danie wegańskie

w poszukiwaniu równowagi czyli upiecz sobie cieciorkę :)

IMGP8274

Znowu jakoś tak filozoficznie poszło…

Żyjemy w czasach nadmiaru. Nadmiaru wszystkiego – także i jedzenia. Korzystamy często bezmyślnie zupełnie z tej wszechobecnej obfitości. Dogadzamy sobie bez końca, na każdym poziomie. Mimo, że wydaje nam się że doskonale wiemy co robimy – nasze życie pokazuje zwykle co innego…

Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego tak źle się odżywiamy? Dlaczego nie robimy tego co jest dla nas dobre?

Pogubiliśmy się. Jesteśmy nieobecni, zajęci i wiecznie czymś zaabsorbowani. Całe życie toczy się, rozgrywa w naszych głowach. Jesteśmy zajęci rozpamiętywaniem, roztrząsaniem lub przewidywaniem tego co było lub co będzie. Jesteśmy zajęci oczekiwaniem, planowaniem, spodziewaniem się i rozpatrywaniem. Cały czas coś analizujemy. Cały czas wykonujemy jakąś pracę myślową. Nadmiar dotykający nas z każdej strony to wzmaga. Mamy więcej pracy, filmów, programów, znajomych, reklam, jedynych i słusznych potrzeb, sklepów, możliwości i szans. Mamy Google.

No nie mamy czasu być w ciele! Nie mamy czasu na odczytywanie naszych prawdziwych potrzeb. Nie umiemy ich już rozróżniać. Odeszliśmy za daleko.

Tyle przecież rzeczy jest do przemyślenia. Tyle jest nowych chceń! Płynąc z prądem otaczającej nas permanentnej stymulacji ślepniemy i głuchniemy na wszystko. Bodziec musi być już naprawdę mocny abyśmy zwrócili na niego uwagę.

Jeżeli w ogóle myślimy o jedzeniu to tylko w przelocie, przez pomyłkę jakby – no bo przecież mamy tyle ciekawszych tematów. Pozwalamy więc aby zupełna przypadkowość kształtowała nasze menu. Kawa na stacji benzynowej, drożdżówka pośpiesznie nabyta w kiosku koło biura, ciasteczka którymi częstowała Basia, pierogi w barze mlecznym mijanym w drodze do domu, schabowe nasmażone w środę przez naszą mamę i cokolwiek byle szybko wieczorem przed telewizorem.

Oczywiście większość bezwiednie: w drodze do, w przerwie, w przelocie i pośpiechu. W międzyczasie.

Często zajęci myśleniem, chceniem lub dążeniem nie mamy czasu na takie nieistotne zwykłości jak jedzenie. Opuszczamy posiłki doprowadzając do tego, że grelina (hormon sterujący poczuciem głodu) wydzielana przez nasz pusty żołądek wybiera za nas – wszystko jedno co byle szybko i  kalorycznie.

Nieobecni, zaabsorbowani myślowym słowotokiem i stymulowani ze strony każdej nie umiemy już dokonywać racjonalnych wyborów. Odchodzimy od natury tak daleko jak to tylko możliwe.

Wybierane przez nas jedzenie musi dorównać poziomem do tego co wokół się dzieje – a dzieje się dużo i szybko. Tak też jemy. Łączymy setki smaków i setki kalorii pławiąc się w złudnym poczuciu wolności wyboru.

Jeżeli już zatrzymujemy się w jakiś sobotni wieczór przy jedzeniu – to posiłek musi być dopiero wyjątkowy! Musi być złożony, bogaty i wyrafinowany  – zupełnie jak nasz świat…

W poszukiwaniu spełnienia, w poszukiwaniu szczęścia dokładamy sobie więcej, więcej i więcej.  Na każdym poziomie…

 

Aby być szczęśliwszym nie potrzeba nam tego nadmiaru. Potrzeba nam redukcji. Część rzeczy powinniśmy odrzucić. Odrzucić w pełni świadomie.

Kiedy zaczniemy mniej suto jeść – będziemy się cieszyć każdym smakiem. Będziemy czekać na każdy posiłek.

