obiad

ajurwedyjska dosha kapha i sałatka z botwinki i szparagów :)

IMGP0591

Kapha to połączenie wody (apas) i ziemi (prithiwi). Kapha charakteryzuje zimno, wilgoć, tłustość i stabilność.

Osoby konstytucji kapha mają raczej solidną budowę ciała. Kości są dość grube i mało widoczne. Żyły pochowane. Biodra i ramiona są zazwyczaj dość szerokie. U części osób szeroka jest tylko klatka piersiowa. Mają bardzo dobrze rozwiniętą strukturę mięśniową i świetny tonus. Dobrze znoszą naprawdę duży wysiłek fizyczny choć za nim nie przepadają. Szczególnie niechętna jest kapha do ćwiczeń fizycznych wymagających szybkości. Lubią oszczędzać energię – na każdym poziomie.

Waga osoby typu kapha jest raczej średnia. Kapha ma skłonność do tycia nawet wtedy gdy je niewiele. Jeśli osoba tej konstytucji nie wykonuje żadnej aktywności fizycznej z łatwością tyje – szczególnie po przekroczeniu 30-40 roku życia. Kapha nawet kiedy już jest na diecie chudnie z dużą trudnością i kosztem dużych wyrzeczeń.

Osoby typu kapha lubią słońce, które je rozgrzewa. Dość łatwo się opalają mimo, że ich karnacja na co dzień jest raczej jasna. Skóra ich jest wyjątkowa gładka, gruba i miękka oraz dobrze ukrwiona. Mimo to często pozostaje w odbiorze chłodna. U osób z przewagą dosha kapha bardzo późno występują zmarszczki, a jeżeli już wystąpią to są to raczej zmarszczki grawitacyjne.

Osoby dosha kapha pocą się równomiernie i raczej niewiele.

Maja przeważnie ciemne kolory włosów od brązu do czarnych. To bardzo ładne włosy: grube, gęste, błyszczące i świetnie nawilżone. Często falowane.

Paznokcie mają regularne i silne.

Oczy są duże, błyszczące, skupione – we wszelkich odcieniach brązu lub rzadziej niebieskie – z pięknymi rzęsami.

Zęby są duże i zdrowe.

Osoby tej konstytucji mają umiarkowany apetyt. Często jednak zajadają emocje. Łatwo omijają posiłki – szczególnie poranne by wieczorem grawitować w stronę lodówki.

Sen zrównoważonej osoby typu kapha jest spokojny i długi.

Osoby typu kapha są bardzo głęboko emocjonalne i często ich myśli blisko związane są z uczuciami. Długo pamiętają co czuły w danej chwili.

Nauka przychodzi im dość trudno ale kiedy już się czegoś nauczą – zapamiętają to na długie lata. Kapha nie zapomina prawie niczego.

Osoby tej konstytucji są bardzo stabilne. Zazwyczaj zrównoważone i rozsądne. Są dość powolne ale systematyczne w dążeniu do swoich celów. Nie lubią zmian i starają się ich mniej lub bardziej unikać.

Niekiedy osoba typu kapha może reagować na problemy wycofaniem lub depresją. Bywa, że unika ludzi, jest skryta i raczej powściągliwa w kontaktach. Niezrównoważona osoba typu kapha jest zachłanna i zawistna.

To wyśmienici zarządzający i doskonali kierownicy. To także bardzo skuteczni przedsiębiorcy. Poprzez swój zmysł obserwacji, przemyślaną oszczędność, konsekwencję i cierpliwość świetnie realizują nawet bardzo rozciągnięte w czasie projekty. Kapha ma dar umiejętnego wyszukiwania istoty rzeczy – z łatwością przychodzi jej wybór tego co naprawdę ważne.

To najbardziej tolerancyjna i spokojna dosha. Dosha ludzi głęboko kochających. Dosha ludzi zadowolonych. To dosha szczęśliwych ludzi, która najczęściej docenia i cieszy się z tego co już ma.

 

Dziś sałatka z botwinki ze szparagami i orzechami w ciepłym słodko-kwaśnym sosie 🙂

Sałatka będzie dobra dla osób konstytucji kapha. Dla vata polecam dodać ciut więcej oleju a dla pitta ciut mniej octu balsamicznego.

