pitta

lekarstwo dla umysłu i duszy oraz złote mleko :)

FullSizeRender

Ajurweda od kilku tysięcy lat wiedziała to co dopiero dziś potwierdzają najnowsze badania – wszystko ma wpływ na wszystko. Ten starożytny system leczniczy definiuje wpływ różnego rodzaju pożywienia oraz środowiska na nasze zdrowie fizyczne oraz psychiczne.

W ajurwedzie definicją zdrowia jest naturalna równowaga.

Równowagę na poziomie fizycznym można osiągnąć korzystając z podstaw ajurwedy czyli z teorii stworzenia srstyutpatti, która opisuje tu jak powstał świat. Według ajurwedy wszystko co istnieje przejawia się w organicznych i nieorganicznych formach materii prakrti.

Istnieje tu pięć elementów: ziemia prthivi, woda jala, apas, ogień tedżas, agni, powietrze vayu i przestrzeń akaśa. Poprzez te elementy można poznać swoistą budowę, strukturę każdego stworzenia i rzeczy – ponieważ łącząc się one tworzą wszystko co nas otacza i nas samych.

W przypadku ludzi łączą się one w różnych proporcjach tworząc tridosha – typy konstytucyjne vata, pitta, kapha.

Upraszczając – ich równowaga zapewnia nasze zdrowie, a zaburzenia – chorobę.

Pisałam o tym nie raz. Poniżej link do najbardziej ogólnego opisu:

Taka karma – czyli dieta jogina.

Prakriti czyli materia, z której także my jesteśmy stworzeni ma trzy właściwości triguna, jakości guny:

  1. Dobroć, wiedza, czystość – równowaga sattva;
  2. Pasja, działanie, dzianie się – agresja radżas;
  3. Ignorancja, bezwład, stagnacja – degeneracja tamas;

Mogą one przejawiać się jako pozytywne lub negatywne w różnych kontekstach. W przypadku ludzi definiują one charakter, stan umysłu, tendencję, skłonności i predyspozycje psychologiczne oraz (szeroko pojętą) duchowość.

Nie kształtują się one przed naszym urodzeniem jak typy konstytucyjne dosha, lecz w czasie naszego życia. Wpływa na nie i może je zmienić nasze środowisko, otoczenie w którym żyjemy, ludzie, z którymi się stykamy, nasz wiek, faza życia, praca, styl życia oraz dieta.

Z tego punktu widzenia jak najbardziej możliwa jest więc modyfikacja. Czyli po prostu mamy wpływ nie tylko na stan naszego umysłu, nasz charakter oraz sposób reakcji na otoczenie, ale także na nasz rozwój i duchowość.

Nasze guny czyli uwarunkowania psychiczne i umysłowe mają także wpływ na materię, z której jesteśmy stworzeni czyli na doshavata, pitta, kapha – powodując zdrowie lub chorobę, która ujawnia się nie tylko poprzez umysł ale i fizycznie -poprzez nasze ciało.

Medycyna współczesna zaczyna dopiero o tym wspominać nieśmiało od jakiś niecałych 100 lat, ale psychosomatyka w ajurwedzie to nic nowego.

Z drugiej strony patrząc- według ajurwedy bycie zdrowym rozumiane jest nie tylko jako bycie wolnym od bólu czy wolnym od choroby. To nie takie proste.

Wielu z nas mimo, że nie doświadcza klasycznych, fizycznych objawów chorobowych, nie czuje się przecież dobrze.

Bywamy często zmęczeni, przygnębieni, rozbici, zniechęceni lub odwrotnie -rozedrgani, chaotyczni, nerwowi i niespokojni. Doświadczamy stresu i bezsenności. Pomimo pozorów normalności i stabilizacji – chwiejemy się. Tracimy poczucie sensu. Jesteśmy niezadowoleni. Jesteśmy nieszczęśliwi.

Według medycyny akademickiej jesteśmy jednak najczęściej zupełnie zdrowi.

