sattwa

śatawari czyli ziółko joginek :)

img_8860

Dziś dwa słowa o baaardzo kobiecym i jednocześnie baaardzo jogowym ziółku, wspomagającym rytm organizmu kobiet joginek. I nie tylko 🙂

Śatawari (shatavari) (Asparagus recemosus) czyli po prostu szparag lekarski to jedno z podstawowych i często wykorzystywanych azjatyckich ziół. Z punktu widzenia ajurwedy jego smak jest słodki i jednocześnie gorzki czyli odżywia i oczyszcza jednocześnie. Podobnie jak inne znane ajurwedyjskie zioła śatawari jest doskonałym środkiem do stosowania ogólnego o działaniu wzmacniającym, tonizującym i regulującym.

Najważniejsze jednak jest to, że zioło to działa jak adaptogen czyli adaptuje nasz organizm do środowiska, w którym przyszło nam żyć. Oczywiście w obecnym wieku najważniejszym pozytywnym aspektem środków będących adaptogenami jest ich ?pomoc w radzeniu sobie ze stresem?. Stres wpływa na każdy aspekt naszego zdrowia zarówno fizycznego jak i psychicznego powodując w dłuższej perspektywie czasowej choroby. Ważny jest jednak także jego codzienne oddziałałanie na nas ponieważ na codzień stres odbiera nam poczucie bezpieczeństwa i podstawowy komfort życia.

Adaptogeny poprzez szerokie odziaływanie biochemiczne powodują, że nasz organizm inaczej reaguje na otoczenie. Występuje mniejsza, słabsza reakcja podczas kontaktu ze stresorem. Oddziaływanie stresora powoduje jedynie minimalne zmiany w fizjologii organizmu. Poprzez to nie zostaje zaburzona sprawność naszego organizmu, a skutki uboczne kontaktu ze stresorem są minimalizowane.

Z punktu widzenia ajurwedy mówi się, że regularne przyjmowanie śatawari zwiększa miłość, poświęcenie, spokój i oddanie. Leczy serce ? w sensie bardziej subtelnym 🙂

Z punktu widzenia ajurwedyjskiej medycyny śatawari jest także rasajaną. Słowo rasa oznacza esencję, sok ale także smak i emocję. Rasajany to substancję odżywiające, rewitalizujące esencję naszego zdrowia ? zarówno w znaczeniu fizycznym i psychicznym. Rasa pomaga wzmacniać naszą odporność i jak najdłużej zachować zdrowie i optymalną formę. Rasajany więc to substancje przedłużające młodość i pomagające osiągnąć długowieczność bez dolegliwości charakterystycznych dla podeszłego wieku.

Według niektórych podań pradawny mityczny odmładzający nektar – soma zawierała między innymi właśnie śatawari.

Dodatkowym, aczkolwiek nie wiem czy nie najważniejszym, pozytywnym aspektem śatawari jest holistyczne dbanie o zdrowie kobiety. Wzmacnia owe ziółko nasze narządy rodne w czasie dojrzewania, macierzyństwa, karmienia piersią, menopauzy oraz w okresie pomenopauzalnym. Zwiększa jakość naszego osocza, odmładzając i nawilżając ciało. Zapobiegając też zakwaszeniu organizmu.

Satawari zalecane jest także:

  • w celu uregulowania miesiączkowania;
  • uregulowania owulacji;
  • łagodnego przechodzenia klimakterium;
  • zmniejszenia napięcia przedmiesiączkowego;
  • uregulowaniu poziomu żeńskich hormonów;
  • poprawieniu żeńskiej potencji seksualnej;
  • zmniejszeniu rozdrażnienia;
  • wspomożeniu pracy tarczycy.

Satawari jest także jednym z ziół zalecanym w diecie pranicznej, sattwicznej zalecanej adeptom jogi w celu przedłużenia życia, optymalizacji zdrowia oraz wzmocnienia rozwoju duchowego. Z punktu widzenia diety sattwicznej dusza śatawari zamieszkuje w ziemi więc korzenie rośliny zawierają najwięcej siły witalnej 🙂

Śatawari zaleca się w praktyce jogi jako zioło poprawiające wytrzymałość i wzmacniające odporność, łagodzące ból i przeciążenia oraz ułatwiające praktykę asan oraz prananajamy. Zależność jest tu także odwrotna ponieważ ajurweda twierdzi, że pranajama właśnie wzmacnia skuteczność działania śatawari.