Składniki:

podwójna garść listków różnych rodzajów sałat i szpinaku;

1 mały pęczek botwinki;

1/2 pęczka zielonych szparagów;

duża garść płatków migdałowych;

5 łyżek oleju z pestek winogron;

2 łyżki octu balsamicznego lub jabłkowego;

1 łyżka brązowego cukru lub syropu z agawy;

Listki sałaty rwiemy na kawałeczki i wrzucamy do miski. Szparagi myjemy i obrywamy i m zdrętwiałe końcówki. Gotujemy w osolonej wodzie nie dłużej niż 8 minut. Odcedzamy i pozwalamy im ostygnąć. Potem kroimy w spore kawałki i dorzucamy do miski z sałatą. Na suchej patelni prażymy płatki migdałowe. Jak nabiorą kolorku odkładamy je do miski z sałatą i szparagami. Botwinkę myjemy i drobno kroimy razem z buraczkami. Na rozgrzaną patelnie wlewamy olej i wrzucamy posiekana botwinkę z buraczkami. Smażymy około 5 minut a potem dolewamy ocet balsamiczny i dosypujemy brązowy cukier. Smażymy jeszcze 5 minut. Buraczki dorzucamy do sałatki a wszystko polewamy gorącym sosem. Pysznie smakuje z chlebem gryczanym 🙂

 

 

 

 

 

 

jedzenie leczące wątrobę czyli zupa wiosenna z rzodkiewek i botwinki :)

IMGP9332

Wiosna to czas szczególnej aktywności naszej wątroby. To dobry czas aby troskliwie o nią zadbać.

Zdrowa wątroba wspiera dobrostan naszego organizmu na wielu poziomach. Wspomaga oczyszczanie ciała z polutantów powstałych wskutek życia w zanieczyszczonym środowisku. Neutralizuje substancje pochodzące z przetworzonej żywności: sztuczne barwniki i konserwanty oraz substancje smakowe. Neutralizuje składniki, które wnikają do naszego ciała z kosmetykami i środkami czystości, które używamy. Usuwa pozostałości po lekach i używkach. Usuwa toksyczne substancje powstające podczas nieprawidłowego łączenia pokarmów. Uczestniczy w oczyszczaniu krwi. Wspomaga wreszcie wątroba przemianę podstawowych składników odżywczych oraz uczestniczy w procesach budowy tkanek naszego organizmu. Ma wpływ na nasze stany emocjonalne: zdrowa wątroba wycisza emocje, zanieczyszczona- destabilizuje. Ma wpływ na zdrowy sen.

Wątroba to narząd o ogromnych możliwościach regeneracyjnych jednak często nasz styl życia może przekroczyć możliwości jej odnowy. Najszybszą odpowiedzią ciała w takich wypadkach jest odczucie przewlekłego zmęczenia, alergie, bóle głowy oraz często niedokrwistość.

Warto więc spożywać częściej pożywienie leczące wątrobę, czyli:

  1. Zielone warzywa liściaste.
  2. Wszelkie kiełki.
  3. Trawę pszeniczną i jęczmienną.
  4. Wodorosty.
  5. Tofu.
  6. Pełne ziarna zbóż.
  7. Rzodkiewki, rzodkiew, czarną rzepę.
  8. Zielone nowalijki: liście rzodkiewek, liście mniszka, koperek, natkę pietruszki i botwinkę.
  9. Marchew i buraki.
  10. Kwaśne pożywienie oraz kiszonki.
  11. Czosnek.

Dziś zupa wiosenna z rzodkiewek, botwinki i wszelkiej innej wiosennej zieloności z kaszą jaglaną.

Zupa będzie zaburzać dosha pitta. Polecam dla osób konstytucji vata i kapha.