Według ajurwedy osoby doświadczające powyższych stanów – definitywnie nie są zdrowe. Ponieważ ajurweda utożsamia zdrowie także ze spokojem, bezpieczeństwem, świadomością i zadowoleniem…

W naszych czasach nie tylko odeszliśmy kompletnie od natury, ale i całkowicie przewartościowaliśmy nasze postrzeganie świata. Zarówno jedno jak i drugie miało wpływ na nasze zdrowie fizyczne i psychiczne.

Nasz świat jest teraz bardzo materialny i racjonalny. Tak też żyjemy. Z uporem maniaka dbamy o nasze dobra materialne: dom, samochód, karierę, zarobki. Dbamy o rzeczy. W ich gromadzeniu doszukujemy się wszelkiej przyjemności i bezpieczeństwa. Społeczeństwo konsumpcyjne pięknie nam to umożliwia. Bardzo powierzchownie zajmujemy się sobą i naszymi bliskimi – dbając jedynie o dobry wygląd, idealne ciała, sprawność fizyczną, ubrania, biżuterię, wykształcenie i dobre szkoły. Uważamy, że jeśli zatroszczymy się o sprawy namacalne i materialne – reszta sama się rozwiąże. To nieprawda.

Brak nam równowagi.

Skupiając się na powierzchownych, sztucznie wykreowanych potrzebach – pomijamy te prawdziwe i ważne…

Dążąc do naszych namacalnych priorytetów rzadko zwracamy uwagę na spokój umysł, a prawie nigdy na coś tak ezoterycznego jak… dusza. Ba! Samo nadmienienie o nich w towarzystwie inicjuje zmieszane spojrzenia, powodując nasz dyskomfort i poczucie niedostosowania.

Jednak bez nich nie może być mowy o zdrowiu.

Nic nie dzieje się bez przyczyny.

To czym karmimy nasze ciała i zmysły jest tu kluczowe.

Istnieje ścisła zależność między naszym sposobem życia, żywienia, a tym kim jesteśmy. Kim się stajemy. Kim siebie sami tworzymy.

Nasze sposób myślenia, nasze zachowania, pragnienia, to jak traktujemy innych oraz siebie, a także jaki pokarm wybieramy warunkuje to co w życiu otrzymujemy – w sferze zdrowia i świadomości także.

Oczywiście nie śmiem zaprzeczyć istnieniu człowieka rzeczywiście szczęśliwego, idealnie zdrowego, w pełni świadomego, zrównoważonego i uduchowionego karmiącego się hamburgerami znad kubełka XXL skrzydełek kurczaka w chrupiącej panierce, popijającego to piwem lub colą i oglądającego reklamy – w oczekiwaniu na program „Mam talent”.

Jednak to zdarza się rzadko… Niezmiernie.

Zazwyczaj pracujemy latami na nasz dobrostan lub jego brak. Jak mróweczki. Otrzymując to na co dokładnie sobie zasłużyliśmy.

Ajurweda widzi człowieka jako zintegrowana triadę ciała, umysłu i duszy. Wszelkie jej działania nakierowane są na opiekę nad każdą z tych sfer, aby zapewnić naturalną równowagę.

Leczenie ajurwedyjskie daje nam więc szereg praktycznych i prostych wskazówek oraz przepisów jak wpłynąć na guny aby uzyskać harmonię ciała, umysłu i serca, a poprzez to wyleczyć się z wielu trapiących nas dolegliwości i chorób.

To bardzo szeroki i ważny temat, więc podzielę go na kilka wpisów.

Dziś leczniczy napój. Mój ulubiony. Pije go prawie codziennie – na noc. To „złote mleko”. Czyli mleko z kurkumą. Pokarm satwiczny że hej 🙂

 

Składniki:

1 kopiasta łyżeczka kurkumy;

1/4 łyżeczki ghee lub oleju kokosowego;

1 szklanka mleka;

2 łyżki wody;

1 łyżeczka syropu klonowego (opcjonalnie);

Z punktu widzenia ajurwedy mleko, aby było satwiczne nie może pochodzić od krowy z hodowli masowej, ponieważ wszystko co powoduje himse (krzywdzenie) burzy satve (dobro, prawdę). Zło nie buduje dobra. Nigdy.

