danie wegańskie

smak w diecie redukcyjnej czyli moja leciutka zupa szparagowa :)

IMGP7246

Szparagi mają wpływ na wodę w naszym ciele. Z jednej strony usuwają jej nadmiar poprzez nerki dzięki zawartości asparaginy, z drugiej nawilżają. Świetnie nadają się dla osób, u których wilgoć wywołuje objawy ociężałości i zastoju jak obrzęki, gromadzenie wody w różnych częściach ciała, opuchliznę oraz dla osób ze stanami ciężkości, szybko męczących się. Z drugiej strony według medycyny wschodniej mają szparagi tonizujące działanie na nasze płyny Yin zarówno w nerkach jak i w płucach. Wykorzystywane są do leczenia nerek, chorób płuc oraz wątroby.

Szparagi są z natury lekko ochładzające, a ich smak jest gorzki z niewielką domieszką smaku słodkiego. Mogą więc one neutralizować objawy gorąca w ciele ? co dla przykładu świetnie się sprawdza w leczeniu przepracowanej, nadmiarowej wątroby.

Stosowane są także szparagi w dietach odtruwających i oczyszczających. Nie nadają się szparagi dla osób wątłych i szczupłych, osłabionych – ogólnie niedoborowych. W takich przypadkach należy w diecie zwiększyć ilość pokarmów słodkich, wzmacniających i odżywczych (np. ryż, proso, jęczmień, dynia, produkty sojowe, małe ilości orzechów i nasion najlepiej namoczonych), a unikać pokarmów o smaku gorzkim i ostrym. Nie powinny osoby osłabione i wychudzone stosować także pokarmów o intensywnym smaku słodkim ponieważ mogą one pogłębić ich stan.

Odwrotnie jednak – w czasie stosowania diet odchudzających i oczyszczających powinniśmy zwiększać ilość pokarmów o smaku gorzkim oraz o smaku ostrym. Najbezpieczniejsze jest tu jednak także stosowanie pokarmów gorzkich z pewnym aspektem smaku słodkiego. Takimi pokarmami są:

* szparagi;

* seler naciowy;

* zielone sałaty;

* quinoa;

* amarantus;

* papaja;

* żyto.

Zawsze też warto zadbać o choćby niewielką domieszkę smaku ostrego w diecie odchudzającej – w mojej zupie będzie to chili. Oczywiście aby leczenie dietetyczne nadmiaru miało sens należy jednocześnie wykluczyć produkty ten nadmiar powodujące czyli pokarmy bardzo słodkie, kaloryczne, rafinowane i mocno przetworzone.

Pożywienie w diecie redukcyjnej i oczyszczającej powinno być podawane albo w postaci surowej albo w postaci lekko podgotowanej lub blanszowanej.

Dziś prosta, leciutka zupa wiosenna ze szparagów i innych warzyw – jedno z dań pomocnych we wszelkich dietach redukcyjnych i oczyszczających.

Danie będzie łagodziło wszystkie dosha. Dla osób z nadmiarem dosha vata polecam dać jednak mniej kalarepki a więcej szparagów, a dla osób pitta polecam zmniejszyć ilość czosnku i chilli.

 

Składniki:

2 marchewki;

1 kalarepka;

1/2 pęczka zielonych szparagów;

2 łodygi selera naciowego;

1 cebulka dymka ze szczypiorkiem;

3-4 łyżki kiełków (najlepiej lucerny);

2 ząbki czosnku;

świeże zioła (natka pietruszki, koperek, bazylia, szczaw);

1-2 kostki ekologicznego bulionu warzywnego;

3-4 szczypty chili;

2-3 łyżki startej skórki z cytryny;

2-3 łyżki oliwy z oliwek;

jasna miso (shiro miso);

woda;

sól i pieprz;

Warzywa myjemy i kroimy. Marchewkę w plasterki. Kalarepkę w kosteczkę. Seler naciowy i szparagi w dłuższe kawałeczki. Czosnek , cebulkę i zioła drobniutko.

