miso

zdrowe włosy według ajurwedy i bulion warzywny z miso :)

 

FullSizeRender 2Zdrowe, lśniące i miękkie. Lubimy!

Włosy mogą być jednym z naszych największych „urodowych atrybutów”. Definitywnie są także markerem pokazującym nasz stan zdrowia. Na pewno musimy tu jednak uwzględnić także genetykę, a nie tylko środowisko. Tak więc grubości i gęstości włosa niestety nie zmienimy. Możemy jednak zadbać o maksymalizację sytuacji zastanej czyli o wyciągnięcie z włosa ile się da 🙂

Z punktu widzenia ajurwedy nasze włosy i paznokcie to produkt uboczny tkanki dathu, z którego powstają kości. Tak więc jakość naszych włosów jest ściśle powiązana tu ze stanem naszych kości.

Można więc tu diagnozować stan kości po wyglądzie naszych włosów. Szorstkie, łamliwe, kruche i matowe włosy świadczą o niepełnym przyswajaniu lub braku mikro, makroelementów oraz wskazują na podobne braki w naszych kościach. Większe niedobory minerałów skutkują wypadaniem włosów i tym samym pogorszeniem jakości kości prowadzącym do osteoporozy.

W ajurwedzie głównym środkiem leczniczym jest dieta oraz zioła, a także asany jogi oraz ćwiczenia oddechowe i relaksacyjne, które i w przypadku zdrowia naszych włosów jak najbardziej się sprawdzą.

Bardzo podobnie rzecz ma się w medycynie chińskiej gdzie jakość włosów także jest zależna od pewnych narządów. Tu bezwzględnie łączy się stan naszych włosów z jakością krwi i odwrotnie – stan włosów może nam wiele powiedzieć o jakości naszej krwi. Jako, że z krwią związane są według medycyny chińskiej nerki oraz śledziona i trzustka, aby uleczyć włosy będące „przedłużeniem krwi” trzeba poprawić jakość krwi oraz kondycję nerek, śledziony i trzustki.

Brzmi to bardzo skomplikowanie i dość chaotycznie ale jest naprawdę bardzo logiczne.

Zarówno stan naszych kości, jakość naszej krwi oraz nerek są bowiem zależne od stopnia zakwaszenia organizmu.

Medycyny wschodnie zalecają więc spożywanie pokarmów jak najbardziej zasadowych i nasyconych określonymi minerałami.

O pokarmach odkwaszających i zasadowych pisałam tutaj:

kasza z brokułami pod beszamelem razem z listą produktów alkalizujących 🙂

Jeżeli chodzi o minerały ważna jest podaż w diecie wapnia, magnezu, miedzi, i cynku oraz żelaza i witamin z grupy B oraz witaminy C.

Pokarmy dla pięknych włosów.

Ajurweda poleca białą rzodkiew (daikon), kokosy, mleko kokosowe, wodę kokosową, gotowane jabłka i kapustę, świeże niepasteryzowane mleko (pochodzące od szczęśliwych krówek) oraz sezam.

Medycyna chińska zaś dodaje wszelkie wodorosty i algi, orzechy, nasiona i rośliny strączkowe (najlepiej postaci kiełków) oraz wszelkie rośliny bogate w chlorofil np. pokrzywa, szpinak, sałata, natka pietruszki, rukola, trawa pszeniczna, jarmuż, bylica.

Jeśli chodzi o stan zarówno naszej krwi, kości jak nerek oraz śledziony i trzustki jest on zależny także od tego, jakie pokarmy przeważają w naszej codziennej diecie. Najgorszym rozwiązaniem jest tu zjadanie pokarmów o smaku słodkim (pustym) czyli np. słodyczy, słodkich napoi, deserów i ciast. Nie poleca też się pokarmów wysokobiałkowych, mięsnych i tłustych jak na przykład wędliny, mięso, smalec, sery, śmietany etc. Z punktu widzenia medycyny chińskiej pokarmy te w przeważającej większości zresztą też są uznawane za słodkie.

