gęstość odżywcza

karmimy skórę czyli makaron z cukinii :)

zdrowe odżywianie

Za część naszego wyglądu odpowiedzialne są geny – to oczywiste. Nie zmienimy żadną naturalną miarą cienkich blond włosów na czarne afro, a szarych oczu na zielone. Niemniej nie rozgrzeszajmy się – mamy ogromny wpływ na wygląd naszej skóry i naszych włosów. Zdrowe błyszczące i nie wypadające włosy oraz jędrna, gładka i zdrowa skóra w dużej mierze zależą od nas. Kluczowym czynnikiem jest tu nasza dieta, stan jelit oraz nasze nawyki.

Bardzo często skóra i włosy są bezpośrednim odzwierciedleniem tego co dzieje się w środku. Pokazują one w jakim stanie są nasze jelita oraz pośrednio też inne organy wewnętrzne. To co pokazuje skóra i włosy to tylko czubek góry lodowej – reszta jest ukryta. Niezależnie czy jest to alergia, atopowe zapalenie skóry, wysypka, egzema, przedwczesne zmarszczki, cellulit, trądzik czy inny stan zapalny ze skóra związany dotyczy on nie tylko powierzchni skóry ciała, ale także jego wnętrza – jest obrazem tego co jest w środku. Bardzo często problemy skórne oraz wypadanie włosów są powiązane z problemami trawiennymi, złym wchłanianiem, nietolerancjami, wzdęciami etc. Badania dowodzą, że ponad połowa osób z nawracającym trądzikiem (niezależnie od wieku) ma problemy z zachowaniem prawidłowej flory bakteryjnej co skutkuje ponadto także zaburzeniami trawienia, wchłaniania i wzdęciami.

Udowodniono, że co czwarta osoba mające celiakię lub nietolerancję glutenu ma problemy ze skórą – wysypki, wypadania włosów, podkrążone oczy etc.

To co jemy ma bezpośredni wpływ na nasze zdrowie – także na wygląd skóry i włosów. Pożywienie naturalne, nieprzetworzone termicznie, bogate w mikro i makroelementy, polifenole i antyoksydanty karmi i chroni naszą skórę. Z drugiej strony -nieprawidłowa dieta wywołuje dysbiozy czyli zaburzenia równowagi bakteryjnej oraz jest prostą przyczyną zespołu jelita nieszczelnego. To co nasz organizm powinien usunąć czyli toksyny, resztki pokarmowe, wirusy i bakterię przedostaje się do krwioobiegu zaburzając pracę wielu narządów wewnętrznych oraz wywołując stany zapalne skóry.

Nieprawidłowe odżywianie leży także u podstaw złego wchłaniania i niedożywienia pomimo ogromu przyswajanych kalorii, którego skutkiem jest z jednej strony nadwaga a z drugiej permanentne niedobory.

Co więc powinniśmy robić aby nasza skóra była jędrna i pełna blasku, a nasze włosy – zdrowe i mocne?

Co robimy:

  1. Spożywamy pokarmy o jak największej gęstości odżywczej. Pisałam o tym szczegółowo tutaj:       http://www.izaraczkowska.pl/gestosc-odzywcza-czyli-glazurowana-brukselka-orzeszkami/                                                                                                    Zapewni nam to odpowiednie składniki odżywcze oraz ustrzeże przed zakwaszeniem organizmu, które odciskają piętno na naszej skórze. Pokarmy powyższe zapewnią także gościnne środowisko dla dobrych bakterii w jelitach, naszej skórze i głowie. Plemiona ludzi odżywiające się nieprzetworzoną dietą bogatą w składniki odżywcze nie znają trądziku i cellulitu oraz wielu innych niechcianych przypadłości.
  2. Dostarczamy w diecie odpowiednią ilość tłuszczu omega 3 aby zadbać o procesy energetyczne, oddechowe i odżywcze w skali mikro – czyli w skali naszych komórek. W skali ciut większej spowoduje to iż nasze naczynia krwionośne będą wydolniejsze, lepiej ukrwią skórę i odżywią mieszki włosowe. Wydolniej też dostarczą konieczne składniki odżywcze. Powinniśmy włączyć do diety surowe siemię lniane, olej z siemienia lnianego, orzechy (np. włoskie), warzywa ciemno liściaste, a jeśli jadamy- to także ekologiczne jaja kur oraz mięso wolno żyjących łososi. Plemiona ludzi żywiących się nieprzetworzoną dietą i dostarczające duże dawki omega trzy mają piękne, lśniące i bujne włosy.
  3. Dostarczamy w diecie polifenole, flawonoidy i inne antyoksydanty. Patrz punkt numer 1. Pomoże to wzmocnić procesy obronne codziennie toczące się w naszej skórze (i nie tylko). Powinniśmy włączyć do diety kolorowe surowe warzywa i owoce jak na przykład jarmuż, szpinak, wiśnie, czereśnie, jagody, cytrusy. Skóra ludzi dostarczających powyższe składniki razem z nieprzetworzoną dietą – później się starzeje.
  4. Dostarczamy produktów bogatych w karotenoidy mające kluczowe znaczenie dla zdrowia naszej skóry jako prekursory witaminy A. Jeśli zjemy surowe i nieprzetworzone ciemnozielone, czerwone lub żółte warzywa w obecności zdrowego tłuszczu (np. olej lniany lub/i awokado) nasz organizm sam wytworzy z nich konieczną nam witaminę. Powinniśmy włączyć do diety marchew, buraki, szpinak etc.
  5. Dostarczamy płyny. One oczyszczają i wspomagają usuwanie toksyn także przez skórę. Musimy pamiętać, że świadomie rozpoznajemy pragnienie dopiero wtedy kiedy nasz organizm już jest stanowczo odwodniony. Ciężko po fakcie jest nadrobić straty. Powinniśmy stosować prewencję czyli niewielkie dawki płynów pite podczas całego dnia. Picie to kwestia nawyku.
  6. Dbamy o aktywność fizyczną. Przyspiesza ona nasz metabolizm, poprawia trawienie oraz przyśpiesza pasaż jelitowy. Zwiększa ukrwienie skóry wpływając na polepszenie stanu skóry i włosów.
  7. Używamy ekologicznych środków czystości i kosmetyków. To z czym styka się nasza skóra – przyswajamy. Niezależnie od tego czy jest to dobre czy złe. Szczególnie przykładamy uwagę do sytuacji kiedy mamy do czynienia z katalizatorami wpływającymi na wchłanianie czyli z podwyższoną temperaturą i wodą. Tak więc wszelkie środki do mycia (ciepło + woda) i do opalania (ciepło +woda +pot) powinny być ekologiczne. Środki do prania i do zmywania także. To co nakładamy na skórę po kąpieli lub wysiłku fizycznym też. Na szczególne względy zasługuje owłosiona skóra głowy, skóra w pachwinach i błonach śluzowych, wnętrza naszych dłoni i stóp oraz skóra pod oczami – ponieważ chłonie na potęgę.

Czego robienia nie polecam:

  1. Unikamy zupełnie spożywania cukru. Sprzyja on dysbiozie oraz powoduje rozwój drożdżaków uniemożliwiając prawidłowe działanie układu trawienia. Zakwasza organizm co powoduje wysuszenie, niedożywienie i niedotlenienie naszej skóry. Powoduje wydzielenie insuliny, wpływającej degradująco na włókna kolagenowe w skórze. Skóra osób spożywających cukier o wiele szybciej się starzeje – wiotczeje, traci jędrność i sprężystość oraz ładną barwę poprzez zachodzące w niej reakcje. W skórze osób spożywających słodycze toczą się wieczne procesy zapalne.
  2. Unikamy jedzenia nabiału. On zawsze buduje tkanki ciała – niekoniecznie chciane. Jego spożycie ma wpływ na występowanie cellulitu i trądziku. Jego spożycie zaburza proporcje kwasów tłuszczowych omega 3 do omega 6 i 9 powodując, że komórki przestają być wydolne. Hormony podawane bydłu zakłócają naszą gospodarkę hormonalną powodując zazwyczaj zwiększenie poziomu estrogenu w stosunku do progesteronu. Skutkiem tego jest zatrzymanie wody w organizmie, PMS, opuchnięcia oraz spowolnienie trawienia i gromadzenie się produktów przemiany materii w jelitach co odbiera skórze witalność, jędrność i kolor.
  3. Unikamy alkoholu i kofeiny. Odwadniają i wysuszają skórę powodując jednocześnie zaburzenia elektrolitowe oraz opuchlizny. Skóra osób nadużywających kofeiny lub alkoholu jest czerwonawa lub szarawa, wysuszona oraz totalnie pozbawiona jędrności.
  4. Unikamy glutenu. Nasze zboża nie są zbożami, które jadały nasze prababki. Ich modyfikacje spowodowały, że wiele osób przestało je tolerować. Nietolerancje wpływają na stan całego naszego organizmu. Spożycie glutenu jest także powodem zespołu nieszczelnego jelita, o którym wspominałam wcześniej. Bardzo często spożycie glutenu przyczynia się do przerzedzenia lub wypadania włosów. Powoduje też (podobnie jak cukier) utratę jędrności skóry.
  5. Nie używamy za często mydła i innych kosmetyków „do kąpieli”. Zbyt częste mycie ciała i włosów w mydłach wszelakich pozbawia skórę (także głowy) jej warstwy ochronnej i zmienia na kilka godzin jej ph. Tego stanu nie da się zastąpić smarując się balsamami lub innymi mazidłami – szkoda skóry, czasu i pieniędzy. Nie jesteśmy aż tak brudni! Używajmy mniej kosmetyków, a więcej letniej wody i olejków.

