przekąska

witamina B12 oraz chipsy lniane :)

IMGP5264

Dziś o witaminie B12.

Napiszę co wiem o tej witaminie, jakie mam co do niej pytania i jak karmię swoją rodzinę aby jej nam nie zabrakło.

Wszystkie opinie jakie czytuje czy słyszę są takie, że wegetarianie/weganie musza suplementować witaminę B12 ponieważ znajduję się ona jedynie w mięsie zwierząt lub ewentualnie w nabiale- dostarczanym w sporej ilości. Jej brak w ustroju wywołuje szereg groźnych objawów, którymi straszy się tą garstkę bidnych wegan jak na przykład niedokrwistość, osłabienie, zmęczenie, bóle głowy, tachykardia, zaburzenia czucia, zaburzenia siły mięśniowej, zaburzenia poznawcze, apatia i depresja oraz jak wisienkę na torcie schizofrenia 🙂 Rzeczywiście niedobór kobalaminy tak się objawia. Natomiast nie zgadzam się z twierdzeniem, że na diecie roślinnej czy wegetariańskiej następują ogromne niedobory powyższej. Całe narody i plemiona przez setki lat żyły na diecie roślinnej z niewielkimi dodatkami nabiału i bardzo sporadycznymi produktami odzwierzęcymi, a mimo to wykształciły piękne kultury i stworzyły wspaniałe cywilizacje. To na pewno nie były narody anemicznych schizofreników. Nie suplementowały się też tabletkami z witaminą B12…

Po pierwsze witamina B12 (kobalamina) nie występuje w roślinach jeśli nie są ona w jakiś sposób skażone, zanieczyszczone drobnoustrojami. To pewnik.

U zwierząt roślinożernych (przeżuwaczy) karmionych NATURALNYMI I NIEPRZETWORZONYMI roślinami jest ona wytwarzana przez drobnoustroje produkujące fermenty w przewodzie pokarmowym od żwacza począwszy. Co ciekawe w żwaczu zwierząt roślinożernych nie wydzielane są żadne enzymy trawienne, a trawienie odbywa się tylko i wyłącznie za pomocą enzymów zawartych w zjadanych roślinach  (zjawisko autolizy) oraz za pomocą enzymów wytwarzanych przez florę jelitową.

Po absorbcji przez komórki wyściółki jelit jest witamina B12 we krwi zwierząt oraz w ich płynie mózgowo-rdzeniowym – skąd przeniesiona zostaje i zmagazynowana w wątrobie w ilości 60 % oraz do mięśniach w ilości około 30%.

Występuje więc co oczywiste w mięsie zwierząt, a także w produktach odzwierzęcych jak jajka, sery czy mleko. Ale chyba nie tylko…

Jest parę możliwości. Rodzi się parę pytań.

Propo flory jelitowej. Oczywiście my ludzie nie posiadamy czterech żołądków w tym żwacza. Jedząc jednak odpowiednie pokarmy możemy i my wytworzyć odpowiednią florę jelitową, która zniweluje nasze niedobory.

Badając zagadnienie białka naukowcy odkryli na przykład plemię Aborygenów z Nowej Gwinei, które nigdy nie zjada pokarmów odzwierzęcych. Ich głównym pożywieniem jest słodki ziemniak batat. Mimo to członkowie tego plemiona maja bardzo dobre wyniki badań krwi. Okazało się, że białka (oraz powiązanych z nim witamin) dostarcza im specyficzna flora jelitowa wyrosła właśnie na tych ziemniakach i mało przetworzonych roślinach. Ilość białka dostarczana codziennie przez florę u członków tego plemienia to aż 10-15 gram.

Oczywiście aby wyhodować odpowiednią florę musi zachodzić zjawisko autolizy indukcyjnej, a więc jak najwięcej pokarmów roślinnych trzeba spożywać w formie nieprzetworzonej. Trzeba pamiętać, że górną granicą temperatury, w której jeszcze pracują fermenty są 54 stopnie.

Czytałam, że w przewodzie pokarmowym człowieka absorbcja tej witaminy odbywa się w jelicie cienkim, a jej produkcja dopiero w jelicie grubym. Jak w takim razie jest możliwe, że plemiona na diecie roślinnej żyją i mają się dobrze?