Krowa, która została sztucznie zapłodniona, która jest karmiona sztuczną paszą, która nie doświadcza słońca oraz której dziecko zostało zabite i zjedzone abyśmy mogli pić mleko przeznaczone dla niego ? nie spełnia prawa ahimsy (niekrzywdzenia). Zupełnie.

Niektórych rzeczy nie chcemy wiedzieć. Rozumiem i popełniam. Niestety „niewiedza” jak i „nierobienie” – to też decyzje, więc nie zwalniają one z odpowiedzialności…

Może to być natomiast mleko ekologiczne od zaprzyjaźnionego rolnika, który dobrze traktuje zwierzęta lub po prostu mleko roślinne.

Spełnia wszelkie wymogi mleko migdałowe oraz sojowe.

W garczku roztapiamy odrobine ghee lub oleju z kokosa. Dorzucamy kurkumę i dolewamy wodę. Mieszamy energicznie dopóki papka nie zgęstnieje – zazwyczaj 2-3 minuty. Dodajemy mleko i syrop klonowy. Dokładnie mieszamy. Pijemy małymi łyczkami uśmiechając się 🙂

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

zalecenia ajurwedy na bóle głowy i serek z tofu :)

IMGP9630

 

Migreny oraz bóle głowy według ajurwedy mogą być wynikiem zaburzenia którejś z dosha: vata, pitta, kapha.

U osób typu vata (lub zaburzonych vata) bóle głowy wywołuje najczęściej stres, zmartwienia i niepokój oraz kompulsywne myślenie lub kompulsywne wracanie do problemu. Nadmiar bodźców, „dziania się” zarówno w odniesieniu do osoby jak i jej środowiska także może zaburzać vata objawiając się migrenami i uporczywymi bólami głowy.

U osób typu pitta (lub zaburzonych pitta) bóle głowy wywołuje najczęściej pobudzenie, gniew lub przegrzanie. Nadmiar dążeń i ambicji także może powodować bóle głowy. Przyczyną bólu głowy u osób tej konstytucji bywa także bardzo często dieta. Zbyt kwasotwórcze jedzenie, zbyt intensywne w smaku i zbyt pobudzające bardzo często wywołują uporczywe i długotrwałe bóle głowy.

U osób typu kapha (lub zaburzonych kapha) bóle głowy wywołuje nadmiar stagnacji, bezruch, przebywanie długo w tej samej pozycji (na przykład przed ekranem komputera). Nadmiar śluzu, złe krążenie także może powodować migrenę.

 

Bóle głowy mogą więc być wywołane przez wiele czynników i zależeć od naszej konstytucji oraz naszego dobrostanu. W przeważającej większości są one jednak wynikiem zaburzeń typu pitta. Nadmiar pitta wpływa na nasze naczynia krwionośne powodując ich rozszerzenie.

Najważniejsza jest tu dieta – oczywiście łagodząca pitta. Opis tego co może jeść pitta poniżej:

http://www.izaraczkowska.pl/?s=dieta+dla+pitta

Najważniejsze to unikać potraw pikantnych, fermentowanych oraz gorących. Ważne jest także spożywanie regularnie posiłków w czasie dnia – minimum trzech aby nie doszło do zbytniego spadku glikemii oraz picie dwóch litrów wody dziennie. Ważne jest unikanie jedzenia typu fast food, a także potraw kuchni chińskiej, meksykańskiej i indyjskiej oraz unikanie wędzonych lub marnowanych mięs i wędlin (także ryb). Wszystkie te potrawy zawierają dużo intensywnych smaków pobudzających dosha pitta. Zawierają też one sporo azotanów, histamin i glutaminianu sodu oraz innych substancji wpływających na szybkie kurczenie się, a następnie rozkurczanie naczyń krwionośnych co często leży u podstaw migren i bólu głowy. Należy także unikać serów pleśniowych i żółtych, wina, piwa, czekolady (także gorzkiej). Wszystkie te produkty zawierają aminokwasy, które wpływają na poziom ciśnienia naszej krwi – szczególnie jedzone razem lub w nadmiarze. Podobny wpływ mają także orzechy, coca cola i kawa.

Bardzo też często synefryna zawarta w owocach cytrusowych i suszonych jest także powodem nawracających bólów głowy, dlatego produkty te powinniśmy dawkować sobie z rozmysłem.

