białko

ta zupa ma moc czyli moja minimalistyczna zupa miso :)

IMGP9207

Miso towarzyszy mi od dawna. To jedna z oczywistości w mojej kuchni jak sól, mąka czy kasza.

Miso to pasta tradycyjnie wyrabiana z fermentowanej w wodzie morskiej soi z udziałem bakterii koji. Samo ziarno soi zawiera dużo białka, skrobi oraz tłuszczu więc jest bardzo ciężko strawne. Poddane jednak procesowi fermentacji staje się źródłem łatwo przyswajalnych aminokwasów oraz innych niezbędnych składników odżywczych. Często jest fermentowane miso z dodatkiem różnego rodzaju glonów lub domieszek innych zbóż jak ryż, jęczmień czy pszenica. W zależności od długości fermentacji i dodatków pozyskuje się wielką różnorodność past miso zarówno pod względem smakowym jak i pod względem konsystencji oraz wyglądu. Walory zdrowotne pasy także zależą od jej rodzaju i zastosowanych w nim składników.

Miso to potrawa będąca ścisłym przedstawicielem smaku słonego. Kieruje więc energię w dół co zalecane jest głównie w zimniejsze pory roku. Jednak różne rodzaje miso w zależności od procesów fermentacyjnych zalecane są do spożycia w różnych porach roku. Generalnie ciemniejsze więc zwykle i dłużej fermentowane miso polecane jest do spożycia w chłodniejszych porach roku. Jaśniejsze więc krócej fermentowane zalecane jest w cieplejszych porach roku.

Miso składa się w około z 10-20 % z białka – średnio na 100 g produktu – 15 g stanowi białko.  Zestaw aminokwasów zawarty w paście jest bardzo podobny do tych występujących w mięsie. To jeden z niewielu pokarmów zawierających niewielkie ilości witaminy B12. To pokarm żywy – zawierający żywe kultury bakterii. Wspomaga nasze trawienia oraz poprawia przyswajanie pokarmów.

Według medycyny chińskiej to pokarm poprawiający zdrowie i wydłużający życie. Wspomaga leczenie chorób serca oraz normalizację ciśnienia krwi. Przeciwdziała powstawaniu nowotworów. Wspomaga oczyszczanie organizmu z toksyn i produktów przemiany materii powstałych w wyniku nieprawidłowej diety i zanieczyszczonego środowiska. Wspomaga także odtruwanie organizmu z pozostałości po alkoholu oraz nikotynie.

Miso oprócz białko to bogactwo błonnika, a także wapnia i żelaza.

Z punktu widzenia prawidłowego łączenia pokarmów powinno być miso uznawane jako białko, a więc łączone w przeważającej ilości z zielonymi nie skrobiowymi warzywami.

Moje ulubione miso to shiro miso. To tak zwane białe miso, choć jego kolor faktycznie jest bardziej żółty lub żółto-beżowy niż biały. Do jego fermentacji używa się także dodatku w postaci ryżu.

Stosuje moje miso do zagęszczania wszelkich past, przecierów i dipów oraz zup. Trzeba pamiętać jednak, że aby miso zachowało swoje właściwości nie wolno go gotować. Zawsze dodaje je do gorących zup ale dopiero po nalaniu ich do miseczek.

Zupa miso ma wiele wersji. Teraz kiedy robi się już ciut cieplej zwracam się do bardziej tradycyjnej jest postaci. No ale oczywiście w wersji wege. Najbardziej tradycyjne przepisy na zupę miso zawierają – zamiast bulionu warzywnego bulion dashi czyli wywar z gotowanej ryby i wodorostów.

Zupa misa to moja zupa mocy. Minimalistyczna zupa. Dodaje energii ale nie obciąża. Karmi ale nie pozostawia poczucia przejedzenia. Jedzona jest u nas w domu często kiedy jesteśmy zmęczeni lub podziębieni oraz koniecznie w czasie przesilenia zimowo-wiosennego. Zwykle służy nam jako potrawa na kolację choć w lecie często pojawia się na stole w ramach obiadu.

Dziś wersja z glonami kombu i tofu.

