medycyna naturalna

o jesiennej diecie raz jeszcze czyli pasztet z fasolki adzuki z masłem orzechowym :)

IMGP8230

Czas jesieni jest specyficzny. To czas zmiany. Czas pożegnania nadaktywności lata i przygotowania się do bezruchu zimy. Cała przyroda kurczy się i zamiera. Wszystko wkoło kieruje energię do środka. My też.

Zmieniamy sposób przygotowania pożywienia. Zapotrzebowanie na ciepło wzrasta. Zaczynamy częściej piec i smażyć. Używamy bardziej esencjonalnych smaków oraz bardziej skoncentrowanych pokarmów.

Jemy jedzenie dzięki któremu nasza krew zgęstnieje co przygotuje nasze ciało do zimniejszej pogody. Należy włączyć do menu smak kwaśny.

Częściej powinniśmy teraz jadać: kiszonki wszelakie, chleb pieczony na zakwasie, fasolkę adzuki, oliwki, pory, kwaśne odmiany owoców, grajpfruty, limonki i cytryny oraz sery i jogurty.

Do gotowania używamy mniejszej ilości wody. Gotujemy na mniejszym ogniu za to dużo dłużej niż w cieplejszych miesiącach.

Kiedy patrzymy bardziej subtelnie postrzegamy jesień jako czas sprzyjający wyciszeniu i skupieniu. Czas wglądu w siebie – tak bardzo potrzebny J Czas porządkowania kończący chaos lata.

Z wyżej wymienionych pokarmów polecam teraz szczególnie fasolkę adzuki. To nasionko ma smak kwaśny i słodki jednocześnie. Jego zastosowanie w medycynie naturalnej jest bardzo szeroki i na pewno jeszcze nie raz o napiszę. Dziś chciałabym wspomnieć o mocno odtruwającym i jednocześnie osuszającym działaniu fasolki adzuki.

Uważa się w medycynę chińskiej że fasolka ta ma mocne działanie osuszające. Zmniejsza śluz w ciele, zastoje, obrzęki oraz wszelkie zatrzymania wody w organizmie. Ma silne działanie moczopędne i stosowana jest bardzo często w leczeniu infekcji pęcherza moczowego. Stosuje się ją jako pełnowartościowy pokarm w stanach nadmiaru.

Jest jednym z zalecanych pokarmów białkowych dla osób pragnących zmniejszyć ciężar ciała. Posiada dużo białka, magnezu i witamin oraz błonnika przy jednoczesnej minimalnej zawartości tłuszczu.

Fasolka adzuki będzie zaburzać dosha vata choć w poniższym przepisie jej suchość na pewno złagodziło ghee i masło orzechowe. Natomiast jej działanie wychładzające zostało zneutralizowane przez długie piecznie. Danie będzie umiarkowanie łagodzić dosha kapha i pitta.

Składniki:

300 g fasolki adzuki;

2 cebule;

3 ząbki czosnku;

5-6 łyżeki płatków owsianych;

3-4 łyżki ghee;

5-6 łyżek masła orzechowego;

1-2 łyżki majeranku;

1 łyżeczka przyprawy 5 smaków;

sól i pieprz;

Fasolkę namaczamy na noc i gotujemy. Polecam gotować w garnku bez przykrycia ponieważ wtedy łagodzimy jej właściwości wzdymające 🙂 Kiedy fasolka będzie ugotowana odsączamy ją. Zamiast fasolki adzuki można użyć każdej innej. Pasztecik będzie miał wtedy inny kolor i inne właściwości ale smak będzie podobny 🙂

Płatki zalewamy gorącą wodą 1 cm powyżej ich powierzchni.

Cebulę kroimy i smażymy na ghee. Kiedy cebulka będzie już przyrumieniowa dorzucamy do niej pokrojone ząbki czosnku i smażymy jeszcze chwilę.

Do dużej miski wsypujemy fasolkę, namoczone płatki, usmażoną cebulkę z czosnkiem, masło orzechowe, majeranek i przyprawę 5 smaków. Wszystko dokładnie blendujemy. Sporo solimy do smaku. Dodajemy też pieprzu. Pieczemy w foremce w piekarniku nagrzanym do temperatury 180 stopni przez 40 minut.