Rozgrzewamy w garczku oliwę z oliwek. Wrzucamy cebulkę i czosnek – podsmażamy mieszając 2 minuty. Dorzucamy wszystkie inne warzywa oprócz ziół i kiełków. Podsmażamy 5 minut mieszając. Wszystko zlewamy 2-3 szklankami wody. Dodajemy kostkę bulionową i gotujemy pod przykryciem 10 minut. Dodajemy chili, kiełki i świeże zioła – gotujemy jeszcze 5 minut. Po wyłączeniu gazu dodajemy skórkę startą z cytryny i miso. Ja dodaję 1 płaską łyżkę na 1 porcję zupy. Trzeba uważać aby nie dodać za dużo bo będzie za słona. Zdrowego smacznego 🙂

 

 

 

 

czym jest konsument doskonały?… i placek gryczany z cukinią i suszonymi pomidorami :)

IMGP6996

Suplementy są wszędzie. Od aptek, zielarni, sklepów ze zdrową żywnością aż po supermarkety, kioski i stacje benzynowe. W radio od rana słyszę reklamy tabletek na wszystko: od łysienia po chęć do życia. Masakra. Mam czasem wrażenie, że to jakieś zbiorowe szaleństwo rodem z prozy Kafki.

Jemy starty śmieciowego, sztucznego jedzenia i w ramach rekompensaty, wyciszania wyrzutów sumienia wcinamy suplementy. Nie chcemy zmienić naszych nawyków ale chcemy być zdrowi, szczupli i sprawni do późnej starości więc wymyśliliśmy sobie drogę na skróty. To nie zadziała. No way!

Nie można zrekompensować suplementacją zbilansowanej wartościowej diety. To oszustwo.

Odżywianie to ogromnie złożony system biochemiczny, na który ma wpływ nieskończona ilość zmiennych. System ten oddziałuje na nasz organizm na tysiące sposobów. Jesteśmy głupcami sądząc, że wiemy wszystko. Wiara, że pojedynczy, wyizolowany i najczęściej sztucznie stworzony składnik może zastąpić jego naturalny pierwowzór jest błędna.

Przez tysiące lat ewolucji nasz organizm przystosowywał się do otoczenia. Uczył się trawić dostępne pożywienie, znajdował sposoby reagowania na środowisko i wypracowywał sobie odporność na nie. To musiało trwać.

Przez miliony lat nasi przodkowie trudnili się zbieractwem, jedząc to co oferowała stołówka natury: korzonki, owoce, ziarna, orzechy. Dodatkowo polowaliśmy na niewielkie zwierzęta, jedliśmy owady i padlinę. Dopiero wynalezienie ognia zbiegło się z naszą nauką polowania na większe zwierzęta – wtedy już bardzo szybko wkroczyliśmy na szczyt łańcucha pokarmowego. Zaowocowało to skróceniem układu pokarmowego i rozrostem naszego mózgu. Nie zawsze jednak umieliśmy go użyć…

W czasie krótszym niż oka mgnienie, z punktu widzenia ewolucji, nasz gatunek zrobił następny skok – zaczął uprawiać rolę. Zubożyło to bardzo naszą dietę ponieważ setki roślin, które do tej pory stanowiło nasze pożywienie zamieniliśmy na dosłownie kilka – takich, które umieliśmy uprawiać. Ta zmiana skutkowała ogromnym przyrostem naturalnym i… permanentnym niedożywieniem jednostek. Parę roślin jakie hodowaliśmy nie dostarczało nam tego wszystkiego czego potrzebowaliśmy. Dzieci rolników rodziły się co roku i równie szybko umierały ponieważ karmienie piersią zastąpiono zbożem i mlekiem zwierząt hodowlanych.

Kolejny skok jaki dokonał nasz gatunek to rewolucja przemysłowa, która wprowadziła kolejną zmianę – nie koniecznie na lepsze. Rozrost miast i specjalizacja pracy wpłynęły na to, że bardzo niewielu z nas jadało to co wyhodowało. Przestaliśmy sami wytwarzać jedzenie. Ten skok w dziejach ludzkości zrobił z nas konsumentów. Ten skok też zmienił całą naszą planetę podporządkowując ją owej konsumpcji. Uwierzyliśmy w kapitalizm. Teraz już nikt z nas nie wytwarza jedzenia na własny li tylko użytek. Specjalizujemy się w czym innym. Jedzenie wytwarzają za nas inni. Niestety zapominamy, iż w gospodarce kapitalistycznej jedynym i słusznym wyznacznikiem prawdy jest wzrost, wynik finansowy i rozwój… ale nie nasz. Jedzenie trzeba wytworzyć szybko i tanio aby wykorzystać korzyści skali oferujące jak najmniejszy koszt jednostkowy. Jedzenie trzeba wytwarzać smaczne – badania marketingowe rynku potwierdzają niezbicie, że powinno sprawiać przyjemność abyśmy zechcieli je kupić. Jedzenie ma zawierać dużo cukru i tłuszczu – bo ewolucyjnie do poszukiwania takiego mamy skłonności więc łatwiej się wstrzeli w nasze gusta. Musi się nie psuć, bo zepsuty towar to strata ewentualnie koszt uzyskania przychodu – więc trzeba je tak przetworzyć aby leżało na sklepowej półce miesiącami. Trzeba je wyprodukować tanio i szybko – wszelkie inne koszty, inne drobnostki jak cierpienie miliardów zwierząt, śmierć i głód dla połowy planety nie są brane pod uwagę w rachunku zysku i strat, a więc nie są częścią sprawozdania finansowego. Wszystko jest super.

