kolacja

potrawy późnego lata i sambar z dyni hokkaido :)

sambar

Gęsty i bardzo aromatyczny. Nasycony smakiem, intensywnością i ciepłem.

Sambar to gęsta zupa rodem z południowych Indii. To tradycyjne danie jedzone na co dzień. Je się je z dosa (rodzajem naleśników ze sfermentowanej soczewicy lub cieciorki i ryżu) lub z idli (rodzaj puchatych malutkich placuszków zrobionych ze sfermentowanego ryżu z dodatkami). Aby było prościej można sambar podawać po prostu z ryżem. W dzisiejszej wersji świetnie smakuje także bez dodatków.

Tradycyjny sambar jest bardzo ostry i robi się go z dalu połączonego z warzywami oraz pastą z tamaryndowca.

To świetna potrawa na koniec lata i jesień.

Pory roku bardzo często wpływają na zaburzenie poszczególnych konstytucji. Niedostosowanie naszych nawyków, zachowań i diety jeszcze bardziej pogłębia problem.

Zbliża się jesień. Upał lata słabnie stopniowo. W dzień temperatury jeszcze upalne ale noce i poranki początków jesieni i późnego lata są już inne: zimne. Element pitta (lato) słabnie, a w przyrodzie zaczyna pojawiać się element vata (jesień). Vata to połączenie eteru i powietrza a więc jest chłodna, przenikliwa, ruchliwa i sucha. To także są wartości charakteryzujące przejście późnego lata w jesień.

W tym czasie osoby o przewadze tej konstytucji będą czuły się gorzej.

Wszystkie charakterystyczne dla tej dosha objawy będą się nasilać. Skóra będzie jeszcze suchsza, stawy będą chrzęścić lub boleć, zaburzenia trawienia przybiorą na sile, a kompulsywne myślenie, niepokój i nerwowość będą częściej nas dotykać.

To najczęstszy czas kryzysu vata. To czas kiedy dosha vata potrzebuję jeszcze więcej poczucia bezpieczeństwa.

Jest to też okres kiedy szczególnie uważnie należy łagodzić vata pożywieniem.

Osoby konstytucji pitta i kapha poczują się za to teraz znacznie lepiej. Upał zelżał. Poparzenia słoneczne się zagoiły. Letnie burze ucichły. Zapomnieliśmy o ugryzieniach owadów. Można odetchnąć.

Wszystkie jednak dosha w tym okresie potrzebują więcej ciepłych i nawilżających potraw o smaku słodkim, kwaśnym i słonym. Te smaki bowiem neutralizują, łagodzą nadchodzącą jesień.

Łagodzimy vata jesieni dla wszystkich dosha produktami elementu ziemi czyli gotowanymi i duszonymi warzywami, zbożami, ziarnami i łatwo strawnym białkiem w niewielkich ilościach oraz słodkimi i rozgrzewającymi przyprawami.

 

Dla dosha pitta można zastąpić soczewicę mung dalem fasolką mung. Dla tej dosha powinniśmy dodać także stanowczo niej ostrych przypraw czyli sambar masali. Dla pitta możemy zastąpić pastę z tamaryndowca połową limonki.

Dla dosha kapha można zastąpić pastę z tamaryndowca miąższem i sokiem z połówki cytryny. Dla dosha kapha możemy zastąpić cukinię różyczkami brokuła.

Sambar tak zmodyfikowany nie zaburzy żadnej dosha, a złagodzi dosha vata.

 

Składniki:

1 dynia hokkaido;

2 marchewki;

1 cukinia;

1 cebula;

1 szklanka czerwonej soczewicy;

1 szklanka passaty pomidorowej (lub 4 pomidory);

1 szklanka mleka kokosowego;

3 łyżki oleju kokosowego;

1/2 cytryny (lub 2 łyżki pasty z tamaryndowca);

1 łyżka startego kłącza imbiru;

sól;

 

Sambar masala:

1/2 łyżeczki oleju kokosowego;

1 łyżeczka kuminu;

1 łyżeczka czarnej gorczycy;

1 łyżeczka nasion kozieradki;

1 łyżeczka kurkumy;

1 łyżeczka mąki z ciecierzycy;

1/2 łyżeczki czarnego pieprzu;

1/2 łyżeczki startej gałki muszkatołowej;

3 strączki zielonego kardamonu;

3 liście curry (lub 1/2 łyżeczki przyprawy curry);

1 papryczka chili (wielkość i ostrość wedle uznania);

 

Na początku przygotowujemy przyprawę sambar masala.

