kasza jaglana

o „zdrowym” odżywianiu słów parę i prosty pasztet warzywny z suszonymi pomidorami :)

IMG_6861

Rzeczywistość się zmienia, ewoluuję. Ja patrzę.

Kilkadziesiąt, a nawet kilkanaście lat temu wegetarianizm był postrzegany jako nieodpowiedzialne dziwactwo rodem z epoki dzieci kwiatów, przejaw niedowładu umysłowego lub niezdrowa cecha jednostek egocentrycznych, aspołecznych i wynaturzonych. Większość osób, którym odważyłam się wspomnieć o takowym kręciła z ubolewaniem głową, pukała się w czoło, dawała rady albo telefony do psychiatry. To się zmieniło.

Teraz bycie wegetarianinem jest normalne. Ba! Już jest passe. Teraz na topie jest być weganinem lub witarianinem. Do tego koniecznie trzeba być minimalistą, biegać maratony, pić zielone koktajle, prowadzić bloga (wszystko jedno na jaki temat), uczestniczyć w treningach Mindfulness i warsztatach kulinarnych, wychowywać wegańskie dziecko, cierpieć na nietolerancje pokarmowe, pić niszowe piwo, mieć brodę ale przede wszystkim koniecznie, ale to koniecznie „zdrowo” jeść.

I tu jest pies pogrzebany… Bo to się nie zmieniło nic, a nic od czasów kiedy standardem był zestaw schabowego z ziemniakami i kompotem.

Mimo, że kierunek zmian naszego świata jest dobry wielość informacji, towarów, potrzeb i możliwości zaciemnia obraz całości i utrudnia prawidłowe wybory.

Jest dziwaczniej, modniej, bogaciej i więcej ale na pewno nie „zdrowiej”.

Internet pełny jest portali, stron, blogów, inicjatyw i miliona przepisów. W większości też zupełnie wprost lub ciut bokiem, autorzy niezmiennie piszą lub sugerują, że ich przepisy, dania, książki lub prowadzone przez nich warsztaty są „zdrowe”. W księgarni półki z książkami dietetycznymi i kucharskimi rozrastają się w oczach. Oczywiście wszystkie, wszyściutkie zawierają tylko „zdrowe” przepisy i najlepsze diety.

No way!

Nie wszystko co pochodzi ze sklepu ze „zdrową” żywnością jest zdrowe. Nie wszystko co w napisie ma „eko”, „bio”czy „organic” jest zdrowe. Nie wszystko co jest ręcznie robione, ucierane, wyrabiane i wypiekane jest zdrowe. Nie wszystko co zawiera jagody goji jest zdrowe 😉 Nie wystarczy zrobić coś „wegańskiego” aby było zdrowe…

Zatraciliśmy zdrowy rozsądek w tej wielości – to na pewno! Co do wszystkiego innego z napisem „zdrowe” stanowczo podchodziłabym sceptycznie…

Oglądam przepisy, czytam je na blogach i w książkach. Tak. Są one smaczne, przemyślane i fikuśne, ale bardzo rzadko są zdrowe. W większości przypadków za cenę pysznego smaku autorzy sprzedają nam niezły kit. Począwszy od ciast, tofurników i wegańskich organicznych słodyczy wszelakich przez wegańskie burgery, a skończywszy na domowo wyrabianych serach, i piwach etc.

W większości to ściema.

Przecież każdy cukier zakwasza – nie ważne czy będzie on z tesco czy ze sklepu ze zdrową żywnością! Tak, nawet ten brązowy. Ten „zdrowy”! Syrop z agawy i każdy inny też 🙂 Nie ważne czy upieczecie własnoręcznie chleb z najdroższej, nieoczyszczonej mąki – jeśli będzie zawierał gluten i drożdże będzie nie tylko zakwaszał, ale i tworzył kamienie kałowe. Jeśli pójdziecie do knajpy i zamówicie makaron z jarmużem – to wcale ale to wcale nie znaczy że jecie „zdrowy” posiłek! Bo makaron jest z glutenem (prawie wszędzie…), jest rozgotowany (zawsze), a w połączeniu ze śmietanowym sosem, którym otaplany jest jarmuż tworzy fatalne połączenie pokarmowe. Kiedy w ulubionej kawiarni zamówicie brownie z buraka, z fasoli lub ciasto z cukinii jedzcie je z uśmiechem i przyjemnością, ale nie mówcie, że to jest zdrowe! Zrobi wam ono to samo co gotowa babka z biedronki. No może ciut mniej chemii ma, ale wierzcie mi – chemia w tym wszystkim to nie jedyne zmartwienie. Proszek do pieczenia, soda, indeks glikemiczny, mąka i król cukier (lub inny słodzik) wystarczą żeby zrobić swoje i bez chemii. Jeśli pójdziecie na warsztat robienia serów – nie rozpływajcie się w poczuciu, że nabyliście umiejętność robienia „zdrowego” sera. Po pierwsze ser nie jest nigdy zdrowy. Nawet ten w wersji lux z mleka bałkańskich, szczęśliwych oślic 🙂 Po drugie – zawsze buduje tkanki ciała i zakwasza. Po trzecie naprawdę rzadko jada się go w prawidłowych połączeniach żywieniowych, więc wywołuje toksemię, podobnie jak makaron z jarmużem i śmietaną, burger wegański, orkiszowa bagietka z kozim serem, wegańskie ciasta, babeczki oraz wiele innych obecnie modnych dań.