Kiedy będziemy jadać prostsze rzeczy – docenimy subtelności. Odkryjemy bogactwo w tym co już mamy.

Kiedy zaczniemy zdrowiej jeść – zyskamy bardziej obiektywny punkt widzenia bo zdrowsze, mniej stymulowane ciało daje klarowny umysł.

Kiedy zaczniemy dokonywać świadomych wyborów poczujemy się silniejsi. Zyskamy poczucie sensu.

 

Dziś kotleciki z cieciorki. Potrawa ta będzie wzmagać energię vata i równoważyć energię pitta i kapha w ciele.

Składniki:

400 g cieciorki;

4-5 łyżek masła orzechowego;

1-2 ząbki czosnku;

1 łyżka majeranku;

0,5 łyżeczki przyprawy 5 smaków;

5-6 łyżek sezamu;

5-6 łyżek bułki tartej;

sól i pieprz;

Cieciorkę zalewamy wodą i odstawiamy na noc. Na drugi dzień gotujemy w osolonej wodzie. Po około godzinie powinna być mięciutka. Wodę w której się gotowała odlewamy. Do cieciorki dodajemy czosnek, masło orzechowe, majeranek i przyprawy. Solimy do smaku. Wszystko dokładnie mielimy blenderem. Jeśli masa jest zbyt gęsta dodajemy parę łyżek wody, w której gotowała się cieciorka. Mieszamy sezam z bułką tartą. Z masy formujemy kotleciki lub kulki i obtaczamy w panierce. Pieczemy na blaszce w temperaturze 180 stopni około 40-50 minut. Możemy podawać na ciepło lub zimno do sałatek. To także świetna przekąska do szkoły czy do pracy – pozostawi nas sytych na długo 🙂  Same kotleciki robi się 15 minut. Potrawa prosta i zdrowa.

 

śniadankowa pasta z dyni czyli o łączeniu produktów słów parę :)

IMGP8088

Wiele naszych problemów zdrowotnych wynika ze złego łączenia pokarmów. Często robimy to sobie całkiem nieświadomie…

Nierozważny styl odżywiania kontynuowany dłuższy czas może doprowadzić do naprawdę poważnych kłopotów zdrowotnych, chorób i zwyrodnień.

Każdy rodzaj pożywienia wymaga do strawienia odpowiednich enzymów trawiennych. Jeśli podczas pojedynczego posiłku spożywamy na raz wiele różnych składników nasz organizm ma trudność z wyprodukowaniem wszystkich potrzebnych enzymów równocześnie. Trawimy jakoś tę mieszankę, którą zjedliśmy ale duży udział mają tu bakterie oraz nieprawidłowe procesy fermentacyjne.

Na przykład jeśli zjemy białko zostanie ono strawione przy pomocy enzymów a nasz organizm uzyska z niego stadko aminokwasów koniecznych do regeneracji i utrzymania zdrowia. Jeśli natomiast zjemy białko zestawione z różnościami (zupa, kotlet z ziemniakami i surówką oraz deser) organizm częściowo strawi je za pomocą enzymów ale część zostanie strawione za pomocą trawienia bakteryjnego. Skutkiem tego obok aminokwasów z białek i cukrów prostych ze skrobi zostaną wyprodukowane substancje uboczne zazwyczaj toksyczne: alkohol, kwas mlekowy, ptomaina i leukomaina (jady trupie powstałe z gnicia mięsa), kwas octowy i dwutlenek węgla.

Najprostszym skutkiem tego są gazy, zanieczyszczona krew, obrzęki. W dalszym czasie prowadzi to do otyłości, niedożywienia występującego niezależnie od wagi, wiecznego zmęczenia, marazmu i braku siły oraz braku jasności w myśleniu. Procesy te leżą u podłoża wielu chorób nazywanych cywilizacyjnymi.

Warto więc wprowadzić do naszej diety zmiany pomagające w lepszej strawności tego wszystkiego co jemy.