 

Z punktu widzenia ajurwedy problemy ze skórą są powiązane z dosha pitta. Oto co robić aby im zapobiegać:

http://www.izaraczkowska.pl/tag/dieta-dla-pitta/

Tutaj jak łagodzić:

równoważenie dosha pitta i deser czekoladowo-jagodowy z nasion chia 🙂

Dziś karmimy skórę. Jemy makaron z cukinii z awokado, pesto i suszonymi pomidorami.

Potrawa będzie łagodziła dosha vata. Będzie ona obojętna dla pitta – jeśli zmniejszymy ilość pomidorów. Będzie obojętna dla kapha jeśli zmniejszymy ilość i orzeszków awokado.

 

Składniki:

2 młode cukinie;

1 awokado;

6-7 pomidorów suszone w zalewie olejowej;

1 pęczek bazylii;

1 ząbek czosnku;

4 łyżki oliwy z oliwek (vata) lub oleju lnianego (pitta, kapha);

4 łyżki pestek słonecznika;

2 łyżki orzeszków nerkowca;

suszone płatki pomidorowe (opcjonalnie);

sól i pieprz;

Cukinie strugamy obieraczką do warzyw na długie paseczki. W garnku zagotowujemy wodę. Cukinie umieszczamy w siteczku nad wodą i gotujemy ją pod przykryciem na parze około 10 minut. Dajemy na talerzyk. Suszone pomidory i awokado kroimy na drobne cząsteczki i dodajemy do cukinii. Pestki słonecznika i orzeszki prażymy parę minut na patelni aż nabiorą kolorku. Bazylię, czosnek, pestki słonecznika, oliwę i 3-4 szczypty soli blendujemy na gładką masę. Jeśli wyjdzie za gęsta dodajemy parę łyżek wody. Sos mieszamy z warzywami. Posypujemy orzeszkami i płatkami suszonych pomidorów. Zdrowego smacznego 🙂

 

wspomagamy odtruwanie czyli oswajamy wodorosty :)

IMGP6980

Wszyscy wiemy, że wodorosty to super food. To jedzenie o jednej z największych gęstości odżywczej. Te niepozorne roślinki mają ogromne ilości wartości odżywczych przypadających na daną wartość kaloryczną. Dla przykładu mają one o 10-20 razy więcej mikroelementów, pierwiastków śladowych, składników odżywczych i witamin niż organizmy lądowe.

Więcej o gęstości odżywczej pisałam tu:

http://www.izaraczkowska.pl/gestosc-odzywcza-czyli-glazurowana-brukselka-orzeszkami/

O właściwościach wodorostów pisałam tez tu:

http://www.izaraczkowska.pl/jedzenie-ma-moc-czyli-roladki-nori-kremowym-sosem-tofu/

Wodorosty uznawane są przez medycynę wschodnia jako pożywienie mające moc przedłużania życia, zapobiegania chorobą oraz przywracania urody ? no nie może być lepiej 🙂 Rzeczywiście społeczności, w których menu goszczą na stałe wodorosty to społeczności charakteryzujące się długowiecznością, szczupłą budową ciała oraz rzadszym występowaniem chorób cywilizacyjnych.

