dieta oczyszczająca organizm

ajurwedyjska wiosna i zupa tom kha z warzyw i grzybów :)

Wiosna. Zakwitła i pozieleniała że hej! Poranki i noce jeszcze zimne, ale dnie ciepłe się zdarzają i słoneczne czasem. Cudnie.

No właśnie… ale nie dla wszystkich. W czasie takich – bądź co bądź – drastycznych zmian pogodowych, zmian pór roku z zimnej na ciepłą bardzo często czujemy się zmęczeni i zniechęceni. Mamy wrażenie, że nie nadążamy – mimo chęci najlepszych.

Teraz następuje czas kiedy nasz organizm pokazuje nam, z pewnym opóźnieniem, dokładnie to w jaki sposób w zimniejszych porach go traktowaliśmy. Teraz wychodzą wszystkie nasze grzeszki dietetyczne i skutki nawykowych zachowań. Teraz też najdotkliwiej czujemy niedobory i toksemię, które sobie fundowaliśmy w ostatnim roku. Tak karma. Dosłownie 🙂

Zaczyna się bardziej dynamiczna i intensywna pora roku, kończy statyczna i spokojna. Zmiany te wymagają zmiany diety, zmiany smaków i nawyków.

Pisałam już o tym tutaj:

wiosenna dieta czyli moje ślimaczki 🙂

I tutaj:

wiosenne menu czyli… lubimy sałatki!

Z punktu widzenia ajurwedy cechy wiosny to wilgoć, ciepło, łagodność i oleistość. Nadmiar dosha kapha rozpuszcza się i musi znaleźć ujście. Jeśli zaburzaliśmy tą dosha wcześniej – poczujemy to właśnie teraz. Wszystkie więc osoby z nadmiarem dosha kapha będą się teraz zaziębiać i pociągać nosem. Nadmiar tej dosha może też o tej porze roku powodować alergie i katary sienne. Nadmiar dosha kapha bowiem leży u podstaw alergii – także tych sezonowych.

Osoby typu pitta i vata znosić będą wiosnę znacznie lepiej jeśli nie są także zaburzone kapha.

Niezależnie od przejawiającej się w nas konstytucji wiosna to bardzo dobry czas na oczyszczanie lub posty. Powodują bowiem one oczyszczenie organizmu z nadmiaru kapha poprzez co zawsze zapobiegać alergią, zaziębieniom wszelakim oraz nadwadze. Tygodniowa dieta oczyszczająca w tym okresie spowoduje, że łatwiej nam będzie się przestawić. Polecam teraz wszelkie diety warzywne – z dużą podażą mikroelementów, witamin i antyoksydantów. Im bardziej gęsta odżywczo – tym lepiej.

To także świetny czas na picie świeżych soków warzywnych przed posiłkami. Soki warzywne pozbawione błonnika są łatwo wchłaniane i mogą w relatywnie krótkim okresie pokryć sporo niedoborów, które zafundowaliśmy sobie zimą. Koktajle warzywne dobre są również, niemniej obecność błonnika spowoduje pewne upośledzenie wchłaniania. Nie znaczy to, że błonnik jest zbędny – wręcz przeciwnie. Jednak w okresie kiedy chcemy szybko nadrobić niedobory, powinniśmy sięgać po sok, a błonnik spożywać w pewnym odstępie – najlepiej w warzywach liściastych z całym bogactwem chlorofilu.

Soki owocowe też są dobre choć stanowczo w mniejszych ilościach – ze względu choćby na ich wychładzające działanie. Z owoców najlepszy o tej porze roku jest sok jabłkowy.

Jeśli mamy łagodzić dosha powodującą alergie, zaziębienia i katary, w tym okresie trzeba by było szczególną uwagę zwrócić na smaki oraz potrawy pobudzające kapha. Niewskazane jest używać teraz smaków cierpkich, słodkich (pustych) i słonych. Niewskazane jest jeść na wiosnę potraw ciężkich i tłustych oraz smażonych. Niewskazane jest jeść i pić zimne (z lodówki) potrawy oraz napoje. Niewskazane jest jedzenie produktów mlecznych (wszelkich rodzajów) – szczególnie na śniadania.