Składniki:

1 1/2 pęczka rzodkiewek z liśćmi;

1 duży pęczek botwinki (najlepiej takiej ze sporymi już buraczkami);

1 pęczek młodej pietruszki z natką;

1 pęczek młodej marchewki (bez natki);

1 pęczek koperku;

1/2 młodego pora;

1/2 młodej kapusty;

2-3 ząbki czosnku;

około 3-4 litry wody;

3/4 szklanki kaszy jaglanej;

3-4 kostki bulionu warzywnego ekologicznego;

3 łyżki oliwy z oliwek;

1 opakowanie śmietany sojowej (może także być zwykła);

Wszystkie warzywka dokładnie myjemy i kroimy. Buraczki, rzodkiewki i pietruszki razem z nacią. Nać marchewki się nie nadaje ponieważ nadaje potrawie gorzkawy posmak. Wrzucamy pokrojone warzywa i zieleninę do garnka. Zalewamy wodą. Dolewamy oliwę i dorzucamy kostki warzywnego bulionu. Gotujemy około 15 minut a potem dodajemy kaszę jaglaną. Wszystko gotujemy jeszcze około 10-15 minut. Śmietanę sojową polecam dolać do zupy ciut później-już na talerzu ponieważ w garnku często się warzy. Szybka i smaczna zupa. Bardzo wiosenna 🙂

 

 

 

 

 

bez toksyn czyli zupa krem z kaszy jaglanej z papryką :)

IMGP9283

Niektóre pokarmy sprzyjają gromadzeniu toksyn w naszym ciele inne przeciwnie – wspomagają ich usuwanie.

Warto szczególnie wiosną, po okresie zimowej cięższej i mniej surowej diety, zwiększyć ilość oczyszczających pokarmów w naszym codziennym menu.

Pokarmy przeciwdziałające toksynom to: kasza jaglana, tofu, figi, botwinka i rzodkiew, fasolka mung i fasolka adzuki, młoda trawa jęczmienna i pszeniczna oraz wszelkie wodorosty i algi.

Dodatkowo w większości to pokarmy mocno zasadowe kasza jaglana (ph 8), botwinka (ph9), rzodkiew (ph 8), młoda trawa jęczmienna i pszeniczna (ph 9) oraz wodorosty i algi (ph 10) mocno alkalizujące nasz organizm a więc poprawiające jego ogólny dobrostan na każdym poziomie.

Dziś zupa z kaszy jaglanej. Kasza ta- jako jedyna z niewielu- jest mocno zasadowa. Ma silne działanie nawilżające ponieważ wspomaga odbudowę płynów w organizmie. Jednocześnie poprzez działanie moczopędne wpływa na zachowanie optymalnej ilości wody w organizmie.

Według medycyny chińskiej stanowi kasza jaglana połączenie smaku słodkiego i odrobiny smaku słonego jednocześnie.

Wspomaga kasza jaglana zdrowie nerek oraz odtruwa wątrobę.

To wspaniała kasza do przeprowadzenia postów i detoksów.

Ma silne działanie antywirusowe, antybakteryjne oraz przeciwgrzybicze. To najlepsza kasza dla osób z osłabioną odpornością np. chorujących na drożdżycę lub osób często zaziębiających się.

Dziś zupa krem z kaszy jaglanej z pieczoną papryką.

Kasza jaglana generalnie zaburza dosha vata i pitta natomiast łagodzi kapha. Podana jednak w tej formie kremu, z dużą ilością wody ma jednak dużo łagodniejsze właściwości.

Składniki:

1 szklanka kaszy jaglanej;

2 litry wody;

2-3duże czerwone papryki;

2-3 cebulki szalotki;

3 kostki ekologicznego bulionu warzywnego;

6 łyżek oliwy z oliwek;

1/2 łyżeczki wędzonej papryki;

2-3 szczypty pieprzu cayenne lub chille;

sól;

Papryki kroimy na 4 części każdą, skrapiamy oliwą i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 190 stopni. Pieczemy około 25-30 minut. Zdejmujemy skórę z papryki. Po lekkim ostygnięciu skórka schodzi sama. Kiedy papryka jeszcze się piecze obieramy i kroimy szalotki. W garnku podgrzewamy oliwę i podsmażamy cebulkę 5-8 minut. Kiedy nabierze kolorku dorzucamy do niej kaszę i zalewamy wodą. Dodajemy kostki bulionowe. Gotujemy około 20-25 minut pod przykryciem. Dodajemy pieczona paprykę, wędzoną paprykę i pieprz cayenne. Wszystko dokładnie blendujemy. Sycąca i kremowa zupa świetnie się sprawdza w deszczowe chłodniejsze dni. Smacznego 🙂

 

 

 

ta zupa ma moc czyli moja minimalistyczna zupa miso :)

IMGP9207

Miso towarzyszy mi od dawna. To jedna z oczywistości w mojej kuchni jak sól, mąka czy kasza.