Oprócz względów dietetycznych ważną role w dbaniu o stan naszych włosów odgrywa spokój jego konieczny przyjaciel – brak pośpiechu. Smutki, zmartwienia, brak poczucia bezpieczeństwa i strachy wszelakie uszkadzają śledzionę i trzustkę – co wpływa na stan naszej krwi, a więc i na stan naszych włosów. Zakwaszają one organizm – co wpływa destrukcyjnie na stan naszych kości i nerek, a więc na stan naszych włosów.

Według ajurwedy zły stan naszych włosów często łączy się z zaburzeniami dosha pitta. Gorąco, które jest skutkiem nadaktywności tej energii w ciele unosi się w górę aż do głowy. Osoby o konstytucji (prakriti ) pitta lub o zaburzeniu (vikriti) często wcześniej niż inni siwieją. W przypadku mężczyzn także łysieją od czubka głowy począwszy.

Podobne objawy można uzyskać kiedy w naszej diecie występuje nadmiar czerwonego mięsa i wszelkie tłuste pokarmy.

Poniżej linki do diety łagodzącej dosha pitta:

dieta dla pitta i zapiekanka z młodych ziemniaczków 🙂

Ajurweda proponuje ponadto jogę, ćwiczenia relaksujące i wyciszające oraz pogłębianie świadomości, które pomogą nam w odprężeniu, w odkwaszeniu organizmu, a tym samym poprawią jakość naszych włosów.

Pozycje jogi asany mają za zadanie w tym wypadku rozluźnić całe ciało, ale ze szczególnym uwzględnieniem obszarów szyi, barków i karku. Osoby z utrwalonymi napięciami w tym obszarze będą częściej miały problemy z włosami ze względu na pogorszanie w nim krążenia krwi – co szybko odbija się na stanie naszych włosów.

Polecam pozycje jogi zmniejszające ciśnienie, relaksujące jak na przykład savasana (pozycja nieżywego ciała) lub paschimottanasana (pozycja skłonu do przodu w siadzie) czy też balasana (pozycja dziecka). Polecam też pozycje relaksujące i stymulujące obszar karku, szyi i barków jak na przykład salamba sarvangasana (świeca), ustrasana (wielbłąd), gomukhasana (pozycja pyska krowy) oraz pozycje z lekkim wygięciem do tyłu oraz pozycję z lekkimi skrętami kręgosłupa.

Ajurweda poleca też olejowanie włosów. Najlepiej na noc kiedy mięśnie karku są względnie rozluźnione, a krew może bez przeszkód krążyć pod skórą przenosząc substancje aktywne. Nie trzeba dużej ilości oleju – wystarczy 2 łyżki. Olej wcieramy dokładnie w skórę głowy, a nie we włosy. Ważny jest masaż! Olejem bazowym zazwyczaj jest olej sezamowy lub kokosowy. Do tego zazwyczaj dla wzmocnienia efektu dodaje się olejowe wyciągi z ziół – ponieważ olej świetnie przenosi aktywne składniki w głąb ciała. Najwszechstronniejszym olejem do włosów jest olej z amli oraz bhringaraj – mają one działanie nie tylko wzmacniające, odbudowujące, odżywiające i odmładzające względem naszych włosów, ale także przyśpieszające znacznie ich wzrost. Dobry jest też dodatek z oleju neem. Wzmagają porost włosów dodatki z kozieradki, mięty i gorczycy ale także regulują wydzielanie sebum oraz działają odkażająco. Bez problemu można je nabyć w sklepach z kosmetykami ekologicznymi w Internecie.

Ważna jest tu jednak regularność stosowania. Trzeba olejowanie włączyć na stałe do pielęgnacji i traktować jak pokarm dla włosów. Ja karmię swoje minimum trzy razy w tygodniu 🙂

 

Dziś odmiana bulionu, zupy warzywnej z miso i algami – prawdziwe bogactwo makro i mikroelementów. Zupa ta jedzona regularnie będzie świetnym pokarmem dla naszych włosów i nie tylko ponieważ ma ona mocne działanie oczyszczające.