Do picia polecam ciepłą (nie wrzącą) wodę z łyżką dobrej jakości, nieprzegotowanego miodu.

Jeśli mamy jednak za sobą oczyszczanie lub krótki post, a nasze samopoczucie nadal kuleje można sięgnąć po rasajana. W tym wypadku polecam najprostszą i wszystkim znaną – vatatapika. Ajurweda jako jedną z najbardziej podstawowych rasajana uznaje działanie powietrza i słońca właśnie. Kojarzycie sanatoryjne leżaczki, kocyki i słoneczko? To właśnie to 🙂

Nie trzeba od razu jechać do Ciechocinka – wystarczy wyjść na dwór kiedy świeci słońce, położyć się na leżaczku, okryć ciepłym kocykiem po szyję – jeśli dzionek jeszcze niezbyt letni jest i wystawić twarz do słońca. Do tego książka na przykład. Nie powinniśmy jednak spać na leżaczku owym ponieważ spanie w dzień aktywuje dosha kapha, a tego staramy się unikać. Spokój, słońce i powietrze zrobią swoje – zatrzymają, uspokoją, a jednocześnie w rezultacie – dostarczą energii.

Dziś zupa – świetna dla łagodzenia kapha. Zupa ta – tom kha – występuje w setkach odmian w Azji. Najbardziej lubię jej połączenie z grzybami lub pomidorami. Dziś te pierwsze 🙂

Składniki:

10 liści kafiru;

2 łodygi trawy cytrynowej lub 2 łyżki pasty z trawy cytrynowej;

2 cm kłącza imbiru (lub galangi);

1 limonka;

1 cebula;

1/2 pęczka kolendry (opcjonalnie);

1 ząbek czosnku;

1 papryczka chilli (ilość wg uznania);

2-3 grzyby shitake (suszone);

4-5 boczniaków (świeże);

1 łyżeczka przecieru pomidorowego;

garść liści szpinaku (lub kapusty chińskiej lub pak choi);

1/2 marchewki;

1/2 pietruszki;

1/2 szklanki gęstego mleka kokosowego;

2 łyżki shiro miso (lub sosu sojowego);

2 łyżki oleju sezamowego;

1 łyżeczka cukru trzcinowego;

Boczniaki kroimy w paski, cebulę w piórka. Marchew i pietruszkę kroimy w słupki. W plasterki kroimy papryczkę chilli, kolendrę, czosnek i imbir. Jeśli mamy łodygi trawy cytrynowej trzeba je zmiękczyć kilkoma uderzeniami i rozkroić wzdłuż aby puściły smak. Liście szpinaku kroimy w duże kawałki. W garnku rozgrzewamy olej sezamowy. Dorzucamy liście kafiru, cebulkę, grzyby, marchew, pietruszkę, imbir, chilli, czosnek, trawę cytrynową i smażymy mieszając 5 minut. Wszystko zalewamy 1 litrem wody i gotujemy 10 minut. Dodajemy liście szpinaku, mleko kokosowe, przecier pomidorowy i cukier trzcinowy. Gotujemy jeszcze 5-8 minut. Po zdjęciu z ognia dodajemy sok z limonki i miso. Jeśli użyliśmy trawy cytrynowej i liści kafiru wyławiamy je przed podaniem zupy. Posypujemy kolendrą.

Bardzo aromatyczna, a prosta zupa. Życzę smacznego 🙂

 

zdrowe włosy według ajurwedy i bulion warzywny z miso :)

 

FullSizeRender 2Zdrowe, lśniące i miękkie. Lubimy!

Włosy mogą być jednym z naszych największych „urodowych atrybutów”. Definitywnie są także markerem pokazującym nasz stan zdrowia. Na pewno musimy tu jednak uwzględnić także genetykę, a nie tylko środowisko. Tak więc grubości i gęstości włosa niestety nie zmienimy. Możemy jednak zadbać o maksymalizację sytuacji zastanej czyli o wyciągnięcie z włosa ile się da 🙂

Z punktu widzenia ajurwedy nasze włosy i paznokcie to produkt uboczny tkanki dathu, z którego powstają kości. Tak więc jakość naszych włosów jest ściśle powiązana tu ze stanem naszych kości.