Ajurweda zaleca dla osób z nawracającymi bólami głowy specjalne śniadanie. Śniadanie to składa się z pokrojonego banana, polanego łyżką roztopionego ghee (klarowanego masła) oraz posypanego łyżka cukru daktylowego ze szczyptą zielonego kardamonu.

Według ajurwedy można zapobiegać nawracającym bólom głowy także zmianą pewnych nawyków i przyzwyczajeń. Oczywiście w przeważającej większości będą to zachowania łagodzące dosha pitta.

Opis innych zwyczajów łagodzących dosha pitta poniżej:

http://www.izaraczkowska.pl/?s=co+łagodzi+pitta

Dziś prosty kanapkowy serek z tofu. Potrawa będzie łagodziła dosha pitta ? należy tylko zmniejszyć ilość rzodkiewek, czosnku i cebulki, będzie obojętna dla dosha vata i będzie zaburzać dosha kapha.

 

Składniki:

 

1 kostka naturalnego tofu;

1 pęczek rzodkiewek;

1 ogórek;

2-3 łodygi szczypiorku z cebulkami;

1 ząbek czosnku;

7-8 łyżek śmietany sojowej;

sól i pieprz;

Kostkę tofu wrzucamy do miseczki i rozdrabniamy widelcem aby (po dodaniu śmietany) miało strukturę serka wiejskiego. Szczypiorek z cebulkami, rzodkiewki i ogórek kroimy drobniutko a czosnek rozcieramy. Wrzucamy warzywa do tofu. Dolewamy śmietanę, sporo solimy i dodajemy pieprzu. Dokładnie mieszamy. Serek musi przejść smakami więc należy go włożyć na kilka godzin do lodówki przed podaniem. Ja zawsze robię go wieczorem a podaje rano do śniadania. Świetnie pasuje do ryżowego lub kukurydzianego chleba. Smacznego 🙂

 

 

 

nakarm swoje bakterie czyli sałatka z pieczonych warzyw i komosy ryżowej :)

IMGP6337

O tym jak istotna jest pozytywna flora bakteryjna naszych jelit nieraz już pisałam.

Szerszy wpis na ten temat znajdziecie tu:

http://www.izaraczkowska.pl/wiosenne-porzadki-cz-1/

http://www.izaraczkowska.pl/caly-ten-mikro-swiat/

http://www.izaraczkowska.pl/powiedz-kotku-co-masz-w-srodku-prawidlowe-odzywianie-od-podszewki-czyli-dlaczego/

A o jelitach pisałam tu:

http://www.izaraczkowska.pl/dbamy-jelita-indyjska-zupa-krem-warzyw-ciecierzycy-kaszy-jaglanej/

http://www.izaraczkowska.pl/jesienna-dieta-dla-zdrowia-jelit-czyli-gulasz-dyni/

http://www.izaraczkowska.pl/po-ci-te-kanapki/

To co jemy nie służy tylko nam ale i bilionom bakterii w naszych jelitach. To czym je karmimy ma znaczenie, ponieważ decyduje o tym jakie szczepy bakterii będą mieć się lepiej. A to jakie bakterie będziemy karmić wpłynie na nasze zdrowie… lub jego brak. Dziś o szczepach bakterii, które mają wpływ na nasz metabolizm.

Istnieją szczepy bakterii, które mają związek z naszą skłonnością do nadwagi i otyłością. W dawnych czasach częściej czuliśmy głód. Zimowe zapasy zawsze w końcu się kończyły i trzeba było jakoś doczekać do wiosny. Ludzie sięgali po mniej treściwe, suche i często włókniste pożywienie. Pomagały nam w jego przetworzeniu niektóre bakterie, specjalizujące się w rozkładaniu cukrów złożonych z włókien roślinnych na łatwo przyswajalne związki.