Zupa ta będzie łagodziła dosha vata jeśli nie przesadzimy z grzybkami. Będzie także łagodziła dosha pitta jeśli zmniejszymy tylko ilość rzodkwi i miso. Bedzie także łagodziła dosha kapha jeśli tylko zmniejszymy ilość miso i wodorostów.

 

Składniki:

1 spora marchewka;

1/2 kopru włoskiego (fenkuł);

2 łyżki suchych wodorostów wakame;

3 łyżki suszonych grzybków mu;

5 różyczek brokułu;

4 cm białej rzodkwi (daikon);

3 szklanki wody;

2 pełne łyżki jasnego miso (shiro miso);

1 łyżeczka oleju sezamowego (można pominąć);

 

Pokruszone drobno grzybki i wodorosty w całości wrzucamy do wody. Zagotowujemy. Koper, marchew, rzodkiew i brokuły tniemy w paseczki i dorzucamy do garnka. Przykrywamy pokrywką. Gotujemy kolejne 10 minut. Dodajemy pastę z miso. I gotowe 🙂

 

ta zupa ma moc czyli moja minimalistyczna zupa miso :)

IMGP9207

Miso towarzyszy mi od dawna. To jedna z oczywistości w mojej kuchni jak sól, mąka czy kasza.

Miso to pasta tradycyjnie wyrabiana z fermentowanej w wodzie morskiej soi z udziałem bakterii koji. Samo ziarno soi zawiera dużo białka, skrobi oraz tłuszczu więc jest bardzo ciężko strawne. Poddane jednak procesowi fermentacji staje się źródłem łatwo przyswajalnych aminokwasów oraz innych niezbędnych składników odżywczych. Często jest fermentowane miso z dodatkiem różnego rodzaju glonów lub domieszek innych zbóż jak ryż, jęczmień czy pszenica. W zależności od długości fermentacji i dodatków pozyskuje się wielką różnorodność past miso zarówno pod względem smakowym jak i pod względem konsystencji oraz wyglądu. Walory zdrowotne pasy także zależą od jej rodzaju i zastosowanych w nim składników.

Miso to potrawa będąca ścisłym przedstawicielem smaku słonego. Kieruje więc energię w dół co zalecane jest głównie w zimniejsze pory roku. Jednak różne rodzaje miso w zależności od procesów fermentacyjnych zalecane są do spożycia w różnych porach roku. Generalnie ciemniejsze więc zwykle i dłużej fermentowane miso polecane jest do spożycia w chłodniejszych porach roku. Jaśniejsze więc krócej fermentowane zalecane jest w cieplejszych porach roku.

Miso składa się w około z 10-20 % z białka – średnio na 100 g produktu – 15 g stanowi białko.  Zestaw aminokwasów zawarty w paście jest bardzo podobny do tych występujących w mięsie. To jeden z niewielu pokarmów zawierających niewielkie ilości witaminy B12. To pokarm żywy – zawierający żywe kultury bakterii. Wspomaga nasze trawienia oraz poprawia przyswajanie pokarmów.

Według medycyny chińskiej to pokarm poprawiający zdrowie i wydłużający życie. Wspomaga leczenie chorób serca oraz normalizację ciśnienia krwi. Przeciwdziała powstawaniu nowotworów. Wspomaga oczyszczanie organizmu z toksyn i produktów przemiany materii powstałych w wyniku nieprawidłowej diety i zanieczyszczonego środowiska. Wspomaga także odtruwanie organizmu z pozostałości po alkoholu oraz nikotynie.

Miso oprócz białko to bogactwo błonnika, a także wapnia i żelaza.

Z punktu widzenia prawidłowego łączenia pokarmów powinno być miso uznawane jako białko, a więc łączone w przeważającej ilości z zielonymi nie skrobiowymi warzywami.