Można więc tu diagnozować stan kości po wyglądzie naszych włosów. Szorstkie, łamliwe, kruche i matowe włosy świadczą o niepełnym przyswajaniu lub braku mikro, makroelementów oraz wskazują na podobne braki w naszych kościach. Większe niedobory minerałów skutkują wypadaniem włosów i tym samym pogorszeniem jakości kości prowadzącym do osteoporozy.

W ajurwedzie głównym środkiem leczniczym jest dieta oraz zioła, a także asany jogi oraz ćwiczenia oddechowe i relaksacyjne, które i w przypadku zdrowia naszych włosów jak najbardziej się sprawdzą.

Bardzo podobnie rzecz ma się w medycynie chińskiej gdzie jakość włosów także jest zależna od pewnych narządów. Tu bezwzględnie łączy się stan naszych włosów z jakością krwi i odwrotnie – stan włosów może nam wiele powiedzieć o jakości naszej krwi. Jako, że z krwią związane są według medycyny chińskiej nerki oraz śledziona i trzustka, aby uleczyć włosy będące „przedłużeniem krwi” trzeba poprawić jakość krwi oraz kondycję nerek, śledziony i trzustki.

Brzmi to bardzo skomplikowanie i dość chaotycznie ale jest naprawdę bardzo logiczne.

Zarówno stan naszych kości, jakość naszej krwi oraz nerek są bowiem zależne od stopnia zakwaszenia organizmu.

Medycyny wschodnie zalecają więc spożywanie pokarmów jak najbardziej zasadowych i nasyconych określonymi minerałami.

O pokarmach odkwaszających i zasadowych pisałam tutaj:

kasza z brokułami pod beszamelem razem z listą produktów alkalizujących 🙂

Jeżeli chodzi o minerały ważna jest podaż w diecie wapnia, magnezu, miedzi, i cynku oraz żelaza i witamin z grupy B oraz witaminy C.

Pokarmy dla pięknych włosów.

Ajurweda poleca białą rzodkiew (daikon), kokosy, mleko kokosowe, wodę kokosową, gotowane jabłka i kapustę, świeże niepasteryzowane mleko (pochodzące od szczęśliwych krówek) oraz sezam.

Medycyna chińska zaś dodaje wszelkie wodorosty i algi, orzechy, nasiona i rośliny strączkowe (najlepiej postaci kiełków) oraz wszelkie rośliny bogate w chlorofil np. pokrzywa, szpinak, sałata, natka pietruszki, rukola, trawa pszeniczna, jarmuż, bylica.

Jeśli chodzi o stan zarówno naszej krwi, kości jak nerek oraz śledziony i trzustki jest on zależny także od tego, jakie pokarmy przeważają w naszej codziennej diecie. Najgorszym rozwiązaniem jest tu zjadanie pokarmów o smaku słodkim (pustym) czyli np. słodyczy, słodkich napoi, deserów i ciast. Nie poleca też się pokarmów wysokobiałkowych, mięsnych i tłustych jak na przykład wędliny, mięso, smalec, sery, śmietany etc. Z punktu widzenia medycyny chińskiej pokarmy te w przeważającej większości zresztą też są uznawane za słodkie.

Oprócz względów dietetycznych ważną role w dbaniu o stan naszych włosów odgrywa spokój jego konieczny przyjaciel – brak pośpiechu. Smutki, zmartwienia, brak poczucia bezpieczeństwa i strachy wszelakie uszkadzają śledzionę i trzustkę – co wpływa na stan naszej krwi, a więc i na stan naszych włosów. Zakwaszają one organizm – co wpływa destrukcyjnie na stan naszych kości i nerek, a więc na stan naszych włosów.

Według ajurwedy zły stan naszych włosów często łączy się z zaburzeniami dosha pitta. Gorąco, które jest skutkiem nadaktywności tej energii w ciele unosi się w górę aż do głowy. Osoby o konstytucji (prakriti ) pitta lub o zaburzeniu (vikriti) często wcześniej niż inni siwieją. W przypadku mężczyzn także łysieją od czubka głowy począwszy.