Tradycyjnie do tej zupy powinno się dodawać algi wakame ale to wersja dla bardziej zaawansowanych algowiczów. Wakame mają intensywniejszy algowy smak i zapach więc polecam zaczynać przygodę z algami w kuchni od mniej intensywnego smaku kombu. To jedne z alg najbardziej kompletnych pod względem składu mineralnego.

Wykorzystywane jest kombu w leczeniu wielu chorób i dolegliwości. Bardzo je polecam na wiosnę szczególnie z powodu wspomagania utraty nazbieranych zimą kilogramów, przyśpieszania trawienia, oczyszczania z nagromadzonych złogów, oczyszczania z grzybów i drożdżaków (którym sprzyja zimowe pożywienie) oraz wspierania procesów regeneracji zmęczonych mięśni. Według medycyny wschodu pomaga kombu w procesach oddechowych ? oczyszczając i usprawniając nasze płuca. Mówi się, że dzięki jedzeniu tych alg można głębiej oddychać. Lubimy 🙂

 

Składniki:

1-1 1/2 pałeczek zasuszonych glonów kombu;

1 garść suszonych grzybów mung;

1 marchewka;

1 pietruszka;

1/4 kapusty pekińskiej;

1 cebulka ze szczypiorkiem;

1 kostka naturalnego tofu;

2 ząbki czosnku;

1 kosteczka ekologicznego bulionu warzywnego;

4 duże łyżki miso;

Do garnka wlewamy około półtora litra wody. Pałeczki kombu tniemy (najlepiej nożyczkami) na cieniutki paseczki. Grzybki mung kruszymy na drobne kawałki. Kombu i grzybki wrzucamy do wody. Czosnek i cebulkę ze szczypiorkiem kroimy w plasterki i wrzucamy do garnka. Wszystko stawiamy na gazie i gotujemy. Do zupy dorzucamy kostkę bulionu warzywnego. Tofu kroimy w drobną kosteczkę, marchewkę i pietruszkę w cieniutkie patyczki, a kapustę grubo szatkujemy. Wszystko dorzucamy do garnka z zupą. Gotujemy około 10 -15 minut. Po zdjęciu z gazu wrzucamy do garnka miso i mieszamy aby się dobrze rozpuściło. Smacznego 🙂

 

 

 

 

 

to jedzenie ma moc czyli roladki z nori z kremowym sosem z tofu :)

IMGP9195

Wodorosty czyli warzywa morskie to jedno z najbardziej wszechstronnie działających i najbogatszych odżywczo pokarmów jakie znam.

To tak rozległy temat, że powinnam mu poświęcić kilka wpisów. Dziś napiszę trochę wiadomości ogólnych i opiszę moje ulubione nori.

Wodorosty według medycyny naturalnej wschodu są pokarmem przedłużającym życie. Są jednym z ważnych składników w krajach mających największe wskaźniki ludzi długowiecznych: Japonia, Korea, Chiny i Wietnam. Muszę tu dodać, że dieta ludzi długowiecznych z tych krajów w większości składa się wyłącznie z roślin a tylko 0,8-5 % codziennej dawki kalorycznej pochodzi z pokarmów odzwierzęcych.

Wodorosty to pokarm bardzo wszechstronny pod względem bogactwa składników odżywczych, witamin oraz mikro i makro elementów. Zawierają najwięcej wśród wszystkich innych pokarmów minerałów i pierwiastków śladowych. Ogólnie można podsumować, że warzywa morskie zawierają 10 do 30 razy więcej witamin, minerałów i pierwiastków śladowych niż warzywa lądowe. Tak więc spożywane nawet w bardzo niewielkich ilościach (około paru gramów dziennie) ale systematycznie zapewniają ogrom związków koniecznych do prawidłowego funkcjonowania naszego organizmu.

Wodorosty mają bardzo mocne właściwości odtruwające i oczyszczające. Zalecane są do spożycia przy leczeniu wszelkich guzków, guzów, katarakt, zgrubień, opuchnięć, obrzęków oraz woli. Jednym słowem wspomagają leczenie wszelkiego stwardnienia mięśni i tkanek w ciele. Regulują gospodarkę wodną organizmu. Działają równoważąco na gospodarkę hormonalną i na tarczycę. Usuwają pozostałości promieniowania z organizmu oraz wspomagają usuwanie toksycznych metali. Obniżają poziom cholesterolu. Bardzo mocno alkalizują krew, który to proces ma wpływ na dobrostan całego naszego ciała.