Nikt nie patrzy na nasze dobro. Indoktrynowani reklamami i stymulowani wciąż nowymi potrzebami zagubiliśmy się całkowicie. Staliśmy się swoistym produktem. Od najmłodszych lat urabianym, szlifowanym i stymulowanym konsumentem doskonałym, który kupi wszystko to co zostanie wyprodukowane.

Teraz w czasie mody na zdrowie mamy kupować suplementy. Będziemy!

Setki reklam każdego dnia pięknie nam tłumaczą dlaczego jest to jedyna słuszna, mądra i konieczna droga.

Myślicie, że Wasze przekonania i wybory są rzeczywiście Wasze?

Mamy jeść wszystko to co zostało wyprodukowane, oczywiście w dużej ilości i dokładać do tego sztuczne witaminy, dodatkową składkę na ubezpieczenie zdrowotne „Pogodna jesień”, pakiet polis rodzinnych na wypadek raka „Zrób rakowi wspak”, dofinansowanie na wózek inwalidzki „Mobil” i ubezpieczenie od kosztów pogrzebu „Moi bliscy”. Cudo.

Nie chcę nawet wiedzieć jaki będzie następny skok w dziejach ewolucji naszego gatunku…

Nie mam wpływu na innych ludzi. Nie mam takiej mocy. Ludzie zmieniają się pod wpływem traumy lub bardzo bardzo rzadko – dzięki pogłębianiu świadomości.

Mogę tylko zmienić siebie. Zmienić życie mojej małej rodzinki i kilku bliskich znajomych.

Jeżeli będziemy się starać odżywiać konsekwentnie latami naturalnie, nieprzetworzonymi produktami nie trzeba będzie setek suplementów. Nie trzeba będzie ani tabletki na zgagę ani tej na depresję.

Naprawdę.

Sprawdziłam.

 

Dziś mój ulubiony wegański bezglutenowy gryczany placek z cukinią i suszonymi pomidorami. Potrawa będzie łagodziła nadmiar dosha vata, będzie lekko wzmagała dosha pitta i kapha.

 

Składniki:

 

1/2 małego kalafiora (około 150-170g);

1/2 szklanki mąki gryczanej;

1 niewielka cukinia;

5 łyżek siemienia lnianego;

2 łyżki łuski babki płesznik;

5-6 łyżek gorącej wody;

7-8 suszonych pomidorów w zalewie olejowej;

1 pęczek natki pietruszki;

1 ząbek czosnku;

3 łyżki pestek słonecznika;

olej z zalewy;

1 łyżeczka sody oczyszczonej;

sól i pieprz;

Kalafior trzemy na tarce o dużych oczkach. Do miski wsypujemy utarty kalafior, mąkę gryczaną, siemię lniane, sodę oczyszczaną i około pół łyżeczki soli. Łuskę babki płesznik zalewamy 5-6 łyżkami gorącej wody, szybko mieszamy i wlewamy do miski z pozostałymi składnikami. Rękami wyrabiamy ciasto dokładnie je zgniatając aż do uzyskania jednorodnej masy. Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 180 stopni. Na blaszce rozkładamy papier do pieczenia. Na papierze formujemy z ciasta dość cienki placek ? powinien mieć około 30 cm średnicy. Placek wkładamy do nagrzanego piekarnika na 15 minut. Cukinie skrajamy na cieniutkie plasterki obieraczką do warzyw. Suszone pomidory kroimy drobniutko. Natkę pietruszki, pestki słonecznika, ząbek czosnku, dwie szczypty soli i 5 łyżek oleju pozostałego z zalewy pomidorów miksujemy na gładką masę. Jeśli wyjdzie za gęsta dodajemy 2 łyżki wody. Po 15 minutach wyjmujemy z piekarnika placek. Smarujemy go sosem z natki pietruszki. Na wierzchu układamy cieniutko pociętą cukinie i pokrojone suszone pomidory. Skrapiamy wszystko oliwą z zalewy pomidorów. Posypujemy solą i pieprzem. Wstawiamy ponownie do piekarnika na 15 -20 minut. Podajemy na ciepło. Super smakuje z sałatką ze świeżych pomidorów. Smacznego 🙂