Podobne objawy można uzyskać kiedy w naszej diecie występuje nadmiar czerwonego mięsa i wszelkie tłuste pokarmy.

Poniżej linki do diety łagodzącej dosha pitta:

dieta dla pitta i zapiekanka z młodych ziemniaczków 🙂

Ajurweda proponuje ponadto jogę, ćwiczenia relaksujące i wyciszające oraz pogłębianie świadomości, które pomogą nam w odprężeniu, w odkwaszeniu organizmu, a tym samym poprawią jakość naszych włosów.

Pozycje jogi asany mają za zadanie w tym wypadku rozluźnić całe ciało, ale ze szczególnym uwzględnieniem obszarów szyi, barków i karku. Osoby z utrwalonymi napięciami w tym obszarze będą częściej miały problemy z włosami ze względu na pogorszanie w nim krążenia krwi – co szybko odbija się na stanie naszych włosów.

Polecam pozycje jogi zmniejszające ciśnienie, relaksujące jak na przykład savasana (pozycja nieżywego ciała) lub paschimottanasana (pozycja skłonu do przodu w siadzie) czy też balasana (pozycja dziecka). Polecam też pozycje relaksujące i stymulujące obszar karku, szyi i barków jak na przykład salamba sarvangasana (świeca), ustrasana (wielbłąd), gomukhasana (pozycja pyska krowy) oraz pozycje z lekkim wygięciem do tyłu oraz pozycję z lekkimi skrętami kręgosłupa.

Ajurweda poleca też olejowanie włosów. Najlepiej na noc kiedy mięśnie karku są względnie rozluźnione, a krew może bez przeszkód krążyć pod skórą przenosząc substancje aktywne. Nie trzeba dużej ilości oleju – wystarczy 2 łyżki. Olej wcieramy dokładnie w skórę głowy, a nie we włosy. Ważny jest masaż! Olejem bazowym zazwyczaj jest olej sezamowy lub kokosowy. Do tego zazwyczaj dla wzmocnienia efektu dodaje się olejowe wyciągi z ziół – ponieważ olej świetnie przenosi aktywne składniki w głąb ciała. Najwszechstronniejszym olejem do włosów jest olej z amli oraz bhringaraj – mają one działanie nie tylko wzmacniające, odbudowujące, odżywiające i odmładzające względem naszych włosów, ale także przyśpieszające znacznie ich wzrost. Dobry jest też dodatek z oleju neem. Wzmagają porost włosów dodatki z kozieradki, mięty i gorczycy ale także regulują wydzielanie sebum oraz działają odkażająco. Bez problemu można je nabyć w sklepach z kosmetykami ekologicznymi w Internecie.

Ważna jest tu jednak regularność stosowania. Trzeba olejowanie włączyć na stałe do pielęgnacji i traktować jak pokarm dla włosów. Ja karmię swoje minimum trzy razy w tygodniu 🙂

 

Dziś odmiana bulionu, zupy warzywnej z miso i algami – prawdziwe bogactwo makro i mikroelementów. Zupa ta jedzona regularnie będzie świetnym pokarmem dla naszych włosów i nie tylko ponieważ ma ona mocne działanie oczyszczające.

Zupa ta będzie łagodziła dosha vata jeśli nie przesadzimy z grzybkami. Będzie także łagodziła dosha pitta jeśli zmniejszymy tylko ilość rzodkwi i miso. Bedzie także łagodziła dosha kapha jeśli tylko zmniejszymy ilość miso i wodorostów.