Dziś kiedy dostęp do żywności jest nieograniczony nie zawsze chcemy posiadać takich pasażerów. Dlaczego? Udowodniono, że zwiększona ich obecność w jelitach ma wpływ na łatwość w gromadzeniu tkanki tłuszczowej oraz ma wpływ na trudność w pozbyciu się jej…

Istnieją też bakterie, których posiadanie przynosi nam zupełnie odwrotne skutki. Wspomagają one znacznie naszą przemianę materii. Te lubimy 🙂

Nazywają się Bifidobacterium – to Gram dodatnie bakterie beztlenowe. Należy do nich 29 gatunków. Bakterie te żywią się prebiotykami czyli specyficznymi włóknami pokarmowymi występującymi w pewnych określonych rodzajach pożywienia. Włókna te nie do końca ulegają strawieniu, a poprzez selektywną fermentację tworzą świetne siedlisko dla pozytywnej flory. Poprzez uwolnienie krótkołańcuchowych kwasów tłuszczowych w wyniku fermentacji niektórych pokarmów i w obecności bifidobacterium – poprawia się stan śluzówki naszych jelit. Poprawia się bariera jelitowa, a jednocześnie zmniejsza się ich przepuszczalność co zapobiega wielu schorzeniom związanym z zespołem nieszczelnego jelita.

Udowodniono, iż w ciele ludzi otyłych, odżywiających się wysokotłuszczową i wysoko przetworzoną dietą bakterie te są w zaniku. Zazwyczaj też jest to skorelowane nie tylko z nadwagą ale ze skłonnością do insulinoodporności, toksemii i występowaniem stanów zapalnych co może prowadzić -wcześniej czy później- do cukrzycy typu 2. Rodzaj pożywienia z dużą ilością tłuszczu, pożywienia rafinowanego i przetworzonego powoduje iż przyjazne bakterie nie są w stanie rozwijać się w naszym organizmie. Ta dieta je zabija. Nas zresztą też – tylko wolniej.

Udowodniono też, iż zwiększenie ich obecności zmniejsza nie tylko toksemie, ale poprawia stan naszych jelita, wpływa pozytywnie na zmniejszenie występowania stanów zapalnych oraz poprawia tolerancje glukozy. A poprzez to wszystko wpływa na usunięcie zaburzeń metabolicznych co z kolei związane jest z naszą masę ciała.

Tak więc ludzie szczupli mają inną florę bakteryjna niż osoby z nadwaga lub otyłością.

Oprócz bakterii z rodzaju Bifidobacterium w jelitach osób szczupłych naukowcy odkryli więcej bakterii z gatunku Akkermansia municiphila. W doświadczeniach na myszach stwierdzono, iż u osobników którym wszczepiono powyższe bakterie występował spadek wagi w porównaniu z osobnikami, którym bakterii nie wszczepiono.

Hipokrates twierdził, że każda choroba zaczyna się w jelicie i miała rację. Można tylko dodać, że i zdrowie w jelicie może mieć swój początek.

Bakterie, o których pisałam powyżej karmią się jedną z frakcji błonnika tak zwanymi fruktanami: inuliną lub oligofruktozą. Jeśli więc chcecie mieć taką florę bakteryjną nakarmcie ją pokarmami zawierającymi fruktany. Nie wszystkie produkty roślinne je mają. Poniżej lista tych, które je zawierają:

* czosnek;

* cebula;

* por;

* rzodkiewki;

* rzodkiew;

* pasternak;

* pataty;

* brukiew;

* imbir;

* pochrzyn;

* słonecznik bulwiasty;

* korzeń cykorii;

* liście mniszka pospolitego.

 

Dziś sałatka z pieczonych warzyw i komosy ryżowej – świetna dla bakterii ( i dla nas też 🙂 ).

Sałątka będzie łagodzić dosha vata i kapha. Sałatka będzie zaburzać dosha pitta.

