oczyszczanie organizmu

karmimy skórę czyli makaron z cukinii :)

zdrowe odżywianie

Za część naszego wyglądu odpowiedzialne są geny – to oczywiste. Nie zmienimy żadną naturalną miarą cienkich blond włosów na czarne afro, a szarych oczu na zielone. Niemniej nie rozgrzeszajmy się – mamy ogromny wpływ na wygląd naszej skóry i naszych włosów. Zdrowe błyszczące i nie wypadające włosy oraz jędrna, gładka i zdrowa skóra w dużej mierze zależą od nas. Kluczowym czynnikiem jest tu nasza dieta, stan jelit oraz nasze nawyki.

Bardzo często skóra i włosy są bezpośrednim odzwierciedleniem tego co dzieje się w środku. Pokazują one w jakim stanie są nasze jelita oraz pośrednio też inne organy wewnętrzne. To co pokazuje skóra i włosy to tylko czubek góry lodowej – reszta jest ukryta. Niezależnie czy jest to alergia, atopowe zapalenie skóry, wysypka, egzema, przedwczesne zmarszczki, cellulit, trądzik czy inny stan zapalny ze skóra związany dotyczy on nie tylko powierzchni skóry ciała, ale także jego wnętrza – jest obrazem tego co jest w środku. Bardzo często problemy skórne oraz wypadanie włosów są powiązane z problemami trawiennymi, złym wchłanianiem, nietolerancjami, wzdęciami etc. Badania dowodzą, że ponad połowa osób z nawracającym trądzikiem (niezależnie od wieku) ma problemy z zachowaniem prawidłowej flory bakteryjnej co skutkuje ponadto także zaburzeniami trawienia, wchłaniania i wzdęciami.

Udowodniono, że co czwarta osoba mające celiakię lub nietolerancję glutenu ma problemy ze skórą – wysypki, wypadania włosów, podkrążone oczy etc.

To co jemy ma bezpośredni wpływ na nasze zdrowie – także na wygląd skóry i włosów. Pożywienie naturalne, nieprzetworzone termicznie, bogate w mikro i makroelementy, polifenole i antyoksydanty karmi i chroni naszą skórę. Z drugiej strony -nieprawidłowa dieta wywołuje dysbiozy czyli zaburzenia równowagi bakteryjnej oraz jest prostą przyczyną zespołu jelita nieszczelnego. To co nasz organizm powinien usunąć czyli toksyny, resztki pokarmowe, wirusy i bakterię przedostaje się do krwioobiegu zaburzając pracę wielu narządów wewnętrznych oraz wywołując stany zapalne skóry.

Nieprawidłowe odżywianie leży także u podstaw złego wchłaniania i niedożywienia pomimo ogromu przyswajanych kalorii, którego skutkiem jest z jednej strony nadwaga a z drugiej permanentne niedobory.

Co więc powinniśmy robić aby nasza skóra była jędrna i pełna blasku, a nasze włosy – zdrowe i mocne?

Co robimy:

  1. Spożywamy pokarmy o jak największej gęstości odżywczej. Pisałam o tym szczegółowo tutaj:       http://www.izaraczkowska.pl/gestosc-odzywcza-czyli-glazurowana-brukselka-orzeszkami/                                                                                                    Zapewni nam to odpowiednie składniki odżywcze oraz ustrzeże przed zakwaszeniem organizmu, które odciskają piętno na naszej skórze. Pokarmy powyższe zapewnią także gościnne środowisko dla dobrych bakterii w jelitach, naszej skórze i głowie. Plemiona ludzi odżywiające się nieprzetworzoną dietą bogatą w składniki odżywcze nie znają trądziku i cellulitu oraz wielu innych niechcianych przypadłości.
  2. Dostarczamy w diecie odpowiednią ilość tłuszczu omega 3 aby zadbać o procesy energetyczne, oddechowe i odżywcze w skali mikro – czyli w skali naszych komórek. W skali ciut większej spowoduje to iż nasze naczynia krwionośne będą wydolniejsze, lepiej ukrwią skórę i odżywią mieszki włosowe. Wydolniej też dostarczą konieczne składniki odżywcze. Powinniśmy włączyć do diety surowe siemię lniane, olej z siemienia lnianego, orzechy (np. włoskie), warzywa ciemno liściaste, a jeśli jadamy- to także ekologiczne jaja kur oraz mięso wolno żyjących łososi. Plemiona ludzi żywiących się nieprzetworzoną dietą i dostarczające duże dawki omega trzy mają piękne, lśniące i bujne włosy.
  3. Dostarczamy w diecie polifenole, flawonoidy i inne antyoksydanty. Patrz punkt numer 1. Pomoże to wzmocnić procesy obronne codziennie toczące się w naszej skórze (i nie tylko). Powinniśmy włączyć do diety kolorowe surowe warzywa i owoce jak na przykład jarmuż, szpinak, wiśnie, czereśnie, jagody, cytrusy. Skóra ludzi dostarczających powyższe składniki razem z nieprzetworzoną dietą – później się starzeje.
  4. Dostarczamy produktów bogatych w karotenoidy mające kluczowe znaczenie dla zdrowia naszej skóry jako prekursory witaminy A. Jeśli zjemy surowe i nieprzetworzone ciemnozielone, czerwone lub żółte warzywa w obecności zdrowego tłuszczu (np. olej lniany lub/i awokado) nasz organizm sam wytworzy z nich konieczną nam witaminę. Powinniśmy włączyć do diety marchew, buraki, szpinak etc.
  5. Dostarczamy płyny. One oczyszczają i wspomagają usuwanie toksyn także przez skórę. Musimy pamiętać, że świadomie rozpoznajemy pragnienie dopiero wtedy kiedy nasz organizm już jest stanowczo odwodniony. Ciężko po fakcie jest nadrobić straty. Powinniśmy stosować prewencję czyli niewielkie dawki płynów pite podczas całego dnia. Picie to kwestia nawyku.
  6. Dbamy o aktywność fizyczną. Przyspiesza ona nasz metabolizm, poprawia trawienie oraz przyśpiesza pasaż jelitowy. Zwiększa ukrwienie skóry wpływając na polepszenie stanu skóry i włosów.
  7. Używamy ekologicznych środków czystości i kosmetyków. To z czym styka się nasza skóra – przyswajamy. Niezależnie od tego czy jest to dobre czy złe. Szczególnie przykładamy uwagę do sytuacji kiedy mamy do czynienia z katalizatorami wpływającymi na wchłanianie czyli z podwyższoną temperaturą i wodą. Tak więc wszelkie środki do mycia (ciepło + woda) i do opalania (ciepło +woda +pot) powinny być ekologiczne. Środki do prania i do zmywania także. To co nakładamy na skórę po kąpieli lub wysiłku fizycznym też. Na szczególne względy zasługuje owłosiona skóra głowy, skóra w pachwinach i błonach śluzowych, wnętrza naszych dłoni i stóp oraz skóra pod oczami – ponieważ chłonie na potęgę.

Czego robienia nie polecam:

  1. Unikamy zupełnie spożywania cukru. Sprzyja on dysbiozie oraz powoduje rozwój drożdżaków uniemożliwiając prawidłowe działanie układu trawienia. Zakwasza organizm co powoduje wysuszenie, niedożywienie i niedotlenienie naszej skóry. Powoduje wydzielenie insuliny, wpływającej degradująco na włókna kolagenowe w skórze. Skóra osób spożywających cukier o wiele szybciej się starzeje – wiotczeje, traci jędrność i sprężystość oraz ładną barwę poprzez zachodzące w niej reakcje. W skórze osób spożywających słodycze toczą się wieczne procesy zapalne.
  2. Unikamy jedzenia nabiału. On zawsze buduje tkanki ciała – niekoniecznie chciane. Jego spożycie ma wpływ na występowanie cellulitu i trądziku. Jego spożycie zaburza proporcje kwasów tłuszczowych omega 3 do omega 6 i 9 powodując, że komórki przestają być wydolne. Hormony podawane bydłu zakłócają naszą gospodarkę hormonalną powodując zazwyczaj zwiększenie poziomu estrogenu w stosunku do progesteronu. Skutkiem tego jest zatrzymanie wody w organizmie, PMS, opuchnięcia oraz spowolnienie trawienia i gromadzenie się produktów przemiany materii w jelitach co odbiera skórze witalność, jędrność i kolor.
  3. Unikamy alkoholu i kofeiny. Odwadniają i wysuszają skórę powodując jednocześnie zaburzenia elektrolitowe oraz opuchlizny. Skóra osób nadużywających kofeiny lub alkoholu jest czerwonawa lub szarawa, wysuszona oraz totalnie pozbawiona jędrności.
  4. Unikamy glutenu. Nasze zboża nie są zbożami, które jadały nasze prababki. Ich modyfikacje spowodowały, że wiele osób przestało je tolerować. Nietolerancje wpływają na stan całego naszego organizmu. Spożycie glutenu jest także powodem zespołu nieszczelnego jelita, o którym wspominałam wcześniej. Bardzo często spożycie glutenu przyczynia się do przerzedzenia lub wypadania włosów. Powoduje też (podobnie jak cukier) utratę jędrności skóry.
  5. Nie używamy za często mydła i innych kosmetyków „do kąpieli”. Zbyt częste mycie ciała i włosów w mydłach wszelakich pozbawia skórę (także głowy) jej warstwy ochronnej i zmienia na kilka godzin jej ph. Tego stanu nie da się zastąpić smarując się balsamami lub innymi mazidłami – szkoda skóry, czasu i pieniędzy. Nie jesteśmy aż tak brudni! Używajmy mniej kosmetyków, a więcej letniej wody i olejków.

