dieta

jedz i chudnij czyli warzywa duszone w sojowej śmietanie :)

IMGP5163

Dziś parę słów o oleju kokosowym. Wiele razy spotkałam się z opinią jakoby olej kokosowy był niezdrowy. To nieprawda. Teoria ta zapewne jest związana z faktem, że należy on do tłuszczów nasyconych. Nie lubimy ich bo powszechnie wini się je za naszą otyłość.  Rzeczywiście tłuszcze nasycone długo-łańcuchowe głównie zawarte w mięsie i pochodnych produktach od zwierzęcych powodują choroby serca, skutkują wysokim cholesterolem oraz często otyłością. Olej kokosowy należy jednak do tłuszczów nasyconych średnio-łańcuchowyc a to spora różnica. Takiego rodzaju tłuszcze występują na przykład w mleku matki i są jak najbardziej pożądane dla zdrowego rozwoju człowieka. Wspomaga on pracę naszego układu immunologicznego czyniąc nas bardziej odpornym na wszelkie choroby. W oleju kokosowym obecne są dwa rodzaje kwasów średnio-łańcuchowych ? kwas laurynowy i kaprylowy. Oba one mają silne działanie przeciwgrzybicze i przeciwpasożytnicze wspomagając pracę naszego układu immunologicznego w walce z niechcianymi gośćmi. Kwas kaprylowy bardzo skutecznie zwalcza rozrost grzybów z rodzaju Candida albicans będących jednym z głównych przyczyn infekcji grzybiczych. Olej kokosowy ma także działanie przeciwzapalne. Wspomaga pracę nerek i wątroby, chroni przed rakiem i cukrzycą oraz chorobami zwyrodnieniowymi.

Dodatkowo olej ten wspomaga przemianę materii. Średnio-łańcuchowe kwasy tłuszczowe są w przeciwieństwie do większości innych kwasów tłuszczowych, natychmiast spalane i przetwarzane w energię a nie w tkankę tłuszczową.

To ewenement! 98% tłuszczów jest zbudowane z bardzo dużych cząstek z wieloma atomami węgla i aby zostać przyswojone muszą one zostać rozbite na mniejsze części. Te zaś transportowane są wraz z krwią odkładając się w tkance tłuszczowej oraz zwiększają poziom cholesterolu. Kwasy tłuszczowe z oleju kokosowego nie muszą być przetwarzane i rozbijane na mniejsze dlatego też pokonują inną drogę zamieniając się bezpośrednio w energię.

Dodatkowo powodują one że organizm staje się bardziej wydolny. Najważniejszym jednak ich atutem jest to, że przyśpieszają przemianę materii. Znane jest badanie, w którym jedna grupa osób otrzymywała w diecie w większości nasycone kwasy tłuszczowe, a druga grupa ? olej kokosowy. Zawartość kaloryczna posiłków w obu grupach była identyczna. Badanie wykazało, że osoby spożywające olej kokosowy miały znacznie większą szybkość przemiany materii mierzonej w parę godzin po posiłku ? nawet do 6 razy szybszą.

Taki stan rzeczy skutkuje tym, że w dłuższej perspektywie czasowej osoby jedzące olej kokosowy nie tylko nie tyły ale zaczęły spalać już istniejące pokłady tkanki tłuszczowej. Lubimy 🙂

Olej ten jadam często zamiast masła z chlebkiem. Jest też świetny do smażenia i duszenia warzyw. Dziś warzywa carry duszone na oleju kokosowym w śmietanie sojowej. Dobrze komponują się z ryżem.

To danie dobre będzie dla każdej dosha. Umiarkowanie wzmacnia pitta dlatego osoby tej konstytucji powinny dodać mniej ostrych przypraw. Umiarkowanie wzmacnia też vata poprzez warzywa kapustne ale w połączeniu z asafetydą i kurkumą efekt ten będzie minimalny.

