 marchewka,

1/3 czerwonej papryki;

1/3 żółtej papryki;

1 mały ogórek;

sól;

Sos:

1/4 kostki tofu naturalnego;

2 łyżki sosu sojowego;

1 łyżka jasnego miso (shiro miso);

1 łyżka pasty sezamowej tahini;

około 4-5 łyżek ciepłej wody;

Ryż płuczemy a potem zalewamy wodą. Lekko solimy i gotujemy mieszając aż cała woda wyparuje. Marchewkę, paprykę i ogórka kroimy w długie cieniutkie słupki. Pestki sezamu prażymy na suchej patelni aż nabiorą ciut kolorku. Na płaty nori układamy jeszcze ciepłą cienką warstwę ryżu. Nie polecam układać ryżu na całej powierzchni nori. Najlepiej kiedy ryż zajmuje prostokąt o powierzchni około 2/3 płatka nori. Na ryżu robimy paseczek rozsmarowując na nim ciut wasabi. Na rozsmarowanym wasabi  układamy rządek z paseczków marchewki, papryki i ogórka. Ułożone warzywka posypujemy prażonym sezamem. Rolujemy nori z zawartością tak aby wolna część płatka została na zewnątrz. Smarujemy wolną krawędź odrobiną wody i rolujemy całość w zgrabny rulonik. Podobnie postępujemy z dwoma pozostałymi płatkami nori.

Całość kroimy bardzo ostrym nożem w talarki o grubości 1,5-2 cm.

Robimy sos. Do głębokiej miseczka wkładamy tofu, miso i pastę sezamową oraz wlewamy sos sojowy. Bardzo dokładnie miksujemy zawartość dolewając powolutku, co chwila po łyżce ciepłej wody. Sos powinien wyjść gęsty i bardzo puszysty. Ten sos równie dobrze może służyć i do sałatek i do maczania w nim surowych warzywek.

Ruloniki przed włożeniem do ust maczamy w tym kremowym sosiku. Smacznego 🙂

 

zbawienna zieloność :)

 

W dużej mierze nasze ciała składają się z wody. Pisałam już o tym na blogu w poście z czerwca zeszłego roku pt. „nasze wewnętrzne morze”. Dziś jednak muszę o tym jeszcze raz wspomnieć. U noworodków płyny stanowią aż 80-90% ciała a u osób dorosłych to 60-70%. U osób starszych to już tylko około 50%. Nasze komórki zawierają wodę ale też nasze ciała zawierają sporo płynu zewnątrzkomórkowego (płyny tkankowe i limfa) który stanowi 20% naszego ciała. To tak uogólniając około 10 -20 litrów u dorosłego człowieka.

W rzeczywistości w zależności od rodzaju tkanki występuje w niej różna ilość tegoż płynu. W każdej jednak tkance występuje mniejsza lub większa jego ilość. Niemniej należy sobie uświadomić że płyn ten wypełnia przestrzenie zewnątrzkomórkowe wszelkich naszych najważniejszych organów włącznie z mózgiem, tkanką kostną i chrzęstną. W skład tego płynu zalicza się płyny zawarte w układzie pokarmowym, w układzie moczowym, płyn mózgowo-rdzeniowy, płyny zawarte w torebkach stawowych, płyn zawarty w gałkach ocznych oraz płyny surowicze opłucnej i otrzewnej.

Kiedy więc z nadejściem wiosny chcemy oczyścić organizm nie powinniśmy zapominać  o naszym wewnętrznym zbiorniku wodnym 🙂 Nasze ciało znajduje się o tej porze roku w szczytowym cyklu odtruwania i oczyszczania więc warto było by wspomóc i procesy oczyszczenia płynów tkankowych.

Możemy to uczynić za pomocą… chlorofilu.

Chlorofil ma świetne właściwości oczyszczające ale także przeciwzapalne oraz odnawiające.

Główną a jednocześnie zbawienną umiejętnością chlorofilu to harmonizowanie równowagi kwasowo-zasadowej w naszym ciele, która to ma wpływ na gospodarkę elektrolitową i wodną oraz gospodarkę cieplną a także tlenową. Te zaś mają wpływ na wszystko inne.

Oprócz powyższego oczyszczające działanie chlorofilu objawia się jego właściwościami odtruwającymi. Świetnie usuwa on pozostałości po wielu toksynach, przedostających się do naszego ciała z wodą, powietrzem a także jedzeniem oraz kosmetykami. Ma działanie przeciwrakowe ponieważ wiąże ciężkie metale, pestycydy i podobne czynniki rakotwórcze i wspomaga ich usuwanie z organizmu. Zapobiega on rozrostowi bakterii, drożdży oraz grzybów w naszym układzie pokarmowym. Wpływa pozytywnie na stan naszych zębów oraz wspomaga usuwanie nieprzyjemnego zapachu ciała. Działanie przeciwzapalne chlorofilu sprowadza się objawia się łagodzeniem stanów zapalnych błony śluzowej żołądka i jelit oraz gardła. Łagodzi on zapalenia skóry włącznie z wrzodami oraz łagodzi stany zapalne trzustki i naszych stawów. Odnawiające działanie chlorofilu wynika w dużej mierze z podobieństwa jego cząsteczek do cząsteczki hemoglobiny. Poprzez to ma on zdolność do budowania cząsteczek naszej krwi oraz odnawianiu uszkodzonych tkanek. Chlorofil wspomaga także rozwój korzystnej flory bakteryjnej poprzez co wpływa na wydajniejsze i pełniejsze funkcjonowanie całego układu pokarmowego. Poprawia też funkcjonowanie wątroby oraz aktywizuje enzymy. Przeciwdziała także pewnym skutkom promieniowania.