Miso to pasta tradycyjnie wyrabiana z fermentowanej w wodzie morskiej soi z udziałem bakterii koji. Samo ziarno soi zawiera dużo białka, skrobi oraz tłuszczu więc jest bardzo ciężko strawne. Poddane jednak procesowi fermentacji staje się źródłem łatwo przyswajalnych aminokwasów oraz innych niezbędnych składników odżywczych. Często jest fermentowane miso z dodatkiem różnego rodzaju glonów lub domieszek innych zbóż jak ryż, jęczmień czy pszenica. W zależności od długości fermentacji i dodatków pozyskuje się wielką różnorodność past miso zarówno pod względem smakowym jak i pod względem konsystencji oraz wyglądu. Walory zdrowotne pasy także zależą od jej rodzaju i zastosowanych w nim składników.

Miso to potrawa będąca ścisłym przedstawicielem smaku słonego. Kieruje więc energię w dół co zalecane jest głównie w zimniejsze pory roku. Jednak różne rodzaje miso w zależności od procesów fermentacyjnych zalecane są do spożycia w różnych porach roku. Generalnie ciemniejsze więc zwykle i dłużej fermentowane miso polecane jest do spożycia w chłodniejszych porach roku. Jaśniejsze więc krócej fermentowane zalecane jest w cieplejszych porach roku.

Miso składa się w około z 10-20 % z białka – średnio na 100 g produktu – 15 g stanowi białko.  Zestaw aminokwasów zawarty w paście jest bardzo podobny do tych występujących w mięsie. To jeden z niewielu pokarmów zawierających niewielkie ilości witaminy B12. To pokarm żywy – zawierający żywe kultury bakterii. Wspomaga nasze trawienia oraz poprawia przyswajanie pokarmów.

Według medycyny chińskiej to pokarm poprawiający zdrowie i wydłużający życie. Wspomaga leczenie chorób serca oraz normalizację ciśnienia krwi. Przeciwdziała powstawaniu nowotworów. Wspomaga oczyszczanie organizmu z toksyn i produktów przemiany materii powstałych w wyniku nieprawidłowej diety i zanieczyszczonego środowiska. Wspomaga także odtruwanie organizmu z pozostałości po alkoholu oraz nikotynie.

Miso oprócz białko to bogactwo błonnika, a także wapnia i żelaza.

Z punktu widzenia prawidłowego łączenia pokarmów powinno być miso uznawane jako białko, a więc łączone w przeważającej ilości z zielonymi nie skrobiowymi warzywami.

Moje ulubione miso to shiro miso. To tak zwane białe miso, choć jego kolor faktycznie jest bardziej żółty lub żółto-beżowy niż biały. Do jego fermentacji używa się także dodatku w postaci ryżu.

Stosuje moje miso do zagęszczania wszelkich past, przecierów i dipów oraz zup. Trzeba pamiętać jednak, że aby miso zachowało swoje właściwości nie wolno go gotować. Zawsze dodaje je do gorących zup ale dopiero po nalaniu ich do miseczek.

Zupa miso ma wiele wersji. Teraz kiedy robi się już ciut cieplej zwracam się do bardziej tradycyjnej jest postaci. No ale oczywiście w wersji wege. Najbardziej tradycyjne przepisy na zupę miso zawierają – zamiast bulionu warzywnego bulion dashi czyli wywar z gotowanej ryby i wodorostów.

Zupa misa to moja zupa mocy. Minimalistyczna zupa. Dodaje energii ale nie obciąża. Karmi ale nie pozostawia poczucia przejedzenia. Jedzona jest u nas w domu często kiedy jesteśmy zmęczeni lub podziębieni oraz koniecznie w czasie przesilenia zimowo-wiosennego. Zwykle służy nam jako potrawa na kolację choć w lecie często pojawia się na stole w ramach obiadu.

Dziś wersja z glonami kombu i tofu.