 

Składniki:

1 spora marchewka;

1/2 kopru włoskiego (fenkuł);

2 łyżki suchych wodorostów wakame;

3 łyżki suszonych grzybków mu;

5 różyczek brokułu;

4 cm białej rzodkwi (daikon);

3 szklanki wody;

2 pełne łyżki jasnego miso (shiro miso);

1 łyżeczka oleju sezamowego (można pominąć);

 

Pokruszone drobno grzybki i wodorosty w całości wrzucamy do wody. Zagotowujemy. Koper, marchew, rzodkiew i brokuły tniemy w paseczki i dorzucamy do garnka. Przykrywamy pokrywką. Gotujemy kolejne 10 minut. Dodajemy pastę z miso. I gotowe 🙂

 

bez otyłości i raka czyli kup sobie blender :)

IMGP4387

Równowaga kwasowo-zasadowa to stan swoistej równowagi pomiędzy jonami wodoru w płynach ustrojowych naszego organizmu. Jest on wypadkową wielu zmiennych oraz mechanizmów naszej homeostazy. Warunkuje on odpowiednie ph płynów ustrojowych i ma wpływ na wszelkie procesy życiowe zachodzące w naszym ciele. Bardzo się dziwę że o tak ważnych zależnościach tak niewiele się mówi i pisze… Nasz organizm jest w stanie owej równowagi kiedy ph naszej krwi oscyluje w granicach 7,35-7,45.  Wyższe ph oznacza większość procesów zasadowych, niższe ph oznacza większość procesów kwasowych. W organizmach osób, które odżywiają się przetworzonym, rafinowanym jedzeniem z przewagą produktów odzwierzęcych i cukru występuje znaczne zaburzenie tej równowagi w kierunku środowiska kwaśnego. Najczęściej występującymi początkowo objawami zakwaszonego organizmu jest uczucie permanentnego  zmęczenia, niewyspanie, nawracające bóle głowy, brak siły do życia i energii, obniżony popęd seksualny, napady głodu. Zauważcie, że te objawy są bardzo podobne do objawów depresji – choroby naszego wieku… Niestety długofalowe skutki zakwaszania organizmu są dużo poważniejsze. Na początku organizm neutralizuje kwaśne środowisko za pomocą mocno alkalizującego wapnia pobieranego z naszych kości i zębów. Skutkuje to osteoporozą  i sztucznymi szczękami. Kolejnym niefajnym skutkiem zakwaszania organizmu jest? otyłość. Istnieją badania mikrobiologa dr Robert Younga potwierdzające zależność pomiędzy długotrwałym zakwaszeniem organizmu a otyłością. Według tych badań komórki tłuszczowe rozrastają się w naszych organizmach pod wpływem kwasotwórczego środowiska. Organizm próbując zneutralizować i oddzielić kwasowe, toksyczne środowisko od najważniejszych organów uruchamia mechanizm rozrastania się komórek tłuszczowych wokół nich dla ochrony. To częsty widok w krajach rozwiniętych tzw brzuch piwosza czyli otyłość brzuszna będąca wypadkową wysokobiałkowej, przetworzonej i bogatej w cukier diety. Niestety na dłuższą metę chronienie naszego organizmu przez przyrost tkanki tłuszczowej nic nie daje i organizm poddaje się, a w zakwaszonym środowisku powstają komórki rakowe. Tu się robi poważnie. Noblista biochemik dr Otto Wartburg udowodnił, że zakwaszone i beztlenowe środowisko wpływa na rozwój komórek rakowych. To na tyle proste i pewne powiązanie, że do dziś aby wyhodować  raka u zwierząt laboratoryjnych doprowadza się ich komórki do stanu braku tlenu i wysokiej kwasowości! Już mnie nawet nie dziwi to, że tak mało się o tym pisze i mówi mimo, że badania te znane są od lat 30-tych. Ludzie nieświadomie zupełnie- ogłupieni przez reklamy -sami na sobie robią eksperyment… Popatrzcie na oddziały onkologiczne – pękają w szwach! A przecież o wiele łatwiej jest zapobiegać niż leczyć, prawda?

Aby zadbać o prawidłowe lekko zasadowe środowisko powinniśmy jeść więcej surowych warzyw i owoców. Bardzo ważny jest tu chlorofil, o którym pisałam już parę razy – ma on właściwości silnie alkalizujące. Pamiętajcie, że temperatura powoduje pozbycie się z komórek roślinnych enzymów i tlenu. Warto więc nauczyć się jeść dawkę surowych i nieprzetworzonych zielonych roślin codziennie. Aby to trochę umilić można je przyjmować w formie koktajli.