Tak więc dobrze trawimy:

1.

białka : rośliny strączkowe i ich przetwory (mleka roślinne, tofu, past sojowe etc) , kiełki strączkowych, nasiona i orzechy, miso, nabiał, jaja, mięsa;

+

zielone nieskrobiowe warzywa: wszelkie zielone warzywa liściaste, zielone zioła, kapustne, seler naciowy, świeża kukurydza, świeża zielona fasolka, świeży zielony groszek, cebula, cukinia, ogórki, algi, wodorosty, czosnek, grzyby;

 

2.

skrobia: zboża i ich przetwory (mąki, pieczywo, makarony etc.) ; kiełki zbóż, wszelkie ziemniaki, buraki, marchewka, pasternak, dynia;

+

zielone nieskrobiowe warzywa: wszelkie zielone warzywa liściaste, zielone zioła, kapustne, seler naciowy, świeża kukurydza, świeża zielona fasolka, świeży zielony groszek, cebula, cukinia, ogórki, algi, wodorosty, czosnek, grzyby;

 

3.

tłuszcze: oleje (oliwy i oleje wszelakie), masło, ghee, tłusta śmietana, bardzo tłuste sery (powyżej 70% tłuszczu), oliwki, awokado;

+

zielone nieskrobiowe warzywa: wszelkie zielone warzywa liściaste, zielone zioła, kapustne, seler naciowy, świeża kukurydza, świeża zielona fasolka, świeży zielony groszek, cebula, cukinia, ogórki, algi, wodorosty, czosnek, grzyby;

 

4.

tłuszcze: oleje (oliwy i oleje wszelakie), masło, ghee, tłusta śmietana, bardzo tłuste sery (powyżej 70% tłuszczu), oliwki, awokado;

+

skrobia: zboża i ich przetwory (mąki, pieczywo, makarony etc.) ; kiełki zbóż, wszelkie ziemniaki, buraki, marchewka, pasternak, dynia;

 

W posiłku -w ograniczonych ilościach- można łączyć też 1 składnik białkowy i 1 składnik skrobiowy. Najlepiej się wtedy sprawdzają jak najprostsze potrawy 🙂

Owoce jemy zawsze osobno ale o trawieniu owoców kiedy indziej bo to rozległy temat.

Jeśli pijemy mleko to zawsze osobno.

 

Dziś pyszna i prosta pasta z dyni ze słonecznikiem.

Pasta ta będzie uśmierzać pitta. Dla dosha kapha i vata będzie łagodnie równoważąca jeśli dodamy ciut czosnku lub podsmażonej cebulki.

Skład:

2 szklanki drobno pokrojonych kawałków dyni;

1 szklanka nasion słonecznika;

2 łyżki ghee;

2 łyżki jasnego miso (shiro miso);

sól i pieprz do smaku;

W garnku roztapiamy ghee. Dorzucamy dynie, przykrywamy pokrywka i dusimy od czasu do czasu mieszając. wszystko zależy od dojrzałości i gatunku dyni. Jeśli dynia jest zbyt twarda i nie rozciapuje się pod wpływem temperatury trzeba dolać ciut wody. W takim wypadku wodę trzeba odlać przed zmieleniem składników. Dynia ma się udusić. W zależności od dojrzałości i gatunku to trwa od 10-20 minut.

Nasiona słonecznika prażymy na suchej patelni aż zaczną lekko brązowieć cały czas mieszając.

Uduszoną dynie i nasiona słonecznika wrzucamy do naczynia. Dodajemy miso. Dokładnie blendujemy aż do osiągnięcia zupełnie gładkiej masy. Doprawiamy solą i pieprzem do smaku. Wstawiamy do lodówki. Pasta świetnie smakuje z chlebem orkiszowym. Można ją stosować także do wypełniania naleśników. Świetne jesienne śniadanko 🙂

 

 

 

chcesz zapanować nad wagą i promieniować optymizmem – jedz amarantus!

IMGP6228

To jedno z zapomnianych zbóż, które przeżywa teraz swój wielki powrót. Było ono niegdyś podstawowym pożywieniem ludności Ameryki łacińskiej i Afryki.