Składniki:

1/2 kalafiora;

1/2 brokuła;

2 marchewki;

1 młoda cukinia;

1 czerwona papryka;

2-3 cm kłącza imbiru;

garść nasion sezamu;

3-4 łyżki oleju kokosowego;

1 opakowanie śmietany sojowej;

2 łyżki masła orzechowego;

1/2 ? 2/3 szklanki ciepłej wody;

2 łyżeczki pasty carry (jeśli nie macie to 2-3 łyżeczki przyprawy carry);

1 łyżeczka kuminu;

1 łyżeczka asafetydy (jeśli nie macie dajcie roztarty ząbek czosnku);

2 łyżeczki kurkumy;

sól do smaku;

ryż;

Osobno gotujemy ryż. Brokuł i kalafior kroimy w różyczki. Marchewki myjemy i bez obierania kroimy w plasterki. Paprykę i cukinię kroimy w paski. Imbir obieramy i kroimy w cieniutkie paseczki. Na patelni rozpuszczamy olej kokosowy. Wrzucamy do niego kumin i pokrojony imbir ? smażymy około 3 minuty. Potem dorzucamy całą resztę warzyw i smażymy mieszając około 5-7 minut na sporym gazie. W tym czasie miksujemy śmietanę sojową z ciepłą wodą i masłem orzechowym oraz pastą carry, kurkumą i asafetydą. Wlewamy powstały sos do warzyw, mieszamy, zmniejszamy gaz i przykrywamy pokrywką. Po kolejnych 5-7 minutach odkrywamy pokrywkę. Pozwalamy przez 2-3 minuty aby nadmiar płynu odparował. Podajemy zmieszane z nasionami sezamu na ryżu. Gotowe w 25 minut. Jedz i chudnij 😉

 

 

 

 

 

 

 

warzywa duszone w mleku kokosowym – mniam!

IMGP4322

Napiszę parę słów o przygotowywaniu posiłków z warzyw.  Wiadomo, że surowe warzywa są najbardziej cenne niemniej jednak nawet w takiej postaci musimy je poddać jakiejś obróbce nim trafią na talerz.

Wiem na pewno, że wszystko czemu poświęca się uwagę rośnie 🙂 Także sposób i intencja z jaka przygotowujemy posiłek ma wpływ na jego smak oraz na osoby, które go spożywają. Im więcej starania, szacunku i harmonii w umyśle kucharza tym lepsze danie ? choćby te najprostsze.

Oprócz dobrych intencji można zastosować podczas krojenia i przygotowania dań z warzyw kilka prostych zasad:

  • różne rodzaje warzyw kroimy oddzielnie ? każde z nich posiada inną energię, strukturę chemiczna i zawiera inne składniki, które niekoniecznie dobrze ze sobą współgrają w czasie krojenia;
  • jeżeli chcesz aby były bardziej ogrzewające krój je przed gotowaniem drobniej i odwrotnie, świeże warzywa które chcesz zjeść na surowo krój na większe kawałki;
  • postaraj się zużywać całe warzywo ponieważ każda z jego części ma swoistą równowagę energetyczną oraz właściwości i smaki, które dobrze się komponują z resztą np. nie wyrzucaj głąba z kapusty lub pnia brokułu tylko pokrój je drobniej i dodaj do potrawy, nie wyrzucaj liści z kalafiora tylko pokrój je i dodaj do potrawy, podobnie zużywaj szypułki liści szpinaku, szczawiu, rzodkiewek etc.
  • jeśli gotujesz warzywa lub pieczesz nie musisz ich obierać wystarczy umyć ? często ze skórką wyrzucasz to co najcenniejsze;
  • na wiosnę gotuj lub duś warzywa jak najkrócej w małej ilości wody i na dużym ogniu  – pomaga to zachować ich składniki odżywcze i świeżość a także właściwości oczyszczające tak potrzebne na wiosnę;
  • ugotowane lub jakkolwiek przetworzone warzywa zjadaj od razu a najpóźniej wieczorem danego dnia; przechowywane w lodówce tracą wszelkie właściwości i całą swoją witalność;

Dziś szybciutkie i lekkie danie, które często jadamy na obiad.