Pasztet smakuje najlepiej na drugi dzień. My często go jemy w plasterkach podsmażonego na ghee z dużą ilością sałatek i surówek. Podsmażony pięknie pachnie czosnkiem i orzechami 🙂

 

 

 

 

 

jesienna dieta dla zdrowia jelit czyli gulasz z dyni :)

IMGP8070

Czas jesieni według medycyny chińskiej to czas przemiany metalu czyli czas wzmożonej aktywności płuc oraz jelita grubego. Ze wszystkich organów podlegającym wszelkim elementom dwa powyższe wydają się najsłabsze.

Dziś dwa słowa o zdrowiu jelita grubego.

W medycynie naturalnej często mówi się, że nasze zdrowie jest wprost proporcjonalne do zdrowia naszej okrężnicy i jest w tym wiele prawdy. Pisałam już o tym wiele razy przy okazji tematów związanych z oczyszczaniem organizmu.

Dziś napiszę o pokarmach, które mogą nam pomóc w zachowaniu w dobrym zdrowiu naszych jelit.

Według medycyny chińskiej dla większości osób z objawami osłabionego jelita grubego zaleca się post, a potem dietę złożoną tylko z warzyw i owoców.

Następnie zaleca się przejść na pełnowartościową dietę roślinną.

Najlepsze pokarmy dla zdrowia naszej okrężnicy to pokarmy ostre- które wspomogą jej oczyszczenie, pokarmy śluzowate- które wspomogą odnowić błony śluzowe oraz oczyszczający błonnik.

Do pokarmów ostrych zaliczamy na przykład: cebulę , czosnek, imbir, chrzan, rzodkiew.

Do pokarmów śluzowatych zaliczamy na przykład: marchew, dynie, kabaczki, brokuły, pietruszka, kapusta, natka pietruszki, trawa pszeniczna i jęczmienna, mikroalgi oraz pokrzywa.

Do pokarmów zawierających błonnik zaliczamy większość owoców oraz warzyw a także otręby zbóż i nasion.

Dziś gulasz z dyni i suszonych pomidorów, który z pewnościom świetnie wspomoże dobrostan naszych jelit 🙂

Składniki:

3 marchewki;

1-2 pietruszki;

2-3 cebule;

2-3 złożone garście pokrojonych cząstek dyni;

1 słoiczek suszonych pomidorów;

3-4 ząbki czosnku;

2-3 gałązki rozmarynu;

1-2 łyżki majeranku;

1 łyżka tymianku;

sól i pieprz;

Odsączamy suszone pomidory z oleju i kroimy drobniutko. Olej wykorzystujemy do duszenia pozostałych warzyw. Marchew i pietruszkę myjemy i kroimy w talarki. Cebulę obieramy i kroimy w paseczki. Rozmaryn siekamy drobniutko. Pokrojoną cebule smażymy w garnku na paru łyżkach oleju z suszonych pomidorów. Kiedy zacznie brązowieć dodajemy pokrojony czosnek i rozmaryn. Smażymy jeszcze z 5 minut i dodajemy marchew, pietruszkę, suszone pomidory oraz majeranek i tymianek. Przykrywamy garnek pokrywką i od czasu do czasu mieszamy. Można dolać więcej oleju z suszonych pomidorów oraz parę łyżek wody aby warzywka się nie przypaliły. Kiedy marchewka będzie na wpół miękka czyli po jakiś 10 minutach wrzucamy do garnka pokrojoną dynie, mieszamy i przykrywamy pokrywką. Potrawy nie wolno gotować za długo bo dynia nie powinna być całkowicie rozgotowana. W zależności od rodzaju dyni i stopnia jej dojrzałości to będzie jakieś 15-20 minut. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem. Podajemy gulasz z kaszą, ryżem lub orkiszowym chlebkiem. To zdrowe jesienne jedzonko 🙂

 

 

 

 

radzimy sobie z apetytem na słodycze czyli krem z marchewki :)

IMGP8017

Potrzebujemy cukru. Jest on ważnym paliwem podtrzymujących procesy zachodzące w naszym organizmie. Cukry dostarczane z naturalnym pożywieniem, stworzone przez naturę współgrają z masą minerałów i błonnika występującego w warzywach, owocach i zbożach. Nasze ciało potrzebuje ciut czasu aby wydobyć energię z naturalnych cukrów za to energia  z nich pochodząca jest trwała.