Amarantus polecam szczerze wszystkim osobom wątpiącym w to, że dieta roślinna może dostarczyć odpowiedniej ilości i jakości białka 🙂 To drobniutki kuleczki mają w sobie moc! Zawierają na 100 gram ziarna aż 16-18 gram białka – to tyle co mięso z kurczaka. Zawierają białka pięć razy więcej niż mleko i jaja. Do tego zawierają jeszcze świetnie przyswajalny wapń w ilości 222 mg- dwa razy tyle co w mleku i cztery razy tyle co w jajach i twarożku. Wapń zawarty w amarantusie może być dobrze przyswajany ponieważ zawiera on także pierwiastki wspierające ten proces – krzem i magnez.

Zestaw aminokwasów zawartych w amarantusie jest wystarczający nawet dla osób mających zwiększone zapotrzebowanie na białko w związku z ciężką fizyczna pracą, dla dzieci, matek karmiących etc. Zawiera amarantus lizynę – enzym konieczny do wytworzenia naszych hormonów, przeciwciał i enzymów. Zwiększa koncentrację umysłową i łagodzi stany rozdrażnienia(!). Bierze udział w budowie kolagenu. Jej brak powoduje permanentne zmęczenie, brak energii, wypadanie  włosów oraz anemię.

Innym ważnym aminokwasem zawartym w amarantusie jest metionina. Jest to tak zwany aminokwas piękna ponieważ wpływa na stan naszych paznokci i włosów oraz skóry. Jej brak w organizmie skutkuje rozdwajaniem się włosów i łamaniem paznokci oraz bardzo suchą łuszczącą się skórą. Oczyszcza metionina też nasze naczynia krwionośne ze złogów tłuszczowych oraz przeciwdziała stłuszczeniu wątroby.

Zboże to to także bogactwo tryptofanu- aminokwasu będącego jednym z prekursorów serotoniny i melatoniny- hormonów zawiadujących naszym dobrym nastrojem lub jego brakiem. To także mocy przeciwutleniacz pozwalający dłużej cieszyć się zdrowiem i młodym wyglądem.

Amarantus to jednocześnie bogate źródło skwalenu, który spowoduje że nasza skóra będzie promienna i nawilżona.

Świetny jest amarantus dla osób, które zamierzają przejść na dietę wegetariańską lub wegańską. Zawiera także spore ilości wtaminy C.

Natura termiczna amarantusa jest ochładzająca. Smak amarantusa to połączenie smaku gorzkiego i słodkiego. Ma on mocne właściwości osuszające – likwiduje nadmiar śluzu w organizmie. Polecany jest amarantus osobom pragnącym zapanować nad skokami wagi i osobom, które planują na stałe zmniejszyć ciężar ciała. Z punktu medycyny akademickiej za wspomaganie odchudzania odpowiada w amarantusie ogrom niefermentującego błonnika – dwa razy więcej niż w otrębach owsianych, trzy razy więcej niż w otrębach pszennych. Po zjedzeniu już niewielkiej ilości tego zboża bardzo długo jesteśmy syci 🙂

Amarantus wpływa łagodząco na dosha vata, pitta oraz kapha.

Dziś chlebek na zakwasie z amarantusem.

Składniki:

3/4  kg ekologicznej mąki orkiszowej z pełnego przemiału;

1 szklanka nasion amarantusa;

1/2  szklanki siemienia lnianego;

1/2  szklanki pestek słonecznika;

2 łyżeczki soli,

zakwas;

3/4  litra ciepłej wody;

Mąkę mieszamy razem z amartantusem, siemieniem lnianym i pestkami słonecznika. Dodajemy sól, wodę i zakwas. Jak zrobić zakwas pisałam przy okazji chlebka orkiszowego. Bardzo dokładnie mieszamy. Odkładamy partę łyżek zakwasu na następny chlebek a resztę przekładamy do foremki. Posypujemy odrobiną słonecznika i przykrywamy ściereczką. Odstawiamy na 8-9 godzin w spokojne miejsce. Jeżeli jest bardzo ciepło to już po 6 godzinach chlebek będzie duży 🙂 Pieczemy około 60 minut w piekarniku nagrzanym do 200 stopni. Sam chlebek robi się maksymalnie 10 minut. Zdrowy i pyszny – polecam 🙂

orkiszowy chlebek na zakwasie koniecznie na wiosnę :)