Myślę, że będzie tu miało miejsce jeszcze sporo odkryć 🙂

Propo zanieczyszczenia roślin drobnoustrojami. Ten rodzaj źródeł witaminy B12 potwierdza „Biochemia Harpera” (obowiązujący podręcznik na studiach medycznych). Na przykład w krajach Azji, Indonezji lub w większości krajów Trzeciego Świata populację żywiące się dietą roślinną uzyskują witaminę B12 dzięki obecności ogromu drobnoustrojów, które zasiedlają ich pożywienie. Ogromną grupą pokarmów są tu też produkty fermentowane.

Do produktów tych należą kiszone w warunkach domowych (bez dodatku octu) warzywa. U nas polecam domowymi metodami kisić buraki, kapustę i ogórki. Oprócz tego mikroorganizmy wytwarzające witaminę B12 są obecne w fermentowanych domowym sposobem jogurtach – TAKŻE TYCH Z MLEKA ROŚLINNEGO, fermentowanych nasionach lub zakwasie chlebowym domowej roboty. Inne produkty zawierające owe mikroorganizmy to tempeh, miso, natto lub niektóre odmiany naturalnego sosu sojowego. Jeżeli chcemy je kupić u nas należy wybierać te, które są robione w małych manufakturach, a nie w ogromnych fabrykach. Zasady higieny muszą być zbliżone do tych jakie mamy w domu, a nie tych z metalowo-szklanych molochów.

Zbyt restrykcyjne warunki sanitarne uniemożliwiają zanieczyszczenie pozytywnymi drobnoustrojami pożywienia.

Propo grzybów. Mimo, że niektóre źródła podają iż występują w grzybach jedynie analogi witaminy B12 badania australijskie (Uniwersytet Zachodni Sydney 2009) udowodniły co innego. Badaniom poddano pieczarki i udowodniono, że zawierają one bio-dostepną witaminę B12. Większość jej znajduje się w nawierzchni kapeluszy grzybów.

Wśród grzybów mamy też drożdże. Zarówno „Biochemia Harpera” jak i w innych wiarygodnych publikacjach podaje się, że drożdże są źródłem witamin z grupy B WŁĄCZNIE Z WITAMINĄ B12. W zależności od rodzaju od 6 do 47 mikrogramów na 100 gram. Nasze dzienne zapotrzebowanie to 2-4 mikrogramy.

Propo innych źródeł witaminy jak na przykład algi. Naczytałam się masę o tym, że witamina B12 zawarta w algach to tylko analog strukturalny, którym nie może zastąpić tej oryginalnej odzwierzęcej witaminy. Oki… Dlaczego jednak na przykład u osób będących latami na pewnych restrykcyjnych dietach antynowotworowych – wegańskich, które są odmianami diety makrobiotycznej nie występują niedobory witaminy B12?

Jedna z tych diet (dieta Genmai-Saishoku) to opierająca się tylko i wyłącznie na brązowym dzikim ryżu, ogromnych ilościach warzyw, produktach fermentowanych, fasoli, grzybach, gryce oraz dużej ilości alg jak nori, wakame, kombu etc. została bardzo dokładnie przebadana. Wyniki zaskoczyły naukowców – znowu 🙂 Poziom witaminy B12 w osoczu wegan będących na tej diecie nie odbiegał normą od poziomu wszystkożerców (badania Suzuki).

Propo innch możliwych źródeł. Reakcje chemiczne. Jedna z osób, które stanowią dla mnie autorytet naukowy, siedmiokrotnie nominowana do Nobla za odkrycia, dr Johanna Budwig zbadała zagadnienie witaminy B12. Jako biochemik zajmowała się ona korelacją odżywiania i raka od strony biochemicznych procesów zachodzących w ciałach osób chorych.

W swoich publikacjach opisała proces wytwarzania w naszych organizmach witaminy B12 w postaci cyklokobalaminy, która jest formą sprzedawanej w większości preparatów handlowych witaminy B12.