 

Z punktu widzenia ajurwedy problemy ze skórą są powiązane z dosha pitta. Oto co robić aby im zapobiegać:

http://www.izaraczkowska.pl/tag/dieta-dla-pitta/

Tutaj jak łagodzić:

równoważenie dosha pitta i deser czekoladowo-jagodowy z nasion chia 🙂

Dziś karmimy skórę. Jemy makaron z cukinii z awokado, pesto i suszonymi pomidorami.

Potrawa będzie łagodziła dosha vata. Będzie ona obojętna dla pitta – jeśli zmniejszymy ilość pomidorów. Będzie obojętna dla kapha jeśli zmniejszymy ilość i orzeszków awokado.

 

Składniki:

2 młode cukinie;

1 awokado;

6-7 pomidorów suszone w zalewie olejowej;

1 pęczek bazylii;

1 ząbek czosnku;

4 łyżki oliwy z oliwek (vata) lub oleju lnianego (pitta, kapha);

4 łyżki pestek słonecznika;

2 łyżki orzeszków nerkowca;

suszone płatki pomidorowe (opcjonalnie);

sól i pieprz;

Cukinie strugamy obieraczką do warzyw na długie paseczki. W garnku zagotowujemy wodę. Cukinie umieszczamy w siteczku nad wodą i gotujemy ją pod przykryciem na parze około 10 minut. Dajemy na talerzyk. Suszone pomidory i awokado kroimy na drobne cząsteczki i dodajemy do cukinii. Pestki słonecznika i orzeszki prażymy parę minut na patelni aż nabiorą kolorku. Bazylię, czosnek, pestki słonecznika, oliwę i 3-4 szczypty soli blendujemy na gładką masę. Jeśli wyjdzie za gęsta dodajemy parę łyżek wody. Sos mieszamy z warzywami. Posypujemy orzeszkami i płatkami suszonych pomidorów. Zdrowego smacznego 🙂

 

„znajdź czas tylko dla siebie” czyli wakacje z jogą i dieta dr Dąbrowskiej :)

10507100_783598608338152_3779133361200808929_o

 

W tym roku proponuje Wam wakacje z jogą i z dietą dr Dąbrowskiej.

Miejsce, do którego Was zapraszam to Siódmy Las – magiczne miejsce położone niedaleko Kazimierza Dolnego i Nałęczowa. Leży wśród dolin, łagodnych pagórków, pól i lasów Kazimierskiego Parku Narodowego. Siódmy Las to miejsce natchnione duchem piękna i siłą otaczającej przyrody, wypełnione aromatami leśnych ziół, śpiewem ptaków i błękitem. Piękna architektura dorównuje okolicy. Tradycyjne pięć domów zbudowanych z drewna i kamienia oraz cegły dopełnia całości. Drewniana willa z tarasami „Pod Jelonkiem”, kamienno-drewniana willa z oszkloną werandą „Suszarnia”, drewniana chatka „Jarzębina”, stodoła z wielką oszkloną werandą zawieszona nad paprociowym wąwozem i kamienno-drewniana willa „Kalina” z kolejną piękną werandą-kawiarnią – tuż nad wąwozem. Wnętrza domów zostały stworzone z dbałością o najdrobniejsze szczegóły. Stare meble z duszą, pościel z koronką, patchworkowe narzuty, urocze lampki, kwiaty w oknach a wszystko cieplutkie i przytulne. Do tego trzy hektary drzew i kwiatów, wśród których można się zaszyć.

Dieta, którą proponuje to dieta warzywno-owocowa dr Dąbrowskiej. Jest to rodzaj przemyślanego postu warzywno-owocowego. Ilość dostarczanych dziennie kalorii to maksimum 800. Mimo tak niskiej ilości kalorii nie powinno towarzyszyć nam przykre uczucie głodu. Posiłki są tak zaplanowane i rozłożone w czasie dnia aby optymalnie zaspokoić łaknienie. Bardzo istotny jest tu odpowiedni dobór surowców. Menu bazuje na warzywach i owocach o niskiej zawartości cukru np. buraki, marchewka, brokuły, rzodkiew, jabłka czy wszelkie sałaty. Dieta ta całkowicie wyklucza spożywanie mięsa, nabiału, słodkich owoców i warzyw, ziaren, wypieków, olejów oraz wszelkich pokarmów roślinnych o dużej zawartości białka.