To rośliny wskazane do stałego spożycia dla osób otyłych, pragnących pozbyć się zbędnych kilogramów ponieważ znacząco poprawiają metabolizm.

To także świetny pokarm dla osób z tendencjami do suchości w ciele. Bardzo skutecznie nawilżający. Według medycyny chińskiej budują płyny Yin w ciele.

Nori to jedne z moich ulubionych obok kombu warzywek morskich. Zawierają one oprócz smaku słonego cechującego wszystkie wodorosty morskie także smak słodki.

Z punktu widzenia ajurwedy łagodzą nadmiar vata.

Mają nori właściwości zmiękczające wszelkie guzy w ciele. Wspomagają także leczenie nadmiaru chorobowego śluzu w układzie oddechowym.

Regularne spożycie nori obniża poziom tłuszczu w krwi a więc ma wpływ na poziom cholesterolu.

Nori to pokarm konieczny dla zdrowia i urody naszej skóry. Poprawia jej nawilżenie, jędrność i gładkość oraz wspomaga usuwanie nadmiaru gorąca z obszarów skóry czyli pomaga w leczeniu wyprysków, trądzików i wysypek.

To najbogatsze wśród roślin źródło białka. W zależności od gatunku zawierają od 12 do 70 g w 100 g części jadalnych!  Średnio aż 48% ich wagi w suchej masie to czyste i łatwo przyswajalne białko.

Nori polecam do jedzenia przez cały rok jako dodatek do potraw.  W szczególności zaś świetnie robią wiosną wspomagając wiosenne procesy odtruwania organizmu.

Dziś roladki z nori z kremowym sosem z tofu i sezamu – równie nawilżającym jak same nori 🙂

Potrawa będzie łagodziła dosha vata. Dla dosha pitta i kapha polecam dodać do sosu mniej pasty sezamowej.

Składniki:

1 szklanka ryżu do sushi;

1 i 1/2  szklanki wody;

3 płaty sprasowanych nori;

1/4  łyżeczki wasabi;

3  łyżki nasion sezamu;

1 marchewka,

1/3 czerwonej papryki;

1/3 żółtej papryki;

1 mały ogórek;

sól;

Sos:

1/4 kostki tofu naturalnego;

2 łyżki sosu sojowego;

1 łyżka jasnego miso (shiro miso);

1 łyżka pasty sezamowej tahini;

około 4-5 łyżek ciepłej wody;

Ryż płuczemy a potem zalewamy wodą. Lekko solimy i gotujemy mieszając aż cała woda wyparuje. Marchewkę, paprykę i ogórka kroimy w długie cieniutkie słupki. Pestki sezamu prażymy na suchej patelni aż nabiorą ciut kolorku. Na płaty nori układamy jeszcze ciepłą cienką warstwę ryżu. Nie polecam układać ryżu na całej powierzchni nori. Najlepiej kiedy ryż zajmuje prostokąt o powierzchni około 2/3 płatka nori. Na ryżu robimy paseczek rozsmarowując na nim ciut wasabi. Na rozsmarowanym wasabi  układamy rządek z paseczków marchewki, papryki i ogórka. Ułożone warzywka posypujemy prażonym sezamem. Rolujemy nori z zawartością tak aby wolna część płatka została na zewnątrz. Smarujemy wolną krawędź odrobiną wody i rolujemy całość w zgrabny rulonik. Podobnie postępujemy z dwoma pozostałymi płatkami nori.

Całość kroimy bardzo ostrym nożem w talarki o grubości 1,5-2 cm.

Robimy sos. Do głębokiej miseczka wkładamy tofu, miso i pastę sezamową oraz wlewamy sos sojowy. Bardzo dokładnie miksujemy zawartość dolewając powolutku, co chwila po łyżce ciepłej wody. Sos powinien wyjść gęsty i bardzo puszysty. Ten sos równie dobrze może służyć i do sałatek i do maczania w nim surowych warzywek.