Sos świetnie pasuje do ryżu więc przed rozpoczęciem przygotowywania sosu wstawiamy ryż 🙂

Składniki:

3 marchewki;

1/2 brokułu;

1 pietruszka;

1 czerwona papryka;

1 duża garść brukselki;

1 mała młoda cukinia;

1 duża cebula;

2 cm kłącza imbiru;

1 duża garść orzeszków nerkowca;

1 szklanka mleka kokosowego;

3-4 łyżki ghee lub oleju kokosowego;

1 łyżeczka łagodnej carry;

1 łyżeczka kurkumy;

1 łyżeczka kuminu ( w całości);

1 łyżeczka gorczycy czarnej;

sól;

Warzywa myjemy. Marchewkę, pietruszkę i cukinię tniemy w plasterki. Paprykę tniemy w paski. Brukselkę kroimy na pół. Brokuł rozdrabniamy na różyczki. Cebulę obieramy i kroimy w plasterki. Imbir obieramy i kroimy w drobne paseczki.

Na głębokiej patelni roztapiamy ghee i wrzucamy kumin i gorczycę ? mieszamy czekamy do czasu gdy gorczyca zacznie strzelać po czym wrzucamy imbir i cebulę. Zarumieniamy. Potem wrzucamy wszystkie warzywa i podsmażamy na sporym ogniu mieszając aby się nie przypaliły 5-7 minut. Dorzucamy orzeszki, carry i kurkumę oraz sól do smaku. Mieszamy. Wlewamy mleczko kokosowe, krótko mieszamy, zmniejszamy gaz na minimalny i przykrywamy patelnie pokrywką. Za 5 minut odkrywamy i mieszamy. Po kolejnych 3-4 minutach jest gotowe. Warzywa jemy z ryżem.

Danie gotowe w 20-25 minut, zdrowe i pyszne 🙂

 

 

 

 

no musiałam to kiedyś napisać :)

Jeżeli komuś mówię, że nie jem mięsa bardzo często jakby w odpowiedzi słyszę pytanie: „To co ty właściwie jesz?”. Po czym zaraz pada następne: „A czy nie boisz się że dostarczasz organizmowi zbyt mało białka?”. No więc „Nie – nie boję się”.

Już w dialogach Platona Sokrates broni prostej roślinnej diety jako najlepszej dla naszego zdrowia przeciwstawiając ją diecie cywilizowanej „luksusowej” złożonej w dużej części z mięsa. Łączy też spożywanie diety mięsnej z problemem braku ziemi pod hodowlę oraz konieczności nauczania większej liczby lekarzy, którym ta dieta dostarczy nowych klientów.

Traktat który powstał ponad dwa tysiące lat temu jest wciąż tak samo aktualny…

Mit białka trwa nieprzerwanie od odkrycia jego istnienia w roku 1839. Jego druga nazwa „proteina” czerpiąc z greki znaczy „pierwszy”.

Obecny stan rzeczy w dużej mierze zawdzięczamy jednak dziewiętnastowiecznej dietetyce, która stworzyła nierozerwalne połączenie myślowe skutkujące do dziś a mianowicie białko = mięso. Mięso (czyli białko) w początkach dwudziestego wieku było synonimem bogactwa i cywilizacji. Synonimem prestiżu. No bo przecież nie każdego w tamtych czasach było stać na kotlet… Zalecenia żywieniowe powstawały w czasach toczących się w Europie wojen i amerykańskiego kryzysu. Z tego punktu widzenia kotlet był marzeniem. Hasła typu „duże spożycie białka to prawo cywilizowanego człowieka” były bardzo powszechne. ówcześni naukowcy europejscy i amerykańscy ustanowili dawkę białka konieczną do prawidłowego rozwoju na 118-125 g czyli ponad dwa razy większą niż obecnie (która i tak jest zbyt duża!). Sytuacje podkręcały doniesienia z ówczesnych kolonii np. w Indiach lub w Afryce. Wyciągano pochopne i błędne wnioski jakoby „brak rozwoju cywilizacyjnego w owych krajach był ściśle powiązany z niewielkim spożyciem białka”. Autochtonów uważano za ludzi mniej rozwiniętych intelektualnie, mentalnie, społecznie a nawet fizycznie. Kotlet stał się więc nie tylko synonimem bogactwa i cywilizacji ale też synonimem inteligencji.