Dzięki odpowiednio skomponowanym posiłkom nasz organizm jest w stanie przestawić się na czerpanie pożywienia „od wewnątrz”. Zaczyna więc spalać tkankę tłuszczową ale przede wszystkim usuwa wszelkie złogi i toksyny zatruwające nasze ciała.

Tego rodzaju diecie mogą towarzyszyć przez pierwsze 2-4 dni przykre objawy detoksu jak np. ból głowy, osłabienie, pewne rozdrażnienie, różne wysypki skórne. Jednak po tym okresie wszystkie dolegliwości ustępują- w miarę z postępami w oczyszczeniu ciała, a nasze samopoczucie bardzo się poprawia.

 

Wskazania do stosowania diety dr Dąbrowskiej:

  • osłabiona odporność (częste infekcje bakteryjne i wirusowe);
  • alergie wziewne i pokarmowe (katar sienny, astma, wysypki skórne);
  • migreny;
  • nerwobóle;
  • choroby z autoagresji;
  • choroby skóry (łuszczyca, trądzik, egzemy, sucha skóra etc);
  • schorzenia neurologiczne (nerwice, zaburzenia pamięci etc );
  • choroby endokrynologiczne (zaburzenia miesiączkowania, niedoczynność tarczycy, wysoka prolaktyna, torbiele jajników etc);
    klimakterium;
  • osoby planujące zajść w ciąże;
  • zespół metaboliczny X czyli osoby z otyłością, nadciśnieniem, cukrzycą II, chorobą wieńcową, zarośniętymi by-passami, zakrzepicą, obrzękami;
  • paradontoza;
  • zwyrodnienie stawów.

Przeciwwskazania do stosowania diety dr Dąbrowskiej:

  • gruźlica;
  • nadczynność tarczycy;
  • niedoczynność nadnerczy;
  • krańcowa niewydolność narządów;
  • końcowa faza choroby nowotworowej;
  • ciąża;
  • diety nie powinny stosować osoby po przeszczepach organów.Osoby stale przyjmujące leki na stałe powinny skontaktować się ze swoim lekarzem w celu ustalenia dawek leków i swoistych zaleceń.

10421161_782429445121735_703088683942006901_nPost warzywno-owocowy dr Dąbrowskiej to czas kiedy organizm usuwa zmagazynowany tłuszcz i toksyny, oczyszcza się, regeneruje komórki i organy wewnętrzne oraz wygładza skórę. Odciążony organizm zaczyna leczyć się sam. Zwiększa się nasza odporność immunologiczna, zmniejsza się poziom cholesterolu oraz cukru we krwi, a sam poziom ciśnienia krwi normalizuje się. Znikają obrzęki i stany zapalne stawów. Cały organizm zaczyna wracać do zdrowia i pełnej równowagi.

Jeśli dieta dr Dąbrowskiej jest dla kogoś zbyt dużym wyzwaniem polecam zdrową dietę wegetariańską.

Około 3 tygodnie przed wyjazdem każdy z uczestników dostanie wskazania jak najlepiej przygotować ciało do wyjazdu. Natomiast w czasie wykładów będę wyjaśniała jak najlepiej odżywiać się po zakończeniu postu.

Aby w miarę delikatnie przejść owe oczyszczanie proponuje Wam codziennie specyficzne dobrane zajęcia jogi. Głównie będziemy dbali o wspomożenie procesów oczyszczania – zarówno na poziomie fizycznym jak i mentalnym. Codzienne przemyślane asany, ćwiczenia oddechowo-koncentracyjne, a także medytacja oraz bardzo potrzebna relaksacja dopełnią całości.

Będziemy łączyć praktykę Yinyasa Krama Yogi i Yogi Kundalini.

Vinyasa Krama Yoga to dość dynamiczna forma jogi gdzie szczególną uwagę przykłada się do połączenia ruchu z oddechem. Umiejętność świadomego oddechu jest tu kluczowa. Praktykujemy w tym podejściu ćwiczenia fizyczne i wiele ćwiczeń oddechowych. Ćwiczenia bardziej dynamiczne przeplatamy statyczną pracą, aby pełniej uwolnić się od napięcia i nauczyć rozluźniać. Uczymy się też świadomej pracy z mięśniami głębokimi (bandhy). Ważne są tu także ćwiczenia koncentracyjno-medytacyjne. Ten rodzaj jogi uczy nas pracy z ciałem w korelacji z oddechem, co prowadzi do zrozumienia nie tylko naszego ciała ale i jego lepszego czucia. Poprawia nasze zdolności motoryczne i uczy świadomie oddychać. Odpręża i regeneruje.