Moje ulubione miso to shiro miso. To tak zwane białe miso, choć jego kolor faktycznie jest bardziej żółty lub żółto-beżowy niż biały. Do jego fermentacji używa się także dodatku w postaci ryżu.

Stosuje moje miso do zagęszczania wszelkich past, przecierów i dipów oraz zup. Trzeba pamiętać jednak, że aby miso zachowało swoje właściwości nie wolno go gotować. Zawsze dodaje je do gorących zup ale dopiero po nalaniu ich do miseczek.

Zupa miso ma wiele wersji. Teraz kiedy robi się już ciut cieplej zwracam się do bardziej tradycyjnej jest postaci. No ale oczywiście w wersji wege. Najbardziej tradycyjne przepisy na zupę miso zawierają – zamiast bulionu warzywnego bulion dashi czyli wywar z gotowanej ryby i wodorostów.

Zupa misa to moja zupa mocy. Minimalistyczna zupa. Dodaje energii ale nie obciąża. Karmi ale nie pozostawia poczucia przejedzenia. Jedzona jest u nas w domu często kiedy jesteśmy zmęczeni lub podziębieni oraz koniecznie w czasie przesilenia zimowo-wiosennego. Zwykle służy nam jako potrawa na kolację choć w lecie często pojawia się na stole w ramach obiadu.

Dziś wersja z glonami kombu i tofu.

Tradycyjnie do tej zupy powinno się dodawać algi wakame ale to wersja dla bardziej zaawansowanych algowiczów. Wakame mają intensywniejszy algowy smak i zapach więc polecam zaczynać przygodę z algami w kuchni od mniej intensywnego smaku kombu. To jedne z alg najbardziej kompletnych pod względem składu mineralnego.

Wykorzystywane jest kombu w leczeniu wielu chorób i dolegliwości. Bardzo je polecam na wiosnę szczególnie z powodu wspomagania utraty nazbieranych zimą kilogramów, przyśpieszania trawienia, oczyszczania z nagromadzonych złogów, oczyszczania z grzybów i drożdżaków (którym sprzyja zimowe pożywienie) oraz wspierania procesów regeneracji zmęczonych mięśni. Według medycyny wschodu pomaga kombu w procesach oddechowych ? oczyszczając i usprawniając nasze płuca. Mówi się, że dzięki jedzeniu tych alg można głębiej oddychać. Lubimy 🙂

 

Składniki:

1-1 1/2 pałeczek zasuszonych glonów kombu;

1 garść suszonych grzybów mung;

1 marchewka;

1 pietruszka;

1/4 kapusty pekińskiej;

1 cebulka ze szczypiorkiem;

1 kostka naturalnego tofu;

2 ząbki czosnku;

1 kosteczka ekologicznego bulionu warzywnego;

4 duże łyżki miso;

Do garnka wlewamy około półtora litra wody. Pałeczki kombu tniemy (najlepiej nożyczkami) na cieniutki paseczki. Grzybki mung kruszymy na drobne kawałki. Kombu i grzybki wrzucamy do wody. Czosnek i cebulkę ze szczypiorkiem kroimy w plasterki i wrzucamy do garnka. Wszystko stawiamy na gazie i gotujemy. Do zupy dorzucamy kostkę bulionu warzywnego. Tofu kroimy w drobną kosteczkę, marchewkę i pietruszkę w cieniutkie patyczki, a kapustę grubo szatkujemy. Wszystko dorzucamy do garnka z zupą. Gotujemy około 10 -15 minut. Po zdjęciu z gazu wrzucamy do garnka miso i mieszamy aby się dobrze rozpuściło. Smacznego 🙂

 

 

 

 

 

to jedzenie ma moc czyli roladki z nori z kremowym sosem z tofu :)

IMGP9195

Wodorosty czyli warzywa morskie to jedno z najbardziej wszechstronnie działających i najbogatszych odżywczo pokarmów jakie znam.