Z punktu widzenia rozwoju duchowego jogi, leczenia naszego umysłu i praktyk medytacji śatawari jest ziółkiem zwiększającym naszą świadomość, wspomagającym prace umysłu i leczącym tkanki nerwowe.

 

 

kolorowa sałatka z tofu czyli rozświetlamy mrok :)

IMGP8308

Kończy się listopad zaczyna się grudzień – dni są krótki, pochmurne i ciemne. Potrzebujemy słońca. Potrzebujemy światła bardziej niż zwykle. Potrzebujemy energii.

Nasze organizmy nie mają bezpośredniej zdolności wiązania energii pochodzącej ze słońca. Taką zdolność mają rośliny poprzez proces fotosyntezy. Zielone części roślin uczestniczą w tych procesach a sama energia jest częściowo odkładana w pozostałych częściach roślin w: liściach, owocach, korzeniach, kłączach i bulwach oraz w nasionach.

Zagadnieniami energii słonecznej i jej wpływu na nasze zdrowie zajmował się dr. Bircher-Benner, zwolennik diety roślinnej, szanowany szwajcarski dziewiętnastowieczny lekarz wyprzedzający swoją epokę. Badał on rośliny pod kątem zawartości energii słonecznej i jej wpływu na zdrowie pacjentów. Z powodzeniem też leczył w swojej klinice ludzi dietą roślinną. Dowodził on, że do zachowania dobrego stanu zdrowia konieczna jest dieta złożona  minimum w połowie z całkowicie surowych i mało przetworzonych roślin.

Zagadnienie to zostało zbadane niedawno – kiedy technika na to pozwoliła. Inżynier  Simoneton badając te zjawisko udowodnił, że żywe komórki wytwarzają rzeczywiście pewien swoisty rodzaj promieniowania. Surowe i świeże produkty wytwarzają stanowczo dłuższe rodzaje fal niż te przetworzone. Długości fal są różne ale dla świeżych roślin mieszczą się w przedziale od 3000 do 9000 angsztremów. Owoce dojrzewając zwiększają długość fali. U warzyw długie przechowywanie skraca długość fali. Mięso w postaci surowej zawiera maksymalnie 3000 ale tylko parę godzin po śmierci zwierzęcia. Następnie długość jego fal jest równa 0 angsztremów.

Białe pieczywo, większość słodkich wypieków, cukier, słodycze, obrobione termicznie produkty odzwierzęce, wędliny, sery, używki, wszelkie produkty długo przechowywane i wszystkie mocno przetworzone produkty nie wytwarzają promieniowania. Są martwe.

Leczenie dietą powinno opierać się na spożywaniu produktów żywych ? niosących pewien ładunek energii. Do najlepiej rozświetlonych należą surowe warzywa  i owoce o intensywnych kolorach zielonym, czerwonym, fioletowym, pomarańczowym i żółtym, wszelkie nasiona i kiełki, orzechy i zboża, nieprzetworzone mleko oraz zioła.

To zadziwiające, że w ajurwedzie oraz w jodze powyższe produkty były od wieków uznawane za podstawowy składniki diety sattwicznej czyli diety koniecznej do rozwoju duchowego. Diety dla duszy. Samo słowo sattwa jest łączone z cechami wyższymi, z miłością świadomością, czystością oraz ze światłem właśnie.

Różne drogi  wiodące przez różny czas doszły do tych samych wniosków. To co my poznajemy za pomocą skomplikowanych maszyn i komputerów dla starożytnych ascetów i joginów było oczywiste 🙂

Nawet jeśli rozwój duchowy jest dla nas nieistotny należy zdawać sobie sprawę,  że dieta złożona z powyższych produktów zapewnia nam zdrowsze i dłuższe życie chroniąc przed wszelkimi chorobami cywilizacyjnymi.