Poniższy koktajl polecam dla vata. Dla dosha pitta i kapha warto dodać do koktajlu szczyptę kardamonu 🙂

Składniki:

1 banan;

1 pomarańcza;

garść mrożonych malin (opcjonalnie);

2 garście młodych liści szpinaku;

1/2 ? 2/3 szklanki wody;

Zmiksować wszystko i szybciutko wypić 🙂

 

 

 

 

jedz i chudnij czyli warzywa duszone w sojowej śmietanie :)

IMGP5163

Dziś parę słów o oleju kokosowym. Wiele razy spotkałam się z opinią jakoby olej kokosowy był niezdrowy. To nieprawda. Teoria ta zapewne jest związana z faktem, że należy on do tłuszczów nasyconych. Nie lubimy ich bo powszechnie wini się je za naszą otyłość.  Rzeczywiście tłuszcze nasycone długo-łańcuchowe głównie zawarte w mięsie i pochodnych produktach od zwierzęcych powodują choroby serca, skutkują wysokim cholesterolem oraz często otyłością. Olej kokosowy należy jednak do tłuszczów nasyconych średnio-łańcuchowyc a to spora różnica. Takiego rodzaju tłuszcze występują na przykład w mleku matki i są jak najbardziej pożądane dla zdrowego rozwoju człowieka. Wspomaga on pracę naszego układu immunologicznego czyniąc nas bardziej odpornym na wszelkie choroby. W oleju kokosowym obecne są dwa rodzaje kwasów średnio-łańcuchowych ? kwas laurynowy i kaprylowy. Oba one mają silne działanie przeciwgrzybicze i przeciwpasożytnicze wspomagając pracę naszego układu immunologicznego w walce z niechcianymi gośćmi. Kwas kaprylowy bardzo skutecznie zwalcza rozrost grzybów z rodzaju Candida albicans będących jednym z głównych przyczyn infekcji grzybiczych. Olej kokosowy ma także działanie przeciwzapalne. Wspomaga pracę nerek i wątroby, chroni przed rakiem i cukrzycą oraz chorobami zwyrodnieniowymi.

Dodatkowo olej ten wspomaga przemianę materii. Średnio-łańcuchowe kwasy tłuszczowe są w przeciwieństwie do większości innych kwasów tłuszczowych, natychmiast spalane i przetwarzane w energię a nie w tkankę tłuszczową.

To ewenement! 98% tłuszczów jest zbudowane z bardzo dużych cząstek z wieloma atomami węgla i aby zostać przyswojone muszą one zostać rozbite na mniejsze części. Te zaś transportowane są wraz z krwią odkładając się w tkance tłuszczowej oraz zwiększają poziom cholesterolu. Kwasy tłuszczowe z oleju kokosowego nie muszą być przetwarzane i rozbijane na mniejsze dlatego też pokonują inną drogę zamieniając się bezpośrednio w energię.

Dodatkowo powodują one że organizm staje się bardziej wydolny. Najważniejszym jednak ich atutem jest to, że przyśpieszają przemianę materii. Znane jest badanie, w którym jedna grupa osób otrzymywała w diecie w większości nasycone kwasy tłuszczowe, a druga grupa ? olej kokosowy. Zawartość kaloryczna posiłków w obu grupach była identyczna. Badanie wykazało, że osoby spożywające olej kokosowy miały znacznie większą szybkość przemiany materii mierzonej w parę godzin po posiłku ? nawet do 6 razy szybszą.

Taki stan rzeczy skutkuje tym, że w dłuższej perspektywie czasowej osoby jedzące olej kokosowy nie tylko nie tyły ale zaczęły spalać już istniejące pokłady tkanki tłuszczowej. Lubimy 🙂

Olej ten jadam często zamiast masła z chlebkiem. Jest też świetny do smażenia i duszenia warzyw. Dziś warzywa carry duszone na oleju kokosowym w śmietanie sojowej. Dobrze komponują się z ryżem.