Na patelni rozgrzewamy olej kokosowy (odrobinę) i wrzucamy składniki od najgrubszych poczynając ? wszystkie oprócz mąki z ciecierzycy. Podsmażamy 3 minuty wszystko mieszając. Wyłączamy gaz. Mielimy ostudzone przyprawy z mąką w młynku. Można oczywiście kupić gotową przyprawę do sambaru w sklepach z orientalną żywnością, ale ta zrobiona samemu zawsze jest lepsza. Dodatkowo pięknie nasyca rozgrzewającym zapachem 🙂

W garnku na oleju kokosowym podsmażamy pokrojoną w kosteczkę cebulkę -5-8 minut. Dorzucamy starty imbir i soczewicę ? mieszamy 3 minuty. Dorzucamy wydrążoną i pokrojoną na 1,5 cm kawałki dynię, pokrojone w sporą kostkę marchewkę i cukinię. Mieszamy 3 minuty. Zalewamy wszystko wodą tak aby przykryła warzywa na wysokość 1 cm. Dodajemy passate (lub pokrojone pomidory) oraz 2 łyżeczki przyprawy sambar masala i gotujemy około 20 -25 minut pod przykryciem. Mieszamy od czasu do czasu. W połowie czasu gotowania dodajemy mleko kokosowe i pastę z tamaryndowca (lub wyciśnięty sok i miąższ z cytryny). Solimy do smaku. Jemy i sycimy zmysły 🙂

 

 

 

 

 

 

 

karmimy skórę czyli makaron z cukinii :)

zdrowe odżywianie

Za część naszego wyglądu odpowiedzialne są geny – to oczywiste. Nie zmienimy żadną naturalną miarą cienkich blond włosów na czarne afro, a szarych oczu na zielone. Niemniej nie rozgrzeszajmy się – mamy ogromny wpływ na wygląd naszej skóry i naszych włosów. Zdrowe błyszczące i nie wypadające włosy oraz jędrna, gładka i zdrowa skóra w dużej mierze zależą od nas. Kluczowym czynnikiem jest tu nasza dieta, stan jelit oraz nasze nawyki.

Bardzo często skóra i włosy są bezpośrednim odzwierciedleniem tego co dzieje się w środku. Pokazują one w jakim stanie są nasze jelita oraz pośrednio też inne organy wewnętrzne. To co pokazuje skóra i włosy to tylko czubek góry lodowej – reszta jest ukryta. Niezależnie czy jest to alergia, atopowe zapalenie skóry, wysypka, egzema, przedwczesne zmarszczki, cellulit, trądzik czy inny stan zapalny ze skóra związany dotyczy on nie tylko powierzchni skóry ciała, ale także jego wnętrza – jest obrazem tego co jest w środku. Bardzo często problemy skórne oraz wypadanie włosów są powiązane z problemami trawiennymi, złym wchłanianiem, nietolerancjami, wzdęciami etc. Badania dowodzą, że ponad połowa osób z nawracającym trądzikiem (niezależnie od wieku) ma problemy z zachowaniem prawidłowej flory bakteryjnej co skutkuje ponadto także zaburzeniami trawienia, wchłaniania i wzdęciami.

Udowodniono, że co czwarta osoba mające celiakię lub nietolerancję glutenu ma problemy ze skórą – wysypki, wypadania włosów, podkrążone oczy etc.

To co jemy ma bezpośredni wpływ na nasze zdrowie – także na wygląd skóry i włosów. Pożywienie naturalne, nieprzetworzone termicznie, bogate w mikro i makroelementy, polifenole i antyoksydanty karmi i chroni naszą skórę. Z drugiej strony -nieprawidłowa dieta wywołuje dysbiozy czyli zaburzenia równowagi bakteryjnej oraz jest prostą przyczyną zespołu jelita nieszczelnego. To co nasz organizm powinien usunąć czyli toksyny, resztki pokarmowe, wirusy i bakterię przedostaje się do krwioobiegu zaburzając pracę wielu narządów wewnętrznych oraz wywołując stany zapalne skóry.

Nieprawidłowe odżywianie leży także u podstaw złego wchłaniania i niedożywienia pomimo ogromu przyswajanych kalorii, którego skutkiem jest z jednej strony nadwaga a z drugiej permanentne niedobory.

Co więc powinniśmy robić aby nasza skóra była jędrna i pełna blasku, a nasze włosy – zdrowe i mocne?

Co robimy:

  1. Spożywamy pokarmy o jak największej gęstości odżywczej. Pisałam o tym szczegółowo tutaj:       http://www.izaraczkowska.pl/gestosc-odzywcza-czyli-glazurowana-brukselka-orzeszkami/                                                                                                    Zapewni nam to odpowiednie składniki odżywcze oraz ustrzeże przed zakwaszeniem organizmu, które odciskają piętno na naszej skórze. Pokarmy powyższe zapewnią także gościnne środowisko dla dobrych bakterii w jelitach, naszej skórze i głowie. Plemiona ludzi odżywiające się nieprzetworzoną dietą bogatą w składniki odżywcze nie znają trądziku i cellulitu oraz wielu innych niechcianych przypadłości.
  2. Dostarczamy w diecie odpowiednią ilość tłuszczu omega 3 aby zadbać o procesy energetyczne, oddechowe i odżywcze w skali mikro – czyli w skali naszych komórek. W skali ciut większej spowoduje to iż nasze naczynia krwionośne będą wydolniejsze, lepiej ukrwią skórę i odżywią mieszki włosowe. Wydolniej też dostarczą konieczne składniki odżywcze. Powinniśmy włączyć do diety surowe siemię lniane, olej z siemienia lnianego, orzechy (np. włoskie), warzywa ciemno liściaste, a jeśli jadamy- to także ekologiczne jaja kur oraz mięso wolno żyjących łososi. Plemiona ludzi żywiących się nieprzetworzoną dietą i dostarczające duże dawki omega trzy mają piękne, lśniące i bujne włosy.
  3. Dostarczamy w diecie polifenole, flawonoidy i inne antyoksydanty. Patrz punkt numer 1. Pomoże to wzmocnić procesy obronne codziennie toczące się w naszej skórze (i nie tylko). Powinniśmy włączyć do diety kolorowe surowe warzywa i owoce jak na przykład jarmuż, szpinak, wiśnie, czereśnie, jagody, cytrusy. Skóra ludzi dostarczających powyższe składniki razem z nieprzetworzoną dietą – później się starzeje.
  4. Dostarczamy produktów bogatych w karotenoidy mające kluczowe znaczenie dla zdrowia naszej skóry jako prekursory witaminy A. Jeśli zjemy surowe i nieprzetworzone ciemnozielone, czerwone lub żółte warzywa w obecności zdrowego tłuszczu (np. olej lniany lub/i awokado) nasz organizm sam wytworzy z nich konieczną nam witaminę. Powinniśmy włączyć do diety marchew, buraki, szpinak etc.
  5. Dostarczamy płyny. One oczyszczają i wspomagają usuwanie toksyn także przez skórę. Musimy pamiętać, że świadomie rozpoznajemy pragnienie dopiero wtedy kiedy nasz organizm już jest stanowczo odwodniony. Ciężko po fakcie jest nadrobić straty. Powinniśmy stosować prewencję czyli niewielkie dawki płynów pite podczas całego dnia. Picie to kwestia nawyku.
  6. Dbamy o aktywność fizyczną. Przyspiesza ona nasz metabolizm, poprawia trawienie oraz przyśpiesza pasaż jelitowy. Zwiększa ukrwienie skóry wpływając na polepszenie stanu skóry i włosów.
  7. Używamy ekologicznych środków czystości i kosmetyków. To z czym styka się nasza skóra – przyswajamy. Niezależnie od tego czy jest to dobre czy złe. Szczególnie przykładamy uwagę do sytuacji kiedy mamy do czynienia z katalizatorami wpływającymi na wchłanianie czyli z podwyższoną temperaturą i wodą. Tak więc wszelkie środki do mycia (ciepło + woda) i do opalania (ciepło +woda +pot) powinny być ekologiczne. Środki do prania i do zmywania także. To co nakładamy na skórę po kąpieli lub wysiłku fizycznym też. Na szczególne względy zasługuje owłosiona skóra głowy, skóra w pachwinach i błonach śluzowych, wnętrza naszych dłoni i stóp oraz skóra pod oczami – ponieważ chłonie na potęgę.

Czego robienia nie polecam:

  1. Unikamy zupełnie spożywania cukru. Sprzyja on dysbiozie oraz powoduje rozwój drożdżaków uniemożliwiając prawidłowe działanie układu trawienia. Zakwasza organizm co powoduje wysuszenie, niedożywienie i niedotlenienie naszej skóry. Powoduje wydzielenie insuliny, wpływającej degradująco na włókna kolagenowe w skórze. Skóra osób spożywających cukier o wiele szybciej się starzeje – wiotczeje, traci jędrność i sprężystość oraz ładną barwę poprzez zachodzące w niej reakcje. W skórze osób spożywających słodycze toczą się wieczne procesy zapalne.
  2. Unikamy jedzenia nabiału. On zawsze buduje tkanki ciała – niekoniecznie chciane. Jego spożycie ma wpływ na występowanie cellulitu i trądziku. Jego spożycie zaburza proporcje kwasów tłuszczowych omega 3 do omega 6 i 9 powodując, że komórki przestają być wydolne. Hormony podawane bydłu zakłócają naszą gospodarkę hormonalną powodując zazwyczaj zwiększenie poziomu estrogenu w stosunku do progesteronu. Skutkiem tego jest zatrzymanie wody w organizmie, PMS, opuchnięcia oraz spowolnienie trawienia i gromadzenie się produktów przemiany materii w jelitach co odbiera skórze witalność, jędrność i kolor.
  3. Unikamy alkoholu i kofeiny. Odwadniają i wysuszają skórę powodując jednocześnie zaburzenia elektrolitowe oraz opuchlizny. Skóra osób nadużywających kofeiny lub alkoholu jest czerwonawa lub szarawa, wysuszona oraz totalnie pozbawiona jędrności.
  4. Unikamy glutenu. Nasze zboża nie są zbożami, które jadały nasze prababki. Ich modyfikacje spowodowały, że wiele osób przestało je tolerować. Nietolerancje wpływają na stan całego naszego organizmu. Spożycie glutenu jest także powodem zespołu nieszczelnego jelita, o którym wspominałam wcześniej. Bardzo często spożycie glutenu przyczynia się do przerzedzenia lub wypadania włosów. Powoduje też (podobnie jak cukier) utratę jędrności skóry.
  5. Nie używamy za często mydła i innych kosmetyków „do kąpieli”. Zbyt częste mycie ciała i włosów w mydłach wszelakich pozbawia skórę (także głowy) jej warstwy ochronnej i zmienia na kilka godzin jej ph. Tego stanu nie da się zastąpić smarując się balsamami lub innymi mazidłami – szkoda skóry, czasu i pieniędzy. Nie jesteśmy aż tak brudni! Używajmy mniej kosmetyków, a więcej letniej wody i olejków.