To tak rozległy temat, że powinnam mu poświęcić kilka wpisów. Dziś napiszę trochę wiadomości ogólnych i opiszę moje ulubione nori.

Wodorosty według medycyny naturalnej wschodu są pokarmem przedłużającym życie. Są jednym z ważnych składników w krajach mających największe wskaźniki ludzi długowiecznych: Japonia, Korea, Chiny i Wietnam. Muszę tu dodać, że dieta ludzi długowiecznych z tych krajów w większości składa się wyłącznie z roślin a tylko 0,8-5 % codziennej dawki kalorycznej pochodzi z pokarmów odzwierzęcych.

Wodorosty to pokarm bardzo wszechstronny pod względem bogactwa składników odżywczych, witamin oraz mikro i makro elementów. Zawierają najwięcej wśród wszystkich innych pokarmów minerałów i pierwiastków śladowych. Ogólnie można podsumować, że warzywa morskie zawierają 10 do 30 razy więcej witamin, minerałów i pierwiastków śladowych niż warzywa lądowe. Tak więc spożywane nawet w bardzo niewielkich ilościach (około paru gramów dziennie) ale systematycznie zapewniają ogrom związków koniecznych do prawidłowego funkcjonowania naszego organizmu.

Wodorosty mają bardzo mocne właściwości odtruwające i oczyszczające. Zalecane są do spożycia przy leczeniu wszelkich guzków, guzów, katarakt, zgrubień, opuchnięć, obrzęków oraz woli. Jednym słowem wspomagają leczenie wszelkiego stwardnienia mięśni i tkanek w ciele. Regulują gospodarkę wodną organizmu. Działają równoważąco na gospodarkę hormonalną i na tarczycę. Usuwają pozostałości promieniowania z organizmu oraz wspomagają usuwanie toksycznych metali. Obniżają poziom cholesterolu. Bardzo mocno alkalizują krew, który to proces ma wpływ na dobrostan całego naszego ciała.

To rośliny wskazane do stałego spożycia dla osób otyłych, pragnących pozbyć się zbędnych kilogramów ponieważ znacząco poprawiają metabolizm.

To także świetny pokarm dla osób z tendencjami do suchości w ciele. Bardzo skutecznie nawilżający. Według medycyny chińskiej budują płyny Yin w ciele.

Nori to jedne z moich ulubionych obok kombu warzywek morskich. Zawierają one oprócz smaku słonego cechującego wszystkie wodorosty morskie także smak słodki.

Z punktu widzenia ajurwedy łagodzą nadmiar vata.

Mają nori właściwości zmiękczające wszelkie guzy w ciele. Wspomagają także leczenie nadmiaru chorobowego śluzu w układzie oddechowym.

Regularne spożycie nori obniża poziom tłuszczu w krwi a więc ma wpływ na poziom cholesterolu.

Nori to pokarm konieczny dla zdrowia i urody naszej skóry. Poprawia jej nawilżenie, jędrność i gładkość oraz wspomaga usuwanie nadmiaru gorąca z obszarów skóry czyli pomaga w leczeniu wyprysków, trądzików i wysypek.

To najbogatsze wśród roślin źródło białka. W zależności od gatunku zawierają od 12 do 70 g w 100 g części jadalnych!  Średnio aż 48% ich wagi w suchej masie to czyste i łatwo przyswajalne białko.

Nori polecam do jedzenia przez cały rok jako dodatek do potraw.  W szczególności zaś świetnie robią wiosną wspomagając wiosenne procesy odtruwania organizmu.

Dziś roladki z nori z kremowym sosem z tofu i sezamu – równie nawilżającym jak same nori 🙂

Potrawa będzie łagodziła dosha vata. Dla dosha pitta i kapha polecam dodać do sosu mniej pasty sezamowej.