Ruloniki przed włożeniem do ust maczamy w tym kremowym sosiku. Smacznego 🙂

 

nawilżamy ciało czyli sezamowy sos na wiosnę :)

IMGP9141

Sezam w zależności od gatunku ma naturę termiczną od neutralnej do rozgrzewającej. To jeden z pokarmów zalecanych w wiosennym menu. Wzmacnia wątrobę, o którą szczególnie powinniśmy zadbać właśnie teraz.

To pokarm mocno nawilżający. Z punktu widzenia medycyny chińskiej nasiona sezamu nawilżają jelita i oraz wspomagają płyny i narządy Yin w ciele jak wątroba, nerki, śledziona-trzustka, serce i płuca.

Przyczyną suchości w ciele najczęściej jest niezrównoważona dieta. Bardzo często suchość rodzi wzmożona aktywność fizyczna. Powodem może być także klimat oraz niedostosowanie ubioru i diety do pór roku. Źle funkcjonujące i niewydolne narządy wewnętrzne także mogą być przyczyną suchości w ciele. Gro osób jest bardziej podatne na suchość niż inne. To najczęściej osoby konstytucji ajurwedyjskiej vata. Suchość u tych osób może się objawiać wrodzoną skłonnością do suchej i często swędzącej skóry, ciągle spierzchniętych warg i wieczną suchością w gardle lub w nosie. Zazwyczaj są to osoby szczupłe. Często też suchość występuje u osób starszych.

Często objawy suchości towarzyszą procesom oczyszczania organizmu i oczyszczającym dieta. Szczególnie na wiosnę, kiedy zaczynamy jeść dużo więcej surowego i nieprzetworzonego pożywienia z domieszką smaku gorzkiego możemy zaobserwować u siebie objawy suchości.

Zbyt dużo rozgrzewających, pikantnych i ostrych pokarmów także wprowadza do ciała element suchości.

Można przeciwdziałać objawom suchości odpowiednią dietą.

Należy spożywać pokarmy mocno nawilżające: jabłka, gruszki, szpinak, jęczmień, proso, migdały, orzeszki piniowe, orzeszki ziemne, nasiona sezamu i wszelkie wodorosty.

Jeżeli suchości towarzyszy także osłabienie ciała, wychudzenie i niedobory można jeść więcej mleka i jego przetworów oraz jajek. Dla osób mających nadwagę lub do niej skłonności nie polecam jednak tych pokarmów ponieważ budują one dodatkowo tkanki ciała, a wytworzony śluz przyczynia się nie tylko do nawilżenia ale i do kolejnych zbędnych kilogramów.

Sezam jest szczególnie polecany jako pokarm ogrzewający dla osób z oznakami zimna w ciele (o czym pisałam w ostatnim poście).

Nasiona sezamu to bogate źródło wapnia. Na 100 g aż 110 mg to czysty i łatwo przyswajalny wapń. To dwa razy więcej niż w jajkach. Sezam jest także źródłem wartościowego białka. Na 100 g nasionek aż 19 g to białko. To podobna ilość jak w czerwonym mięsie i sześć razy więcej niż w jajkach. To jedna z odpowiedzi na pytanie: „skąd czerpiesz białko?” 🙂

Nasiona sezamu to także bogactwo magnezu, który jest konieczny do prawidłowego wchłaniania wapnia.

Sezam zawiera masę wielonienasyconych oraz jednonienasyconych kwasów tłuszczowych. Daje on bardzo stabilny rodzaj oleju ze względu na zawartość w nasionach mocnego przeciwutleniacza sezamolu. Dlatego też naturalne produkty sezamowe jak na przykład olej, masło sezamowe czy tahini długo nie jełczeją.

Jeżeli używacie tahini wybierajcie te ze sklepów ekologicznych lub róbcie je samodzielnie aby nie było zbyt oczyszczone. Masło sezamowe jest dużo bezpieczniejsze bo używa się do jego produkcji całych nasion nieoczyszczonych z błonnika.