10422097_785192908178722_3989911858095355417_nYoga Kundalini to specyficzny rodzaj jogi wspomagający rozwinięcie wewnętrznej świadomości i odkrycie duchowej części naszej natury. Na jej praktykę składają się ćwiczenia fizyczne i oddechowe oraz medytacje, pomagające uaktywnić naszą energię. Praktyka ta wpływa na system hormonalny oraz system nerwowy poprawiając zdrowie oraz witalność. Świetnie rekompensuje skutki stresu.

 

Przykładowy rozkład dnia:

 

8.30 ćwiczenia oddechowe (pranajama);
9.00 śniadanie;
11.30-12.30 zajęcia jogi Kundalini;
13.30 obiad;
15.30-17.30 zajęcia jogi w podejściu Vinyasa Krama;
18.00 kolacja;
19.30 joga twarzy;
20.30 – 21.30 relaksacja i medytacja.

Na miejscu można będzie także odpłatnie skorzystać z masaży z udziałem kosmetyków ekologicznych.

To będzie czas poświęcony tylko sobie. Czas głębokiego odtruwania i oczyszczania. Czas zatrzymania się i refleksji. Wyjedziemy lżejsi fizycznie, zdrowsi i bardziej świadomi 🙂

10515261_782430401788306_5990261670388089092_o

?

Koszt wyjazdu to 1 800 zł

Jeśli będziecie chcieli dodatkowej opieki lekarskiej na miejscu to dodatkowa opłata wynosi 80 zł od osoby.

Terminy

2 lipiec – 8 lipiec 2016
9 lipiec – 15 lipca 2016

 

Zapisy

Pod nr telefonu +48 693 333 450
lub pod adresem: izaraczkowska@gmail.com

 

równoważenie dosha kapha i tarta brokułowa wege na spodzie z kaszy, pestek i suszonych pomidorów :)

IMGP1800

 

Jeśli potrzebujesz zrównoważyć dosha kapha lub jest to Twoja konstytucja to:

  1. Stosuj ostre i gorzkie zioła w celu poprawienia ognia trawiennego. Dobry będzie tu na przykład imbir, czosnek, czarny pieprz, pieprz cayenne lub kurkuma.
  2. Używaj sproszkowanego imbiru i kuminu aby oczyścić ciało z toksyn (ama).
  3. Nie przejadaj się. Jedz niewielki ilości pożywienia na raz.
  4. Zwiększ ilość dań warzywnych- szczególnie pieczonych z małą ilością tłuszczu i niewielką ilością płynów.
  5. Pij niewielkie ilości ciepłej wody gotowanej z imbirem. Ilość płynów jakie przyjmujesz dziennie nie powinna przekraczeć 1,5-2 litry.
  6. Ruszaj się! Ćwicz regularnie i intensywnie minimum 3-4 razy w tygodniu.
  7. Spotykaj się i rozmawiaj z ludźmi. Potrzebujesz ich. Dużo Twoich zmor rodzi się bowiem z samotności.
  8. Próbuj nowego. Staraj się wprowadzać wiele nowych rzeczy w swoje życie. Poszukuj, która z nich mogłaby stać się Twoją pasją.
  9. Pokochaj słońce. Postaraj się korzystać z jego energii regularnie – jednak nie w czasie kiedy jego promienie są zbyt intensywne.

 

Dziś tarta brokułowa na spodzie z suszonych pomidorów, kaszy i słonecznika.

Potrawa będzie łagodzić dosha kapha. Dla dosha pitta proponuje skropić ją przed podaniem sokiem z cytryny i zmniejszyć ilość czosnku. Potrawa będzie łagodnie zburzać dosha vata dlatego proponuje dodać do masy brokułowej asafetydy i wszystko skropić sokiem z cytryny.

