dosha

uspokój się i zjedz proso czyli placuszki z kaszy jaglanej :)

IMGP7483

Proso łączy w sobie dwa smaki – słodki i słony. To  mocno nawilżające zboże wzmacniające płyny Yin. Działa ono pozytywnie na nerki i wątrobę oraz na śledzionę i trzustkę. Jest uważane w medycynie wschodu za jeden z głównych pokarmów odtruwających polecanych dla osób na dietach odtruwających oraz wychodzących z postów. Polecane jest także dla osób jedzących mięso oraz inne rodzaje białka zwierzęcego.

Przeciwdziała proso gromadzeniu się toksyn w ciele oraz jest uznawane za pokarm antygrzybiczny przez co polecany jest dla osób cierpiących na wszelkie drożdżyce, a także ludzi przewlekle chorych oraz leczonych antybiotykami. Proso jest też uważane za pokarm świetnie nadający się dla kobiet w ciąży – ponieważ ogranicza poranne nudności, a w połogu wzmaga laktacje.

Zawiera proso sporo pełnowartościowego białka. Zawartość wapnia i krzemu w tym ziarnie powoduje, że ma ono zbawienny wpływ na nasze stawy oraz utrzymuje w doskonałej kondycji naszą skórę, paznokcie i włosy.

Poprzez swoje nawilżające właściwości polecane jest dla osób starszych – przeciwdziała nadmiarowi suchości w ciele.

Systematyczne jedzenie prosa przeciwdziała napadom „wilczego apetytu” i wieczornemu buszowaniu w lodówce 🙂

Najważniejszą jednak zaletą prosa jest jego silne działanie alkalizujące. O powodach, dla których warto spożywać produkty zasadowe już nie raz pisałam. Przeciwdziałają one większości chorób cywilizacyjnych.

Muszę tu jeszcze wspomnieć o jeszcze jednym ważnym aspekcie związanym z równowaga kwasowo-zasadową – chodzi o stres. Nie tylko bowiem zła dieta powoduje zakwaszenie naszego organizmu. Stres, strach i niepokój przyczyniają się do tego równie mocno co hamburgery.

Podczas stresu zostaje zaburzona naturalna homeostaza naszego organizmu  – wzrasta aktywność nadnerczy, która w rezultacie prowadzi do obniżenia poziomu dopaminy i serotoniny. To zaś powoduje niepochamowaną potrzebę stymulowania „ośrodka nagradzania” w mózgu, który wydzieli kolejną dawkę dopaminy. Najprostsze „nagrody” to słodycze i używki – wszystkie bardzo intensywnie zakwaszające.

Dodatkowo stres działa na nasz układ oddechowy. Zaczynamy oddychać szczytami płuc. Oddech spłyca się, a organizm dostając mniej tlenu ulega większemu zakwaszeniu. Do tego dochodzi brak ruchu, który ten problem pogłębia.

Takie czynniki jak zdenerwowanie, pośpiech, zmęczenie psychiczne, napięcie oraz obniżenie nastroju, smutki i depresje poprzez ciąg procesów fizjologicznych prowadzą do długotrwałego zakwaszenia organizmu. Nasze komórki zaczynają się dusić.

Najlepsza dieta dla osób zmęczonych i permanentnie zestresowanych to dieta roślinna zawierająca dużą ilość nieprzetworzonych zielonych liści bogatych w chlorofil oraz kiełki i kasze. Królową zaś kasz zasadowych jest właśnie kasza jaglana 🙂

Z bardziej subtelnego punktu widzenia kasza jaglana to pokarm uspokajający i wyciszający. Polecany w diecie sattwicznej ? diecie dla osób pragnących się wyciszyć i rozwijać duchowo.

Dziś placuszki z kaszy jaglanej i kukurydzy 🙂

Potrawa przyrządzona w ten sposób nie powinna zaburzać żadnej dosha.