Tradycyjnie do tej zupy powinno się dodawać algi wakame ale to wersja dla bardziej zaawansowanych algowiczów. Wakame mają intensywniejszy algowy smak i zapach więc polecam zaczynać przygodę z algami w kuchni od mniej intensywnego smaku kombu. To jedne z alg najbardziej kompletnych pod względem składu mineralnego.

Wykorzystywane jest kombu w leczeniu wielu chorób i dolegliwości. Bardzo je polecam na wiosnę szczególnie z powodu wspomagania utraty nazbieranych zimą kilogramów, przyśpieszania trawienia, oczyszczania z nagromadzonych złogów, oczyszczania z grzybów i drożdżaków (którym sprzyja zimowe pożywienie) oraz wspierania procesów regeneracji zmęczonych mięśni. Według medycyny wschodu pomaga kombu w procesach oddechowych ? oczyszczając i usprawniając nasze płuca. Mówi się, że dzięki jedzeniu tych alg można głębiej oddychać. Lubimy 🙂

 

Składniki:

1-1 1/2 pałeczek zasuszonych glonów kombu;

1 garść suszonych grzybów mung;

1 marchewka;

1 pietruszka;

1/4 kapusty pekińskiej;

1 cebulka ze szczypiorkiem;

1 kostka naturalnego tofu;

2 ząbki czosnku;

1 kosteczka ekologicznego bulionu warzywnego;

4 duże łyżki miso;

Do garnka wlewamy około półtora litra wody. Pałeczki kombu tniemy (najlepiej nożyczkami) na cieniutki paseczki. Grzybki mung kruszymy na drobne kawałki. Kombu i grzybki wrzucamy do wody. Czosnek i cebulkę ze szczypiorkiem kroimy w plasterki i wrzucamy do garnka. Wszystko stawiamy na gazie i gotujemy. Do zupy dorzucamy kostkę bulionu warzywnego. Tofu kroimy w drobną kosteczkę, marchewkę i pietruszkę w cieniutkie patyczki, a kapustę grubo szatkujemy. Wszystko dorzucamy do garnka z zupą. Gotujemy około 10 -15 minut. Po zdjęciu z gazu wrzucamy do garnka miso i mieszamy aby się dobrze rozpuściło. Smacznego 🙂

 

 

 

 

 

to jedzenie ma moc czyli roladki z nori z kremowym sosem z tofu :)

IMGP9195

Wodorosty czyli warzywa morskie to jedno z najbardziej wszechstronnie działających i najbogatszych odżywczo pokarmów jakie znam.

To tak rozległy temat, że powinnam mu poświęcić kilka wpisów. Dziś napiszę trochę wiadomości ogólnych i opiszę moje ulubione nori.

Wodorosty według medycyny naturalnej wschodu są pokarmem przedłużającym życie. Są jednym z ważnych składników w krajach mających największe wskaźniki ludzi długowiecznych: Japonia, Korea, Chiny i Wietnam. Muszę tu dodać, że dieta ludzi długowiecznych z tych krajów w większości składa się wyłącznie z roślin a tylko 0,8-5 % codziennej dawki kalorycznej pochodzi z pokarmów odzwierzęcych.

Wodorosty to pokarm bardzo wszechstronny pod względem bogactwa składników odżywczych, witamin oraz mikro i makro elementów. Zawierają najwięcej wśród wszystkich innych pokarmów minerałów i pierwiastków śladowych. Ogólnie można podsumować, że warzywa morskie zawierają 10 do 30 razy więcej witamin, minerałów i pierwiastków śladowych niż warzywa lądowe. Tak więc spożywane nawet w bardzo niewielkich ilościach (około paru gramów dziennie) ale systematycznie zapewniają ogrom związków koniecznych do prawidłowego funkcjonowania naszego organizmu.

Wodorosty mają bardzo mocne właściwości odtruwające i oczyszczające. Zalecane są do spożycia przy leczeniu wszelkich guzków, guzów, katarakt, zgrubień, opuchnięć, obrzęków oraz woli. Jednym słowem wspomagają leczenie wszelkiego stwardnienia mięśni i tkanek w ciele. Regulują gospodarkę wodną organizmu. Działają równoważąco na gospodarkę hormonalną i na tarczycę. Usuwają pozostałości promieniowania z organizmu oraz wspomagają usuwanie toksycznych metali. Obniżają poziom cholesterolu. Bardzo mocno alkalizują krew, który to proces ma wpływ na dobrostan całego naszego ciała.