Cukier rafinowany przedostaje się do układu krwionośnego bardzo szybko i w skondensowanych ilościach wywołując szereg niefajnych zmian ale przede wszystkim burząc równowagę naszego ustroju. Nasze organy a przede wszystkim trzustka i żołądek zostają zmuszone do nadmiernej pracy aby naprawić szkody i przywrócić odpowiedni, zrównoważony  poziom cukru we krwi.

Nie będę tu dziś pisać o negatywnych skutkach jedzenia rafinowanego cukru. dziś napiszę jak sobie z apetytem na niego poradzić 🙂

Parę rad jak to zrobić:

  1. Jedz sporo pożywienia o smaku słodkim – smaku nieprzetworzonych węglowodanów złożonych: warzyw, zbóż i roślin strączkowych. Staraj się je spożywać w jak najmniej przetworzonej i delikatnie przyprawionej formie aby wydobyć naturalny smak.
  2. Wybierajcie najsłodsze warzywa. Najlepsze są te hodowane w pełnym słońcu. U nas łatwo dostępne są: marchewki, buraki, dynie wszelakie, kukurydzę, słodkie ziemniaki. Te warzywa najłatwiej zaspokajają potrzebę smaku słodkiego.
  3. Dokładnie gryź pożywienie. Węglowodany złożone odpowiednio przeżute uwalniają smak słodki. który tak lubimy. Jeśli będziemy dokładniej przeżuwali posiłki nie będzie nam się chciało deseru.
  4. Jeśli jecie mięso oraz sporo innych produktów od zwierzęcych musicie bardziej uważać bo duże spożycie białka wytwarza większe zapotrzebowanie na spożycie cukru i odwrotnie. Aby to zniwelować jadajcie mięso z zielonymi liściastymi warzywami.
  5. Uważajcie na intensywny smak słony w diecie – on podobnie jak mięso – zwiększają zapotrzebowanie na smak słodki. Ograniczcie solenie.
  6. Włączcie do swojej diety spirulinę, chlorelle lub trawę pszeniczną – to pogromcy apetytu na słodycze.
  7. Po każdym sutym posiłku jedzcie 3-4 cm naci selera naciowego. On pięknie hamuje apetyt na słodkie.

Dziś bardzo prosta zupa-krem z marchwi z pomarańczami i mlekiem kokosowym.

Zupa wspaniała dla osób z przewaga energii vata. Dla osób z przewagą energii pitta polecam dodać mniej cebuli i imbiru. Dla osób z przewagą energii kapha polecam dodać mniej ghee i więcej przypraw rozgrzewających.

Zupę tą polecam szczególnie w okresach przejściowych: na jesień i na wiosnę.

Składniki:

8-10 marchewek;

1-2 cebule;

1-2 pomarańcze;

3 cm kłącza imbiru;

1 kostka buliony warzywnego;

1 szklanka mleka  kokosowego;

4 łyżki ghee;

1 łyżeczka zmielonego kuminu (kminu rzymskiego);

0,5 łyżeczki kurkumy;

pieprz i sól do smaku;

Marchew, cebulę i imbir kroimy dość drobno. W garnku rozpuszczamy ghee. Cebulkę wrzucamy na rozgrzane masło. Kiedy zacznie nabierać koloru, po 5-8 minutach dorzucamy marchew i imbir. Smażymy 10 minut mieszając od czasu do czasu. Pomarańcze obieramy, kroimy i dorzucamy do warzyw w garnku. Dusimy wszystko jeszcze chwilę i zalewamy wodą tak aby sięgała ona z 2 cm ponad warzywka i pomarańcze. Dorzucamy kostkę bulionu, kumin, kurkumę oraz mleko kokosowe. Wszystko gotujemy 10 minut. Miksujemy na gorąco. Doprawiamy solą i pieprzem do smaku. Podajemy na gorąco.Dobrze smakuje z prażonymi orzechami włoskimi 🙂

Zupka nastraja pięknie pozytywnym kolorem i cudnym aromatem 🙂 Gotowa w maksymalnie 30 minut. Smacznego.

 

dotleniamy się czyli aromatyczny grzybowy pasztet z soczewicy :)

IMGP8028

Potrzebujemy tlenu nie tylko do oddychania. Pierwiastek ten odgrywa dużą role w odżywianiu ponieważ bez jego obecności żadne pożywienie nie  może zostać przekształcone w potrzebną nam energię lub w ciepło.