Jeśli chodzi o reakcje chemiczne to oczywiście też należy im zapewnić możliwość zaistnienia. Przede wszystkim jelita muszą wypełniać wyżej opisane produkty aby było odpowiednie zasadowe środowisko. Czyli konieczna jest do procesu dieta zawierająca duże ilości nieprzetworzonych pokarmów roślinnych ich fermentów. Po drugie należy dostarczyć organizmowi produktów zawierających odpowiednie związki chemiczne – glikozydy cjanogenne. Występują one w wielu różnych pokarmach ale szczególnie tanie i łatwo dostępne są w postaci na przykład siemienia lnianego. Dodatkowo siemię lniane zawiera jeszcze konieczne do reakcji enzymy rodanazę i linamarazę. Aby równanie wyszło pełne i kompletnie dopasowane do naszych potrzeb należy jeszcze wprowadzić dwa kolejne składniki. Potrzebne są owoce lub soki owocowe naturalne oraz siarka. Więc tak. Linamaraza zawarta w siemieniu aktywuje glikozydy (cyjanogeneza) zawarte też w siemieniu ale potrzebuje do tego niezbyt kwasowego środowiska oraz obecności owoców aby reakcja nie przebiegła zbyt gwałtownie bo wówczas powstanie cyjanowodór. Rodanaza -kolejny enzym zawarty w siemieniu pilnuje i neutralizuje ewentualny cyjanowodór jeżeli już taki powstanie ale też potrzebuje do tego siarki. Świetnym źródłem siarki są na przykład warzywa krzyżowe – tanie i wszędzie dostępne. Dobrym źródłem siarki jest też biały ser i to jego wykorzystała dr Budwik jako katalizatora wyżej opisanych procesów.

Tak więc enzymy linamarazy i rodanazy wespół z siarką i odpowiednim środowiskiem przekształcają glikozydy cyjanogenne między innymi w cyjanokobalaminę czyli witaminę B12.

W procesie tym nie tylko wykształca się witamina B12 ale także metabolity zwane rodankami, które mają bardzo pozytywne zdrowotne i odtruwające właściwości. Poprawiają wydolność procesów metabolicznych głównie mają wpływ na podstawowe procesy oddechowe komórek i poprawiają samopoczucie.

Pisząc o witaminie B12 należy też wspomnieć o dwóch bardzo istotnych sprawach, o których mało kto wspomina.

Po pierwsze niezależnie skąd czerpiemy tę witaminę nie zostanie ona wchłonięta jeśli nie dysponujemy zdrową wyściółką jelit. W procesie wchłaniania witaminy B12 pośredniczą receptory umiejscowione właśnie w nabłonku zdrowych jelit. Etapem inicjującym ten proces jest także wiązanie tej witaminy z tak zwanym czynnikiem wewnętrznym wydzielanym przez komórki okładzinowe naszego żołądka. Jeżeli te procesy nie zachodzą poprawnie witamina B12 nie zostanie wchłonięta z pożywienia. Niedobór czynnika wewnętrznego inicjującego wchłanianie witaminy B12 może być skutkiem gastrektomii (czyli usunięcia częściowego lub całkowitego żołądka), chorób autoimmunologicznych lub częstego stosowania leków antyhistaminowych. Te ostatnie część społeczeństwa stosuje niestety bardzo często jako odpowiedź na powszechnie występujące alergie? Udowodniono też, że podobne działanie blokujące receptory histaminowe mają niektóre leki antydepresyjne co także może wpływać na zdolność wchłaniania witaminy B12.

Po drugie u osób spożywających większe ilości mięsa oraz produktów odzwierzęcych stanowczo zwiększa się zapotrzebowanie na witaminę B12. Dzieje się tak ponieważ osoby te potrzebują tej witaminy do zbudowania odporności oraz do wytworzenia odpowiedniej jakości krwi co jest dużo trudniejsze w mocno zakwaszonym środowisku. Czyli im więcej mięsa jesz tym więcej witaminy B12 potrzebujesz.

Trzeba też pamiętać że nasze dzienne zapotrzebowania to według różnych źródeł do nawet 4 mikrogramów dziennie. Natomiast wątroba może zapewnić nam zapasy witaminy B12 nawet do pół roku.

To tyle co wiem.