Musimy pamiętać, że gospodarka kieruje się swoimi prawami. Od kiedy nastała moda „na bycie wege” – właśnie to chce się nam sprzedać. Trzeba sobie przypomnieć, że wyznacznikiem sukcesu w kapitalistycznym społeczeństwie jest zysk, a nie nasze dobro. „Nasze dobro” ważne jest tylko dla marketingowca, w celu stworzenia precyzyjniejszej reklamy, lepiej dobranej ściemy. „Nasze dobro” to tylko miraż, wyobrażenie, obrazy z reklamówek i plakatów. Tylko! Sklep ze zdrową żywnością i knajpa nie funkcjonują li tylko dla naszego dobra. Są tworami, których istnienie opiera się na rachunku zysku i strat. Zysk jest wtedy kiedy koszty są mniejsze niż przychody. Zysk jest wtedy kiedy jedzenie smakuje lepiej, a jednocześnie jest tańsze. Jedzenie zawsze smakuje lepiej jeśli zawiera cukier lub tłuszcz, a najlepiej oba naraz. Jedzenie zawsze smakuje lepiej jeśli było smażone, pieczone, podpiekane lub choćby gotowane 🙂 Jedzenie zawsze ma wyrazistszy smak kiedy zawiera powyższe albo białko, a najlepiej wszystko na raz. Jedzenie smakuje lepiej jeśli obdarza nas znajomym, najlepiej z dzieciństwa smakiem…

To wykorzystywane jest przeciwko nam, a nie dla nas.

Jeśliby knajpy sprzedawały tylko i wyłącznie rzeczywiście zdrowe jedzenie, z dobrych jakościowo produktów, mądrze przetworzone termicznie i podane w dobrych zestawach pokarmowych to by splajtowały. Jeśli w sklepach ze „zdrową” żywnością miała by zostań na pólkach tylko rzeczywiście zdrowa żywność – to by splajtowały. Jeśli wszyscy autorzy książek zamieszczali tylko przepisy z faktycznie zdrowym jedzeniem – nikt by tych książek nie kupił….

Nie chodzi tu o to by być dziwakiem i odsunąć się od świata. Jeść korzonki i siedzieć w lesie. Ze świata można korzystać, ale nie bezmyślnie. Nie koniecznie dobrze jest płynąć z prądem, nawet jeśli pozornie wydaje się nam przychylny i znajomy. Chodzi o to by dokonywać mądrych wyborów i nie dać się nabić w butelkę – także samemu sobie 🙂  Bo przecież lubimy sobie powiedzieć, że to co jemy jest „zdrowe”… „Zdrowego” można zjeść więcej, „zdrowe” można jeść prawie bezkarnie… Słowo „zdrowe” to jedno z naszych najlepszych ściem. Jest tak relatywne, że można pod nie podpiąć niemal wszystko – oczywiście w zależności od IQ podpinającego.

Pytanie tylko jest takie: po co?

Nie ściemniajcie się za często 😉

 

Dziś prosty i szybki pasztet warzywny.

Lekkość i suchość kaszy jaglanej jest tu złagodzona nawilżającym olejem i procesem pieczenia więc nie powinna mocno zaburzać dosha vata i pitta. Jeśli jednak na zimne dmuchamy można zastąpić kaszę jaglaną ryżem basmati dla tych dosha. Potrawa nie powinna zaburzać dosha kapha. .