 

Dziś sałatka z sosem z tahini i miso. Sos jest prosty i smaczny. Służy mi do naprawdę wielu przepisów.

To świetne danie dla osób o konstytucji vata. Ponieważ sezam swoją tłustością i ciężarem świetnie uzupełnia wszelką surowość. Sos może zaburzać dosha pitta i kapha.

Składniki:

2 garście porwanych listków sałaty;

1 mała marchewka;

5-6 pomidorków koktajlowych;

1 garść groszku cukrowego (niekoniecznie);

2-3 różyczki brokułu;

1/2 czerwonej papryki;

2-3 łyżki kiełków (ja użyłam lucerny);

3-4 łyżki nasionek sezamu;

Sos:

2 kopiaste łyżki ekologicznego białego tahini lub masła sezamowego;

2-3 łyżki soku z cytryny;

1 kopiasta łyżka jasnego miso (chiro miso);

1 ząbek czosnku;

1 daktyl;

4-5 łyżek wody;

Sałatę rzucamy do miski. Marchewkę kroimy w słupki a brokuł i paprykę w drobne kawałeczki. Pomidorki i groszek cukrowy rozkrajamy na pół. Wszystko wrzucamy do miski z sałatą. Dorzucamy kiełki. Jeśli macie można też użyć kukurydzy – pięknie tu smakuje.

Do głębokiej miseczki wkładamy tahini. Jeśli jest bardzo gęste można dodać ciut oleju aby sos miał lepszą konsystencję. Dolewamy sok z cytryny. Dokładamy miso, daktyl bez pestki i obrany ząbek czosnku. Wlewamy wodę. Wszystko bardzo dokładnie miksujemy. Jeśli sos jest za gęsty dolewamy jeszcze ciut wody. Sosem polewamy sałatkę i posypujemy nasionkami sezamu. Wiosennego smacznego 🙂

 

 

 

jak i kiedy jemy białko czyli zapiekana cukinia :)

IMGP6136

Uważam, że żyjemy w świecie, który mitologizuje białko. Dlaczego się tak dzieje pisałam szerzej tu http://www.izaraczkowska.pl/musialam-kiedys-napisac/

Dziś dwa słowa o tym kiedy i jak najlepiej jeść białko. Ale zacznę od tego po co nam białko.

Białko buduje nasze ciało – 15-20% masy tkanek to właśnie białka. Nasze tkanki budowane są i odnawiane właśnie dzięki proteinom. Dzięki aminokwasom – częściom składowym białka zachodzą prawie wszystkie procesy oraz funkcje naszego organizmu.

Jest nam ono niezbędne.

Problem jednak polega nie na tym, że jemy go za mało ale stanowczo za dużo. Norma na dzienne spożycie białka do niedawna wynosiła zależnie od kraju od 80-120 g. Ostatnio dietetycy zmniejszyli dawkę do 55-60 g dziennie. To też za dużo. A przecież nikt tego nie przestrzega…

Zjadając 50-60 g białka dziennie według zaleceń dietetyków dostarczamy organizmowi ilość kalorii jaka odpowiada 10% naszego dziennego spożycia kalorycznego – oczywiście zależnie od masy ciała oraz całkowitego spożycia kalorii. Faktycznie jednak średnio 15-16% spożytych kalorii dziennie pochodzi z białka co daje 70-110 g. Z czego aż 80% tej liczby stanowią produkty odzwierzęce: mięso, wędliny, mleko, masło, śmietana, jogurty, jajka, czekolada etc.

Nadmiar białka w diecie powoduje spadki poziomu glukozy we krwi, które z kolei zaspokajamy słodyczami. Spożycie zaś słodkości powoduje gwałtowny wzrost poziomu glukozy w naszej krwi, który organizm musi szybko zredukować. Efektem tego są kolejne smaki, kolejne zapotrzebowania i kolejne zjedzone porcje – zupełnie niepotrzebnie. Dodatkowo nadmiar białka odbiera nam energię i kieruje ją do wysokoenergetycznych procesów trawienia. Tyjemy, chorujemy i jesteśmy permanentnie zmęczeni

Dla porównania Chińczycy spożywają 9-10% dziennej dawki kalorii z białka ale tylko 10% tej ilości to produkty odzwierzęce czyli około 0,9 g.