Składniki:

1 szklanka ryżu do sushi;

1 i 1/2  szklanki wody;

3 płaty sprasowanych nori;

1/4  łyżeczki wasabi;

3  łyżki nasion sezamu;

1 marchewka,

1/3 czerwonej papryki;

1/3 żółtej papryki;

1 mały ogórek;

sól;

Sos:

1/4 kostki tofu naturalnego;

2 łyżki sosu sojowego;

1 łyżka jasnego miso (shiro miso);

1 łyżka pasty sezamowej tahini;

około 4-5 łyżek ciepłej wody;

Ryż płuczemy a potem zalewamy wodą. Lekko solimy i gotujemy mieszając aż cała woda wyparuje. Marchewkę, paprykę i ogórka kroimy w długie cieniutkie słupki. Pestki sezamu prażymy na suchej patelni aż nabiorą ciut kolorku. Na płaty nori układamy jeszcze ciepłą cienką warstwę ryżu. Nie polecam układać ryżu na całej powierzchni nori. Najlepiej kiedy ryż zajmuje prostokąt o powierzchni około 2/3 płatka nori. Na ryżu robimy paseczek rozsmarowując na nim ciut wasabi. Na rozsmarowanym wasabi  układamy rządek z paseczków marchewki, papryki i ogórka. Ułożone warzywka posypujemy prażonym sezamem. Rolujemy nori z zawartością tak aby wolna część płatka została na zewnątrz. Smarujemy wolną krawędź odrobiną wody i rolujemy całość w zgrabny rulonik. Podobnie postępujemy z dwoma pozostałymi płatkami nori.

Całość kroimy bardzo ostrym nożem w talarki o grubości 1,5-2 cm.

Robimy sos. Do głębokiej miseczka wkładamy tofu, miso i pastę sezamową oraz wlewamy sos sojowy. Bardzo dokładnie miksujemy zawartość dolewając powolutku, co chwila po łyżce ciepłej wody. Sos powinien wyjść gęsty i bardzo puszysty. Ten sos równie dobrze może służyć i do sałatek i do maczania w nim surowych warzywek.

Ruloniki przed włożeniem do ust maczamy w tym kremowym sosiku. Smacznego 🙂

 

śniadankowa pasta z dyni czyli o łączeniu produktów słów parę :)

IMGP8088

Wiele naszych problemów zdrowotnych wynika ze złego łączenia pokarmów. Często robimy to sobie całkiem nieświadomie…

Nierozważny styl odżywiania kontynuowany dłuższy czas może doprowadzić do naprawdę poważnych kłopotów zdrowotnych, chorób i zwyrodnień.

Każdy rodzaj pożywienia wymaga do strawienia odpowiednich enzymów trawiennych. Jeśli podczas pojedynczego posiłku spożywamy na raz wiele różnych składników nasz organizm ma trudność z wyprodukowaniem wszystkich potrzebnych enzymów równocześnie. Trawimy jakoś tę mieszankę, którą zjedliśmy ale duży udział mają tu bakterie oraz nieprawidłowe procesy fermentacyjne.

Na przykład jeśli zjemy białko zostanie ono strawione przy pomocy enzymów a nasz organizm uzyska z niego stadko aminokwasów koniecznych do regeneracji i utrzymania zdrowia. Jeśli natomiast zjemy białko zestawione z różnościami (zupa, kotlet z ziemniakami i surówką oraz deser) organizm częściowo strawi je za pomocą enzymów ale część zostanie strawione za pomocą trawienia bakteryjnego. Skutkiem tego obok aminokwasów z białek i cukrów prostych ze skrobi zostaną wyprodukowane substancje uboczne zazwyczaj toksyczne: alkohol, kwas mlekowy, ptomaina i leukomaina (jady trupie powstałe z gnicia mięsa), kwas octowy i dwutlenek węgla.

Najprostszym skutkiem tego są gazy, zanieczyszczona krew, obrzęki. W dalszym czasie prowadzi to do otyłości, niedożywienia występującego niezależnie od wagi, wiecznego zmęczenia, marazmu i braku siły oraz braku jasności w myśleniu. Procesy te leżą u podłoża wielu chorób nazywanych cywilizacyjnymi.