 

Z punktu widzenia ajurwedy problemy ze skórą są powiązane z dosha pitta. Oto co robić aby im zapobiegać:

http://www.izaraczkowska.pl/tag/dieta-dla-pitta/

Tutaj jak łagodzić:

równoważenie dosha pitta i deser czekoladowo-jagodowy z nasion chia 🙂

Dziś karmimy skórę. Jemy makaron z cukinii z awokado, pesto i suszonymi pomidorami.

Potrawa będzie łagodziła dosha vata. Będzie ona obojętna dla pitta – jeśli zmniejszymy ilość pomidorów. Będzie obojętna dla kapha jeśli zmniejszymy ilość i orzeszków awokado.

 

Składniki:

2 młode cukinie;

1 awokado;

6-7 pomidorów suszone w zalewie olejowej;

1 pęczek bazylii;

1 ząbek czosnku;

4 łyżki oliwy z oliwek (vata) lub oleju lnianego (pitta, kapha);

4 łyżki pestek słonecznika;

2 łyżki orzeszków nerkowca;

suszone płatki pomidorowe (opcjonalnie);

sól i pieprz;

Cukinie strugamy obieraczką do warzyw na długie paseczki. W garnku zagotowujemy wodę. Cukinie umieszczamy w siteczku nad wodą i gotujemy ją pod przykryciem na parze około 10 minut. Dajemy na talerzyk. Suszone pomidory i awokado kroimy na drobne cząsteczki i dodajemy do cukinii. Pestki słonecznika i orzeszki prażymy parę minut na patelni aż nabiorą kolorku. Bazylię, czosnek, pestki słonecznika, oliwę i 3-4 szczypty soli blendujemy na gładką masę. Jeśli wyjdzie za gęsta dodajemy parę łyżek wody. Sos mieszamy z warzywami. Posypujemy orzeszkami i płatkami suszonych pomidorów. Zdrowego smacznego 🙂

 

o „zdrowym” odżywianiu słów parę i prosty pasztet warzywny z suszonymi pomidorami :)

IMG_6861

Rzeczywistość się zmienia, ewoluuję. Ja patrzę.

Kilkadziesiąt, a nawet kilkanaście lat temu wegetarianizm był postrzegany jako nieodpowiedzialne dziwactwo rodem z epoki dzieci kwiatów, przejaw niedowładu umysłowego lub niezdrowa cecha jednostek egocentrycznych, aspołecznych i wynaturzonych. Większość osób, którym odważyłam się wspomnieć o takowym kręciła z ubolewaniem głową, pukała się w czoło, dawała rady albo telefony do psychiatry. To się zmieniło.

Teraz bycie wegetarianinem jest normalne. Ba! Już jest passe. Teraz na topie jest być weganinem lub witarianinem. Do tego koniecznie trzeba być minimalistą, biegać maratony, pić zielone koktajle, prowadzić bloga (wszystko jedno na jaki temat), uczestniczyć w treningach Mindfulness i warsztatach kulinarnych, wychowywać wegańskie dziecko, cierpieć na nietolerancje pokarmowe, pić niszowe piwo, mieć brodę ale przede wszystkim koniecznie, ale to koniecznie „zdrowo” jeść.

I tu jest pies pogrzebany… Bo to się nie zmieniło nic, a nic od czasów kiedy standardem był zestaw schabowego z ziemniakami i kompotem.

Mimo, że kierunek zmian naszego świata jest dobry wielość informacji, towarów, potrzeb i możliwości zaciemnia obraz całości i utrudnia prawidłowe wybory.

Jest dziwaczniej, modniej, bogaciej i więcej ale na pewno nie „zdrowiej”.