To danie dobre będzie dla każdej dosha. Umiarkowanie wzmacnia pitta dlatego osoby tej konstytucji powinny dodać mniej ostrych przypraw. Umiarkowanie wzmacnia też vata poprzez warzywa kapustne ale w połączeniu z asafetydą i kurkumą efekt ten będzie minimalny.

Składniki:

1/2 kalafiora;

1/2 brokuła;

2 marchewki;

1 młoda cukinia;

1 czerwona papryka;

2-3 cm kłącza imbiru;

garść nasion sezamu;

3-4 łyżki oleju kokosowego;

1 opakowanie śmietany sojowej;

2 łyżki masła orzechowego;

1/2 ? 2/3 szklanki ciepłej wody;

2 łyżeczki pasty carry (jeśli nie macie to 2-3 łyżeczki przyprawy carry);

1 łyżeczka kuminu;

1 łyżeczka asafetydy (jeśli nie macie dajcie roztarty ząbek czosnku);

2 łyżeczki kurkumy;

sól do smaku;

ryż;

Osobno gotujemy ryż. Brokuł i kalafior kroimy w różyczki. Marchewki myjemy i bez obierania kroimy w plasterki. Paprykę i cukinię kroimy w paski. Imbir obieramy i kroimy w cieniutkie paseczki. Na patelni rozpuszczamy olej kokosowy. Wrzucamy do niego kumin i pokrojony imbir ? smażymy około 3 minuty. Potem dorzucamy całą resztę warzyw i smażymy mieszając około 5-7 minut na sporym gazie. W tym czasie miksujemy śmietanę sojową z ciepłą wodą i masłem orzechowym oraz pastą carry, kurkumą i asafetydą. Wlewamy powstały sos do warzyw, mieszamy, zmniejszamy gaz i przykrywamy pokrywką. Po kolejnych 5-7 minutach odkrywamy pokrywkę. Pozwalamy przez 2-3 minuty aby nadmiar płynu odparował. Podajemy zmieszane z nasionami sezamu na ryżu. Gotowe w 25 minut. Jedz i chudnij 😉

 

 

 

 

 

 

 

wiosenne śniadanko :)

IMGP4395

Groszek należy do smaku słodkiego a jego termiczna natura jest raczej neutralna w stronę chłodnej.

Jest pożywieniem wznoszącym energię w górę i na zewnątrz ciała więc świetnie nadaje się do jedzenia na wiosnę. Słodki smak groszku harmonizuje nas wzmacniając Yin czyli tkanki i płyny organiczne.  Zawiera groszek bardzo dużo białka około 20 g w każdych 100 gramach. To mniej więcej tyle ile mieści się w 100 gramach mięsa z kurczaka.

Świetnie nadaje się groszek do harmonizowania przeciążonej wątroby dlatego ? to drugi powód dlaczego powinniśmy jeść go na wiosnę. Wiosną wątroba i pęcherzyk żółciowy będące w przemianie drzewa są szczególnie podatne na uzdrawianie.

Pasta z zielonego groszku to danie odpowiednie dla kapha. Potrawa ta łagodzi także pitta ale dla tej dosha dodałabym ciut więcej soli i odrobinę soku z cytryny. Dla vata lepiej dodać do pasty czarnego pieprzu i ząbek czosnku. Dla wszystkich dosha trawienie groszku ułatwi zielony koperek 🙂

Składniki:

1 szklanka zielonego groszku (świeży lub mrożony);

1 duża cebula;

1-2 łodygi szczypiorku;

1-2 łyżki oleju rzepakowego;

1 łyżka ghee;

parę łodyżek świeżych ziół (tymianek, majeranek i cząber a jeśli nie mamy to łyżeczka przyprawy prowansalskiej);

sól i pieprz;

Cebulę obieramy i kroimy. Podsmażamy na oleju i ghee aż nabierze ładnego kolorku. Groszek zalewamy wodą tak aby pokryła całą jego objętość, zagotowujemy i gotujemy 3-5 minut. Odlewamy wodę a groszek dodajemy do podsmażonej cebuli. Wrzucamy tam też resztę składników i miksujemy blenderem. Pasta najlepiej smakuje lekko schłodzona podana na świeżym razowym chlebie i posypana koperkiem.

Smacznego 🙂