 

Składniki:

 

1 szklanka komosy ryżowej (quinoa);

2 marchewki;

2 korzenie pasternaku (lub pietruszki);

2 ziemniaki;

1 czerwona papryka;

1 pęczek rzodkiewek;

1 por;

1 cebulę;

7 ząbków czosnku;

5-6 liści jarmużu;

5-6 orzechów włoskich;

3-4 łyżki oliwy z oliwek;

3-4 łyżki płatków drożdżowych;

1 łyżka ziół prowansalskich;

2-3 łyżki oleju rzepakowego;

sól i pieprz;

Warzywa myjemy. Ziemniaki, marchew, pietruszkę kroimy na nieduże kawałki – około 1,5 cm. Paprykę kroimy na ciut większe cząstki aby się nie spiekła. Białą część pora kroimy w plastry. Cebulę obieramy i kroimy na 8 części. Czosnek obieramy i dodajemy całe ząbki. Jeden ząbek zostawiamy do dresingu. Rzodkiewkę dodajemy w całości. Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 190 stopni. Na blaszce układamy wszystkie warzywa. Skrapiamy olejem rzepakowym. Posypujemy solą, pieprzem i ziołami prowansalskimi. Pieczemy od czasu do czasu mieszając przez około 30 minut. W tym czasie gotujemy komosę. Do garnka wlewamy około dwie szklanki wody, lekko ją solimy i wrzucamy komosę. Gotujemy około 15 minut – aż woda całkiem wyparuje.

Liście jarmużu przelewamy wrzątkiem i wrzucamy do blendera. Dorzucamy ząbek czosnku, płatki drożdżowe, orzechy, wlewamy oliwę z oliwek i dodajemy 3-4 szczypty soli. Blendujemy na gładką masę.

Kiedy warzywa się upieką, a komosa ugotuje mieszamy wszystko w dużej misce razem z dresingiem. Sałatka najlepiej smakuje schłodzona w lodówce. Dziś u nas dziś nie doczekała… i została zjedzona na ciepło 🙂

 

 

 

 

 

 

zmieniamy nawyki i krem z kaszy gryczanej :)

IMGP5296

Dziś dwa słowa o tym jak pozbyć się i czym zastąpić niefajne jedzeniowe nawyki leżące u podstaw naszych problemów z nadwagą i ze zdrowiem.

Oczywiście na początku musi być świadomość, która leży u podstaw każdej zmiany.

Potem warto zmienić parę prostych rzeczy.

  1. Zanim sięgniesz po jedzenie- rozróżniaj. Postaraj się odpowiedzieć sobie na pytanie: czy jestem głodny? Nie prześmiewaj tego i nie bagatelizuj. Za pomocą uważności i szczerości z samym sobą odróżniaj głód fizyczny od głodu jaki jest skutkiem emocji lub stresu.                                                                                                         Jeśli rzeczywiście mamy problem z zajadaniem emocji bardzo pomocny w rozróżnianiu może być dziennik jedzenia. Piszemy po prostu w zeszycie co jemy, w jakiej ilości oraz w jakim nastroju jesteśmy kiedy sięgamy po jedzenie. Słowo pisane ma większą moc. Już po kilku dniach będziecie mogli dostrzec pewne prawidłowości, a po kilku tygodniach wyłonią się gotowe tendencje. To da Ci wiedzę.
  2. Znajdź inny sposób na robienie sobie dobrze! Niech to nie będzie jedzenie. Nie musimy nagradzać się w ten sposób- są inne możliwości. Bądź kreatywna/ny. Znajdź w miarę proste małe rzeczy, które sprawiają Ci radość i rób je. Niech to będzie na przykład masaż ciepłym olejkiem, słuchanie ulubionej płyty, czytanie dobrej książki, filiżanka dobrej herbaty, wizyta u kosmetyczki, spacer, gorąca kąpiel etc. Nagrody muszą być małe i łatwo dostępne. Jeśli znajdziesz coś takiego niech to będzie Twoją nagrodą. Zrób z tego nawyk powtarzając dość regularnie minimum przez miesiąc.
  3. Jedz świadomie. Przed każdym posiłkiem zatrzymaj się na moment i zrób 10 głębokich oddechów. Nie śpiesz się – gryź dokładnie każdy kęs. Myśl o tym co właśnie jesz i unikaj rozpraszaczy. Wyłącz komputer i telewizor, zamknij książkę. Jedzenie ma być jedyną rzeczą na której się koncentrujesz. Jedzenie ma być ważne. Doceniaj je.
  4. Zamień ilość na jakość. Kup sobie mniejsze talerze i miseczki, które wymuszą jedzenie ciut mniejszych porcji. Potraktuj się z szacunkiem i nie wrzucaj w siebie byle czego! Kupuj jedzenie w mniejszych ilościach za to lepszej jakości. Nie kupuj gotowych potraw. Przyrządzanie posiłku-jeśli je opanujesz -może być całkiem proste. Ukróci to jedzenie gotowców szybko i bezmyślnie.
  5. Nie kupuj przekąsek. Nie kupuj rzeczy, które są małe i stanowią kompletną całość na przykład chipsów, cukierków, paluszków etc. Unikaj posiadania w domu rzeczy które można jeść automatycznie i łatwo. Jeśli na przykład podczas oglądania telewizji nosi Cię – zajmij czymś ręce! Kup sobie piłeczkę do ściskania lub zacznij robić na drutach 😉 Brzuch od tego nie urośnie, a Ty będziesz miał/a szalik 🙂
  6. Nie opuszczaj posiłków -jeśli nie chcesz sobie utrudniać życia pozwalając aby o twoich wyborach decydowała fizjologia. Kiedy opuszczasz posiłek kolejny jest zawsze mniej rozsądny i większy niż ostatni. Daj sobie szanse na świadomy wybór.