Składniki:

1 szklanka kaszy jaglanej;

1 ? 1,5 szklanki mleka sojowego;

1 puszka kukurydzy;

4-5 łyżek ghee;

2-4 łyżki zmielonego siemienia lnianego;

1-2  jajka (opcjonalnie);

1 łyżeczka kurkumy;

1 łyżeczka sody oczyszczanej;

sól i pieprz;

olej do smażenia;

Kaszę zalewamy 2 szklankami wody i lekko solimy. Gotujemy od czasu do czasu mieszając aż do wyparowania wody. Gotujemy pod przykryciem. Do ugotowanej kaszy wlewamy mleko, ghee oraz dodajemy siemię lniane, sodę oczyszczaną, sol i pieprz. Jeżeli jemy jajka można je też dodać do placuszków – wtedy będą bardziej zwarte i gładkie 🙂 Bardzo dokładnie wszystko blendujemy aż do uzyskania jednolitej kremowej konsystencji. Dodajemy kukurydzę.  Wszystko dokładnie mieszamy. Na dobrze rozgrzanej patelni formujemy placuszki i smażymy z obu stron. Ja lubię te placuszki z sosem pesto i z sałatką z pomidorów ale dzieciaki uwielbiają je same 🙂 Najlepiej smakują na zimno -jeśli pozwolimy im zostać 🙂

 

 

kolorowa sałatka z tofu czyli rozświetlamy mrok :)

IMGP8308

Kończy się listopad zaczyna się grudzień – dni są krótki, pochmurne i ciemne. Potrzebujemy słońca. Potrzebujemy światła bardziej niż zwykle. Potrzebujemy energii.

Nasze organizmy nie mają bezpośredniej zdolności wiązania energii pochodzącej ze słońca. Taką zdolność mają rośliny poprzez proces fotosyntezy. Zielone części roślin uczestniczą w tych procesach a sama energia jest częściowo odkładana w pozostałych częściach roślin w: liściach, owocach, korzeniach, kłączach i bulwach oraz w nasionach.

Zagadnieniami energii słonecznej i jej wpływu na nasze zdrowie zajmował się dr. Bircher-Benner, zwolennik diety roślinnej, szanowany szwajcarski dziewiętnastowieczny lekarz wyprzedzający swoją epokę. Badał on rośliny pod kątem zawartości energii słonecznej i jej wpływu na zdrowie pacjentów. Z powodzeniem też leczył w swojej klinice ludzi dietą roślinną. Dowodził on, że do zachowania dobrego stanu zdrowia konieczna jest dieta złożona  minimum w połowie z całkowicie surowych i mało przetworzonych roślin.

Zagadnienie to zostało zbadane niedawno – kiedy technika na to pozwoliła. Inżynier  Simoneton badając te zjawisko udowodnił, że żywe komórki wytwarzają rzeczywiście pewien swoisty rodzaj promieniowania. Surowe i świeże produkty wytwarzają stanowczo dłuższe rodzaje fal niż te przetworzone. Długości fal są różne ale dla świeżych roślin mieszczą się w przedziale od 3000 do 9000 angsztremów. Owoce dojrzewając zwiększają długość fali. U warzyw długie przechowywanie skraca długość fali. Mięso w postaci surowej zawiera maksymalnie 3000 ale tylko parę godzin po śmierci zwierzęcia. Następnie długość jego fal jest równa 0 angsztremów.

Białe pieczywo, większość słodkich wypieków, cukier, słodycze, obrobione termicznie produkty odzwierzęce, wędliny, sery, używki, wszelkie produkty długo przechowywane i wszystkie mocno przetworzone produkty nie wytwarzają promieniowania. Są martwe.

Leczenie dietą powinno opierać się na spożywaniu produktów żywych ? niosących pewien ładunek energii. Do najlepiej rozświetlonych należą surowe warzywa  i owoce o intensywnych kolorach zielonym, czerwonym, fioletowym, pomarańczowym i żółtym, wszelkie nasiona i kiełki, orzechy i zboża, nieprzetworzone mleko oraz zioła.

To zadziwiające, że w ajurwedzie oraz w jodze powyższe produkty były od wieków uznawane za podstawowy składniki diety sattwicznej czyli diety koniecznej do rozwoju duchowego. Diety dla duszy. Samo słowo sattwa jest łączone z cechami wyższymi, z miłością świadomością, czystością oraz ze światłem właśnie.

Różne drogi  wiodące przez różny czas doszły do tych samych wniosków. To co my poznajemy za pomocą skomplikowanych maszyn i komputerów dla starożytnych ascetów i joginów było oczywiste 🙂

Nawet jeśli rozwój duchowy jest dla nas nieistotny należy zdawać sobie sprawę,  że dieta złożona z powyższych produktów zapewnia nam zdrowsze i dłuższe życie chroniąc przed wszelkimi chorobami cywilizacyjnymi.