Ja i moja rodzina jesteśmy na diecie wegetariańskiej. Ja osobiście jednak zjadam bardzo rzadko produkty odzwierzęce jak mleko, ciut masła, sera czy jajko  – co przekłada się na dwie łyżki mleka do kawy dziennie lub masło do chleba. Średnio mniej niż 1% dziennego zapotrzebowania kalorycznego pochodzi od nich. Dzieciakom daje je ciut częściej – szczególnie masło. Stanowią produkty odzwierzęce średnio 5% dziennego zapotrzebowania kalorycznego – co przekłada się na przykład na parę kanapek chleba z masłem, dwa plasterki sera lub jajko raz na kilka dni. Jemy codziennie duże ilości roślin w formie nieprzetworzonej termicznie. Codziennie zagęszczam sosy i zupy płatkami drożdżowymi oraz miso. Kilka razy w tygodniu jemy też inne przetwory fermentowanej soi. Codziennie jemy algi w formie różnej. Kiszonki własnej roboty goszczą na stałe w naszym menu. Jemy chleb na własnym zakwasie oraz siemię lniane codziennie. Nie mamy niedoborów, a wyniki krwi mamy prawidłowe. Nie potrzebujemy trwałej suplementacji witaminą B12.

 

Dziś chipsy z siemienia lnianego.

Masa dobroci w plasterku 🙂

Sam len działa bardzo łagodząco dla dosha vata, pitta i kapha. Niemniej muszę przyznać z ubolewaniem, że wszelkie chrupki mniej lub bardziej zaburzają dosha vata.

 

Składniki:
1 szklanka siemienia lnianego (w całości);

1/3 szklanki zmielonego siemienia lnianego;

1 i 1/2 szklanki wody;

6 łyżek płatków drożdżowych;

5 pomidorów suszonych w zalewie;

1 łyżka ziół prowansalskich;

1 łyżeczka soli;

Pomidory odsączamy z zalewy i mielimy blenderem. Wszystkie składniki wrzucamy do miski i dokładnie mieszamy. Odstawiamy na godzinkę. Po czym rozgrzewamy piekarnik do temperatury 150 -160 stopni. Dużą blaszkę do pieczenia wykładamy papierem i rozsmarowujemy na niej cieniutką warstwą masę powstałą z siemienia. Wkładamy do piekarnika na 10 minut po czym wyjmujemy na moment i kroimy w kwadraciki. Następnie wkładamy blaszkę do piekarnika na kolejne Pieczemy przez 20 minut. Jeśli dacie za dużą temperaturę lub zostawicie je na długo chipsy się przypalą – będą ciemne i gorzkie. Wyjmujcie je i od czasu do czasu próbujcie. Aby chrupki wyszły smaczniejsze przed pieczeniem można je obsypać dodatkowo grubo zmieloną solą 🙂

 

dieta dla pęcherza moczowego czyli kuleczki warzywne raz!

IMGP4050

Drugim obok nerek (narządu Yin)- narządem Yang, o który warto zadbać zimą jest pęcherz moczowy.

Według medycyny chińskiej wszelkie infekcje pęcherza moczowego są związane z przewlekłą obecnością w ciele stanów wilgoci i gorąca. Długotrwała obecność tych dwóch właściwości jest także zawsze związana z nadmiernym zakwaszeniem organizmu.

Bardzo też często infekcje pęcherza moczowego występują u osób mających zakwaszony organizm – u osób, u których w diecie występuje nadmiar pokarmów zakwaszających. O tym, które to są pokarmy pisałam tutaj:

http://www.izaraczkowska.pl/kasza-brokulami-pod-beszamelem-razem-lista-produktow-alkalizujacych/

Nawracające zapalenia pęcherza moczowego i infekcje dróg moczowych częściej także dotykają osób borykających się z dną moczanową, chorobami lub zapaleniami stawów, nadwagą lub tendencją do otyłości, osteoporozą, miażdżycą oraz zespołem metabolicznym X. Ze względu na fizjologię naszej budowy są to częściej kobiety. U mężczyzn dolegliwości te często połączone są z problemami z prostatą.

Z bardziej subtelnego punktu widzenia na nasze drogi moczowe (oraz nerki) bardzo silnie działa uczucie strachu i niepewności oraz wszelkie lęki i stres. Zachowanie spokoju i umiejętność radzenia sobie ze stresem wpływa zbawiennie na stan organów związanych z przemianą wody. Z drugiej strony ludzie chorujący częściej na powyższe przypadłości są często znerwicowani, nadmiernie wrażliwi, nadpobudliwi lub bardzo wycofani.