To rośliny wskazane do stałego spożycia dla osób otyłych, pragnących pozbyć się zbędnych kilogramów ponieważ znacząco poprawiają metabolizm.

To także świetny pokarm dla osób z tendencjami do suchości w ciele. Bardzo skutecznie nawilżający. Według medycyny chińskiej budują płyny Yin w ciele.

Nori to jedne z moich ulubionych obok kombu warzywek morskich. Zawierają one oprócz smaku słonego cechującego wszystkie wodorosty morskie także smak słodki.

Z punktu widzenia ajurwedy łagodzą nadmiar vata.

Mają nori właściwości zmiękczające wszelkie guzy w ciele. Wspomagają także leczenie nadmiaru chorobowego śluzu w układzie oddechowym.

Regularne spożycie nori obniża poziom tłuszczu w krwi a więc ma wpływ na poziom cholesterolu.

Nori to pokarm konieczny dla zdrowia i urody naszej skóry. Poprawia jej nawilżenie, jędrność i gładkość oraz wspomaga usuwanie nadmiaru gorąca z obszarów skóry czyli pomaga w leczeniu wyprysków, trądzików i wysypek.

To najbogatsze wśród roślin źródło białka. W zależności od gatunku zawierają od 12 do 70 g w 100 g części jadalnych!  Średnio aż 48% ich wagi w suchej masie to czyste i łatwo przyswajalne białko.

Nori polecam do jedzenia przez cały rok jako dodatek do potraw.  W szczególności zaś świetnie robią wiosną wspomagając wiosenne procesy odtruwania organizmu.

Dziś roladki z nori z kremowym sosem z tofu i sezamu – równie nawilżającym jak same nori 🙂

Potrawa będzie łagodziła dosha vata. Dla dosha pitta i kapha polecam dodać do sosu mniej pasty sezamowej.

Składniki:

1 szklanka ryżu do sushi;

1 i 1/2  szklanki wody;

3 płaty sprasowanych nori;

1/4  łyżeczki wasabi;

3  łyżki nasion sezamu;

1 marchewka,

1/3 czerwonej papryki;

1/3 żółtej papryki;

1 mały ogórek;

sól;

Sos:

1/4 kostki tofu naturalnego;

2 łyżki sosu sojowego;

1 łyżka jasnego miso (shiro miso);

1 łyżka pasty sezamowej tahini;

około 4-5 łyżek ciepłej wody;

Ryż płuczemy a potem zalewamy wodą. Lekko solimy i gotujemy mieszając aż cała woda wyparuje. Marchewkę, paprykę i ogórka kroimy w długie cieniutkie słupki. Pestki sezamu prażymy na suchej patelni aż nabiorą ciut kolorku. Na płaty nori układamy jeszcze ciepłą cienką warstwę ryżu. Nie polecam układać ryżu na całej powierzchni nori. Najlepiej kiedy ryż zajmuje prostokąt o powierzchni około 2/3 płatka nori. Na ryżu robimy paseczek rozsmarowując na nim ciut wasabi. Na rozsmarowanym wasabi  układamy rządek z paseczków marchewki, papryki i ogórka. Ułożone warzywka posypujemy prażonym sezamem. Rolujemy nori z zawartością tak aby wolna część płatka została na zewnątrz. Smarujemy wolną krawędź odrobiną wody i rolujemy całość w zgrabny rulonik. Podobnie postępujemy z dwoma pozostałymi płatkami nori.

Całość kroimy bardzo ostrym nożem w talarki o grubości 1,5-2 cm.

Robimy sos. Do głębokiej miseczka wkładamy tofu, miso i pastę sezamową oraz wlewamy sos sojowy. Bardzo dokładnie miksujemy zawartość dolewając powolutku, co chwila po łyżce ciepłej wody. Sos powinien wyjść gęsty i bardzo puszysty. Ten sos równie dobrze może służyć i do sałatek i do maczania w nim surowych warzywek.

Ruloniki przed włożeniem do ust maczamy w tym kremowym sosiku. Smacznego 🙂