 

 

IMGP6105

Wiosna to czas przebudzenia, zwiększonej witalności, kreatywności i dynamiki. Najbardziej energetyczny czas w roku. Charakteryzuje wiosnę przemiana drzewa. To świetny czas na jedzenie ziaren, wszelkich zbóż oraz warzyw o zielonych liściach i kiełków –  energetyzujących i regenerujących ciało, a także naszą wątrobę. W niektórych kulturach to właśnie wątroba jest domem naszej duszy wpływającym na fizyczną jak i emocjonalną równowagę całego ciała.

Dobrym produktem na wiosenne wypieki jest mąka pełnoziarnista z ziaren orkiszu. Orkisz to starodawna, popularna u nas w średniowieczu, odmiana pszenicy. Jest ona alternatywą dla tych wszystkich, którzy maja uczulanie na pszenicę oraz dla małych dzieci. Często też osoby chore na celiakię (chorobę związaną z nietolerancją glutenu) z powodzeniem trawią ten rodzaj ziarna. Ta stara odmiana pszenicy jest mniej alergizująca. Nie powoduje też nadmiernego przyrostu tkanek. Natomiast według medycyny naturalnej ma mocne działanie wyciszające i uspokajające zalecane dla osób (także dzieci) nadaktywnych, niestabilnych oraz cierpiących na bezsenność.

Orkisz ma smak słodki, a jego natura termiczna jest ogrzewająca. W medycynie naturalnej jest stosowany do normalizacji pracy i leczenia jelit oraz okrężnicy.

Orkisz jest dobrym źródłem białka: w 100 gramach ziarna jest go aż 15 gram białka – to bardzo dużo jak na zboże. Podobną ilością białka cechują się niektóre rodzaje mięsa i ryby. To wysokobiałkowe zboże jest dobrą alternatywą dla wegetarian i wegan.

Zawiera dużo więcej błonnika niż zwykła pszenica. Ze względu na swoją budowę – bardzo grubą, chroniącą łupinę przy hodowli ziaren orkiszu nie trzeba używać tak wielu chemikaliów oraz pestycydów. Dzieje się tak ponieważ łupina ta świetnie broni sama ziarno przed insektami i wszelkimi zanieczyszczeniami.

Dziś chlebek orkiszowy na zakwasie z ziarnami. Chlebek ten rośnie dzięki sile zakwasu (naturalnego zakwaszania), a poprzez to jest lżejszy i ulega z łatwością strawieniu. Tak dzieje się dzięki długiemu okresowi czasu kiedy to pozostawiony chlebek rośnie. Wtedy to proces fermentacji rozbija cząsteczki błonnika na poszczególne składniki pokarmowe, które łatwiej przyswajamy. Te naturalne bakterie powodujące rośnięcie ciasta wzbogacają też naszą florę jelitową. Najważniejszą jednak rolą tych bakterii jest unieczynnienie kwasu fitynowego. To kwas występujący w zbożach, który po wniknięciu do organizmu utrudnia przyswajalność niektórych naturalnych minerałów. To dlatego ludzie odżywiający się dużą ilością pieczywa drożdżowego mają tak często niedobory mimo nadmiaru zbędnych kilogramów. W chlebie, który wyrósł na drożdżach piekarskich po upieczeniu pozostaje aż 90 % kwasu fitynowego. Trzeba pamiętać że pieczywo drożdżowe to nowożytna metoda odkryta dopiero około 100 lat temu – niekoniecznie dobra. To taki pierwszy fast food  🙂 Osobiście unikam żywych drożdży w mojej kuchni.

Chleb z mąki orkiszu będzie łagodził vata przez swoją wilgoć i ciężkość. Może on lekko wzmagać pitta oraz kapha.

