nawyki

widzieć rzeczy jakimi są i moja indyjska pomidorowa :)

ajurweda, zdrowe odżywianie

 

Dlaczego wybieramy dania, pokarm jakie wybieramy? Na ile nasze wybory rzeczywiście są nasze? Gdzie podziewa się nasza świadomość kiedy sięgamy po kolejne świństwo? Dlaczego nie przeszkadza nam w tym wiedza, którą posiadamy?

Obserwując ludzi i słuchając ich historii właśnie takie pytania przychodzą mi do głowy.

Tu, dla wyjaśnienia przyda się nie tylko wiedza zakresu ajurwedy czy psychologii ale także na niektóre z tych pytań odpowiedziała mi filozofia jogi.

Otóż z punktu widzenia ajurwedy jak wiadomo dieta jest jednym z kluczowych elementów zapewniających zrównoważenie naszych typów konstytucyjnych dosha. Aby więc zdrowo żyć konieczna jest z tego punktu widzenia określona, świadoma dieta (rozumiana jako długoterminowy sposób na życie, a nie jako dwutygodniowy event).

Niestety jest tu też masa pułapek. Ponieważ ajurweda twierdzi, bardzo zasadnie zresztą, że – podobne przyciąga podobne. Niestety – to co nam podobne – zazwyczaj nas zaburza, a to co jest dla nas przeciwne – zazwyczaj nas łagodzi.

Podam przykład dla lepszego zrozumienia.

Tak więc osoby typu vata na przykład uwielbiają chipsy, słone paluszki, zimne napoje gazowane i wszelkie chrupiące, suche przekąski, które je masakrycznie zaburzają.

Osoby typu pitta uwielbiają ostre wykwintne dania, fast food, kawę lub alkohol, które to je zaburzają.

Osoby typu kapha kochają słodycze wszelakie, ciężkie i tłuste potrawy, nabiał w każdej postaci – zaburzające je bardzo.

Oczywiście działa to też w drugą stronę. To znaczy u wszystkich dosha jedzenie, potrawy o cechach przeciwnych do dosha wpływają na nie łagodząco.

Więc vata powinna jeść ciepłe, mokre zupy kremy, pitta łagodne i chłodne posiłki kuchni roślinnej najlepiej, a kapha powinna być królową sałatek.

Nasze urodzeniowe prakriti jest jednoznaczne i niezmienne. Jest z nami od zawsze.

Problem zaczyna się wtedy kiedy przestajemy być świadomi i uważni. Kiedy włączamy autopilota. Kiedy w grę wchodzi rutyna dnia codziennego. Kiedy płynąc z nurtem kompulsywnych myśli jesteśmy tak zaprzątnięci „naszą rzeczywistością”, że nie mamy choćby chwili czasu na zwrócenie uwagi na samego siebie ? obiektywnie. Podobnie też dzieje się kiedy jesteśmy zmęczeni, przepracowani, znudzeni, zmartwieni lub zestresowani.

Wtedy zaczynamy iść na skróty.

W takich stanach wracamy zupełnie podświadomie do działań, które są nam dobrze znane i które uznajemy za bezpieczne. Niestety za bezpieczne uznajemy zazwyczaj nasze nawyki czyli to co nas zaburza – ewentualnie ukraszone o zwyczaje wpojone nam we wczesnym dzieciństwie.

Kiedy wiec wrzucamy na luz czyli (chwilowo tylko oczywiście :)) przestajemy korzystać z naszej wiedzy żywieniowej (lub każdej innej) czy to z powodu zmęczenia czy dlatego, że mamy „ważniejsze sprawy na głowie” wracamy do wrodzonych przyzwyczajeń i zgubnych skłonności, do których skłania nas nasza dosha – prawdziwa natura. Natychmiast, szybciutko i prawie bezwiednie.

Do tego nasz zbyt zajęty mózg aby nas ratować – z klucza sobie od tłumacza sytuację.