Ogrom tlenu konieczny jest do prawidłowego metabolizmu niektórych witamin, do spowalniania procesów starzenia oraz do zapobiegania procesom utraty kolagenu w naszych komórkach. Tlen konieczny jest to prawidłowej pracy serca i mózgu. Bez niego nasza wątroba nie byłaby w stanie się zregenerować.

Dzięki obecności tlenu nasz organizm może prawidłowo usuwać toksyny i oczyszczać się. Tlen niszczy bakterie, wirusy i grzyby zasiedlające organizm. Dostarczany z pożywieniem wpływa na kształtowanie odpowiednich warunków koniecznych aby przewód pokarmowy działał prawidłowo.

Z punktu widzenia medycyny chińskiej tlen jest ściśle powiązany z energią życiową Qi. Dodaje ciału energii, usuwa blokady i zastoje oraz wspomaga leczyć wiele chorób. Człowiek pozbawiony odpowiedniej jego ilości jest zniechęcony, ospały, depresyjny i wycofany. Brak odpowiedniej dawki tlenu towarzyszy prawie zawsze otyłości, chorobom serca i układu krwionośnego, chorobom nowotworowym, chorobom związanym z obrzękami i stanami zapalnymi, RZS, stwardnieniu rozsianemu oraz zespołowi przewlekłego zmęczenia.

Aby zapewnić naszemu ciało odpowiednią ilość tlenu należy przyswoić sobie parę zasad:

  1. Powinniśmy jeść sporo surowych lub lekko podgotowanych roślin ciemnozielonych, wszelkich kiełków i warzyw liściastych codziennie. Ważne są także surowe owoce i warzywa. wszystkie one dostarczą od wewnątrz odpowiednie dawki tlenu do naszych komórek.
  2. Powinniśmy być aktywni fizycznie. Świetna tu jest joga i pranajama.
  3. Powinniśmy spożywać niewiele produktów od zwierzęcych ponieważ ich spożywanie produkuje nadmiar toksyn, których wydalenie i unieszkodliwienie wymaga dodatkowej dawki tlenu.
  4. Powinniśmy nie przejadać się, ponieważ kiedy spożywamy nadmierne ilości pożywienia trawienie przebiega skuteczniej.
  5. Powinniśmy prawidłowo łączyć pokarmy, ponieważ wydalanie toksyny wydzielanych przy okazji gnicia i zalegania pokarmu w naszym układzie trawiennym wymaga większej dawki tlenu.
  6. Powinniśmy dostarczać do naszego organizmu odpowiednie dawki germanu. To mało znany mikroelement konieczny do podniesienia poziomu aktywności wielu narządów oraz przyswojeniu przez nie tlenu. Konieczny też jest podczas procesów oczyszczania organizmu. Jest obecny w czosnku, grzybach, jęczmieniu, aloesie, żywokoście i chlorelli.

Dziś pachnący pasztet z soczewicy i grzybów 🙂 Potrawa zawiera dotleniający german zawarty w grzybkach i czosnku – świetnie nadaje się na jesienne menu.

Potrawa może zaburzać dosha vata. Powinna umiarkowanie łagodzić energię dosha pitta i kapha.

Skład:

1 szklanka soczewicy;

6-8 łyżek kaszki kukurydzianej;

4-5 sporych pieczarek;

1 spora garść grzybów leśnych (najbardziej aromatyczne są prawdziwki lub podgrzybki);

2 cebule;

2 ząbki czosnku;

2-3 łyżki ghee;

sól i pieprz do smaku;

W garnku 1 szklankę soczewicy zalewamy 2-2,5 szklankami wody, solimy i gotujemy. Do tego pasztetu dodałam brązową soczewicę ale może być zielona lub czerwona też. Gotujemy do miękkości – zależnie od rodzaju soczewicy. Moją soczewicę gotowałam około 15 minut. Kiedy soczewica jest miękka dosypujemy kaszkę kukurydzianą i mieszamy aż zgęstnieje. Cebulę, grzyby i czosnek kroimy drobno. Cebulę smażymy na ghee aż lekko się zeszkli. Do cebulki dodajemy grzyby i smażymy minimum 10 minut dokładnie mieszając. Potem dodajemy pokrojony czosnek i smażymy jeszcze z 5 minut. Grzybki powinny być ładnie podsmażone a nie maziate. Wrzucamy grzybki z cebulką do soczewicy i kaszy. Od razu miksujemy blenderem na gładką masę. Doprawiamy do smaku. Przekładamy do foremki i pieczemy w 180 stopniach przez 25-30 minut. Potem studzimy pasztet i wkładamy na noc do lodówki. Tego pasztetu nie trzeba koniecznie piec! Wystarczy zmieloną masę włożyć w foremce na noc do lodówki. Ja osobiście letnie pasztety tylko chłodzę ale te jesienno-zimowe piekę. Upieczony pasztet rozgrzewa zapachem cały dom 🙂 Dobrze smakuje z chlebkiem. Najlepszy jednak jest na ciepło w postaci grubego plastra podsmażonego na ghee 🙂  Z sałatką robi u nas często jako danie obiadowe. Polecam.