 

 

 

 

wspomagamy odtruwanie czyli oswajamy wodorosty :)

IMGP6980

Wszyscy wiemy, że wodorosty to super food. To jedzenie o jednej z największych gęstości odżywczej. Te niepozorne roślinki mają ogromne ilości wartości odżywczych przypadających na daną wartość kaloryczną. Dla przykładu mają one o 10-20 razy więcej mikroelementów, pierwiastków śladowych, składników odżywczych i witamin niż organizmy lądowe.

Więcej o gęstości odżywczej pisałam tu:

http://www.izaraczkowska.pl/gestosc-odzywcza-czyli-glazurowana-brukselka-orzeszkami/

O właściwościach wodorostów pisałam tez tu:

http://www.izaraczkowska.pl/jedzenie-ma-moc-czyli-roladki-nori-kremowym-sosem-tofu/

Wodorosty uznawane są przez medycynę wschodnia jako pożywienie mające moc przedłużania życia, zapobiegania chorobą oraz przywracania urody ? no nie może być lepiej 🙂 Rzeczywiście społeczności, w których menu goszczą na stałe wodorosty to społeczności charakteryzujące się długowiecznością, szczupłą budową ciała oraz rzadszym występowaniem chorób cywilizacyjnych.

Ponadto jedną z ważniejszych właściwości wodorostów są ich odtruwające właściwości.

Najbardziej rozpowszechnione na świecie jest skażenie ołowiem, glinem (aluminium), arsenem, kadmem oraz rtęcią. Związki te mogą pozostawać w ciele czego skutkiem bywa szwankowanie wszystkich systemów metabolicznych co leży u podstaw wielu poważnych chorób. Zawsze też będą one wpływać na nasze ogólne osłabienie i zmęczenie.

Wodorosty są w stanie przekształcać określoną ilość toksycznych metali w sole, które nasz organizm jest w stanie bez problemu wydalić przez jelita. Należy je jednak jeść regularnie minimum 4 razy w tygodniu przez pół roku.

Wspomagają też wodorosty do pewnego stopnia łagodzenie skutków promieniowania. Nie tylko nuklearnego, ale promieniowania, na które narażeni jesteśmy codziennie. To promieniowanie linii wysokiego napięcia oraz instalacji elektrycznej, mikrofalówek i kuchenek indukcyjnych, komputerów, ekranów i telewizorów. Te rodzaje promieniowania wpływają na zwiększenie produkcji przez nasz organizm wolnych rodników, a tym samym przyspieszenie procesów starzenia, zaburzeń komórkowych, anemii oraz wielu innych chorób.

Oprócz wodorostów dość podobne działanie odtruwające mają także miso, czosnek oraz trawa jęczmienna i pszeniczna.

Mają także wodorosty właściwości mocno nawilżające (wspomagają aspekt Yin). Są niezwykle skuteczne w usprawnianiu metabolizmu płynów w ciele. Specjalnie zalecane dla osób szczupłych lub osób z charakterystycznymi objawami suchości jak choćby sucha skóra, suche włosy czy słabo nawilżone stawy.

W ramach oswajania tego mało popularnego rodzaju pożywienia w naszej diecie dziś jedno z prostych zastosowań wodorostów. Sałatka ze świeżych wiosennych warzyw i wodorostów z miso.

Sałatka będzie łagodziła vata, może lekko zaburzać dosha pitta i kapha.