Wtedy właśnie tabliczka czekolady jest… zdrowa, gorzka przecież, paczka chipsów XXL tylko tych solonych, ziemniaczanych bez glutaminianu, big mac nie jest big (oszuści!) i ma w środku sałatkę… , trzecie zdrowe piwo z niszowego browaru jest przecież małe, a kawałek tortu cioci Krysi – należy nam się… i już.

 

Filozofia jogi mówi tak: nasze chcenia, pożądania, przywiązania i codzienna bezmyślna rutyna są jednymi z tych rzeczy, które najmocniej zaciemniają, przysłaniają nam obraz rzeczywistości. Poddając się im – nie widzimy, nie rozróżniamy, nie wiemy.

Ulegając im – jesteśmy nieświadomi.

Ulegając im – nie widzimy rzeczy takimi jakie są.

I to jest prawda.

A dziś prosta i pyszna aromatyczna i rozgrzewająca pomidorowa – rodem z Indii. Łagodzi vata i kapha, zaburza pitta – głównie ze względu na kwaśny smak i efekt rozgrzania. Pomidory nie są wskazana dla żadnej dosha w zbyt dużej ilości – ale podane w powyższej formie są ok.

Składniki:

1 litr passaty ekologicznej lub 3-4 duże pomidory;

2-3 kopiaste łyżki wiórków kokosowych lub miąższu z kokosa;

1/2 szklanki gęstego mleka kokosowego lub śmietanki kokosowej;

3 cm kłącza imbiru;

1 pęczek kolendry;

1 papryczka chilli;

1 ząbek czosnku;

2 łyżki ghee lub oleju kokosowego;

1 łyżeczka kuminu;

1 łyżeczka czarnej gorczycy;

1 łyżeczka curry;

1/2 łyżeczki cynamonu;

1 łyżeczka cukru trzcinowego lub jaggary;

Jeśli używamy pomidorów, a nie passaty trzeba je zalać 3 szklankami wody i gotować 15-20 minut po czym zdjąć skórkę, a resztę zmiksować na papkę. Jeśli używamy ekologicznej pasaty papka jest gotowa.

Blendujemy na gładką masę wiórki kokosa, mleko kokosowe, kolendrę, imbir, czosnek i chilli (z pestkami lub bez). Oczywiście ilość chilli dobierz do siebie – pamiętaj jednak, że ta zupa powinna być ostra.

W garnku do zupy rozgrzewamy ghee. Dodajemy kumin i gorczycę – prażymy mieszając aż nasionka zaczną strzelać. Dodajemy curry i cynamon. Chwilkę prażymy mieszając i dolewamy passatę (lub zmielone pomidory) oraz zblendowane mleko kokosowe z kolendrą i przyprawami. Dodajemy sól i cukier. Doprowadzamy do wrzenia. I… gotowe 🙂 Podajemy z kleksem gęstej śmietany kokosowej. Smacznego 🙂

 

 

 

 

 

 

 

zmieniamy nawyki i krem z kaszy gryczanej :)

IMGP5296

Dziś dwa słowa o tym jak pozbyć się i czym zastąpić niefajne jedzeniowe nawyki leżące u podstaw naszych problemów z nadwagą i ze zdrowiem.

Oczywiście na początku musi być świadomość, która leży u podstaw każdej zmiany.

Potem warto zmienić parę prostych rzeczy.