 

No więc ładujemy bateryjki 🙂 Dziś kolorowa słoneczna sałatka z warzyw i duszonego tofu – koniecznie z rozświetloną kurkumą.

Sałatka w tej formie będzie łagodziła nadmiar energii kapha oraz w ciele. Dla dosha pitta polecam nie dodawać gorczycy. Dla dosha vata polecam dodać ciut więcej oleju.

Składniki:

1 podwójna garść liści szpinaku;

1 podwójna garść liści zielonej sałaty (nie lodowej!);

1 garść kiełków lucerny;

0,5 czerwonej papryki;

0,5 żółtej papryki;

1 pomidor;

1 garść pestek dyni;

6 łyżek oliwy z oliwek;

4 łyżki sosu sojowego;

1 kostka tofu;

1 łyżeczka kurkumy;

1 łyżeczka curry;

1 łyżeczka czarnej gorczycy;

sól i pieprz;

Pomidorka i paprykę kroimy na niezbyt duże części. Sałatę rwiemy na kawałeczki. Rozdrobnione szpinak, sałatę, papryki oraz pomidorek wrzucamy do miski. Dorzucamy kiełki lucerny. Na suchej rozgrzanej patelni prażymy pesteczki dyni i dorzucamy do sałatki. Rozgrzewamy na patelni oliwę i dorzucamy gorczycę. Wrzucamy na rozgrzaną oliwę pokrojone w kosteczkę tofu. Smażymy mieszając aż się zarumieni ze wszystkich stron 5 minut. Potem posypujemy tofu kurkumą i curry oraz polewamy sosem sojowym. Smażymy jeszcze 5 minut mieszając. Tofu dokładamy do miski z sałatką. wszystko polewamy masalą stworzoną z przypraw i oleju, w którym dusiło się tofu. Smacznego i dużo światełka dla Was 🙂

 

 

 

owsiane ciasteczka czyli nie tracimy energii :)

IMGP8297

Według medycyny chińskiej każdy z nas ma do wykorzystania określoną ilość energii Qi – czi. Energii warunkującej długość i jakość naszego życia. Według wschodniej filozofii tracimy część tej energii poprzez nieprzemyślany, niezdrowy tryb życia, mocne stresy oraz przez niewłaściwe oddychanie. Nasze energetyczne zapasy także szybciej ulegają wyczerpaniu kiedy się o coś boimy lub czegoś lękamy. Strach wypala czi. Raz zużyta energia nie może wrócić – jest bezpowrotnie stracona. Według tej teorii kolejna część tej energii jest nam dawkowana w nocy, a właściwie nad ranem pomiędzy  godziną  3-5 rano podczas snu. Jeśli nie śpimy w tych godzinach czujemy się dużo bardziej zmęczeni mimo, że reszta nocy była przespana. Także jeśli jemy późno w nocy obciążając organizm przepływ tej energii jest zakłócony Niezależnie jednak jak dobrze będziemy spać nad ranem energia ta wyczerpie się nieodwracalnie jeśli będziemy niewłaściwie żyć. Doprowadzimy do tego że kolejnej dawki energii już nie będzie…

Za przechowywanie energii życiowej według medycyny chińskiej odpowiedzialne są nerki i właśnie teraz w zimie, w której dominuje przemiana wody – możemy się nimi najpełniej zaopiekować.

We wschodniej filozofii nerki są także miejscem przechowywania  naszej woli, determinacji w dążeniu do celu, siły oraz wytrwałości 🙂 To magazyn naszej kreatywności.

Smakiem dobrym na zimę a jednocześnie związanym z nerkami jest smak słony – w umiarkowanej ilości.

Aby zachować nasze nerki w dobrym stanie i zapewnić sobie odpowiedni zasób życiowej energii powinniśmy spełnić parę prostych zasad:

  1. Powinniśmy nie pracować zbyt ciężko. Trzeba robić sobie przerwy 🙂 Nie wolno pracować w nocy ? to zakłóca naturalny przebieg energii i szybko nas zużywa. Ważny jest też rodzaj pracy: najbardziej destrukcyjnie na nasze nerki działa ta praca której nie lubimy. Praca, której oddajemy się z pietyzmem i z przyjemnością działa na naszą energię życiową pozytywnie.
  2. Powinniśmy zdrowo się odżywiać. Doprecyzuję – chodzi tu o bardzo proste potrawy roślinne. Ważne są surowe owoce i warzywa. Nie powinniśmy się przejadać. Wysoce przetworzona żywność obciąży nerki: będziemy mieli mniej siły do życia i wytrwałości w dążeniach do realizacji życiowych celów. Najbardziej osłabia nerki białko od zwierzęce, którego powinniśmy się wystrzegać. Powinniśmy ograniczyć także pokarmy zawierające sole kwasu szczawiowego jak rabarbar, szpinak i szczaw oraz czekoladę i kakao.
  3. Powinniśmy przyjmować odpowiednie ilości płynów w ilości i temperaturze dostosowanej do naszych swoistych uwarunkowań.
  4. Nie powinniśmy pozwalać na częste wychłodzenia organizmu. Ciepłe ubrania oraz dieta dostosowana do pór roku pozwoli nam zaoszczędzić sporo czi i zachować nasze nerki w dobrym stanie.

Dziś słone owsiane ciasteczka. Owies zaliczamy częściowo do smaku gorzkiego, który jest zalecany na zimę. Dodatkowo smak słony pochodzący z soli łagodnie stymuluję pracę nerek wspomagając oszczędzanie naszej energii 🙂

Potrawa ta nie powinna zaburzać dosha kapha szczególnie kiedy dodamy pół łyżeczki kurkumy i  mniej tłuszczu J.  Ciasteczka nie powinny zaburzać dosha pitta. Dla dosha vata polecam dodać więcej ghee i ciut zmielonych goździków.

Ciasteczka dobre są na małego głoda, do pracy lub szkoły na drugie śniadanie 🙂

Składniki:

3/4 kg płatków owsianych;

0,5 szklanki nasion słonecznika;

0,5 szklanki ghee;

1-2 szklanki ciepłej wody;

2 łyżeczki proszku do pieczenia;

1 łyżeczka soli;

Płatki wsypujemy do miski. Dodajemy pestki słonecznika, sól i proszek do pieczenia oraz ghee. Dokładnie mieszamy aby wszystkie składniki się dokładnie połączyły. Dodajemy powoli ciepłą wodę mieszając. Ilość wody jest zależna od płatków – niektóre piją więcej te ekologiczne i grube a niektóre mniej. Zostawiamy na 5-10 minut. Wszystko ma się dobrze kleić 🙂 Formujemy małe placuszki, posypujemy słonecznikiem lub sezamem. Pieczemy na papierze do pieczenia w temperaturze 180 stopni przez 30 minut. Smacznego 🙂

 

 

 

 

dieta na zimę czyli aromatyczna zupa krem z grochu z cynamonem :)

IMGP8291

Zima to czas statyki, czas zwolnienia, skupienia na wnętrzu i wyciszenia, odpoczynku. Czas gromadzenia i porządkowania wszystkiego: wiedzy, wrażeń, zwyczajów, poglądów i idei. Czas rozumienia 🙂

Najlepsze smaki na zimę to smak słony i gorzki. Pokarmy o tych smakach powodują że energia wchodzi w głąb ciała i rozgrzewa nas od środka. Pokarmy o tych smakach powodują jednocześnie, że nasza skóra staje się ciut chłodniejsza więc nie odczuwamy tak mocno zimna jakie panuje na dworze.

Do smaku słonego należą na przykład: sól, kiszonki, miso, sos sojowy, wodorosty, jęczmień, proso.

Do smaku gorzkiego należą na przykład: amarantus, quinoa, owies, żyto, seler naciowy, cykorię, różne odmiany sałaty, biała część skórki owoców cytrusowych lub górna część marchewki.

W zimie gotujemy częściej i częściej jemy ciepłe posiłki. Teraz dobrze jest więcej piec, dusić, opiekać a nawet sporadycznie smażyć w głębokim tłuszczu. Gotujemy dłużej niż w ciepłych porach roku, na mniejszym ogniu i w mniejszej ilości wody.