 

Składniki:

1 garść suchych wodorostów wakame;

1 ogórek;

1 marchewka;

5 rzodkiewek;

1 cebulka dymka ze szczypiorkiem;

2 łyżki nasion sezamu;

1 kopiasta łyżka jasnego miso (shiro miso);

1 łyżka soku z cytryny;

1 łyżka sosu sojowego;

1 łyżeczka octu jabłkowego;

3 łyżki oleju sezamowego;

4-5 szczypty pieprzu cayenne;

1/2 szklanki wrzątku;

Wodorosty wsypujemy do miseczki i zalewamy wrzątkiem. Czekamy około 10 minut. Powinny całe wypić wodę, urosnąć i być równomiernie zielone. W razie konieczności resztę wody odlewamy. Cebulkę ze szczypiorkiem kroimy w piórka. Marchewkę kroimy obieraczką do warzyw w podłużne paseczki. Rzodkiewki kroimy na plasterki, a ogórka w paseczki. Wrzucamy do miski wodorosty, marchewkę, rzodkiewki, cebulkę i ogórka. Wsypujemy sezam. W kubeczku mieszamy olej, miso, sos sojowy, ocet jabłkowy, pieprz cayenne i sok z cytryny na gładką masę. Sosem polewamy sałatkę i dobrze mieszamy. Najlepiej smakuje schłodzona w lodówce 🙂

 

 

 

 

 

 

nakarm swoje bakterie czyli sałatka z pieczonych warzyw i komosy ryżowej :)

IMGP6337

O tym jak istotna jest pozytywna flora bakteryjna naszych jelit nieraz już pisałam.

Szerszy wpis na ten temat znajdziecie tu:

http://www.izaraczkowska.pl/wiosenne-porzadki-cz-1/

http://www.izaraczkowska.pl/caly-ten-mikro-swiat/

http://www.izaraczkowska.pl/powiedz-kotku-co-masz-w-srodku-prawidlowe-odzywianie-od-podszewki-czyli-dlaczego/

A o jelitach pisałam tu:

http://www.izaraczkowska.pl/dbamy-jelita-indyjska-zupa-krem-warzyw-ciecierzycy-kaszy-jaglanej/

http://www.izaraczkowska.pl/jesienna-dieta-dla-zdrowia-jelit-czyli-gulasz-dyni/

http://www.izaraczkowska.pl/po-ci-te-kanapki/

To co jemy nie służy tylko nam ale i bilionom bakterii w naszych jelitach. To czym je karmimy ma znaczenie, ponieważ decyduje o tym jakie szczepy bakterii będą mieć się lepiej. A to jakie bakterie będziemy karmić wpłynie na nasze zdrowie… lub jego brak. Dziś o szczepach bakterii, które mają wpływ na nasz metabolizm.

Istnieją szczepy bakterii, które mają związek z naszą skłonnością do nadwagi i otyłością. W dawnych czasach częściej czuliśmy głód. Zimowe zapasy zawsze w końcu się kończyły i trzeba było jakoś doczekać do wiosny. Ludzie sięgali po mniej treściwe, suche i często włókniste pożywienie. Pomagały nam w jego przetworzeniu niektóre bakterie, specjalizujące się w rozkładaniu cukrów złożonych z włókien roślinnych na łatwo przyswajalne związki.

Dziś kiedy dostęp do żywności jest nieograniczony nie zawsze chcemy posiadać takich pasażerów. Dlaczego? Udowodniono, że zwiększona ich obecność w jelitach ma wpływ na łatwość w gromadzeniu tkanki tłuszczowej oraz ma wpływ na trudność w pozbyciu się jej…

Istnieją też bakterie, których posiadanie przynosi nam zupełnie odwrotne skutki. Wspomagają one znacznie naszą przemianę materii. Te lubimy 🙂

Nazywają się Bifidobacterium – to Gram dodatnie bakterie beztlenowe. Należy do nich 29 gatunków. Bakterie te żywią się prebiotykami czyli specyficznymi włóknami pokarmowymi występującymi w pewnych określonych rodzajach pożywienia. Włókna te nie do końca ulegają strawieniu, a poprzez selektywną fermentację tworzą świetne siedlisko dla pozytywnej flory. Poprzez uwolnienie krótkołańcuchowych kwasów tłuszczowych w wyniku fermentacji niektórych pokarmów i w obecności bifidobacterium – poprawia się stan śluzówki naszych jelit. Poprawia się bariera jelitowa, a jednocześnie zmniejsza się ich przepuszczalność co zapobiega wielu schorzeniom związanym z zespołem nieszczelnego jelita.