 

Składniki (na tartę około 30-35 cm):

1 brokuł;

1 szklanka pestek słonecznika;

1/2 szklanki kaszy kus kus (lub kaszy jaglana);

2/3 szklanki suszonych pomidorów w zalewie;

6-8 łyżek płatków drożdżowych;

2-3 ząbki czosnku;

1-2 łyżki oliwy pozostalej z suszonych pomidorów;

2-3 łyżki koncentratu pomidorowego;

6-7 łyżek siemienia lnianego;

sól i pieprz;

Kus kus lekko osolić i zalać wrzątkiem wg przepisu na opakowaniu. Zmielić pestki slonecznika i 4 łyżki siemienia lnianego w młynku na drobną pastę. Zmielić suszone pomidory odsączone z zalewy na pastę. Zmiksować kus kus, zmielone pestki słonecznika, zmielony len, zmielone suszone pomidory i 3-4 łyżki wody. Posolić i dodać ciut pieprzu oraz soli do smaku. Powstałą masą wyłożyć blaszkę lub inne naczynie do pieczenia tarty. Brokuł podzielony na różyczki zblanszować czyli gotować okolo 5-8 minut w osolonej wodzie. 3/4 brokuła wrzucić do miski i zmiksować razem z czosnkiem, płatkami drożdżowymi i pozostałym siemieniem lnianym. Doprawić solą i pieprzem. Spód tarty wysmarować koncentratem pomidorowym. Na wierzch układamy krem powstały ze zmielonego brokuła. Na górę układamy pozostałe całe różyczki brokuła. Polewamy 1-2 łyżkami oliwy pozostałej z suszonych pomidorów.

Pieczemy w piekarniku nagrzanym do temperatury 180 stopni przez 40 minut. Pod koniec pieczenia posypujeme płatkami migdałowymi i 1 łyżką płatków drożdżowych lyb parmezanem jeśli taki jadacie. Tarta powinna ciut wystygnąć przed podaniem.

ta zupa ma moc czyli moja minimalistyczna zupa miso :)

IMGP9207

Miso towarzyszy mi od dawna. To jedna z oczywistości w mojej kuchni jak sól, mąka czy kasza.

Miso to pasta tradycyjnie wyrabiana z fermentowanej w wodzie morskiej soi z udziałem bakterii koji. Samo ziarno soi zawiera dużo białka, skrobi oraz tłuszczu więc jest bardzo ciężko strawne. Poddane jednak procesowi fermentacji staje się źródłem łatwo przyswajalnych aminokwasów oraz innych niezbędnych składników odżywczych. Często jest fermentowane miso z dodatkiem różnego rodzaju glonów lub domieszek innych zbóż jak ryż, jęczmień czy pszenica. W zależności od długości fermentacji i dodatków pozyskuje się wielką różnorodność past miso zarówno pod względem smakowym jak i pod względem konsystencji oraz wyglądu. Walory zdrowotne pasy także zależą od jej rodzaju i zastosowanych w nim składników.

Miso to potrawa będąca ścisłym przedstawicielem smaku słonego. Kieruje więc energię w dół co zalecane jest głównie w zimniejsze pory roku. Jednak różne rodzaje miso w zależności od procesów fermentacyjnych zalecane są do spożycia w różnych porach roku. Generalnie ciemniejsze więc zwykle i dłużej fermentowane miso polecane jest do spożycia w chłodniejszych porach roku. Jaśniejsze więc krócej fermentowane zalecane jest w cieplejszych porach roku.

Miso składa się w około z 10-20 % z białka – średnio na 100 g produktu – 15 g stanowi białko.  Zestaw aminokwasów zawarty w paście jest bardzo podobny do tych występujących w mięsie. To jeden z niewielu pokarmów zawierających niewielkie ilości witaminy B12. To pokarm żywy – zawierający żywe kultury bakterii. Wspomaga nasze trawienia oraz poprawia przyswajanie pokarmów.

Według medycyny chińskiej to pokarm poprawiający zdrowie i wydłużający życie. Wspomaga leczenie chorób serca oraz normalizację ciśnienia krwi. Przeciwdziała powstawaniu nowotworów. Wspomaga oczyszczanie organizmu z toksyn i produktów przemiany materii powstałych w wyniku nieprawidłowej diety i zanieczyszczonego środowiska. Wspomaga także odtruwanie organizmu z pozostałości po alkoholu oraz nikotynie.

Miso oprócz białko to bogactwo błonnika, a także wapnia i żelaza.

Z punktu widzenia prawidłowego łączenia pokarmów powinno być miso uznawane jako białko, a więc łączone w przeważającej ilości z zielonymi nie skrobiowymi warzywami.

Moje ulubione miso to shiro miso. To tak zwane białe miso, choć jego kolor faktycznie jest bardziej żółty lub żółto-beżowy niż biały. Do jego fermentacji używa się także dodatku w postaci ryżu.

Stosuje moje miso do zagęszczania wszelkich past, przecierów i dipów oraz zup. Trzeba pamiętać jednak, że aby miso zachowało swoje właściwości nie wolno go gotować. Zawsze dodaje je do gorących zup ale dopiero po nalaniu ich do miseczek.