 

Składniki:

1 szklanka kaszy jaglanej;

4 marchewki;

2-3 pietruszki;

2-3 cebule;

1/2 selera;

4 łyżki oleju kokosowego (lub oliwy z suszonych pomidorów);

2 ekologiczne kostki bulionu warzywnego;

1 łyżka ziół prowansalskich;

4-5 łyżek posiekanych suszonych pomidorów;

1/2 łyżeczki suszonej wędzonej papryki;

sól i pieprz;

Kaszę zalewamy 2 szklankami wody, dodajemy 1/2 łyżeczki soli i gotujemy pod przykryciem od czasu do czasu mieszając dopóki kasza nie wchłonie całej wody. Cebulkę kroimy i smażymy 8 minut na rozgrzanym oleju. Na patelnie z cebulką dorzucamy pokrojone drobno w kosteczkę pozostałe warzywa. Dorzucamy kostki bulionowe rozbełtane w 2-3 łyżkach wody oraz zioła prowansalskie, wędzoną paprykę i posiekane drobniutko suszone pomidory. Wszystko dusimy mieszając około 10-12 minut. Uduszone warzywa łączymy z kaszą i dokładnie blendujemy na gładką masę. Dodajemy soli i pieprzu do smaku. Pieczemy w silikonowej foremce w piekarniku rozgrzanym do temperatury 180 stopni przez 30 minut. Najlepiej smakuje na zimno jako dodatek do sałatek (z którymi stworzy świetne połączenie pokarmowe J) lub na ciepło z prostym sosem paprykowym bądź pomidorowym. Zdrowego smacznego J

 

 

 

 

 

 

dbamy o jelita i indyjska zupa krem z warzyw, ciecierzycy i kaszy jaglanej :)

IMGP4010

Organem, o który należy szczególnie zadbać jesienią jest jelito grube. Jelito grube według medycyny chińskiej jest ściśle związane z naszymi płucami, a oba te narządy podlegają przemianie metalu.

Według medycyny wschodu nasze zdrowie w dużej mierze zależy od stanu „korzeni ciała” czyli naszych jelit, a okrężnicy w szczególności.

Czas trawienia jest tu dobrym wskaźnikiem świadczącym o stanie jelita grubego. Prawidłowo trawiony pokarm powinien opuścić nasze ciało po maksimum 24 godzinach. W dużym uproszczeniu możemy stwierdzić, że jeśli robi to szybciej może to świadczyć o tym, że organizm nie zdołał wchłonąć wszystkich składników odżywczych dostepnych w pożywieniu co po czasie zaowocuje niedoborami. Jeśli robi to z opóźnieniem możemy być pewni, że do naszego organizmu przedostaje się z za wolno przesuwającej się masy pokarmowej sporo substancji powoli nas zatruwających co przykłada się do pogłębienia toksemii. Należy pamiętać, że zdrowie naszego ciała jest bezpośrednio związane z umiejętnością eliminacji toksyn. Zarówno w jednym jak i w drugim przypadku nie można mówić o naszym dobrostanie.

Z bardziej subtelnego punktu widzenia osoby mające problemy z jelitem grubym często mniej lub bardziej świadome mają predyspozycje do życia przeszłością. Taka postawa wiąże się często z brakiem umięjętności przeżywania smutku i żalu. Żal umiejętnie wyrażony, a przez to niejako złagodzony buduję nasze zdrowie ? rozluźnia i uwalnia. Natomiast długo tłumiony żal czy smutek zawsze zakotwicza nas w przeszłości. Zakłóca prawidłowe funkcjonowanie organizmu ? ze szczególnym uwzglednieniem jelit (oraz układu oddechowego).

Stan jelit jest także zależny od stanu pozytywnej flory bakteryjnej, o czym już wiele razy pisałam.

Jesień to najlepszy czas na zaopiekowanie się naszym jelitem i też właśnie teraz ujawnia się najwięcej problemów z nim związanych. Porą dnia, w której nasze jelito jest najbardziej aktywne to godzina 5 do 7 rano. Wtedy też powinniśmy je opróżniać.

 

Aby uzdrowić jelito grube należy maksymalnie ograniczyć lub zupełnie wycofać nastepujące produkty:

  1. Żywność wysoce przetworzoną.
  2. Nabiał oraz jajka.
  3. Wszystkie rodzaje mięsa i tłuszczu zwierzęcego z wyjątkiem mięsa ryb.
  4. Warzywa psiankowate na przykład pomidory, ziemniaki, paprykę, bakłażan.
  5. Złe połączenia pokarmowe na przykład: nie łączymy białka z węglowodanami, białka z białkiem etc.
  6. Używki czyli kawa, herbaty, papierosy i alkohole.