Ponadto jedną z ważniejszych właściwości wodorostów są ich odtruwające właściwości.

Najbardziej rozpowszechnione na świecie jest skażenie ołowiem, glinem (aluminium), arsenem, kadmem oraz rtęcią. Związki te mogą pozostawać w ciele czego skutkiem bywa szwankowanie wszystkich systemów metabolicznych co leży u podstaw wielu poważnych chorób. Zawsze też będą one wpływać na nasze ogólne osłabienie i zmęczenie.

Wodorosty są w stanie przekształcać określoną ilość toksycznych metali w sole, które nasz organizm jest w stanie bez problemu wydalić przez jelita. Należy je jednak jeść regularnie minimum 4 razy w tygodniu przez pół roku.

Wspomagają też wodorosty do pewnego stopnia łagodzenie skutków promieniowania. Nie tylko nuklearnego, ale promieniowania, na które narażeni jesteśmy codziennie. To promieniowanie linii wysokiego napięcia oraz instalacji elektrycznej, mikrofalówek i kuchenek indukcyjnych, komputerów, ekranów i telewizorów. Te rodzaje promieniowania wpływają na zwiększenie produkcji przez nasz organizm wolnych rodników, a tym samym przyspieszenie procesów starzenia, zaburzeń komórkowych, anemii oraz wielu innych chorób.

Oprócz wodorostów dość podobne działanie odtruwające mają także miso, czosnek oraz trawa jęczmienna i pszeniczna.

Mają także wodorosty właściwości mocno nawilżające (wspomagają aspekt Yin). Są niezwykle skuteczne w usprawnianiu metabolizmu płynów w ciele. Specjalnie zalecane dla osób szczupłych lub osób z charakterystycznymi objawami suchości jak choćby sucha skóra, suche włosy czy słabo nawilżone stawy.

W ramach oswajania tego mało popularnego rodzaju pożywienia w naszej diecie dziś jedno z prostych zastosowań wodorostów. Sałatka ze świeżych wiosennych warzyw i wodorostów z miso.

Sałatka będzie łagodziła vata, może lekko zaburzać dosha pitta i kapha.

 

Składniki:

1 garść suchych wodorostów wakame;

1 ogórek;

1 marchewka;

5 rzodkiewek;

1 cebulka dymka ze szczypiorkiem;

2 łyżki nasion sezamu;

1 kopiasta łyżka jasnego miso (shiro miso);

1 łyżka soku z cytryny;

1 łyżka sosu sojowego;

1 łyżeczka octu jabłkowego;

3 łyżki oleju sezamowego;

4-5 szczypty pieprzu cayenne;

1/2 szklanki wrzątku;

Wodorosty wsypujemy do miseczki i zalewamy wrzątkiem. Czekamy około 10 minut. Powinny całe wypić wodę, urosnąć i być równomiernie zielone. W razie konieczności resztę wody odlewamy. Cebulkę ze szczypiorkiem kroimy w piórka. Marchewkę kroimy obieraczką do warzyw w podłużne paseczki. Rzodkiewki kroimy na plasterki, a ogórka w paseczki. Wrzucamy do miski wodorosty, marchewkę, rzodkiewki, cebulkę i ogórka. Wsypujemy sezam. W kubeczku mieszamy olej, miso, sos sojowy, ocet jabłkowy, pieprz cayenne i sok z cytryny na gładką masę. Sosem polewamy sałatkę i dobrze mieszamy. Najlepiej smakuje schłodzona w lodówce 🙂

 

 

 

 

 

 

moja piramida żywieniowa i sałatka z jarmużu i awokado z kremowym sezamowo-daktylowym sosem :)

IMGP4505

Dziś o mojej własnej piramidzie żywieniowej.

Jej struktura kształtowała się latami, a na jej obecny wygląd miało wpływ wiele czynników. Po drodze też popełniłam wiele błędów.