Internet pełny jest portali, stron, blogów, inicjatyw i miliona przepisów. W większości też zupełnie wprost lub ciut bokiem, autorzy niezmiennie piszą lub sugerują, że ich przepisy, dania, książki lub prowadzone przez nich warsztaty są „zdrowe”. W księgarni półki z książkami dietetycznymi i kucharskimi rozrastają się w oczach. Oczywiście wszystkie, wszyściutkie zawierają tylko „zdrowe” przepisy i najlepsze diety.

No way!

Nie wszystko co pochodzi ze sklepu ze „zdrową” żywnością jest zdrowe. Nie wszystko co w napisie ma „eko”, „bio”czy „organic” jest zdrowe. Nie wszystko co jest ręcznie robione, ucierane, wyrabiane i wypiekane jest zdrowe. Nie wszystko co zawiera jagody goji jest zdrowe 😉 Nie wystarczy zrobić coś „wegańskiego” aby było zdrowe…

Zatraciliśmy zdrowy rozsądek w tej wielości – to na pewno! Co do wszystkiego innego z napisem „zdrowe” stanowczo podchodziłabym sceptycznie…

Oglądam przepisy, czytam je na blogach i w książkach. Tak. Są one smaczne, przemyślane i fikuśne, ale bardzo rzadko są zdrowe. W większości przypadków za cenę pysznego smaku autorzy sprzedają nam niezły kit. Począwszy od ciast, tofurników i wegańskich organicznych słodyczy wszelakich przez wegańskie burgery, a skończywszy na domowo wyrabianych serach, i piwach etc.

W większości to ściema.

Przecież każdy cukier zakwasza – nie ważne czy będzie on z tesco czy ze sklepu ze zdrową żywnością! Tak, nawet ten brązowy. Ten „zdrowy”! Syrop z agawy i każdy inny też 🙂 Nie ważne czy upieczecie własnoręcznie chleb z najdroższej, nieoczyszczonej mąki – jeśli będzie zawierał gluten i drożdże będzie nie tylko zakwaszał, ale i tworzył kamienie kałowe. Jeśli pójdziecie do knajpy i zamówicie makaron z jarmużem – to wcale ale to wcale nie znaczy że jecie „zdrowy” posiłek! Bo makaron jest z glutenem (prawie wszędzie…), jest rozgotowany (zawsze), a w połączeniu ze śmietanowym sosem, którym otaplany jest jarmuż tworzy fatalne połączenie pokarmowe. Kiedy w ulubionej kawiarni zamówicie brownie z buraka, z fasoli lub ciasto z cukinii jedzcie je z uśmiechem i przyjemnością, ale nie mówcie, że to jest zdrowe! Zrobi wam ono to samo co gotowa babka z biedronki. No może ciut mniej chemii ma, ale wierzcie mi – chemia w tym wszystkim to nie jedyne zmartwienie. Proszek do pieczenia, soda, indeks glikemiczny, mąka i król cukier (lub inny słodzik) wystarczą żeby zrobić swoje i bez chemii. Jeśli pójdziecie na warsztat robienia serów – nie rozpływajcie się w poczuciu, że nabyliście umiejętność robienia „zdrowego” sera. Po pierwsze ser nie jest nigdy zdrowy. Nawet ten w wersji lux z mleka bałkańskich, szczęśliwych oślic 🙂 Po drugie – zawsze buduje tkanki ciała i zakwasza. Po trzecie naprawdę rzadko jada się go w prawidłowych połączeniach żywieniowych, więc wywołuje toksemię, podobnie jak makaron z jarmużem i śmietaną, burger wegański, orkiszowa bagietka z kozim serem, wegańskie ciasta, babeczki oraz wiele innych obecnie modnych dań.

Musimy pamiętać, że gospodarka kieruje się swoimi prawami. Od kiedy nastała moda „na bycie wege” – właśnie to chce się nam sprzedać. Trzeba sobie przypomnieć, że wyznacznikiem sukcesu w kapitalistycznym społeczeństwie jest zysk, a nie nasze dobro. „Nasze dobro” ważne jest tylko dla marketingowca, w celu stworzenia precyzyjniejszej reklamy, lepiej dobranej ściemy. „Nasze dobro” to tylko miraż, wyobrażenie, obrazy z reklamówek i plakatów. Tylko! Sklep ze zdrową żywnością i knajpa nie funkcjonują li tylko dla naszego dobra. Są tworami, których istnienie opiera się na rachunku zysku i strat. Zysk jest wtedy kiedy koszty są mniejsze niż przychody. Zysk jest wtedy kiedy jedzenie smakuje lepiej, a jednocześnie jest tańsze. Jedzenie zawsze smakuje lepiej jeśli zawiera cukier lub tłuszcz, a najlepiej oba naraz. Jedzenie zawsze smakuje lepiej jeśli było smażone, pieczone, podpiekane lub choćby gotowane 🙂 Jedzenie zawsze ma wyrazistszy smak kiedy zawiera powyższe albo białko, a najlepiej wszystko na raz. Jedzenie smakuje lepiej jeśli obdarza nas znajomym, najlepiej z dzieciństwa smakiem…

To wykorzystywane jest przeciwko nam, a nie dla nas.