 

Dziś krem z kaszy gryczanej. Prosty, zdrowy i smaczny. Świetny jako śniadanie. Krem będzie dobry dla osób dosha kapha należy jednak zmniejszyć ilość daktyli. Danie będzie zaburzać dosha pitta. Uważam, że w tej formie danie nie będzie zaburzać dosha vata.

 

Składniki:

 

1/3 szklanki kaszy gryczanej (najlepiej niepalonej);

1 2/3 szklanki wody;

1 banan;

5-6 daktyli bez pestek;

1 łyżka miodu;

1/2 łyżeczki cynamonu;

1 szczypta soli;

Kaszę zalewamy sporą ilością wody i odstawiamy na minimum 3 godziny. Ja zawsze odstawiam na noc. Rano ją odsączam i płuczę po czym zalewam ilością wody podaną w przepisie. Dodaje daktyle i sól. Blendujemy dokładnie na gładki krem. Przelewam krem do garnka i gotuję cały czas mieszając. Od zagotowania zmniejszamy ogień i gotujemy jeszcze maksymalnie 5 minut. Dodajemy banana, cynamon i miód. Blendujemy do konsystencji jedwabistego kremu. Podajemy na gorąco posypaną ulubionymi orzeszkami lub musli. Smacznego.

 

 

gotowanie zimą czyli wegańska cynamonowa szarlotka :)

IMGP4041

 

Zima to specyficzny czas dla naszej duszy i dla naszego ciała. Czas, w którym powinniśmy zwolnić, wyluzować i wyciszyć się. Krótkie dni, mało słońca, niskie ciśnienie i niskie temperatury powodują, że nasz organizm naturalnie zwalnia bieg dostosowując się do środowiska. Stajemy się senni, częściej narzekamy na zmęczenie i częściej borykamy się ze stanami obniżonego nastroju. Niestety czasy, w których żyjemy, nadmiar obowiązków i ciągłe bycie w biegu nie zawsze pozwala nam dostosować rytm naszej codzienności do pór roku.

Dlatego wraz z początkiem zimy powinniśmy zadbać jak najlepiej o odpowiednia dietę – dostosowującą do zmian zachodzących za oknem.

Podaje tu sposób obróbki poszczególnych składników dania, ponieważ według medycyny wschodniej stanowi on o jakości energii jaka będzie w nim zawarta.

Zmieniamy więc na zimę technikę gotowania. Częściej teraz powinniśmy piec, dusić i stanowczo dłużej gotować, a nawet smażyć. Mniej używać wody. Więcej przykładać wagi do gęstości pożywienia – także w odniesieniu do gęstości składników odżywczych. Powinniśmy też baczniej zwracać teraz uwagę na jakość. To co wprowadzimy do organizmu o tej porze roku stanowczo dłużej w nim zostanie ponieważ najwcześniejsze diety oczyszczające możemy przeprowadzić dopiero późną wiosną. Częściej powinniśmy drobniej kroić, trzeć i ucierać warzywa przed obróbka termiczną. Zboża powinny być chwile prażone na ghee, oleju kokosowym lub innym tłuszczu przed zalaniem wodą. Częściej powinniśmy mieszać potrawy. Częściej jeść zawiesiste zupy, kremy zbożowe, gulasze warzywne i dania jednogarnkowe. Zima to czas na wprowadzenie do diety placków, pierogów i racuszków 🙂  Rzadziej polecam jeść surowe owoce oraz surowe zielone sałaty i kiełki.