Tak przygotowany grunt zrodził w Europie i Ameryce silny przemysł mięsny i nabiałowy nakręcający gospodarkę. Miliardowe wpływy z tego przemysłu rzutują na wszystko: na rządy, inne gałęzie przemysłu, badania, naukowców, uczelnię, marketing aż po zaopatrzenie sklepów. To one kreują nasze potrzeby.

Świat od początku XX wieku bardzo się zmienił – niestety wiele poglądów zakorzeniło się w naszej świadomości na stałe. „No bo nasza babcia jadła kotlety, mama jadła kotlety i my jemy kotlety po czym dajemy je naszym dzieciom. To powszechne, znajome więc bezpieczne.” A psińco! Powszechne – tak, znajome – owszem, ale na pewno nie jest to bezpieczne.

Poszliśmy jeszcze o krok dalej twierdząc że kto nie je mięsa nie ma siły i energii (zupełnie tak samo jak dziewiętnastowieczni podróżnicy opisując lud w Indiach?!). Wiem dokładnie bo jako wegetarianka mieszkająca na śląsku od kilkudziesięciu lat spotykam się z ludzkim niedowierzaniem, a często i politowaniem co do mojej osoby – wszystkie ciocie zawsze z ubolewaniem kiwały nade mną głowami 🙂 Według ich zasad nie powinnam żyć. Lepiej – istnieją na ziemi całe grupy społeczne, całe ludy, które według nich nie powinny istnieć – ponieważ nie jedzą mięsa. Rozwinęły się na ziemi wspaniałe cywilizacje i wielkie kultury oraz piękne filozofie oparte w większości na diecie wegetariańskiej, które są dla cioć niemożliwe!

Od kilkudziesięciu lat zostało przeprowadzonych wiele badań, które dowodzą iż nadmierne spożycie białka odzwierzęcego jest szkodliwe dla naszego zdrowia. Badania te są nie na rękę wielkim tego świata więc są notorycznie ośmieszane, podważane lub przeinaczane.

Ostatnio gdzieś czytałam artykuł, że aby być wegetarianinem trzeba mieć dużą wiedzę aby odpowiednio łączyć składniki ponieważ tylko bardzo szczegółowo skomponowana dieta wegetariańska zapewnia odpowiednią ilość białka. Oczywiście autor proponował w zamian mięsa spożycie dużych ilości nabiału i jajek. Wszystko to opiera się na stwierdzeniu że białko pochodzenia roślinnego nie zapewnia odpowiedniej ilości aminokwasów – więc jest niekompletne i nie zaspokaja naszego na nie zapotrzebowania. Autor twierdził, że należy mieć ogromną wiedzę aby łączyć w ściśle określonych proporcjach i konfiguracjach np. rośliny strączkowe i zboża co ewentualnie zapewni odpowiedni komplet aminokwasów. To zadziwiające jak niesprawdzone i pochopne wnioski ewoluują przekształcając się w ogólnie obowiązujące prawa.

Te teorie zrodziły się w podobnym czasie jak reszta im podobnych czyli w początku minionego wieku. Był to znany wówczas eksperyment, w którym udowadniano, że osobniki karmione białkiem o wzorcach aminokwasów podobnych jak w białku zwierzęcym rozwijały się wspaniale i dużo szybciej niż wszystkie inne. Wszyscy jednak pomijają fakt, że badanie dotyczyło szczurów i nigdy nie zostało przeprowadzone na ludziach. Z góry przyjęto założenie że podobny wzorzec będzie obowiązywał człowieka. Profil białek niezbędnych i zalecanych dla naszego zdrowia przez medyczne organizacje rządowe opierał  się jeszcze do niedawna tylko na tych badaniach… To żenujące i totalnie niekompetentne a jednak zagościło w naszym świecie na dobre, wyznaczając nam co jest dla nas dobre a co nie.

Od tamtego czasu wiele razy udowadniano, że spożycie nieprzetworzonych i pełnych zbóż, orzechów, roślin strączkowych i innych warzyw oraz owoców zapewnia nie tylko nasze zapotrzebowanie energetyczne ale także niezbędne aminokwasy.