Jeśliby knajpy sprzedawały tylko i wyłącznie rzeczywiście zdrowe jedzenie, z dobrych jakościowo produktów, mądrze przetworzone termicznie i podane w dobrych zestawach pokarmowych to by splajtowały. Jeśli w sklepach ze „zdrową” żywnością miała by zostań na pólkach tylko rzeczywiście zdrowa żywność – to by splajtowały. Jeśli wszyscy autorzy książek zamieszczali tylko przepisy z faktycznie zdrowym jedzeniem – nikt by tych książek nie kupił….

Nie chodzi tu o to by być dziwakiem i odsunąć się od świata. Jeść korzonki i siedzieć w lesie. Ze świata można korzystać, ale nie bezmyślnie. Nie koniecznie dobrze jest płynąć z prądem, nawet jeśli pozornie wydaje się nam przychylny i znajomy. Chodzi o to by dokonywać mądrych wyborów i nie dać się nabić w butelkę – także samemu sobie 🙂  Bo przecież lubimy sobie powiedzieć, że to co jemy jest „zdrowe”… „Zdrowego” można zjeść więcej, „zdrowe” można jeść prawie bezkarnie… Słowo „zdrowe” to jedno z naszych najlepszych ściem. Jest tak relatywne, że można pod nie podpiąć niemal wszystko – oczywiście w zależności od IQ podpinającego.

Pytanie tylko jest takie: po co?

Nie ściemniajcie się za często 😉

 

Dziś prosty i szybki pasztet warzywny.

Lekkość i suchość kaszy jaglanej jest tu złagodzona nawilżającym olejem i procesem pieczenia więc nie powinna mocno zaburzać dosha vata i pitta. Jeśli jednak na zimne dmuchamy można zastąpić kaszę jaglaną ryżem basmati dla tych dosha. Potrawa nie powinna zaburzać dosha kapha. .

 

Składniki:

1 szklanka kaszy jaglanej;

4 marchewki;

2-3 pietruszki;

2-3 cebule;

1/2 selera;

4 łyżki oleju kokosowego (lub oliwy z suszonych pomidorów);

2 ekologiczne kostki bulionu warzywnego;

1 łyżka ziół prowansalskich;

4-5 łyżek posiekanych suszonych pomidorów;

1/2 łyżeczki suszonej wędzonej papryki;

sól i pieprz;

Kaszę zalewamy 2 szklankami wody, dodajemy 1/2 łyżeczki soli i gotujemy pod przykryciem od czasu do czasu mieszając dopóki kasza nie wchłonie całej wody. Cebulkę kroimy i smażymy 8 minut na rozgrzanym oleju. Na patelnie z cebulką dorzucamy pokrojone drobno w kosteczkę pozostałe warzywa. Dorzucamy kostki bulionowe rozbełtane w 2-3 łyżkach wody oraz zioła prowansalskie, wędzoną paprykę i posiekane drobniutko suszone pomidory. Wszystko dusimy mieszając około 10-12 minut. Uduszone warzywa łączymy z kaszą i dokładnie blendujemy na gładką masę. Dodajemy soli i pieprzu do smaku. Pieczemy w silikonowej foremce w piekarniku rozgrzanym do temperatury 180 stopni przez 30 minut. Najlepiej smakuje na zimno jako dodatek do sałatek (z którymi stworzy świetne połączenie pokarmowe J) lub na ciepło z prostym sosem paprykowym bądź pomidorowym. Zdrowego smacznego J

 

 

 

 

 

 

zalecenia ajurwedy na bezsenność i puszysty orzechowy krem z dyni i soczewicy :)

IMGP9638

Według ajurwedy bezsenność jest wynikiem zaburzenia energii vata dotyczącym układu nerwowego oraz naszego umysłu. Najczęściej też cierpią na nią osoby konstytucji vata lub osoby zaburzone przez tą dosha. Stres, kłopoty, przemęczenie, nadmiar obowiązków i napięte grafiki tylko pogłębiają problem. Nieleczona bezsenność nasila się z czasem.

Ajurweda zaleca w takich przypadkach dietę łagodzącą vata. Szczegóły diety poniżej:

http://www.izaraczkowska.pl/?s=dieta+dla+vata

Ajurweda zaleca też równoważenie dosha vata:

http://www.izaraczkowska.pl/rownowazenie-dosha-vata-pasta-pomidorow-czarnych-oliwek/

Należy też starać się stosować inne zwyczaje łagodzące tą konstytucję:

http://www.izaraczkowska.pl/?s=zupa+krem+z+bobu

 

Ajurweda zaleca także parę praktycznych sposobów na radzenie sobie z bezsennością:

1 .Ciepłe mleko. Dla osób o konstytucji vata nadaje się mleko krowie ale powinno ono pochodzić od szczęśliwej krówki. Takie jest raczej trudne do zdobycia… Dla dosha pitta i kapha lepsze będzie mleko roślinne. Ja osobiście polecam ciepłe mleko roślinne dla każdej dosha: migdałowe, owsiane lub sojowe.