Campbell udowodnił, że spożycie białka odzwierzęcego przekraczające 5% wszystkich kalorii spożywanych dziennie rozpoczyna proces promocji (rozwoju istniejących) komórek rakowych. Udowodnił on ponad wszelką wątpliwość, że spożycie białka steruje rozwojem raka oraz ma wpływ na inne choroby cywilizacyjne. Nie dotyczy to jednak białka roślinnego, które pozostaje bez związku z rozwojem komórek rakowych.

Jeśli więc chcemy zdrowo się odżywiać powinniśmy stanowczo ograniczyć spożycie białka zwierzęcego, a zwiększyć białka roślinnego.

Ile więc należy spożywać białka?

Powinniśmy jeść podobnie jak Chińczycy (chodzi mi tu o tradycyjną kuchnie chińską, a nie zachodnie naleciałości).

Ja osobiście spożywam około 5-10% kalorii dziennie z białka ale średnio tylko 1 do max 3% to białko odzwierzęce (masło, 2-3 łyżki mleka do kawy, średnio 1 jajko w tygodniu, okazjonalnie odrobina sera użytego jako przyprawy). Reszta to białko roślinne (warzywa, algi, rośliny strączkowe, pestki i orzechy, przetwory soi). Moje dzieci są wychowywane od urodzenia na podobnej diecie zwiększonej jedynie o dodatkowe 1-2 jajka w tygodniu. Nie jemy innych produktów odzwierzęcych. Nasza dieta przypomina tą Chińską zbadaną przez Campbella. Spożywamy mało tłuszczu i białka, a dużo błonnika w postaci nieprzetworzonych termicznie roślin.

Jak jeść białko?

Prawidłowe połączenia żywieniowe są kluczowe dla zdrowia. Niestety spotykam je bardzo rzadko. Typowe danie np. kanapka z szynka lub schabowy z ziemniakami czy też ryba z frytkami to stanowczo złe połączenia żywieniowe. To połączenie białka i skrobi. Na przykład przy zjadaniu chleba (który sam w sobie jest już pokarmem złożonym) nasz sok żołądkowy ma neutralne ph. Dopiero gdy skrobie z chleba zostanie przetrawione zaczyna wydzielać się intensywnie kwas solny by strawić białko pochodzące z pieczywa. To dwa kolejne procesy. Nasz organizm jest w stanie jednak je rozłożyć w czasie dla bardziej optymalnych efektów. Jeżeli jednak dodamy jeszcze szynkę wszystko się zmieni. Sok żołądkowy będzie dużo kwaśniejszy więc trawienie skrobi wymagających bardziej zasadowego środowiska nie będzie miało miejsca. Kiedy białko będzie trawione reszta pożywienia będzie leżeć i gnić wytwarzając zatruwające nas toksyny.

W dobie przetworzonego jedzenia warto wiedzieć jeszcze jedno – aby zapewnić prawidłowy przebieg procesów trawienia zarówno białka jak i skrobi należy dostarczyć organizmowi sporą ilość substancji bioaktywnych tzn witamin, minerałów oraz fermentów, których brak w przetworzonym pokarmie. Bez obecności witamin z grupy B oraz witaminy C skrobia fermentują częstując nas masą niefajnych toksyn. Skutkiem tego jest powszechnie obecny u wielu osób nadmiar śluzu, częste zaziębienia i katary.

Co do białka sytuacja ma się podobnie. Aminokwasy są zawsze gorzej przyswajane jeżeli zostały obrobione termicznie już w temperaturze 42-43 stopni. A przecież rzadko jemy surowe mięso, prawda?  Dodatkowo aby strawić białko potrzebujemy witaminy C – na każdy 1 g białka -1mg witaminy C.

Tak więc aby lepiej trawić białko powinniśmy jeść je zawsze z zielonymi, nie skrobiowymi warzywami np. wszelkie zielone warzywa liściaste, zielone zioła, wszelkie kapustne, seler naciowy, świeża kukurydza, świeża zielona fasolka, świeży zielony groszek, cebula, cukinia, ogórki, algi, wodorosty, czosnek. Do tego także powinniśmy dołączyć warzywa zawierające witaminę C np. paprykę, natkę pietruszki, pomidory, warzywa kapustne.