Według medycyny chińskiej z zaburzeniami pęcherza i nerek powiązany jest także stan naszego kręgosłupa. Chore nerki i problemy z drogami moczowymi odbijają się w częstszych bólach dolnej części pleców. Zadbanie zaś o zdrowie narządów związanych z przemianą wody ma bardzo korzystny wpływ na doenergetyzowanie i wzmocnienie naszego kręgosłupa.

Aby przyczynić się do dobrostanu dróg moczowych należy wyłączyć z jadłospisu słodycze oraz wszelkie słodziki. Zmniejszyć do minimum ilość spożywanego mięsa oraz produktów odzwierzęcych. Ograniczyć czasowo ilość tłuszczu w diecie.

Medycyna naturalna twierdzi, że najlepszym lekarstwem wzmacniającym i na stałe uzdrawiającym nasze drogi moczowe jest odpowiednio dobrana dieta. Powinniśmy zwrócić szczególną uwagę na jej zasadowy charakter. Czasowo – w zaostrzeniach- powinniśmy także zwiększyć ilość pokarmów wychładzających i gorzkich najlepiej w postaci zup w postaci wywarów z warzyw oraz herbatek ziołowych.

 

Dieta dla pęcherza moczowego:

  1. Zwiększenie ilości wypijanej wody i słabych naparów ziołowych.
  2. Regularne spożywanie fasolki adzuki.
  3. Zwiększenie w diecie ilości warzyw, a w szczególności marchwi, brokułów, ziemniaków ze skórką, selera, kalafiora, dyni, szparagów, zielonej pietruszki oraz wszelkich warzyw liściastych.
  4. Regularne spożywanie sporych ilości wodorostów morskich jak na przykład wakame, kombu, nori, arame.
  5. Regularne spożywanie kaszy jęczmiennej i gryczanej.
  6. Zwiększenie w diecie ilości następujących owoców: cytryn, jeżyn, jagód, borówek amerykańskich, żurawiny, winogron oraz arbuzów.
  7. Zwiększenie w diecie ilości kiełków pszenicy.
  8. Zwiększenie w diecie herbatek z następujących ziół: liści łopianu, ziela echinacei, liści mącznicy lekarskiej, liści mniszka, liści babki zwyczajnej, siemienia lnianego oraz pestek arbuza. O oczyszczaniu nerek i dróg moczowych arbuzami pisałam tu:

http://www.izaraczkowska.pl/sezon-arbuzowy-nadchodzi/

  1. Regularne spożywanie grzybów.

 

Dziś kolorowe kuleczki warzywne. Biżuteryjne. My precious 😉

Dla osób konstytucji vata potrawa będzie miała działanie łagodzące o ile zmniejszymy ilość kalafiora i papryki. Dla konstytucji kapha danie będzie miało działanie łagodzące o ile zmniejszymy ilość ziemniaków. Potrawa będzie wzmagać dosha pitta.

 

Składniki:

 

4 ziemniaki duże lub 5 mniejszych;

1/2 kalafiora dużego;

1/2 czerwona papryka;

1 marchewka;

1 duża garść liści szpinaku;

1/3 szklanki siemienia lnianego;

1/3 szklanki nasion sezamu;

1/3 szklanki pestek słonecznika;

1/2 pęczka koperku;

1/2 pęczka pietruszki;

2 łyżki mąki ziemniaczanej;

2-3 ząbki czosnku;

2 łyżeczki soli;

1/2 łyżeczki pieprzu czarnego;

1-2 łyżeczki ziół prowansalskich;

2 łyżki oliwy;

Gotujemy ziemniaki w mundurkach. Kiedy lekko ostygną rozgniatamy je. Marchew trzemy na grubej tarce. Kalafior kroimy drobno. Paprykę, liście szpinaku, koperek i zielona pietruszkę drobno kroimy. Czosnek rozgniatamy. W misce mieszamy dokładnie wszystkie składniki oprócz pestek z siemienia lnianego, słonecznika i sezamu. Z powstałej masy formujemy kuleczki (około 3 cm średnicy) i obtaczamy je w nasionkach siemienia, sezamu lub słonecznika. Układamy obtoczone kuleczki na papierze do pieczenia lub w papilotkach do babeczek. Pieczemy w piekarniku rozgranym do temperatury 200 stopni przez około 40 minut. Do formowania można zatrudnić z powodzeniem dzieciaki – wyjdzie z tego fajna zabawa 🙂 Kolorowego 🙂