Z bardziej subtelnej strony medycyny chińskiej pokarmy zawierające chlorofil są bardziej wyciszające, uspokajające  i wychładzające – wzmacniające Yin i przeciwstawiające się nadmiarowi Yang charakterystycznemu dla naszej pędzącej wiecznie cywilizacji. Z punktu widzenia ajurwedy zawierają w sobie duże ilości prany i są podstawą diety sattwicznej najlepiej wspomagającej nasz rozwój duchowy.

Teraz z chwilą faktycznego rozpoczęcia wiosny, wspomagając nasze oczyszczanie należało by postarać się o większą zawartość chlorofilu w naszej diecie. Niestety na rynku dostępne są tylko nieliczne warzywa liściaste i nowalijki a i one ? hodowane zazwyczaj na sztucznych nawozach w sztucznych warunkach pozostawiają wiele do życzenia.

Aby więc uzupełnić wiosenne niedobory warto sięgnąć po inne źródła pełnowartościowego chlorofilu – po mikro-algi oraz trawy zbożowe.

Mikro-algi to przede wszystkim spirulina oraz chlorella. Charakteryzujące się ogromną zawartością chlorofilu oraz innych składników odżywczych. Są one dla mnie podstawowym źródłem wartościowego białka w tym okresie. Zawierają one także ogrom makro i mikro elementów oraz beta-karoten, kwasy omega 3, GLA a także ważne kwasy nukleinowe wspomagające odnowę komórek co znacznie wpływa na  opóźnienie procesów starzenia. Są one lekkostrawne i łatwo przyswajalne więc świetne dla nas podczas przesilenia wiosennego ponieważ ich trawienie mimo dostarczania dużych ilości białka  nie będzie odbierać nam cennej obecnie energii. Podczas ich trawienia nie wytwarzają się także substancje trujące, toksyny i odpady jak w przypadku trawienia białka od zwierzęcego. Umożliwiają one także skuteczne leczenie chorych organów np. wątroby u osób będących na diecie wysoko przetworzonej i bardzo tłustej, a także u alkoholików i lekomanów.

Z punktu widzenia medycyny chińskiej budują mikro-algi płyny Yin ciała więc są dla nas bardzo odżywcze i odpowiednie dla zharmonizowania wszelkich niedoborów. Zarówno chlorella jak i spirulina jest świetnym źródłem składników pokarmowych dla dzieci – moje łykają codziennie sporą dawkę sprasowanych alg. Pobudzają one prawidłowy wzrost i przyczyniają się do utrzymania prawidłowej wagi u dzieci, a także pobudzają działanie układu odpornościowego. Odpowiednia dieta dzieci bogata w chlorofil pozwala na prawie całkowite ograniczenie ich chorób – wiem to na pewno ponieważ sprawdziłam na swojej dwójce 🙂

Algi też mają dobry wpływ na poziom cukru we krwi oraz poziom cholesterolu.

Trawy zbożowe pod względem zawartości chlorofilu doganiają mikro-algi. Zawierają one prawie 20% wartościowego białka oraz masę pierwiastków śladowych i witamin w zależności od gleby, na której były hodowane.

Największą ich wartością jest jednak zawartość enzymów wspomagających trawienie oraz usuwanie odpadów przemiany materii.  Wspomagają one opóźnianie procesów starzenia oraz leczą istniejące już procesy zwyrodnieniowe. Podobnie jak mikro-algi mają trawy zbożowe zbawienny wpływ na cały nasz organizm poprzez harmonizowanie równowagi kwasowo-zasadowej.

Faktem jest, że nie hoduję trawy zbożowej o tej porze roku -choć zimno wpływa na większą zawartość w nich składników odżywczych. Kupuję trawę jęczmienną, spiruline i chlorellę z upraw ekologicznych już suszone.  Dla mojej dosha  o tej porze roku jest to bardziej wskazane ponieważ jako vata szybciej mnie wychładzają surowe trawy i algi. Dla dosha kapha i pitta forma przyjmowania alg i traw jest raczej dowolna. Jeżeli jednak zauważycie, że ich spożycie Was wychładza powinniście pozostać tylko przy spożywaniu chlorelli ponieważ jest ona naj mniej wychładzająca i zaburzająca. Ostrożnie też powinny przyjmować algi i trawy osoby osłabione z nadmiarem wilgoci. Natomiast osoby wychudzone, wysuszone z dużymi niedoborami mające problemy emocjonalne i mało zakotwiczone w rzeczywistości powinni stosować je w niewielkich ilościach aby zbyt duże dawki nie pogłębiły nierównowagi. Natomiast najlepsze są zarówno algi jak i trawy zbożowe dla krzepkich osób z objawami nadmiaru na jakimkolwiek poziomie (często są to osoby o dosha pitta).