 

Aby uzdrowić jelito grube należy wzmacniać je nastepującymi pokarmami:

  1. Warzywa: kapusta, gorczyca, rukola, seler, rzepa, rzodkiew, marchew.
  2. Rośliny strączkowe i ich przetwory: fasole, ciecierzyce, tofu, tempeh.
  3. Zboża: ryż.
  4. Owoce: brzoskwinie i gruszki.
  5. Zioła i przyprawy: imbir, czosnek, koperek, chrzan, bazylia, cynamon, gałka muszkatołowa, kolendra, tymianek, czarny pieprz.

 

Dziś kremowa i pachnąca zupa uzdrawiające jelita z warzyw, ciecierzycy i kaszy jaglanej.

Zupa bedzie zaburzać lekko dosha vata dlatego też polecam zmniejszyc ilość dodanej cieciorki, a zwiększyć ilośc imbiru i pieprzu czarnego. Zupa będzie dobra dla dosha pitta jeśli zmniejszymy ilość czosnku, cebuli i imbiru. Zupa będzie łagodzić dosha kapha.

 

Skladniki:

2 cebule;

2 marchewki;

1 mały seler (około 100 g);

2/3 szkalnki ugotowanej ciecierzycy (lub ciecierzycy konserwowej ze słoiczka);

6-7 łyżek kaszy jaglanej;

4 szklanki wody;

4 ząbki czosnku;

4 łyżki ghee (klarowanego masła) lub oleju kokosowego;

1 łyżeczka kurkumy;

1-2 łyżeczki curry;

1 łyżeczka kuminu (kminku rzymskiego);

1 łyżeczka nasion kolendry;

1-2 łyżki startego kłacza imbiru;

2 kostki ekologicznego buliony warzywnego;

1 opakowanie śmietany sojowej lub jogurtu (okolo 150 g);

sól i czarny pieprz;

W garnku rozpuszczamy ghee. Cebulkę kroimy i smażymy na ghee około 5 minut. Dorzucamy przyprawy roztarte w moździerzu: nasiona kolendry, kumin, curry i kurkumę. Podsmażamy jeszcze 2 minutki mieszając. Dodajemy pokrojoną marchew, seler, czosnek i starty imbir. Dusimy 5 minut mieszając. Dolewamy wodę, wrzucamy kostki bulionowe, ugotowaną ciecierzycę i kaszę jaglaną. Zamykamy pokrywką i gotujemy około 15- 20 minut. Możemy odłożyć parę łyżek marchewki i cieciorki z zupy do ozdoby, a resztę miksujemy bardzo dokładnie ze śmietaną sojową. Dodajemy sól i pieprz do smaku. Cudnie rozgrzewająca zupa na jesienny zimny dzień 🙂

 

ajurwedyjska dosha pitta i bezglutenowe chlebki ryżowo-jaglane :)

 

IMGP0567

Dziś dosha pitta. Dosha pitta tworzą połączenia ognia (agni) i wody (apas). Pitta cechuje tłustość i gorąco oraz szybkość z jaką ulega podrażnieniu.

Osoba, u której dominuje ta energia jest średniej budowy. Często cechuje ją naprawdę wyważona proporcja w budowie ciała. To najbardziej zgrabna z dosh! Zazwyczaj średniej wagi – ani za gruba ani za chuda. Pitta nawet jak tyje to proporcjonalnie ? równomiernie na całym ciele. Ma stawy średniej wielkości – zawsze dobrze nasmarowane i bardzo sprawne.

Osoby tej konstytucji mają dość jasną karnację. Często można się doszukać w kolorze ich skóry barwy blado różowej. Osoby konstytucji pitta nie za dobrze reagują na słońce. Opalają się na czerwono i często u nich dochodzi do mniejszych lub większych poparzeń słonecznych. Często też są uczulone na słońce. Dopiero po paru dniach ostrożnego opalania skóra pitta nabierze brązowo-miedzianej słonecznej barwy.

Ogólnie pitta jest podatna na wszelkie podrażnienia i stany zapalne skóry. Skora pitta jest dobrze ukrwiona i często się rumieni szczególnie przy wysiłku fizycznym. Osoby o tej konstytucji pocą się mocno – często niezależnie od pogody. Często też mają spocone dłonie.