Warto więc wprowadzić do naszej diety zmiany pomagające w lepszej strawności tego wszystkiego co jemy.

Tak więc dobrze trawimy:

1.

białka : rośliny strączkowe i ich przetwory (mleka roślinne, tofu, past sojowe etc) , kiełki strączkowych, nasiona i orzechy, miso, nabiał, jaja, mięsa;

+

zielone nieskrobiowe warzywa: wszelkie zielone warzywa liściaste, zielone zioła, kapustne, seler naciowy, świeża kukurydza, świeża zielona fasolka, świeży zielony groszek, cebula, cukinia, ogórki, algi, wodorosty, czosnek, grzyby;

 

2.

skrobia: zboża i ich przetwory (mąki, pieczywo, makarony etc.) ; kiełki zbóż, wszelkie ziemniaki, buraki, marchewka, pasternak, dynia;

+

zielone nieskrobiowe warzywa: wszelkie zielone warzywa liściaste, zielone zioła, kapustne, seler naciowy, świeża kukurydza, świeża zielona fasolka, świeży zielony groszek, cebula, cukinia, ogórki, algi, wodorosty, czosnek, grzyby;

 

3.

tłuszcze: oleje (oliwy i oleje wszelakie), masło, ghee, tłusta śmietana, bardzo tłuste sery (powyżej 70% tłuszczu), oliwki, awokado;

+

zielone nieskrobiowe warzywa: wszelkie zielone warzywa liściaste, zielone zioła, kapustne, seler naciowy, świeża kukurydza, świeża zielona fasolka, świeży zielony groszek, cebula, cukinia, ogórki, algi, wodorosty, czosnek, grzyby;

 

4.

tłuszcze: oleje (oliwy i oleje wszelakie), masło, ghee, tłusta śmietana, bardzo tłuste sery (powyżej 70% tłuszczu), oliwki, awokado;

+

skrobia: zboża i ich przetwory (mąki, pieczywo, makarony etc.) ; kiełki zbóż, wszelkie ziemniaki, buraki, marchewka, pasternak, dynia;

 

W posiłku -w ograniczonych ilościach- można łączyć też 1 składnik białkowy i 1 składnik skrobiowy. Najlepiej się wtedy sprawdzają jak najprostsze potrawy 🙂

Owoce jemy zawsze osobno ale o trawieniu owoców kiedy indziej bo to rozległy temat.

Jeśli pijemy mleko to zawsze osobno.

 

Dziś pyszna i prosta pasta z dyni ze słonecznikiem.

Pasta ta będzie uśmierzać pitta. Dla dosha kapha i vata będzie łagodnie równoważąca jeśli dodamy ciut czosnku lub podsmażonej cebulki.

Skład:

2 szklanki drobno pokrojonych kawałków dyni;

1 szklanka nasion słonecznika;

2 łyżki ghee;

2 łyżki jasnego miso (shiro miso);

sól i pieprz do smaku;

W garnku roztapiamy ghee. Dorzucamy dynie, przykrywamy pokrywka i dusimy od czasu do czasu mieszając. wszystko zależy od dojrzałości i gatunku dyni. Jeśli dynia jest zbyt twarda i nie rozciapuje się pod wpływem temperatury trzeba dolać ciut wody. W takim wypadku wodę trzeba odlać przed zmieleniem składników. Dynia ma się udusić. W zależności od dojrzałości i gatunku to trwa od 10-20 minut.

Nasiona słonecznika prażymy na suchej patelni aż zaczną lekko brązowieć cały czas mieszając.

Uduszoną dynie i nasiona słonecznika wrzucamy do naczynia. Dodajemy miso. Dokładnie blendujemy aż do osiągnięcia zupełnie gładkiej masy. Doprawiamy solą i pieprzem do smaku. Wstawiamy do lodówki. Pasta świetnie smakuje z chlebem orkiszowym. Można ją stosować także do wypełniania naleśników. Świetne jesienne śniadanko 🙂