Do mleka dodajemy 3 szczypty kardamonu, 3 szczypty cynamonu, 1/2 łyżeczki świeżo startej gałki muszkatołowej i pół łyżeczki ghee (klarowanego masła). Pijemy ciepłe mleko, małymi łykami.

2 Zioła. Polecam herbatkę rumiankową lub rumianek w równych proporcjach zmieszany z korzeniem kozłka lekarskiego (waleriany). Pijemy ciepły napar, małymi łykami.

3 Oddech. Uspokajająco działa oddech, w którym wydech jest stanowczo dłuższy niż wdech. Dobrym sposobem na uspokojenie i wyciszenie organizmu jest pozwolić sobie na oddech tylko jedna dziurką nosa – koniecznie lewą. Takie oddychanie wycisza system nerwowy, ochładza emocje, łagodzi lęki i stres – zatrzymuje nas zarówno na poziomie mentalnym jak i fizycznym. Można zatkać sobie opuszkiem palca dziurkę prawą lub ułożyć tak głowę na poduszce aby dziurka ta samoistnie się zatkała. Można też ostrożnie włożyć sobie do jej ujścia stoper jakiego używa się do zatykania uszu ? należy tylko uważać aby z nim nie zasnąć.

4. Ciepła kąpiel i masaż ciepłym olejkiem. Według ajurwedy te zabiegi mocno łagodzą energię vata. Do kąpieli można dodać wyciszających ziół: rumianku, melisy, mięty i lawendy. Ja zazwyczaj właśnie w kąpieli popijam herbatkę rumiankową.

Dla uspokojenia i zrównoważenia vata polecam szczególnie olej sezamowy lub olej z awokado. Mogą być one wzbogacone olejkiem z zarodków pszennych lub olejem rycynowym. Można do buteleczki z olejem dodać esencji lub olejków zapachowych także równoważących vata czyli: szałwię muszkatołową, rumianek, cynamon, róża, cyprys, kadzidłowiec lub drzewo sandałowe. Zarówno w kąpieli jak i w czasie masażu pośpiech jest niewskazany. Pozwólmy sobie na bycie tu i teraz. Czerpcie radość z ciepła wody, z zapachu olejków z piany i z masażu. Zaangażujcie się w te czynności i skupcie na nich swoją uwagę. Niech staną się ważne.

5. Medytacja. Medytacja pozwala osunąć lęki i niepokoje. Niweluje pobudzenie. Powoduje, że przerywamy ciąg kompulsywnych myśli. Zaczynamy być tu i teraz. Przed snem można ją praktykować w pozycji siedzącej lub leżącej. Polecam powolne i wydłużone wdechy i wydechy z jednoczesnym skupieniem na przepływie powietrza przez otwory nosowe. Po kilku minutach modyfikujemy swój oddech. Staramy się oddychać coraz delikatniej – na tyle wolno i subtelnie aby nie słyszeć zarówno naszego wdechu jak i wydechu. Nawet nie wiesz kiedy zaśniesz 🙂

Dziś orzechowy krem z dyni i soczewicy. Potrawa będzie łagodzić dosha vata oraz zaburzać dosha pitta i kapha. Dla dosha pitta polecam zmniejszyć ilość tahini i czosnku, a dla dosha kapha ilość tahini i mleka roślinnego.

Składniki:

1 dynia hokaido;

2/3 szklanki czerwonej soczewicy;

2/3 -1 szklanki mleka migdałowego (lub sojowego);

1 łyżeczka przyprawy garam masala;

6-7 łyżek tahini (pasty sezamowej);

2-3 łyżki oleju kokosowego;

1 ząbek czosnku;

1 łyżeczka soli;

kilka szczypt pieprzu cayenne;

Dynie kroimy na kawałki razem ze skórą. Pieczemy skropioną olejem na blaszcze wyłożonej papierem w piekarniku rozgrzanym do temperatury 190 stopni przez około 40 minut. Soczewicę gotujemy do miękkości – zależy od odmiany. Czerwoną zazwyczaj gotuję się krócej – około 15 minut. Ugotowaną soczewice odsączamy. Wszystkie składniki poza mlekiem wkładamy do miski. Blendujemy na gładki krem. Kiedy krem będzie jednorodny powoli dolewamy mleko ucierając – jak w przypadku robienia majonezu. Krem powinien wyjść leciutki i puchaty. Świetnie smakuje na ciepło ale bardzo dobry też jest na zimno. Koi jesienne smutki 🙂 Smacznego 🙂

 

zalecenia ajurwedy na jesień i pomidorowa pasta z tofu i orzechów :)

IMGP9269

Według ajurwedy do zachowania dobrostanu konieczne jest życie w harmonii z naturą, z porami roku i porami dnia. Adaptacja do środowiska wymaga właściwej diety, zmiany niektórych zwyczajów, nawyków i zachowań.