Zupa miso ma wiele wersji. Teraz kiedy robi się już ciut cieplej zwracam się do bardziej tradycyjnej jest postaci. No ale oczywiście w wersji wege. Najbardziej tradycyjne przepisy na zupę miso zawierają – zamiast bulionu warzywnego bulion dashi czyli wywar z gotowanej ryby i wodorostów.

Zupa misa to moja zupa mocy. Minimalistyczna zupa. Dodaje energii ale nie obciąża. Karmi ale nie pozostawia poczucia przejedzenia. Jedzona jest u nas w domu często kiedy jesteśmy zmęczeni lub podziębieni oraz koniecznie w czasie przesilenia zimowo-wiosennego. Zwykle służy nam jako potrawa na kolację choć w lecie często pojawia się na stole w ramach obiadu.

Dziś wersja z glonami kombu i tofu.

Tradycyjnie do tej zupy powinno się dodawać algi wakame ale to wersja dla bardziej zaawansowanych algowiczów. Wakame mają intensywniejszy algowy smak i zapach więc polecam zaczynać przygodę z algami w kuchni od mniej intensywnego smaku kombu. To jedne z alg najbardziej kompletnych pod względem składu mineralnego.

Wykorzystywane jest kombu w leczeniu wielu chorób i dolegliwości. Bardzo je polecam na wiosnę szczególnie z powodu wspomagania utraty nazbieranych zimą kilogramów, przyśpieszania trawienia, oczyszczania z nagromadzonych złogów, oczyszczania z grzybów i drożdżaków (którym sprzyja zimowe pożywienie) oraz wspierania procesów regeneracji zmęczonych mięśni. Według medycyny wschodu pomaga kombu w procesach oddechowych ? oczyszczając i usprawniając nasze płuca. Mówi się, że dzięki jedzeniu tych alg można głębiej oddychać. Lubimy 🙂

 

Składniki:

1-1 1/2 pałeczek zasuszonych glonów kombu;

1 garść suszonych grzybów mung;

1 marchewka;

1 pietruszka;

1/4 kapusty pekińskiej;

1 cebulka ze szczypiorkiem;

1 kostka naturalnego tofu;

2 ząbki czosnku;

1 kosteczka ekologicznego bulionu warzywnego;

4 duże łyżki miso;

Do garnka wlewamy około półtora litra wody. Pałeczki kombu tniemy (najlepiej nożyczkami) na cieniutki paseczki. Grzybki mung kruszymy na drobne kawałki. Kombu i grzybki wrzucamy do wody. Czosnek i cebulkę ze szczypiorkiem kroimy w plasterki i wrzucamy do garnka. Wszystko stawiamy na gazie i gotujemy. Do zupy dorzucamy kostkę bulionu warzywnego. Tofu kroimy w drobną kosteczkę, marchewkę i pietruszkę w cieniutkie patyczki, a kapustę grubo szatkujemy. Wszystko dorzucamy do garnka z zupą. Gotujemy około 10 -15 minut. Po zdjęciu z gazu wrzucamy do garnka miso i mieszamy aby się dobrze rozpuściło. Smacznego 🙂

 

 

 

 

 

to jedzenie ma moc czyli roladki z nori z kremowym sosem z tofu :)

IMGP9195

Wodorosty czyli warzywa morskie to jedno z najbardziej wszechstronnie działających i najbogatszych odżywczo pokarmów jakie znam.

To tak rozległy temat, że powinnam mu poświęcić kilka wpisów. Dziś napiszę trochę wiadomości ogólnych i opiszę moje ulubione nori.

Wodorosty według medycyny naturalnej wschodu są pokarmem przedłużającym życie. Są jednym z ważnych składników w krajach mających największe wskaźniki ludzi długowiecznych: Japonia, Korea, Chiny i Wietnam. Muszę tu dodać, że dieta ludzi długowiecznych z tych krajów w większości składa się wyłącznie z roślin a tylko 0,8-5 % codziennej dawki kalorycznej pochodzi z pokarmów odzwierzęcych.

Wodorosty to pokarm bardzo wszechstronny pod względem bogactwa składników odżywczych, witamin oraz mikro i makro elementów. Zawierają najwięcej wśród wszystkich innych pokarmów minerałów i pierwiastków śladowych. Ogólnie można podsumować, że warzywa morskie zawierają 10 do 30 razy więcej witamin, minerałów i pierwiastków śladowych niż warzywa lądowe. Tak więc spożywane nawet w bardzo niewielkich ilościach (około paru gramów dziennie) ale systematycznie zapewniają ogrom związków koniecznych do prawidłowego funkcjonowania naszego organizmu.