Nie zawsze odżywiałam się zdrowo, a moja dieta w młodości pozostawiała wiele do życzenia. Jadłam bardzo dużo białego pieczywa i serów oraz sporo słodyczy. Mimo, że byłam osoba raczej szczupłą miałam fatalne wyniki krwi. Od dziecka borykałam się z anemią. Miałam słabą odporność. Moja rodzina jest obciążona chorobami serca, miażdżycą oraz zachorowaniami na raka piersi. Chciałam sprawdzić czy można zmieniając diametralnie styl życia choć trochę zmienić przeznaczenie…

Eksperymentując z różnym rodzajem pożywienia przez lata doświadczałam jaki wpływ ma ono na moje ciało, samopoczucie i emocje. Przeszłam przez wiele rodzajów między innymi stosowałam dietę makrobiotyczną, witariańską, wegańską i wegetariańską w każdym aspekcie. Zwiększałam ilość różnych pokarmów i zmniejszałam inne. Dostosowywałam dietę do pory roku. Sprawdzałam na ile mogę dietetycznie pogrzeszyć i jak to wpłynie na moje wyniki. Sprawdzałam jak jedzenie danych rzeczy wpływa na moje samopoczucie i moją wydolność. Sprawdzałam czym rzeczywiście są niktóre rodzaje jedzenia. To był proces.

Coroczne badania i obserwowanie siebie od kilkunastu lat pokazywało błędy i wytyczało kierunki.

Wnioski pozwalały mi być bardziej świadomym oraz stanowczo zdrowszym człowiekiem. Wiem też na pewno, że dziedziczne obciążenia można zmienić. Można zwiększyć odporność i pozbyć się anemii. Można naprawić wiele rzeczy, które początkowo wydają się niezależne od nas… Można też zwiększyć poziom energii i wpłynąć trwale na polepszenie samopoczucia. Wyciszyć się. Można stać się bardziej pogodnym człowiekiem.

Muszę tu wspomnieć, że nie tylko zoptymalizowana dieta była mi w tym pomocna ale i sporo terapii naturalnych jak choćby ziołolecznictwo, medycyna chińska, ajurweda i joga, które trwale zagościły w moim życiu.

 

Wracając do struktury jedzenia – myślę, że moja obecna dieta jest optymalna.

Zawsze wybieram pokarmy o jak największej ilości wartości odżywczych i jak najlepszej jakości – to jest niezmienne. To one stanowią podstawę diety.

Muszę tu też zauważyć, że jeśli mam wybór zawsze sięgam po produkty mniej zakwaszające, a bardziej zasadowe.

Poniżej lista pokarmów ułożona pod względem zasadowości:

http://www.izaraczkowska.pl/kasza-brokulami-pod-beszamelem-razem-lista-produktow-alkalizujacych/

I tak patrząc od największych ilości poczynając:

  1. Podstawą mojej diety są warzywa w ilości naprawdę sporej. Jedzone w formie zależnej od pory roku. W ciepłych porach roku zjadam 70-80 % rzeczy na surowo, a resztę przetwarzam termicznie. W zimnych porach roku 50% jest surowe a 50 % przetworzone termicznie. Ogólnie warzywa stanowią największą części mojej codziennej diety. Ze stanowczą przewagą zielonych warzyw liściastych i niezbyt dużą ilością warzyw skrobiowych. Średnio jem koło 1 kg różnych warzyw dziennie.
  2. Zboża i kasze. Oraz ich przetwory – pasztety, mąki, kremy, pieczywo, placki. W miesiącach zimowych więcej a w letnich mniej. Bardzo rzadko wybieram zboża zawierające gluten. Chleb piekę z mąki ryżowej lub gryczanej. Moje ulubione zboża to gryka i proso.
  3. Rośliny strączkowe. Oraz ich przetwory – pasztety, pasty, placuszki i kotleciki. Szczególnie ulubione kiedy za oknem jest mróz. Zawsze długo moczone, gotowane i dobrze doprawione.
  4. Orzechy i pestki. Oraz ich przetwory – masła, kremy, mąki. Bogactwo mikro i makroelementów, witamin i zdrowych tłuszczów. Mam je zawsze pod ręką.
  5. Owoce. Głównie surowe. Jako, że ich działąnie mocno mnie wychładza stanowczo dostosowuje ich spożycie do pory roku.
  6. Tłuszcze. Nierafinowane i ekologiczne. O ich dobrą jakość dbam szczególnie. Moimi ulubionymi są olej lniany, z pestek dyni i kokosowy.
  7. Ghee, parmezan, mleko i miód. Słodycze.

 

Struktura różnicuje się zależnie od pory roku. Dlatego też zamieszczam dwa wykresy. Wykres przedstawiają procentowo rodzaj spożywanej żywności.