To osoby raczej sprawne fizycznie, o dobrym tonusie mięśniowym i lubiące aktywność. Przy odrobinie choć systematyczności stają się wyjątkowo skutecznymi zawodnikami.

Ich wieczna potrzeba rywalizacji pozwala im często wygrywać. Niemniej równie często pitta w swoim dążeniu do bycia „naj” zatraca się – nie wiedząc kiedy przestać.

Nie mają kłopotów z marznięciem – przeciwnie- ich skóra jest zawsze ciepła w dotyku. Osoby tej konstytucji często się przegrzewają – nie lubią więc upalnej letniej pogody i leżenia na plaży. Uwielbiają spać przy otwartym oknie nawet w czasie zimniejszych pór roku. Osoby konstytucji pitta często korzystają z klimatyzacji. Często też poprzez uczucie wewnętrznego ciepła rodzące niedostosowanie ubioru do pory roku zapadają na choroby zatok i zaziębienia.

Osoby tej konstytucji często są podatne na gorączkę lub wszelkie stany zapalne a także na nadciśnienie oraz choroby związane z wątrobą i śledzioną.

Włosy pitta są zazwyczaj dość cienki i delikatne choć bywa ich sporo. Są też najczęściej proste. Koloru raczej jasnego: blond do niezbyt ciemnych brązów. Wszystkie odcienie włosów rudych także charakteryzują osoby tej konstytucji. Włosy tej dosha szybko siwieją. Także łysienie u mężczyzn świadczy o przeważaniu energii pitta. Paznokcie mają mocne i dość elastyczne.

Osoby typu pitta mają oczy żywe o mocnym, intensywnym spojrzeniu – często zielone, orzechowe, piwne lub niekiedy bardzo jasno niebieskie.

Zęby mają równe i proporcjonalne jak resztę ciała.

Pitta ma dobry apetyt i potrafi dużo zjeść. Nie cierpi opuszczać posiłków i kiedy jest głodna naprawdę robi się zła. Jej ciało jest bardziej zdolne do postu niż jej umysł. Pitta lubi słodycze.

Osoby tej konstytucji są wzrokowcami i z łatwością umieją sobie wyobrazić co tylko chcą.

To najbardziej rozsądna dosha. Zrównoważone osoby tej konstytucji są bardzo stabilne emocjonalne. Wiedzą czego chcą i zdobywają to często bardzo świadomie. Cechuje je wrodzona praktyczność. Są to osoby odważne. Mają też masę cech dobrego przywódcy i lidera. Umieją podejmować decyzje szybko i sprawnie.

Pitta są bardzo bystre i inteligentne – wiedzą o tym i korzystają z tego. Często jednak gubi je arogancja i wrodzony brak cierpliwości prowadzące do wybuchów gniewu. Niezrównoważona pitta ma wybujałe ego, które przejawia się brakiem tolerancji oraz cynizmem.

Cechuje osoby tej konstytucji wysoki poziom energii rzutujący na wszystko, sprawiający, że zrównoważona pitta przechodzi przez życie z lekkością w otoczeniu gromady przyjaciół 🙂

Dziś bezglutenowe chlebki ryżowo-jaglane.

To chlebki świetne dla osób odchudzających się lub mających problem z zapewnieniem poziomu cukru lub z cukrzycą. Wzrost glukozy we krwi po spożyciu tych chlebków jest mniejszy niż 26% a stabilny poziom cukru utrzymuje się przez 4-5 godzin. Dla przykładu po spożyciu chleba pszennego wzrasta o 74% a i po chlebach razowych o około 39-42%.

Dzięki niskiemu wzrostowi glukozy we krwi długo jesteśmy po zjedzeniu tych chlebków syci. A żywiąc się nimi na stałe nie mamy napadów „wilczego apetytu” 🙂

Chlebki będą dobre dla dosha kapha. Dla dosha vata i pitta polecam dodać mniej kaszy jaglanej a w zamian dodać ryż basmati lub więcej otrąb owsianych.

 

Składniki:

1 szklanka ryżu basmati;

1 szklanka kaszy jaglanej;

1/2 szklanki otrąb owsianych;

7 łyżek siemienia lnianego;

1-2 łyżeczki soli ( wedle uznania);

1 1/2 l wody;

Do dużego garnka wsypujemy ryż, kaszę i sól. Zalewamy 1 1/2 litra wody i gotujemy około 15 minut. Po około 10-15 minutach dosypujemy otręby owsiane i gotujemy jeszcze 5 minut. Jeżeli masa jest zbyt gęsta i przywiera do dna można dolać jeszcze parę łyżek wody. Przykrywamy pokrywką i pozostawiamy jeszcze na 15 minut aby kasza i ryż doszły. Rozgrzewamy piekarnik do temperatury 200 stopni. Z powstałej masy formujemy płaskie placuszki i układamy na blaszce pokrytej papierem do pieczenia. Możemy posypać je dodatkowo nasionami chia lub siemieniem laninym. Pieczemy przez 60 minut.