Powinniśmy jeść teraz więcej nasion i zbóż najlepiej przed zalaniem wodą podprażając je parę minut na ghee. Dobre są teraz na przykład wszelkie kasze, owies, jęczmień, grykę, słonecznik, pestki dyni, amarantus. orkisz. Powinniśmy teraz jeść więcej warzyw korzeniowych oraz warzyw z naszego rejonu klimatycznego odpornych na zimne pory roku: wszystkie kapusty, brukselka, brokuły, kalafior, cebula, czosnek, jarmuż, rzepa, marchew, seler, por, pietruszka, pasternak, dynia, brukiew. Ważne jest też dostarczanie o tej porze roku większych ilości warzyw strączkowych: wszelkiej fasoli (ze szczególnym uwzględnieniem fasolki adzuki), różnych odmian grochu, ciecierzycy oraz wszelkich soczewic. Powinniśmy używać więcej ziół suszonych i przypraw jak na przykład kurkuma, kumin, kminek, majeranek, tymianek, cząber, oregano, asafetyda, gorczyca, anyż, estragon, cynamon, imbir.

Dobrze jest zwiększyć ilość dań jednogarnkowych w naszym menu.  Powinniśmy jeść więcej gulaszy warzywnych, gęstych zup, duszonych warzyw w sosach, kremów zbożowych, pieczonych warzyw i kasz i kiszonek.

Dziś rozgrzewająca zupa krem z grochu i marchewki z cynamonem i mlekiem kokosowym.

Potrawa w tej wersji powinna być łagodząca dla pitta. Może łagodnie wzmagać energię vata i kapha w ciele. Choć dodane przyprawy i ghee powinny złagodzić ten efekt.

Składniki:
400 g żółtego grochu w połówkach;

2,5-3 L wody;

3 marchewki;

2-3 łyżki ghee;

1-2 plasterki świeżego imbiru;

1 szklanka mleka kokosowego;

1 laska kory cynamonu;

1 łyżeczka tartego cynamonu;

1 łyżeczka kurkumy;

0,5 łyżeczki rozdrobnionych nasion kuminu (kminku rzymskiego);

sól i pieprz;

Groch zalewamy wodą. Dorzucamy korę cynamonu i odstawiamy na noc. Można nie zostawiać grochu na noc a tylko na 2 godziny ale wtedy trzeba go gotować dłużej. Na drugi dzień gotujemy groch bez przykrycia (aby potrawa nie wywoływała gazów) około godziny. W tym czasie kroimy marchewkę w plasterki a imbir bardzo drobniutko. na patelni rozgrzewamy ghee i przesmażamy na nim marchewkę i imbir około 10 minut mieszając.

Z garnka z ugotowanym grochem wyjmujemy korę cynamonu. Dorzucamy do niego smażoną marchew z imbirem, kurkumę, mielony cynamon, kumin oraz dolewamy mleko kokosowe. Gotujemy jeszcze 5 minut. Mielimy wszystko blenderem. Dodajemy soli i pieprzu do smaku. Zupa wypełnia zapachem cały dom 🙂 Jest syta i świetna na zimne pory roku. Gorącego smacznego.

 

 

 

 

 

 

w poszukiwaniu równowagi czyli upiecz sobie cieciorkę :)

IMGP8274

Znowu jakoś tak filozoficznie poszło…

Żyjemy w czasach nadmiaru. Nadmiaru wszystkiego – także i jedzenia. Korzystamy często bezmyślnie zupełnie z tej wszechobecnej obfitości. Dogadzamy sobie bez końca, na każdym poziomie. Mimo, że wydaje nam się że doskonale wiemy co robimy – nasze życie pokazuje zwykle co innego…

Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego tak źle się odżywiamy? Dlaczego nie robimy tego co jest dla nas dobre?

Pogubiliśmy się. Jesteśmy nieobecni, zajęci i wiecznie czymś zaabsorbowani. Całe życie toczy się, rozgrywa w naszych głowach. Jesteśmy zajęci rozpamiętywaniem, roztrząsaniem lub przewidywaniem tego co było lub co będzie. Jesteśmy zajęci oczekiwaniem, planowaniem, spodziewaniem się i rozpatrywaniem. Cały czas coś analizujemy. Cały czas wykonujemy jakąś pracę myślową. Nadmiar dotykający nas z każdej strony to wzmaga. Mamy więcej pracy, filmów, programów, znajomych, reklam, jedynych i słusznych potrzeb, sklepów, możliwości i szans. Mamy Google.

No nie mamy czasu być w ciele! Nie mamy czasu na odczytywanie naszych prawdziwych potrzeb. Nie umiemy ich już rozróżniać. Odeszliśmy za daleko.