Zrzut ekranu 2015-02-03 o 15.16.44

Produktów odzwierzęcych jem bardzo niewiele. Parę łyżek mleka do kawy lub kostka czekolady. Czasem ghee – tylko zimą. Czasem ciut parmezanu. Czasem miód. Raz na parę miesięcy jakieś jajo może się trafi. Ostatnio rzadziej. Nawet nie wiem czy je tu uwzględniać bo nie przekraczają średnio 1% spożytych przeze mnie kalorii dziennie.

Oprócz sporadycznie popełnianego zimowymym wieczorem kawałka czekolady- słodyczy nie jadam wcale. Słodkie ciastko przytrafia mi się raz na parę lat.

Przetworzonych, gotowych i mocno oczyszczonych pokarmów, nabiału, dziwnych napoi i wszelkich kolorowych opakowań nie popełniam prawie nigdy.

Dzieci żywię podobnie z tą różnicą, że dostają one więcej produktów odzwierzęcych w postaci masła, sera czy jajka- raz na parę dni. Średnio – dość naciągając około 5% ich zapotrzebowanie kalorycznego dziennego mogę uznać za pochodzące z nabiału.

Mięsa oraz jego przetworów nikt z nas nie je – nigdy.

Mamy dobrą odporność. Dzieci narzekają, że muszą wciąż chodzić do szkoły kiedy ich koleżanki są w domu na zwolnieniach lekarskich.

Pijam regularnie kawę i czasem czerwone wytrawne wino ? to tak aby nie stracić cech ludzkich 🙂

Dostarczając organizmowi latami wszystkich niezbędnych składników oraz pożywienia o ogromnej gęstości odżywczej NIE MAM APETYTU na słodycze lub przekąski.

Posiłki jem trzy dziennie czasem dwa – zależy od dnia. Sporo piję – głownie wody i herbatek ziołowych. Codziennie bardzo regularnie rano wypijam minimum 350 ml świeżo wyciskanego soku z warzyw.

Dziś mega gęsta odżywczo sałatka z jarmużu, rukoli i awokado z magicznym słodkim kremowym sosem.

 

Składniki:

2 duże garście jarmużu (około 100g);

1 garść rukoli;

1 awokado;

1 czerwona papryka;

1 marchewka;

1 garść kiełków brokułu;

1 garść płatków migdałowych;

Sos:

4 duże daktyle bez pestek;

4 łyżki tahini;

2 łyżki miso (shiro miso);

1 łyżka sosu sojowego;

3-4 łyżki soku z cytryny;

2 szczypty pieprzu cayenne;

1 duży ząbek czosnku;

6-8 łyżek wody;

Jarmuż drobno kroimy i wsypujemy do miski. Dodajemy rukolę i kiełki. Awokado obieramy i kroimy w plasterki. Marchewkę i papryke kroimy w paseczki. Wszystko wrzucamy do miski. W osobnym pojemniku miksujemy wszystkie składniki sosu na kremową masę. Jeśli wyjdzie za gęsty dodajemy ciut więcej wody. Sosem polewamy sałatkę i wszystko posypujemy prażonymi na suchej patelni płatkami migdałowymi.

Prawda jest taka, że cokolwiek nie polejecie tym sosem stanie się pyszne 🙂 Zdrowego smacznego.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

gęstość odżywcza czyli glazurowana brukselka z orzeszkami :)

IMGP4494

To co jemy często jest bardzo osobiste. Jedzenie to coś co łączy nas ze światem. Nie zawsze jednak uświadamiamy sobie wagę tego połączenia.

Nie zawsze też zdajemy sobie sprawę ze skutków naszych wyborów… Ja uważam, że wszystko jest ze sobą połączone i wszystko ma wpływ na wszystko. Z tego punktu widzenia to co jemy jest ważne.

Dziś dwa słowa czym ja kieruję się w moich codziennych wyborach – w mojej codziennej diecie.

Dla mnie nie są istotne kalorie. Rzadko zwracam uwagę na wartości kaloryczne poszczególnych produktów. I to bynajmniej nie dlatego, że nie dbam o zdrowie czy o figurę. Po prostu uważam, że kalorie nie są tak istotne. Istotne jest to z czego pochodzą i to warunkuję całą resztę. Pisałam o tym tutaj:

http://www.izaraczkowska.pl/po-ci-te-liczenie-kalorii/

Dla mnie podstawowym kryterium wyboru jest jakość jedzenia. Nie chodzi tu o cenę czy ekskluzywność, a o zawartość składników odżywczych.