Najlepiej smakują na ciepło. Mają chrupiącą skórkę a w środku są mięciutki. Ale całkiem dobre są też na zimno – jako drugie śniadanie lub do każdego innego posiłku jako pieczywo. Można je odgrzewać w piekarniku lub tosterze. Przechowujemy je w lodówce. Zdrowego smacznego!

o pochodzeniu dosha i czekoladowo-bananowy krem z kaszy jaglanej :)

IMGP9356

Wkrótce planuje opisać trzy kolejne ajurwedyjskie dosza ze szczegółowym uwzględnieniem jadłospisu dla każdej z nich. Teraz gwoli wprowadzenia parę słów o ajurwedzie i o tym skąd się wzieły pojęcia vata, pitta, kapha.

Ajurveda to sanskrycki termin, w którym „ajus” oznacza życie, a „veda” mądrość czyli mądrość życia, wiedza życia. Ta wiedza o zdrowym życiu jest prawdopodobnie jednym z najstarszych systemów leczniczych medycyny naturalnej i jest nieprzerwanie  stosowana od blisko 5 tysięcy lat. Ajurweda traktuje człowieka jako swoisty mikrokosmos, ściśle połączony z całym wszechświatem. Ujmuje człowieka holistycznie – na wielu poziomach i w wielu aspektach życia. Jesteśmy według niej nie tylko ciałem fizycznym, ale istotą obdarzoną intelektem, emocjami i indywidualnością. Według ajurwedy każdy człowiek posiada swój własny, wyjątkowy sposób funkcjonowania.

Zupełnie przeciwnie do medycyny konwencjonalnej ajurweda nie klasyfikuje, nie uogólnia i nie sprowadza do wspólnego mianownika. Nie funkcjonuje tu pojęcie normalności, gdzie większość ustanawia normę. Każdy z nas jest traktowany jako indywidualna istota, z większym szacunkiem i w mądrzejszy sposób. Zupełnie też inaczej niż w medycynie konwencjonalnej traktuje się tu chorobę. Medycyna zachodnia skupia się głównie na leczeniu objawów chorobowych, nie bardzo dochodząc do sedna ich powstawania. Specjalizacje medyczne dzielą człowieka na masę poszczególnych narządów, których choroby zupełnie mają się nijak do całości. Profilaktyka zaś dopiero zaczyna raczkować. W medycynie wschodniej leczy się człowieka jako całość, a chorobę traktuje się jako brak równowagi. W Azji istnieje powiedzenie, że tylko słabi lekarze leczą widoczne choroby, dobrzy natomiast potrafią im zapobiec.

Ajurweda to filozofia życia, której sednem jest postrzeganie człowieka z szerszej perspektywy i branie pod uwagę nie tylko czynników fizycznych, ale także duchowych i emocjonalnych. Opiera się ona na założeniu, że każde istnienie jest przejawem energii prany. Prana jest siłą życiową przejawiającą się w pięciu żywiołach: przestrzeni (akaśa), powietrzu (waju), ogniu (agni), wodzie (apas) i ziemi (prithiwi).

Przestrzeń (akaśa) inaczej zwana eterem. Wypełnia wszechświat i jest miejscem istnienia wszystkiego. Z punktu widzenia ciała przestrzeń może być miejscem, w którym powstają wytwory wyobraźni oraz myśl. Powietrze (waju) jest gazowym stanem materii. Same w sobie nie ma formy. Jest niezbędne do życia. Dzięki powietrzu i przestrzeni możliwy jest ruch. W ciele wypełnia wszelkie wolne przestrzenie. Ogień (agni) symbolizuję możliwość transformacji. Umie zmieniać substancje ze stanu stałego w ciekły i gazowy. W ciele zarządza trawieniem, wchłanianiem i przyswajaniem. Woda (apas) to ciekły stan materii. Jest niezbędna do życia. Symbolizuje płynność. Jest niestabilna. W ciele jest nośnikiem życia, schładza i utrzymuje równowagę elektrolitów. Ziemia (prithiwi) jest stałym stanem skupienia materii. Symbolizuje stabilność i brak ruchu. Jest stała, gęsta i zapewnia podłoże. Nadaje ciału formę.