Udowodniono, iż w ciele ludzi otyłych, odżywiających się wysokotłuszczową i wysoko przetworzoną dietą bakterie te są w zaniku. Zazwyczaj też jest to skorelowane nie tylko z nadwagą ale ze skłonnością do insulinoodporności, toksemii i występowaniem stanów zapalnych co może prowadzić -wcześniej czy później- do cukrzycy typu 2. Rodzaj pożywienia z dużą ilością tłuszczu, pożywienia rafinowanego i przetworzonego powoduje iż przyjazne bakterie nie są w stanie rozwijać się w naszym organizmie. Ta dieta je zabija. Nas zresztą też – tylko wolniej.

Udowodniono też, iż zwiększenie ich obecności zmniejsza nie tylko toksemie, ale poprawia stan naszych jelita, wpływa pozytywnie na zmniejszenie występowania stanów zapalnych oraz poprawia tolerancje glukozy. A poprzez to wszystko wpływa na usunięcie zaburzeń metabolicznych co z kolei związane jest z naszą masę ciała.

Tak więc ludzie szczupli mają inną florę bakteryjna niż osoby z nadwaga lub otyłością.

Oprócz bakterii z rodzaju Bifidobacterium w jelitach osób szczupłych naukowcy odkryli więcej bakterii z gatunku Akkermansia municiphila. W doświadczeniach na myszach stwierdzono, iż u osobników którym wszczepiono powyższe bakterie występował spadek wagi w porównaniu z osobnikami, którym bakterii nie wszczepiono.

Hipokrates twierdził, że każda choroba zaczyna się w jelicie i miała rację. Można tylko dodać, że i zdrowie w jelicie może mieć swój początek.

Bakterie, o których pisałam powyżej karmią się jedną z frakcji błonnika tak zwanymi fruktanami: inuliną lub oligofruktozą. Jeśli więc chcecie mieć taką florę bakteryjną nakarmcie ją pokarmami zawierającymi fruktany. Nie wszystkie produkty roślinne je mają. Poniżej lista tych, które je zawierają:

* czosnek;

* cebula;

* por;

* rzodkiewki;

* rzodkiew;

* pasternak;

* pataty;

* brukiew;

* imbir;

* pochrzyn;

* słonecznik bulwiasty;

* korzeń cykorii;

* liście mniszka pospolitego.

 

Dziś sałatka z pieczonych warzyw i komosy ryżowej – świetna dla bakterii ( i dla nas też 🙂 ).

Sałątka będzie łagodzić dosha vata i kapha. Sałatka będzie zaburzać dosha pitta.

 

Składniki:

 

1 szklanka komosy ryżowej (quinoa);

2 marchewki;

2 korzenie pasternaku (lub pietruszki);

2 ziemniaki;

1 czerwona papryka;

1 pęczek rzodkiewek;

1 por;

1 cebulę;

7 ząbków czosnku;

5-6 liści jarmużu;

5-6 orzechów włoskich;

3-4 łyżki oliwy z oliwek;

3-4 łyżki płatków drożdżowych;

1 łyżka ziół prowansalskich;

2-3 łyżki oleju rzepakowego;

sól i pieprz;

Warzywa myjemy. Ziemniaki, marchew, pietruszkę kroimy na nieduże kawałki – około 1,5 cm. Paprykę kroimy na ciut większe cząstki aby się nie spiekła. Białą część pora kroimy w plastry. Cebulę obieramy i kroimy na 8 części. Czosnek obieramy i dodajemy całe ząbki. Jeden ząbek zostawiamy do dresingu. Rzodkiewkę dodajemy w całości. Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 190 stopni. Na blaszce układamy wszystkie warzywa. Skrapiamy olejem rzepakowym. Posypujemy solą, pieprzem i ziołami prowansalskimi. Pieczemy od czasu do czasu mieszając przez około 30 minut. W tym czasie gotujemy komosę. Do garnka wlewamy około dwie szklanki wody, lekko ją solimy i wrzucamy komosę. Gotujemy około 15 minut – aż woda całkiem wyparuje.

Liście jarmużu przelewamy wrzątkiem i wrzucamy do blendera. Dorzucamy ząbek czosnku, płatki drożdżowe, orzechy, wlewamy oliwę z oliwek i dodajemy 3-4 szczypty soli. Blendujemy na gładką masę.