Uważam iż wszelkie choroby i przyśpieszone starzenie są skutkiem niedoborów albo toksemii. Te właśnie ochrona przed nimi leży u podstaw moich wyborów.

Co do toksemii. Uważam że najwięcej toksyn wprowadzamy do organizmu z nieodpowiednim jedzeniem oraz kosmetykami, a także chemią domową lub chemią związaną z miejscami gdzie najczęściej przebywamy.

Używam w przeważającej większości ekologicznych kosmetyków oraz środków do prania i sprzątania. Jeśli chodzi o jedzenie naprawdę bardzo rzadko jadam rzeczy mocno przetworzone czy w jakiś sposób rafinowane. Nie kupuje prawie wcale żadnych kolorowych opakowań. Wszystkie posiłki przygotowuję sama bezpośrednio przed spożyciem. Nic gotowego nie leży „na jutro” w mojej lodówce. Kupuję większą część warzyw, owoców oraz zbóż i przypraw z upraw ekologicznych. Bardzo przemyślanie łącze pokarmy ponieważ ogrom toksemii w naszych organizmach bierze się ze złych połączeń pokarmowych.

Najważniejsze jednak, że codziennie dbam o odpowiednią gęstość odżywczą tego co jem. Termin ten stworzył dr Fuhrman i nazwał nim wartość odżywczą danego pokarmu przypadającą na daną jego ilość kaloryczną.

Nie chodzi tu o rodzaj substancji będących nośnikiem kalorii tzn. chwilowo zapominamy o węglowodanach, białkach czy tłuszczach. Chodzi o witaminy, minerały, mikro i makroelementy, enzymy, błonnik, antyoksydanty i inne temu podobne związki czynne występujące w wartościowym pożywieniu.

Na przykład na 1300 kalorie pochodzących z 0,5 kg steku ilość błonnika jest równa 0,8 grama. Na 100 kalorie pochodzących z 0,5 kg warzyw liściastych ilość błonnika jest równa 5 gram.

W 220 kaloriach pochodzących z 0,5 kilograma algi morskiej wakame ilość wapnia wynosi 6500 mg. W 600 kaloriach pochodzących z 0,5 kilograma piersi kurczaka ilość wapnia wynosi 55 mg.

W 135 kaloriach pochodzących z 0,5 kilograma marchwi ilość karotenu wynosi 140 000 jednostek (I.U.). W 230 kaloriach pochodzących z 0,5 kilograma brzoskwiń ilość karotenu wynosi 2000 jednostek (I.U.).

Zauważcie, że prawie nikt nie uwzględnia ich zawartości na swoich opakowaniach. Dlaczego tak się dzieje skoro są one nam niezbędne dla zdrowia?

Ano dlatego ponieważ wszelka przetworzona żywność oraz spora większość pokarmów odzwierzęcych nie zawiera ich prawie wcale. Jakby więc wyglądały te tabelki z samymi zerami? 😉

Z drugiej strony zauważcie jak wiele bardzo otyłych osób boryka się z niedoborami i spowodowanymi przez nie chorobami właśnie. Bo to nie kalorie są najważniejsze. To nie dokładnie wyliczona ilość białek w diecie daje zdrowie.

To dzięki antyoksydantom, mikroelementom i witaminom nie mamy niedoborów, a nie dzięki nadmiarowi kalorii. Jedząc w przeważającej ilości produkty gęste odżywczo nie mamy poczucia wiecznego głodu i wiecznych smaków. Możemy zaspokoić apetyt z łatwością i nie potrzeba nam do tego bomby kalorycznej w postaci posiłku złożonego z trzech dań z obowiązkowym deserem.

Mimo, że Fuhrman jako pierwszy opisał ten aspekt odżywiania (2003) nie do końca zgadzam się ze stwierdzeniem, że on jest jedynym autorem tego typu diety. Jako, że od kilkudziesięciu lat już interesuję się zdrowym odżywianiem oraz medycyną naturalną i praktykuje jogę – wiele lat temu wyczytałam podobne wnioski w książkach o medycynie wschodu. Okazuje się bowiem, że dieta polecana przez ajurwedę i jogę, dieta konieczna do rozwoju duchowego – tak zwana dieta sattwiczna jest o wiele starszym (oczywiście ciut uproszczonym) odpowiednikiem diety kierującej się najwyższą gęstością odżywczą. Według ajurwedy to dieta bardzo mocno odmładzająca i przedłużająca życie, a także pozwalająca dożyć późnej starości w pełni władz umysłowych i sił witalnych.