Jednak te badania nie wszystkim były na rękę więc zostały przemilczane.

Zastanówcie się kto finansuje badania i uczelnie, kto lobbuje w rządzie, kto ustala prawa i wymogi żywieniowe. Zauważcie, że nikt nie reklamuje w telewizji surowej marchewki, brokułów czy kapusty bo to się nie opłaca. Reklamujemy różne gatunki mięsa, nabiału oraz słodycze i konieczne w tej sytuacji leki. Taka jest nasza rzeczywistość – opłacalna.

Cały czas pokutuje w naszym społeczeństwie wizja platońskiego „luksusowego społeczeństwa” którego synonimem jest białko.

Widzę jednak ostatnio zmianę. Maleńkie światełko w tunelu. Powoli, powolutku jesteśmy coraz mądrzejsi i zaczynamy więcej rozumieć. Bo inteligencja to zdolność rozpoznawania powiązań, relacji i zależności oraz umiejętność wyciągania wniosków. Niekoniecznie zależna od kotleta.

 

 

 

 

 

 

samego cudnego :)

Kończy się rok – to czas naturalnie sprzyjający podsumowywaniu starego roku oraz spoglądania w przyszłość i tworzeniu zupełnie nowych planów.

To był dla mnie osobiście bardzo trudny rok – rok trudnych wyborów i działania. Najbardziej intensywny rok w moim życiu. Kupna, sprzedaże, budowy, remonty i przeprowadzki pochłoneły mnie całkowicie. Nie miałam czasu na pisanie…

W nowym roku to się zmieni 🙂

Mam już plan co powinnam umieścić na blogu w najbliższym czasie.

Planuje opisać dokładnie dosze z uwzględnieniem odpowiedniego dla nich pożywienia oraz odpowiadających im warunków. Potem zamierzam spisać bardzo rozbudowany kwestionariusz do diagnozy ajurwedycznej – zawiera kilkaset szczegółowych pytań i jest jednym z lepszych z jakim się zetknęłam. Dzięki temu będziecie mogli się zdiagnozować sami. Oprócz tego pokażą się wpisy o równowadze kwasowo-zasadowej i indeksie glikemicznym.

Dziś wystawiłam nowy artykuł o wpływie pokarmu na dosze według nauk ajurwedy oraz jogi na mojej stronie jogowej:

http://joga-gliwice.eu/2012/12/taka-karma-czyli-dieta-jogina/

Zapraszam serdecznie do lektury i życzę Wam cudnego, świetlistego nowiutkiego roku 🙂

 

 

po co Ci te liczenie kalorii…

Żyjemy w czasach wszechogarniającego natłoku informacji wszelakich.  W tym chaosie nadmiaru trudno odcedzić rzeczy godne uwagi od całej reszty. Firmy i koncerny finansują setki tysięcy badań- mniej lub bardziej manipulując wynikami według swoich potrzeb.  Jesteśmy nimi indoktrynowani codziennie…  Do tego dochodzi całkowite odejście od natury, które popchnęło zarówno lekarzy jak i naukowców ku dogłębnej analizie wyizolowanych szczegółów w oderwaniu od całości. Badamy wszystko co się da – rozbijając materie na coraz mniejsze cząstki. Co rusz słyszymy o nowych cudownych badaniach nad właściwościami poszczególnych wyodrębnionych witamin czy wyizolowanych składników mineralnych i odżywczych. Nasze analityczne umysły skupiają się na tych szczegółach z lubością. Niestety pomijamy najważniejsze – człowieka jako całość.  Nie da się zdefiniować nas, ani opisać co jest ważne dla naszego zdrowia, dostarczając jedynie szczegółowych lecz wyizolowanych badań. Jesteśmy harmonijną i bardzo złożoną całością razem ze środowiskiem, w którym żyjemy, zwyczajami i skłonnościami oraz predyspozycjami. Na nasz dobrostan ma wpływ ogromna masa złożonych czynników. Wyizolowanie ich z całej reszty bez rozpatrywania wpływu pozostałych jest niemożliwe a poprzez to niewiarygodne, ponieważ wszystkie składniki współdziałają ze sobą budując lub rujnując nasze zdrowie.

More