Kiedy warzywa się upieką, a komosa ugotuje mieszamy wszystko w dużej misce razem z dresingiem. Sałatka najlepiej smakuje schłodzona w lodówce. Dziś u nas dziś nie doczekała… i została zjedzona na ciepło 🙂

 

 

 

 

 

 

moja piramida żywieniowa i sałatka z jarmużu i awokado z kremowym sezamowo-daktylowym sosem :)

IMGP4505

Dziś o mojej własnej piramidzie żywieniowej.

Jej struktura kształtowała się latami, a na jej obecny wygląd miało wpływ wiele czynników. Po drodze też popełniłam wiele błędów.

Nie zawsze odżywiałam się zdrowo, a moja dieta w młodości pozostawiała wiele do życzenia. Jadłam bardzo dużo białego pieczywa i serów oraz sporo słodyczy. Mimo, że byłam osoba raczej szczupłą miałam fatalne wyniki krwi. Od dziecka borykałam się z anemią. Miałam słabą odporność. Moja rodzina jest obciążona chorobami serca, miażdżycą oraz zachorowaniami na raka piersi. Chciałam sprawdzić czy można zmieniając diametralnie styl życia choć trochę zmienić przeznaczenie…

Eksperymentując z różnym rodzajem pożywienia przez lata doświadczałam jaki wpływ ma ono na moje ciało, samopoczucie i emocje. Przeszłam przez wiele rodzajów między innymi stosowałam dietę makrobiotyczną, witariańską, wegańską i wegetariańską w każdym aspekcie. Zwiększałam ilość różnych pokarmów i zmniejszałam inne. Dostosowywałam dietę do pory roku. Sprawdzałam na ile mogę dietetycznie pogrzeszyć i jak to wpłynie na moje wyniki. Sprawdzałam jak jedzenie danych rzeczy wpływa na moje samopoczucie i moją wydolność. Sprawdzałam czym rzeczywiście są niktóre rodzaje jedzenia. To był proces.

Coroczne badania i obserwowanie siebie od kilkunastu lat pokazywało błędy i wytyczało kierunki.

Wnioski pozwalały mi być bardziej świadomym oraz stanowczo zdrowszym człowiekiem. Wiem też na pewno, że dziedziczne obciążenia można zmienić. Można zwiększyć odporność i pozbyć się anemii. Można naprawić wiele rzeczy, które początkowo wydają się niezależne od nas… Można też zwiększyć poziom energii i wpłynąć trwale na polepszenie samopoczucia. Wyciszyć się. Można stać się bardziej pogodnym człowiekiem.

Muszę tu wspomnieć, że nie tylko zoptymalizowana dieta była mi w tym pomocna ale i sporo terapii naturalnych jak choćby ziołolecznictwo, medycyna chińska, ajurweda i joga, które trwale zagościły w moim życiu.

 

Wracając do struktury jedzenia – myślę, że moja obecna dieta jest optymalna.

Zawsze wybieram pokarmy o jak największej ilości wartości odżywczych i jak najlepszej jakości – to jest niezmienne. To one stanowią podstawę diety.

Muszę tu też zauważyć, że jeśli mam wybór zawsze sięgam po produkty mniej zakwaszające, a bardziej zasadowe.

Poniżej lista pokarmów ułożona pod względem zasadowości:

http://www.izaraczkowska.pl/kasza-brokulami-pod-beszamelem-razem-lista-produktow-alkalizujacych/

I tak patrząc od największych ilości poczynając:

  1. Podstawą mojej diety są warzywa w ilości naprawdę sporej. Jedzone w formie zależnej od pory roku. W ciepłych porach roku zjadam 70-80 % rzeczy na surowo, a resztę przetwarzam termicznie. W zimnych porach roku 50% jest surowe a 50 % przetworzone termicznie. Ogólnie warzywa stanowią największą części mojej codziennej diety. Ze stanowczą przewagą zielonych warzyw liściastych i niezbyt dużą ilością warzyw skrobiowych. Średnio jem koło 1 kg różnych warzyw dziennie.
  2. Zboża i kasze. Oraz ich przetwory – pasztety, mąki, kremy, pieczywo, placki. W miesiącach zimowych więcej a w letnich mniej. Bardzo rzadko wybieram zboża zawierające gluten. Chleb piekę z mąki ryżowej lub gryczanej. Moje ulubione zboża to gryka i proso.
  3. Rośliny strączkowe. Oraz ich przetwory – pasztety, pasty, placuszki i kotleciki. Szczególnie ulubione kiedy za oknem jest mróz. Zawsze długo moczone, gotowane i dobrze doprawione.
  4. Orzechy i pestki. Oraz ich przetwory – masła, kremy, mąki. Bogactwo mikro i makroelementów, witamin i zdrowych tłuszczów. Mam je zawsze pod ręką.
  5. Owoce. Głównie surowe. Jako, że ich działąnie mocno mnie wychładza stanowczo dostosowuje ich spożycie do pory roku.
  6. Tłuszcze. Nierafinowane i ekologiczne. O ich dobrą jakość dbam szczególnie. Moimi ulubionymi są olej lniany, z pestek dyni i kokosowy.
  7. Ghee, parmezan, mleko i miód. Słodycze.

 

Struktura różnicuje się zależnie od pory roku. Dlatego też zamieszczam dwa wykresy. Wykres przedstawiają procentowo rodzaj spożywanej żywności.

Zrzut ekranu 2015-02-03 o 15.16.44

Produktów odzwierzęcych jem bardzo niewiele. Parę łyżek mleka do kawy lub kostka czekolady. Czasem ghee – tylko zimą. Czasem ciut parmezanu. Czasem miód. Raz na parę miesięcy jakieś jajo może się trafi. Ostatnio rzadziej. Nawet nie wiem czy je tu uwzględniać bo nie przekraczają średnio 1% spożytych przeze mnie kalorii dziennie.

Oprócz sporadycznie popełnianego zimowymym wieczorem kawałka czekolady- słodyczy nie jadam wcale. Słodkie ciastko przytrafia mi się raz na parę lat.

Przetworzonych, gotowych i mocno oczyszczonych pokarmów, nabiału, dziwnych napoi i wszelkich kolorowych opakowań nie popełniam prawie nigdy.

Dzieci żywię podobnie z tą różnicą, że dostają one więcej produktów odzwierzęcych w postaci masła, sera czy jajka- raz na parę dni. Średnio – dość naciągając około 5% ich zapotrzebowanie kalorycznego dziennego mogę uznać za pochodzące z nabiału.

Mięsa oraz jego przetworów nikt z nas nie je – nigdy.

Mamy dobrą odporność. Dzieci narzekają, że muszą wciąż chodzić do szkoły kiedy ich koleżanki są w domu na zwolnieniach lekarskich.

Pijam regularnie kawę i czasem czerwone wytrawne wino ? to tak aby nie stracić cech ludzkich 🙂

Dostarczając organizmowi latami wszystkich niezbędnych składników oraz pożywienia o ogromnej gęstości odżywczej NIE MAM APETYTU na słodycze lub przekąski.

Posiłki jem trzy dziennie czasem dwa – zależy od dnia. Sporo piję – głownie wody i herbatek ziołowych. Codziennie bardzo regularnie rano wypijam minimum 350 ml świeżo wyciskanego soku z warzyw.

Dziś mega gęsta odżywczo sałatka z jarmużu, rukoli i awokado z magicznym słodkim kremowym sosem.

 

Składniki:

2 duże garście jarmużu (około 100g);

1 garść rukoli;

1 awokado;

1 czerwona papryka;

1 marchewka;

1 garść kiełków brokułu;

1 garść płatków migdałowych;

Sos:

4 duże daktyle bez pestek;

4 łyżki tahini;

2 łyżki miso (shiro miso);

1 łyżka sosu sojowego;

3-4 łyżki soku z cytryny;

2 szczypty pieprzu cayenne;

1 duży ząbek czosnku;

6-8 łyżek wody;

Jarmuż drobno kroimy i wsypujemy do miski. Dodajemy rukolę i kiełki. Awokado obieramy i kroimy w plasterki. Marchewkę i papryke kroimy w paseczki. Wszystko wrzucamy do miski. W osobnym pojemniku miksujemy wszystkie składniki sosu na kremową masę. Jeśli wyjdzie za gęsty dodajemy ciut więcej wody. Sosem polewamy sałatkę i wszystko posypujemy prażonymi na suchej patelni płatkami migdałowymi.

Prawda jest taka, że cokolwiek nie polejecie tym sosem stanie się pyszne 🙂 Zdrowego smacznego.