W naszym organizmie znajdują się wszystkie powyższe elementy. Według ajurwedy formują one nasze ciała w pewien ściśle określony sposób, który nazywamy konstytucją ciała (prakriti). Istnieją trzy typy konstytucji ciała oparte na trzech zasadach (tri dosha): vata, pitta i kapha.

Vata to połączenie powietrza i przestrzeni. Jest związana z układem nerwowym i kontrolą ruchu ciała oraz procesem wydalania. Jest zasadą ruchu przejawiająca się w ciele, umyśle i zmysłach. Osoba z konstytucją vata jest bardzo ruchliwa, szczupła, sucha. Mało wytrzymała. Nic w jej życiu nie jest rutyną. Posiada szorstką i sucha skórę o ciemniejszej karnacji oraz zimne ręce i stopy, a także sztywne stawy. Często marznie. Szybko się uczy i szybko zapomina. Zrównoważona jest lekka, aktywna, inteligentna, radosna i beztroska. Niezrównoważona osoba typu vata jest słaba, niepewna, nerwowa, niewiarygodna, wyczerpana i hiperaktywna.

Pitta to połączenie ognia i wody. Jest związana z ciepłem, metabolizmem, produkcją energii i trawieniem. Osoba z konstytucją pitta jest wyrazista, spontaniczna i zmienna.  Inteligentna. Średniej budowy ciała, czasem atletycznej, o jasnej często piegowatej skórze. Nie lubi gorąca i jest nieodporna na ciepło. Doskonale planuje i jest dobrym organizatorem. Lubi wyzwania i jest pewna siebie. Jest ambitna. Bezpośrednia i odważna. Zrównoważona osoba typu pitta jest błyskotliwa, inspirująca, żywotna, i wesoła. Niezrównoważona zbyt łatwo osądza i krytykuje, jest niecierpliwa, wpada łatwo w gniew, bywa agresywna, sarkastyczna i porywcza.

Kapha to połączenie ziemi i wody. Jest związana ze stabilnością fizyczną, odpowiednią budową ciała i równowagą płynów. Fizycznie osoba typu kapha jest silna, ma mocne ciało i dużą wytrzymałość. Porusza się z gracją. Jest bardzo współczująca, tolerancyjna, spokojna i lojalna. Przepełniona miłością. Skłonna do medytacji.  Daje dużo wsparcia i bezpieczeństwa. Lubi spać i leniuchować. Posiada doskonałą pamięć. Zrównoważona kapha ma kojącą osobowość, przepełnioną ciepłem i spokojem. W stanie nierównowagi jest ociężała, nudna, chciwa i leniwa. Kiedy jest niezrównoważona jest podatna na nałogi.

Konstytucja ciała (prakriti) powstaje w momencie poczęcia i nie ulega zmianie w ciągu całego życia. Patrzymy na świat przez jej pryzmat. Większość z nas ma jedną lub dwie dosha dominujące, rzadziej trzy. Istnieje także konstytucja tymczasowa, chwilowa (vikriti) będąca odzwierciedleniem stanu naszego ciała i ducha w chwili obecnej.

Ajurweda twierdzi, ze choroby i nasze dolegliwości są stanem zakłócenia równowagi na poziomie fizycznym, emocjonalnym i duchowym. Znając i rozumiejąc konstytucję naszego ciała zarówno wrodzoną jak i tę chwilową możemy przywracać równowagę poprzez prawidłową dietę i zmianę nawyków życia codziennego, poprzez unikanie tego czego mamy w nadmiarze oraz wzmacnianie tego czego nam brakuje.

Ajurweda skupia się nad przywróceniem harmonii, nie na samym przejawie zakłócenia równowagi – tym samym kładzie nacisk na przyczyny objawłów a nie na same objawy. Połączenie pięciu elementów prany tworzy w każdym z nas niepowtarzalną równowagę dlatego też leczy się tu wyjątkowego człowieka a nie kolejny przypadek danej choroby. Dzięki swojej skuteczności terapia ajurwedyjska przetrwała wieki i jest dziś uznawana za „matkę medycyny”, dając nam świadomość, która może stać się kluczem do przemiany.

Dziś czekoladowo-bananowy krem z kaszy jaglanej. Danie te może zaburzać dosha pitta i łagodnie zaburzać dosha kapha. Powinno łagodzić dosha vata. Aby złagodzić jego wpływ warto do niego dodać ciut zmielonego kardamonu (lub ewentualnie jeszcze ciut zmielonego kuminu).