 

 

 

szanowny mister kalafior czyli budujemy odporność na chłody :)

 

IMGP7986

Kapustne – kalafior, brokuł, brukselka, jarmuż, brukiew, kapusta i rzepa to warzywa mające niezwykle istotne właściwości. Znane od wieków są stosowane we wszystkich rodzajach medycyny naturalnej.

Przede wszystkim zawierają one ditioltiny i indole związki będące mocnymi przeciwutleniaczami o właściwościach antynowotworowych. Odtruwają one organizm dbając o prawidłową wydolność układu odpornościowego. Wspomagają one wydzielanie się glutationu – będącego rodzajem mocnego endogennego antyoksydantu, który wychwytuje, wiąże a potem wspomaga wydalanie toksycznych cząsteczek z organizmu. Glutation podobnie postępuje z substancjami kancerogennymi, które wpływają na rozwój raka mutując materiał genetyczny komórki.

Było wiele badań udawadniających te kwestie. Najbardziej chyba znane były przeprowadzone przez amerykanów dr Grahama i prof.. Wittenberga. Udowodnili oni zależność między spożywaniem niektórych warzyw kapustnych a rozwojem raka jelita grubego. Okazało się że spożywanie ich nie mniej niż raz w tygodniu redukuje możliwość zachorowania na raka jelit o 66%.

Potem udowodniono tez że warzywa te najlepiej wypadają w prewencji tzn. cząsteczki indoli z warzyw kapustnych działają sprawniej jeśli zostaną wprowadzone do organizmu przed substancjami kancerogennymi.

Według medycyny naturalnej warzywa te będące królami klimatu umiarkowanego zawierają składniki i minerały uodporniające na ten klimat. Wspomagają budowę naszej odporności uodparniając nas na chłodną jesienną i zimową pogodę. Przeciwdziałają zaziębieniom  i grypie. Według medycyny chińskiej leczą stany związane z gorącem w płucach czyli dreszcze, gorączkę, kaszel, problemy z oddychaniem oraz ból gardła.

Zawierają także siarkę, wspomagającą wyganianie pasożytów z naszych jelit.

Dzisiejszy mister kalafior nawilża także jelita i jest pokarmem leczącym zaparcia.

Według ajurwedy surowy kalafior zaburza dosha vata ale upieczony w kremowym sosie nie powinien mieć takiego działania. Łagodzi dosha pitta i kapha. Dla osób z przewagą energii kapha proponuję zrobić mniejszą ilość sosu.

Składniki:

1 kalafior;

3 łyżki ghee;

3 łyżki mąki orkiszowej;

1-2 filiżanki mleka sojowego;

1 opakowanie śmietany sojowej;

1 łyżeczka gałki muszkatołowej;

4-5 łyżki tartego parmezanu lub wegańskiego sera;

sól i pieprz do smaku;

Do lekko posolonej wody włóż kalafior i gotuj go przez 10 minut. Potem odsącz i ułóż w żaroodpornym naczyniu lub brytfance. Rozgrzej piekarnik do 180 stopni. Na patelni rozpuść ghee. Kiedy będzie płynne dosyp mąkę i mieszając poczekaj aż się podrumieni. Wyłącz gaz i pozwól patelni ostygnąć. Do ostudzonej zasmażki wlej mleko i śmietane sojową i dosyp gałki muszkatołowej. Podgrzewaj na małym ogniu energicznie mieszając aby płyn stał się jednorodny. Podgrzewaj do czasu kiedy płyn zacznie gęstnieć do konsystencji śmietany. Dopraw sos solą i pieprzem. Wylej sos na kalafior i posyp wszystko startym serem. Piecz w piekarniku 20-30 minut. To naprawdę bardzo syte i rozgrzewające danie rozgrzeje Was w chłodne jesienne dni 🙂 Smacznego.