Wodorosty mają bardzo mocne właściwości odtruwające i oczyszczające. Zalecane są do spożycia przy leczeniu wszelkich guzków, guzów, katarakt, zgrubień, opuchnięć, obrzęków oraz woli. Jednym słowem wspomagają leczenie wszelkiego stwardnienia mięśni i tkanek w ciele. Regulują gospodarkę wodną organizmu. Działają równoważąco na gospodarkę hormonalną i na tarczycę. Usuwają pozostałości promieniowania z organizmu oraz wspomagają usuwanie toksycznych metali. Obniżają poziom cholesterolu. Bardzo mocno alkalizują krew, który to proces ma wpływ na dobrostan całego naszego ciała.

To rośliny wskazane do stałego spożycia dla osób otyłych, pragnących pozbyć się zbędnych kilogramów ponieważ znacząco poprawiają metabolizm.

To także świetny pokarm dla osób z tendencjami do suchości w ciele. Bardzo skutecznie nawilżający. Według medycyny chińskiej budują płyny Yin w ciele.

Nori to jedne z moich ulubionych obok kombu warzywek morskich. Zawierają one oprócz smaku słonego cechującego wszystkie wodorosty morskie także smak słodki.

Z punktu widzenia ajurwedy łagodzą nadmiar vata.

Mają nori właściwości zmiękczające wszelkie guzy w ciele. Wspomagają także leczenie nadmiaru chorobowego śluzu w układzie oddechowym.

Regularne spożycie nori obniża poziom tłuszczu w krwi a więc ma wpływ na poziom cholesterolu.

Nori to pokarm konieczny dla zdrowia i urody naszej skóry. Poprawia jej nawilżenie, jędrność i gładkość oraz wspomaga usuwanie nadmiaru gorąca z obszarów skóry czyli pomaga w leczeniu wyprysków, trądzików i wysypek.

To najbogatsze wśród roślin źródło białka. W zależności od gatunku zawierają od 12 do 70 g w 100 g części jadalnych!  Średnio aż 48% ich wagi w suchej masie to czyste i łatwo przyswajalne białko.

Nori polecam do jedzenia przez cały rok jako dodatek do potraw.  W szczególności zaś świetnie robią wiosną wspomagając wiosenne procesy odtruwania organizmu.

Dziś roladki z nori z kremowym sosem z tofu i sezamu – równie nawilżającym jak same nori 🙂

Potrawa będzie łagodziła dosha vata. Dla dosha pitta i kapha polecam dodać do sosu mniej pasty sezamowej.

Składniki:

1 szklanka ryżu do sushi;

1 i 1/2  szklanki wody;

3 płaty sprasowanych nori;

1/4  łyżeczki wasabi;

3  łyżki nasion sezamu;

1 marchewka,

1/3 czerwonej papryki;

1/3 żółtej papryki;

1 mały ogórek;

sól;

Sos:

1/4 kostki tofu naturalnego;

2 łyżki sosu sojowego;

1 łyżka jasnego miso (shiro miso);

1 łyżka pasty sezamowej tahini;

około 4-5 łyżek ciepłej wody;

Ryż płuczemy a potem zalewamy wodą. Lekko solimy i gotujemy mieszając aż cała woda wyparuje. Marchewkę, paprykę i ogórka kroimy w długie cieniutkie słupki. Pestki sezamu prażymy na suchej patelni aż nabiorą ciut kolorku. Na płaty nori układamy jeszcze ciepłą cienką warstwę ryżu. Nie polecam układać ryżu na całej powierzchni nori. Najlepiej kiedy ryż zajmuje prostokąt o powierzchni około 2/3 płatka nori. Na ryżu robimy paseczek rozsmarowując na nim ciut wasabi. Na rozsmarowanym wasabi  układamy rządek z paseczków marchewki, papryki i ogórka. Ułożone warzywka posypujemy prażonym sezamem. Rolujemy nori z zawartością tak aby wolna część płatka została na zewnątrz. Smarujemy wolną krawędź odrobiną wody i rolujemy całość w zgrabny rulonik. Podobnie postępujemy z dwoma pozostałymi płatkami nori.

Całość kroimy bardzo ostrym nożem w talarki o grubości 1,5-2 cm.

Robimy sos. Do głębokiej miseczka wkładamy tofu, miso i pastę sezamową oraz wlewamy sos sojowy. Bardzo dokładnie miksujemy zawartość dolewając powolutku, co chwila po łyżce ciepłej wody. Sos powinien wyjść gęsty i bardzo puszysty. Ten sos równie dobrze może służyć i do sałatek i do maczania w nim surowych warzywek.

Ruloniki przed włożeniem do ust maczamy w tym kremowym sosiku. Smacznego 🙂