Tyle przecież rzeczy jest do przemyślenia. Tyle jest nowych chceń! Płynąc z prądem otaczającej nas permanentnej stymulacji ślepniemy i głuchniemy na wszystko. Bodziec musi być już naprawdę mocny abyśmy zwrócili na niego uwagę.

Jeżeli w ogóle myślimy o jedzeniu to tylko w przelocie, przez pomyłkę jakby – no bo przecież mamy tyle ciekawszych tematów. Pozwalamy więc aby zupełna przypadkowość kształtowała nasze menu. Kawa na stacji benzynowej, drożdżówka pośpiesznie nabyta w kiosku koło biura, ciasteczka którymi częstowała Basia, pierogi w barze mlecznym mijanym w drodze do domu, schabowe nasmażone w środę przez naszą mamę i cokolwiek byle szybko wieczorem przed telewizorem.

Oczywiście większość bezwiednie: w drodze do, w przerwie, w przelocie i pośpiechu. W międzyczasie.

Często zajęci myśleniem, chceniem lub dążeniem nie mamy czasu na takie nieistotne zwykłości jak jedzenie. Opuszczamy posiłki doprowadzając do tego, że grelina (hormon sterujący poczuciem głodu) wydzielana przez nasz pusty żołądek wybiera za nas – wszystko jedno co byle szybko i  kalorycznie.

Nieobecni, zaabsorbowani myślowym słowotokiem i stymulowani ze strony każdej nie umiemy już dokonywać racjonalnych wyborów. Odchodzimy od natury tak daleko jak to tylko możliwe.

Wybierane przez nas jedzenie musi dorównać poziomem do tego co wokół się dzieje – a dzieje się dużo i szybko. Tak też jemy. Łączymy setki smaków i setki kalorii pławiąc się w złudnym poczuciu wolności wyboru.

Jeżeli już zatrzymujemy się w jakiś sobotni wieczór przy jedzeniu – to posiłek musi być dopiero wyjątkowy! Musi być złożony, bogaty i wyrafinowany  – zupełnie jak nasz świat…

W poszukiwaniu spełnienia, w poszukiwaniu szczęścia dokładamy sobie więcej, więcej i więcej.  Na każdym poziomie…

 

Aby być szczęśliwszym nie potrzeba nam tego nadmiaru. Potrzeba nam redukcji. Część rzeczy powinniśmy odrzucić. Odrzucić w pełni świadomie.

Kiedy zaczniemy mniej suto jeść – będziemy się cieszyć każdym smakiem. Będziemy czekać na każdy posiłek.

Kiedy będziemy jadać prostsze rzeczy – docenimy subtelności. Odkryjemy bogactwo w tym co już mamy.

Kiedy zaczniemy zdrowiej jeść – zyskamy bardziej obiektywny punkt widzenia bo zdrowsze, mniej stymulowane ciało daje klarowny umysł.

Kiedy zaczniemy dokonywać świadomych wyborów poczujemy się silniejsi. Zyskamy poczucie sensu.

 

Dziś kotleciki z cieciorki. Potrawa ta będzie wzmagać energię vata i równoważyć energię pitta i kapha w ciele.

Składniki:

400 g cieciorki;

4-5 łyżek masła orzechowego;

1-2 ząbki czosnku;

1 łyżka majeranku;

0,5 łyżeczki przyprawy 5 smaków;

5-6 łyżek sezamu;

5-6 łyżek bułki tartej;

sól i pieprz;

Cieciorkę zalewamy wodą i odstawiamy na noc. Na drugi dzień gotujemy w osolonej wodzie. Po około godzinie powinna być mięciutka. Wodę w której się gotowała odlewamy. Do cieciorki dodajemy czosnek, masło orzechowe, majeranek i przyprawy. Solimy do smaku. Wszystko dokładnie mielimy blenderem. Jeśli masa jest zbyt gęsta dodajemy parę łyżek wody, w której gotowała się cieciorka. Mieszamy sezam z bułką tartą. Z masy formujemy kotleciki lub kulki i obtaczamy w panierce. Pieczemy na blaszce w temperaturze 180 stopni około 40-50 minut. Możemy podawać na ciepło lub zimno do sałatek. To także świetna przekąska do szkoły czy do pracy – pozostawi nas sytych na długo 🙂  Same kotleciki robi się 15 minut. Potrawa prosta i zdrowa.