  1. Zanim sięgniesz po jedzenie- rozróżniaj. Postaraj się odpowiedzieć sobie na pytanie: czy jestem głodny? Nie prześmiewaj tego i nie bagatelizuj. Za pomocą uważności i szczerości z samym sobą odróżniaj głód fizyczny od głodu jaki jest skutkiem emocji lub stresu.                                                                                                         Jeśli rzeczywiście mamy problem z zajadaniem emocji bardzo pomocny w rozróżnianiu może być dziennik jedzenia. Piszemy po prostu w zeszycie co jemy, w jakiej ilości oraz w jakim nastroju jesteśmy kiedy sięgamy po jedzenie. Słowo pisane ma większą moc. Już po kilku dniach będziecie mogli dostrzec pewne prawidłowości, a po kilku tygodniach wyłonią się gotowe tendencje. To da Ci wiedzę.
  2. Znajdź inny sposób na robienie sobie dobrze! Niech to nie będzie jedzenie. Nie musimy nagradzać się w ten sposób- są inne możliwości. Bądź kreatywna/ny. Znajdź w miarę proste małe rzeczy, które sprawiają Ci radość i rób je. Niech to będzie na przykład masaż ciepłym olejkiem, słuchanie ulubionej płyty, czytanie dobrej książki, filiżanka dobrej herbaty, wizyta u kosmetyczki, spacer, gorąca kąpiel etc. Nagrody muszą być małe i łatwo dostępne. Jeśli znajdziesz coś takiego niech to będzie Twoją nagrodą. Zrób z tego nawyk powtarzając dość regularnie minimum przez miesiąc.
  3. Jedz świadomie. Przed każdym posiłkiem zatrzymaj się na moment i zrób 10 głębokich oddechów. Nie śpiesz się – gryź dokładnie każdy kęs. Myśl o tym co właśnie jesz i unikaj rozpraszaczy. Wyłącz komputer i telewizor, zamknij książkę. Jedzenie ma być jedyną rzeczą na której się koncentrujesz. Jedzenie ma być ważne. Doceniaj je.
  4. Zamień ilość na jakość. Kup sobie mniejsze talerze i miseczki, które wymuszą jedzenie ciut mniejszych porcji. Potraktuj się z szacunkiem i nie wrzucaj w siebie byle czego! Kupuj jedzenie w mniejszych ilościach za to lepszej jakości. Nie kupuj gotowych potraw. Przyrządzanie posiłku-jeśli je opanujesz -może być całkiem proste. Ukróci to jedzenie gotowców szybko i bezmyślnie.
  5. Nie kupuj przekąsek. Nie kupuj rzeczy, które są małe i stanowią kompletną całość na przykład chipsów, cukierków, paluszków etc. Unikaj posiadania w domu rzeczy które można jeść automatycznie i łatwo. Jeśli na przykład podczas oglądania telewizji nosi Cię – zajmij czymś ręce! Kup sobie piłeczkę do ściskania lub zacznij robić na drutach 😉 Brzuch od tego nie urośnie, a Ty będziesz miał/a szalik 🙂
  6. Nie opuszczaj posiłków -jeśli nie chcesz sobie utrudniać życia pozwalając aby o twoich wyborach decydowała fizjologia. Kiedy opuszczasz posiłek kolejny jest zawsze mniej rozsądny i większy niż ostatni. Daj sobie szanse na świadomy wybór.

 

Dziś krem z kaszy gryczanej. Prosty, zdrowy i smaczny. Świetny jako śniadanie. Krem będzie dobry dla osób dosha kapha należy jednak zmniejszyć ilość daktyli. Danie będzie zaburzać dosha pitta. Uważam, że w tej formie danie nie będzie zaburzać dosha vata.

 

Składniki:

 

1/3 szklanki kaszy gryczanej (najlepiej niepalonej);

1 2/3 szklanki wody;

1 banan;

5-6 daktyli bez pestek;

1 łyżka miodu;

1/2 łyżeczki cynamonu;

1 szczypta soli;

Kaszę zalewamy sporą ilością wody i odstawiamy na minimum 3 godziny. Ja zawsze odstawiam na noc. Rano ją odsączam i płuczę po czym zalewam ilością wody podaną w przepisie. Dodaje daktyle i sól. Blendujemy dokładnie na gładki krem. Przelewam krem do garnka i gotuję cały czas mieszając. Od zagotowania zmniejszamy ogień i gotujemy jeszcze maksymalnie 5 minut. Dodajemy banana, cynamon i miód. Blendujemy do konsystencji jedwabistego kremu. Podajemy na gorąco posypaną ulubionymi orzeszkami lub musli. Smacznego.