Dania o tej porze roku powinny być w zdecydowanej większości ciepłe – około 3/4 potraw. Surowizna w postaci sałatek i surówek powinna być podawana przed potrawą ciepłą.

Poniżej zestaw produktów, których ilość warto zwiększyć w zimowej diecie:

  1. warzywa korzeniowe oraz te rosnące w ziemi jak na przykład marchewka, ziemniaki, pietruszka, seler korzeniowy, cebula, czosnek (drobno krojone);
  2. warzywa krzyżowe jak na przykład kapusta, brukselka, brokuł, kalafior, jarmuż (dłużej gotowane);
  3. zboża jak na przykład kasza jaglana, kasza gryczana, owies, jęczmień, ryż oraz płatki owsiane (prażone przed zalaniem wodą);
  4. warzywa strączkowe jak na przykład soczewica, groch oraz wszelkie odmiany fasoli ze szczególnym uwzględnieniem fasolki adzuki (długo gotowane);
  5. nasiona, pestki i orzechy jak na przykład nasiona słonecznika, pestki dyni, orzechy włoskie, orzechy laskowe, orzechy nerkowca (gotowane, pieczone lub prażone);
  6. suszone owoce jak na przykład rodzynki, figi, daktyle (gotowane lub pieczone);
  7. pieczone owoce;
  8. przyprawy jak na przykład cynamon, imbir, kardamon, goździki;
  9. kiszonki z roślin kapustnych i korzeniowych;

Dziś wegańska cynamonu szarlotka z bananami na spodzie ze słonecznika, rodzynek i daktyli. Można ją jeść w cieplejszych porach roku zupełnie w wersji RAW ale zimą polecam upiec w piekarniku.

Potrawa będzie łagodziła dosha vata. Będzie obojętna dla kapha jeśli zmniejszymy ilość substancji słodzącej. Potrawa będzie wzmagać pitta.

 

Składniki:

1 szklanka pestek słonecznika;

1/2 szklanki daktyli bez pestek;

2/3 szklanki rodzynek;

3-4 jabłka;

2 banany;

2 łyżki syropu z agawy;

1 łyżka masła orzechowego;

2 łyżeczki cynamonu;

1 łyżka oleju kokosowego;

1 łyżka kakao;

Pestki słonecznika miksujemy blenderem na drobne kawałki – nie można tego robić bardzo długo bo wyjdzie nam masło słonecznikowe ani za krótko bo zbyt duże kawałki pestek nie będą chciały się sklejać. Pesteczki powinny zostać w drobniutkich kawałeczkach a nie jako pasta. Mielimy rodzynki i daktyle na papkę. W misce mieszamy zmielone pestki słonecznika, rodzynki, daktyle i masło orzechowe. Blaszkę do tarty wykładamy papierem do pieczenia. Powstałą masę rozsmarowujemy równo na powierzchni papieru. Warstwa nie powinna być grubsza niż 1-1,5 cm. Podana ilość wystarczy na wyłożenie tortownicy o średnicy 25 cm.

Jabłka trzemy na grubej tarce lub kroimy w bardzo drobniutkie plasterki. Banana kroimy na plasterki. Na patelni roztapiamy olej kokosowy i wrzucamy jabłka, banany, syrop z agawy oraz cynamon. Mieszając dusimy około 10-15 minut. Masę przekładamy na słonecznikowy spód. Pieczemy ciasto w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni przez 30 minut. Na powierzchni rozsypujemy kakao. Na ciepło jest pyszne ale spód się czasem kruszy. Najlepiej smakuje schłodzone na drugi dzień – wtedy też można je pokroić bez obaw, że się pokruszy. Jeśli doczeka 🙂