Nie powinniśmy określać pór roku według kalendarza ani innych narzuconych z góry wyznaczników i dat. Powinniśmy uważnie obserwować naturę i wyciągać wnioski. W zależności od naszego położenia geograficznego pory roku przebiegają zupełnie odmiennie ? nieraz zupełnie niezgodnie z tym co pokazuje kalendarz.

Dziś zalecenia ajurwedy dla czasu późnego lata i jesieni. Mimo, że temperatury w tym roku bija rekordy wieczory zapadają już szybciej niosąc z sobą chłód jesieni. Rośliny przystają ze swą ekspansja i zamierają w oczekiwaniu. Ziemia pachnie rozkładem.

Nadchodzi jesień.

Z punktu widzenia ajurwedy jesień jest zimna, wietrzna, lekka i sucha. Te cech bardzo zaburzają jedną z konstytucji ? dosha vata. Zalecenia więc na czas jesienie są tak naprawdę zmodyfikowanymi lekko zaleceniami równoważącymi i łagodzącymi vata.

Jesienią:

* Unikamy postów, które w tym okresie szczególnie zaburzają vata.

* Unikamy kawy i czarnej herbaty. Pijemy herbaty ziołowe. Polecam dodawać do herbat mieszankę imbiru, cynamonu i goździka.

* Zwiększamy w diecie ilość smaku słodkiego, słonego i kwaśnego. Zmniejszamy ilość smaku ostrego, gorzkiego i cierpkiego.

* Zwiększamy ilość pokarmów nawilżających, ciężkich i ciepłych. Poniżej szczegółowy opis diety łagodzącej vata.

http://www.izaraczkowska.pl/dieta-dla-vata-carpaccio-buraczkow-ze-smietanowym-sosem/

* Unikamy przeciągów i dbamy o zachowanie ciepłoty ciała. Chronimy głowę.

* Staramy się wstawać wcześniej i wcześniej zasypiać. Pozwalamy sobie na krótką popołudniową drzemkę.

* Unikamy zbyt aktywnych ćwiczeń fizycznych.

* Staramy się praktykować jogę koniecznie zakończoną savasaną (pozycja relaksacyjna). Zaczynamy praktykę 10-12 powitaniami słońca wykonywanymi powoli, spokojnie ? dostosowując ruch do oddechu. Wydłużamy oddech do 5-6 sekund w czasie praktyki. Skupiamy się na siadach oprócz tego polecam skłony, delikatne skręty i lekkie wygięcia do tyłu. Umiarkowanie wykonujemy pozycje odwrócone.

* Staramy się praktykować pranajamę (ćwiczenia oddechowe). Najlepsza będzie pranajama z oddechem prawą dziurka nosa. Poza tym polecam pranajamy z zatrzymaniami oddechu po wdechu oraz pranajamy z oddychaniem naprzemiennym nozdrzami.

* Staramy się regularnie praktykować medytację.

* Przed snem pijemy kubek mleka roślinnego (lub zwykłego) ze szczyptą cynamonu, kardamonu i gałki muszkatołowej.

* Staramy się unikać tłumów, hałasu, głośnej muzyki i częstych podróży.

 

Dziś bardzo prosta pasta z tofu, nerkowców i suszonych pomidorów. Pasta będzie łagodzić dosha vata. Danie będzie zaburzać dosha kapha. Może także lekko zaburzać dosha pitta dlatego polecam zmniejszyć ilość orzechów i czosnku dla tej konstytucji.

 

Składniki:

1 kostka tofu (około 200g);

1/3 szklanki orzechów nerkowca;

6 suszonych pomidorów odsączonych z zalewy;

1/4 szklanki oleju lnianego;

1 ząbek czosnku;

1 łyżeczka soku z cytryny;

1 łyżeczka miodu;

1 łyżeczka musztardy dijon;

1/2 łyżeczki soli;

Orzechy mielimy w blenderze na proszek. Ząbek czosnku obieramy. Wszystkie składniki oprócz oleju wrzucamy do blendera. Blendujemy wszystko na gładką masę. Kiedy ja uzyskamy włączamy blender i powolutku dolewamy olej lniany (podobnie jak przy kręceniu majonezu). Masa powinna wyjść jednolita i puszysta. Najlepiej smakuje ze świeżym chlebkiem. My jadamy ją z chlebem ryżowym, z którym stanowi świetne połączenie żywieniowe. Smacznego bardzo 🙂