 

Składniki:

3/4 kg mąki (można mieszać wszystkie rodzaje mąki);

2 szklanki pestek i nasion wszelakich ( pestki słonecznika i dyni, siemię lniane, płatki owsiane, płatki jęczmienne lub żytnie, otręby, orzechy, migdały etc);

2 łyżeczki soli;

3/4 litra ciepłej wody;

zakwas;

Wszystko wrzucamy do miski i zalewamy ciepłą wodą. Wyrabiamy około 10 minut. Odkładamy z ciasta około 5 łyżek zakwasu na nowy chlebek. Możemy go trzymać w lodówce do maksymalnie dwóch tygodni. Przekładamy resztę do foremki wyłożonej papierem do pieczenia. Odstawiamy chlebek w spokojne miejsce bez przeciągów i przykrywamy lnianą ściereczką. Po 8-10 godzinach wstawiamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 200 stopni. Pieczemy około 50-60 minut.

Swoim zapachem wypełnia cały dom i jest pyszny 🙂

Jeśli nie macie zakwasu na pierwszy chlebek to robimy go z filiżanki wody i filiżanki pełnoziarnistej mąki. Mieszamy w słoiczku oba składniki drewnianą lub plastikową łyżką ponieważ metal powstrzymuje fermentację. Odstawiamy przykryty ściereczką słoiczek w spokojne miejsce i codziennie mieszamy. Po 2-3 dniach zakwas jest gotowy 🙂

 

 

 

 

 

 

ziarenko do ziarenka czyli chlebek bez mąki :)

IMGP6101

 

 

Używam bardzo mało oczyszczonej mąki pszennej ze względu na zawartość w niej glutenu. To od niego zależy porowatość, a jednocześnie elastyczność i objętość pieczywa. Niestety jego właściwości scalające i klejące przenoszą się na wnętrze naszego organizmu. Gluten zawarty w mące oblepia i skleja kosmki jelitowe. Po dłuższym stosowaniu wpływa na ich całkowity brak aktywności prowadząc często nawet do ich częściowego zaniku. Konsekwencją tego są zaburzenia w procesie trawienia i wchłaniania wszelkich innych pokarmów. Bardzo wiele osób nie zdając sobie sprawy źle trawi gluten czego konsekwencją bywają różne niedobory. Źle trawią gluten także osoby, mające zaburzenia w pracy kosmków jelitowych o innym podłożu. Na zaburzenia pracy naszych jelit wpływają źle dobrane diety odchudzające, długotrwałe przyjmowanie środków przeczyszczających, zakażenia pasożytami, anoreksja i bulimia a także picie dużych ilości kawy oraz przewlekły stres. Łączy się często zaburzenie we wchłanianiu glutenu z alergią i schizofrenią.

Aby przeciwdziałać tej patologii powinniśmy rozważnie jeść produkty zawierające gluten.

Piekę sama chleb, który jemy. Zazwyczaj piekę chleb z mąki żytniej (o mniejszej zawartości glutenu) z dużą ilością ziaren lecz dziś wypróbowałam świetny przepis na chlebek bez mąki. Pyszna alternatywa dla znanego nam pieczywa 🙂

Chlebek ten polecam dla osób o konstytucji vata. Chlebek ten może wzmagać kapha i pitta więc proponuje dodać do niego troszkę mielonego imbiru lub sproszkowanego kminku.

Składniki:

130 gram słonecznika;

100 gram siemienia lnianego;

70 gram migdałów;

140 gram płatków owsianych;

6 łyżek łusek babki płesznik;

3 łyżki oleju kokosowego;

3 łyżki nasion chia;

1 łyżka syropu z agawy;

1 łyżeczka soli;

340-400 ml ciepłej wody;

Wszystko wrzucam do miski i zalewamy ciepłą wodą. Mieszamy. Przekładamy do foremki wyłożonej papierem do pieczenia. Przykrywamy foremkę folią i czekamy aż nasionka namiękną około 2-3 godzin. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do temperatury 175 stopni. Na początku wkładamy chlebek w foremce na około 20 minut. Potem wyjmujemy z foremki i kładziemy na blaszce na kolejne 40 minut. Chlebek po upieczeniu studzimy. Przechowujemy go w woreczku w lodówce bo inaczej bardzo się kruszy. Najlepszy jest właśnie wyjęty z lodówki 🙂