Pisałam o tym tutaj:

http://joga-gliwice.eu/2012/12/taka-karma-czyli-dieta-jogina/

Dziś lista produktów o największej gęstości odżywczej wg Fuhrmana. Ułożona od produktów najbardziej do mniej wartościowych. Produktów bez wartości nie zawiera. Produkty pokrewne mają zbliżoną skalę wartości. Czyli na przykład papryka pomarańczowa jest wprawdzie ciut niżej niż czerwona ale jednak blisko, kapusta zwykła jest niżej niż pekińska ale blisko etc.

 

  1. Warzywa zielone: nać gorczycy, nać rzepy, kapusta ozdobna, jarmuż, rukiew wodna,wodorosty, kapusta chińska (bok choy), szpinak, nać rzepy, kapusta pekińska, brukselka, boćwina, rukola, brokuł, sałata rzymska.
  2. Pozostałe warzywa: rzodkiewka, buraki, kiełki fasoli, czerwona papryka, , cykoria czerwona, rzepa, marchewka, kalafior, karczoch, pomidor, dynia.
  3. Owoce: truskawki, jeżyny, śliwki, maliny, czarne jagody, borówki, papaja, pomarańcze, mandarynki, melon, kiwi, arbuz.
  4. Rośliny strączkowe: soczewica fasola czerwona, fasola Jaś, fasola adzuki, fasola czarna, soja, groch, ciecierzyca.
  5. Orzechy i nasiona: pestki słonecznika, nasiona sezamu, siemię lniane, pestki dyni, pistacje, orzechy pecan, migdały, orzechy włoskie, orzechy laskowe, orzechy nerkowca.
  6. Ziarna pełne: owies, jęczmień, dziki ryż, brązowy ryż, pszenica, kukurydza, komosa ryżowa, proso.
  7. Nabiał: tofu, mleko bio, mleko sojowe, jogurt naturalny bio, mleko migdałowe, tempeh.

 

Różnica między produktami z punktu pierwszego, a produktami punktu siódmego jest ogromna – to kilkaset jednostek. Należy więc jeść jak najwięcej produktów z góry listy.

Jeśli chodzi o gęstość odżywczą mięsa to zawiera ono znikome ilości punktów i w skali od 1 do 1000 nie przekracza 40. Do tego należałoby spożywać mięso w postaci jak najmniej przetworzonej.

W następnym poście opiszę moją prywatną piramidę żywieniową.

Dziś danie o fajnej gęstości odżywczej – glazurowana brukselka.

Potrawa będzie wzmagać dosha vata i łagodzić pitta. Dla kapha proponuje dodać mniej syropu wtedy także będzie łagodząca.

 

Składniki:

 

1/2 kg brukselki;

1 cebula,

1 papryka czerwona,

1/2 szklanki orzeszków nerkowca;

3 łyżki oleju kokosowego;

3 łyżki syropu klonowego lub miodu;

2 łyżki mąki ryżowej;

1 łyżka sosu sojowego;

1 łyżka czarnej gorczycy;

1 łyżka musztardy Dijon;

woda;

Cebulkę i paprykę kroimy w kosteczkę. Brukselki jeśli są duże kroimy na pół a jeśli małe zostawiamy w całości. Olej kokosowy rozgrzewamy na patelni i wrzucamy cebulkę i gorczycę. Podsmażamy 5 minut do czasu aż cebulka nabierze złotego kolorku. Dorzucamy paprykę, orzeszki i brukselki. Mieszamy i podsmażamy około 5 minut. Dolewamy 1/3 szklankę wody i zakrywamy patelnie pokrywką. Dusimy warzywka około 8-10 minut. W miseczce mieszamy syrop, sos sojowy, musztardę i mąkę ryżową z 1/2 szklanki wody. Zalewamy uduszone warzywka powstałym sosem. Dusimy jeszcze 2-3 minutki mieszając aż sos zgęstnieje. Można jeść z ryżem lub chlebkiem ryżowym 🙂