Nie polecam łączyć białka z ziemniakami, burakami, dynią, rzepą.

Ważne jest aby część z warzyw spożywać w formie nieprzetworzonej termicznie – max 54 stopnie. Wtedy fermenty zawarte w tkankach roślinnych wspomogą trawienie i przyswajanie białka nawet tego mocno przetworzonego termicznie.

Nie powinniśmy łączyć też w jednym posiłku dwóch rodzajów białka np. kotleta w śmietanowym sosie. Zarówno bowiem białko śmietany jak i białko z kotleta wymagają różnych środowisk. Najmocniejszy sok żołądkowy wydziela się od razu po zjedzeniu mięsa ale przy jedzeniu produktów mlecznych następuje to dopiero pod koniec trawienia, dlatego ani mięso ani śmietana jedzone razem nie zostaną prawidłowo strawione.

Podobnie nie powinniśmy łączyć białka zwierzęcego z roślinnym.

Kiedy jeść białko?

Trawienie białka wymaga czasu i spokoju ponieważ jest procesem bardzo energochłonnym. Nie polecam jeść białka na śniadanie bo będzie nam baaardzo ciężko ruszyć do pracy. Zjedzenie białkowego obiadu spowoduje, że będziemy mieli już tylko ochotę na drzemkę. Najlepsza dla trawienia białek jest wczesna kolacja – około godziny 17. O tej porze mamy odpowiednio wyższą temperaturę, która jest katalizatorem w procesach trawienia i przyswajania. O tej też porze – nie później- zjedzone białko nie spowoduje obciążenia wątroby. Cykl oczyszczania się wątroby zaczyna się około 1 w nocy i dobrze by było zjeść ostatni ciężko strawny posiłek minimum 6 godzin wcześniej. Jedząc białko o tej porze nie obudzimy się zmęczeni i niewyspani. A potrzebny nam białkowy budulec spokojnie zasili ciało.

Jeżeli nawet po zjedzeniu białkowej wczesnej kolacji poczujemy się senni to w naturalny sposób przygotuje nas to do nocnego, zasłużonego odpoczynku nie rozbijając całego dnia.

Dziś zapiekana cukinia.

Potrawa ta będzie łagodzić nadmiar energii vata. Będzie neutralna dla pitta. Może zaburzyć jednak energię kapha.

To dobre połączenie żywieniowe 🙂

Składniki:

2-3 młode cukinie;

1/2 trójkącika niebieskiego sera pleśniowego czyli około 50 g;

5-6 łyżek oliwy z oliwek;

1 łyżeczka suszonego cząbru;

1 łyżeczka pieprzu ziołowego;

1/2  łyżeczki przyprawy do ziemniaków;

Piekarnik rozgrzewamy do 170 stopni. Cukinie kroimy wzdłuż na cieniutkie plasterki ? mniej niż 5 mm grubości. Układamy na blaszce do pieczenia na płaska jeden koło drugiego. Ser niebieski pleśniowy rozdrabniamy nożem na drobniutkie okruszki i posypujemy nimi cukinie. W kubeczku mieszamy oliwę z przyprawami i ziołami. Polewamy oliwą z ziołami cukinie. Wszystko zapiekamy w piekarniku przez około 30 minut. Podajemy z chlebkiem ryżowym  i zieloną sałatką 🙂

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

co jeść na śniadanie czyli bezglutenowa gronola :)

IMGP8531

Bardzo często zdarza się tak że wkraczając na drogę zdrowego odżywiania radzimy sobie jakoś z obiadami i kolacjami. Najgorzej jest ze śniadaniem. No bo jeśli ograniczamy spożycie pieczywa to co mamy jeść? Serki? Jajka? Sałatki?

Zacznę może od grama wiedzy 🙂

W celu strawienia, przyswojenia i wydalenia każdego pokarmu potrzebujemy energii. Pod względem ilościowym procesy z trawieniem związane stanowią drugi zaraz po immunologii najbardziej energochłonny proces zachodzący codziennie w naszym organizmie.