Składniki:

1 szklanka kaszy jaglanej;

2 1/3 szklanki wody;

1 szklanka mleka migdałowego (lub innego roślinnego);

1/2 łyżeczki soli;

2 banany;

1 garść truskawek lub innych jagód;

3 łyżki masła orzechowego (lub migdałowego);

1-2 łyżeczki kakao;

2-3 łyżki miodu (lub syropu z agawy);

Kaszę zalewamy wodą, solimy i gotujemy mieszając dopóki woda nie wyparuje – około 10-12 minut. Potem zostawiamy 5 minut pod przykryciem aby doszła. Dolewamy do niej mleko, dorzucamy obrane banany, kakao, masło orzechowe i miód. Wszystko dokładnie miksujemy blenderem. Jeśli krem wyjdzie zbyt gesty można dodać ciut więcej mleka do blendowania. Podajemy na ciepło lub na zimno udekorowaną truskawkami. Bardzo syty deser dla całej rodzinki 🙂

 

 

 

 

bez toksyn czyli zupa krem z kaszy jaglanej z papryką :)

IMGP9283

Niektóre pokarmy sprzyjają gromadzeniu toksyn w naszym ciele inne przeciwnie – wspomagają ich usuwanie.

Warto szczególnie wiosną, po okresie zimowej cięższej i mniej surowej diety, zwiększyć ilość oczyszczających pokarmów w naszym codziennym menu.

Pokarmy przeciwdziałające toksynom to: kasza jaglana, tofu, figi, botwinka i rzodkiew, fasolka mung i fasolka adzuki, młoda trawa jęczmienna i pszeniczna oraz wszelkie wodorosty i algi.

Dodatkowo w większości to pokarmy mocno zasadowe kasza jaglana (ph 8), botwinka (ph9), rzodkiew (ph 8), młoda trawa jęczmienna i pszeniczna (ph 9) oraz wodorosty i algi (ph 10) mocno alkalizujące nasz organizm a więc poprawiające jego ogólny dobrostan na każdym poziomie.

Dziś zupa z kaszy jaglanej. Kasza ta- jako jedyna z niewielu- jest mocno zasadowa. Ma silne działanie nawilżające ponieważ wspomaga odbudowę płynów w organizmie. Jednocześnie poprzez działanie moczopędne wpływa na zachowanie optymalnej ilości wody w organizmie.

Według medycyny chińskiej stanowi kasza jaglana połączenie smaku słodkiego i odrobiny smaku słonego jednocześnie.

Wspomaga kasza jaglana zdrowie nerek oraz odtruwa wątrobę.

To wspaniała kasza do przeprowadzenia postów i detoksów.

Ma silne działanie antywirusowe, antybakteryjne oraz przeciwgrzybicze. To najlepsza kasza dla osób z osłabioną odpornością np. chorujących na drożdżycę lub osób często zaziębiających się.

Dziś zupa krem z kaszy jaglanej z pieczoną papryką.

Kasza jaglana generalnie zaburza dosha vata i pitta natomiast łagodzi kapha. Podana jednak w tej formie kremu, z dużą ilością wody ma jednak dużo łagodniejsze właściwości.

Składniki:

1 szklanka kaszy jaglanej;

2 litry wody;

2-3duże czerwone papryki;

2-3 cebulki szalotki;

3 kostki ekologicznego bulionu warzywnego;

6 łyżek oliwy z oliwek;

1/2 łyżeczki wędzonej papryki;

2-3 szczypty pieprzu cayenne lub chille;

sól;

Papryki kroimy na 4 części każdą, skrapiamy oliwą i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 190 stopni. Pieczemy około 25-30 minut. Zdejmujemy skórę z papryki. Po lekkim ostygnięciu skórka schodzi sama. Kiedy papryka jeszcze się piecze obieramy i kroimy szalotki. W garnku podgrzewamy oliwę i podsmażamy cebulkę 5-8 minut. Kiedy nabierze kolorku dorzucamy do niej kaszę i zalewamy wodą. Dodajemy kostki bulionowe. Gotujemy około 20-25 minut pod przykryciem. Dodajemy pieczona paprykę, wędzoną paprykę i pieprz cayenne. Wszystko dokładnie blendujemy. Sycąca i kremowa zupa świetnie się sprawdza w deszczowe chłodniejsze dni. Smacznego 🙂