Podstawowym paliwem człowieka są węglowodany. Niezależnie od naszych upodobań, smaków lub sporów wszelakich o tym czy jesteśmy roślino czy mięsożercami prawdą jest, że naszym najbardziej elementarnym pokarmem są właśnie węglowodany. Wszelkie inne pokarmy także jadamy ale żeby je przyswoić nasz organizm musi je rozłożyć na czynniki pierwsze i doprowadzić do najbardziej optymalnego składnika jakim jest węglowodan.

Tak więc jeśli na śniadanie zjemy białko ano niech będzie jajecznica na boczku – nasz organizm musi się napracować.

Jedna molekuła białka składa się z azotu i węglowodanu więc aby wykorzystać węglowodan musimy odszczepić azot. Nie może on być magazynowany w naszym ciele i musi być jak najszybciej z niego wydalony ponieważ w dużych ilościach zaburza naszą homeostazę. Ubocznym skutkiem tego jest duże obciążenie nerek oraz pośrednio wątroby, które zużywają się dużo szybciej. Potem dopiero organizm zaczyna wykorzystywać materiał energetyczny czyli węglowodany.

Procesy odszczepienia i wydalenia azotu pochłaniają dużo energii około 30-40%  zawartych w białkowym śniadaniu. Nie, nie schudniesz od tego – będziesz natomiast bardziej zmęczony i senny. Zwróćcie uwagę jak długo zwierzęta żywiące się białkiem śpią. Ich organizm potrzebuje czasu na oczyszczenie. Po białkowym śniadaniu będzie Ci trudno zacząć dzień…

Dodatkowo zjedzenie białkowego śniadania poskutkuje jeszcze inaczej. Spożycie białka powodując intensyfikacje wymiany energetycznej koniecznej do rozpadu aminokwasów wpływa na poziom stężenia glukozy w naszej krwi. Stąd tak często po sutym białkowym posiłku mamy ochotę na deser. Po białkowym śniadaniu stanowczo wzrasta prawdopodobieństwo, że na drugie śniadanie zjecie drożdżówkę, batonika lub pączka. Takie schematy prowadzą do nadwagi. Tak żywią się mieszkańcy Ameryki północnej…

Stosując śniadania ubogie w białko zapewniasz sobie lepszy codzienny start. Jedząc na śniadania nieprzetworzone węglowodany zaoszczędzisz energię, która będzie przekazana na wzmocnienie i leczenie Twojego organizmu.

Ja w przeważającej większości jem na śniadania owoce. Trawienie ich nie odbiera mi energii, lecz jej dostarcza. Dodatkowo naturalny cukier w nich zawarty wpływa na usprawnienie pracy zaspanego mózgu i dynamizuje, a enzymy wspomagają nie tylko procesy autolizy ale także poranne oczyszczanie i wydalanie.

Dziś bezglutenowa gronola. Używam jej właśnie rano do posypania michy pokrojonych owoców. Wystarczy 2-3 łyżki dla ozdoby 🙂

Składniki:

3/4 szklanki płatków gryczanych;

3/4 szklanki płatków jaglanych;

10 łyżek siemienia lnianego;

10 łyżek sezamu;

10 łyżek pestek dyni;

10 łyżek pestek słonecznika;

1/3 szklanki orzechów;

1 jabłko;

5-6 łyżek miodu;

5-6 łyżek oliwy z oliwek;

100 ml wody;

1/3 łyżeczki cynamonu;

Jabłko razem ze skórką kroje na kawałki i wrzucam do miseczki. Dodaje miód, oliwę, wodę i cynamon. Wszystko dokładnie blenduje na gładką masę. Do dużej miscki wsypuje wszystkie suche składniki i zalewam sosem wykonanym przed chwilą. Bardzo dokładnie mieszam. Rozkładam na dużej blaszce i piekę w piekarniku nagrzanym do 170 stopni ( może być z termo-obiegiem) około pół godziny. Co 7-10 minut trzeba przemieszać dokładnie całą gronolę bo inaczej się przypali! Chrupiącego smacznego 🙂