 

No więc ładujemy bateryjki 🙂 Dziś kolorowa słoneczna sałatka z warzyw i duszonego tofu – koniecznie z rozświetloną kurkumą.

Sałatka w tej formie będzie łagodziła nadmiar energii kapha oraz w ciele. Dla dosha pitta polecam nie dodawać gorczycy. Dla dosha vata polecam dodać ciut więcej oleju.

Składniki:

1 podwójna garść liści szpinaku;

1 podwójna garść liści zielonej sałaty (nie lodowej!);

1 garść kiełków lucerny;

0,5 czerwonej papryki;

0,5 żółtej papryki;

1 pomidor;

1 garść pestek dyni;

6 łyżek oliwy z oliwek;

4 łyżki sosu sojowego;

1 kostka tofu;

1 łyżeczka kurkumy;

1 łyżeczka curry;

1 łyżeczka czarnej gorczycy;

sól i pieprz;

Pomidorka i paprykę kroimy na niezbyt duże części. Sałatę rwiemy na kawałeczki. Rozdrobnione szpinak, sałatę, papryki oraz pomidorek wrzucamy do miski. Dorzucamy kiełki lucerny. Na suchej rozgrzanej patelni prażymy pesteczki dyni i dorzucamy do sałatki. Rozgrzewamy na patelni oliwę i dorzucamy gorczycę. Wrzucamy na rozgrzaną oliwę pokrojone w kosteczkę tofu. Smażymy mieszając aż się zarumieni ze wszystkich stron 5 minut. Potem posypujemy tofu kurkumą i curry oraz polewamy sosem sojowym. Smażymy jeszcze 5 minut mieszając. Tofu dokładamy do miski z sałatką. wszystko polewamy masalą stworzoną z przypraw i oleju, w którym dusiło się tofu. Smacznego i dużo światełka dla Was 🙂

 

 

 

zupa z kiełków – czyli zdrowy ale jednak fast food :)

zdrowe odżywianie

 

 

 

 

 

 

 

 

Żyjemy w społeczeństwie, w którym rządzi informacja – wiemy prawie wszystko! 🙂 Mamy naprawdę dużą wiedzę na temat odżywiania i jego konsekwencji dla naszego zdrowia. Potrafimy bez problemu wymienić co powinniśmy a co nie powinniśmy jeść. Umiemy też zazwyczaj uzasadnić dlaczego coś jest dobre dla naszego zdrowia lub nie. I to by było na tyle… Mimo sporej wiedzy jaką mamy na temat zdrowego odżywiania i stylu życia – niewiele z tym robimy.

Dlaczego? Zwyciężają nawyki, przyzwyczajenia oraz permanentny brak czasu. Dotychczasowy sposób żywienia jest znany od lat. Wszystko co nowe wymaga nauki i pracy, na którą nie mamy czasu i często sił. Dodatkowo przepisy kuchni wegetariańskiej czy wegańskiej jawią nam się nie tylko jako bardzo czasochłonne ale też skomplikowane. To nie do końca prawda…

Ja sama jestem wegetarianką od lat. Pracuję i mam zapracowanego męża, dwójkę dzieci, dwa koty i dom na głowie. Muszę tu przyznać, że nie jestem boginią kuchni i nie przepadam za kilkugodzinnym staniem przy garach. Jem aby nie być głodna i aby zapewnić mojemu ciału odpowiedni budulec. Jem więc raczej proste, w przeważającej większości zdrowe i zbilansowane posiłki dostosowane do danej pory dnia i pory roku. Dania bardziej skomplikowane oraz małe grzeszki popełniam w weekendy 🙂 W tygodniu nie mam za dużo czasu ale przez lata wypracowałam sobie sposoby na szybkie i zdrowe dania z kuchni wegetariańskiej lub wegańskiej. Taki zdrowy fast food 🙂 W tygodniu nigdy nie robię posiłku, którego przygotowanie trwa więcej niż pół godziny. Do tego nigdy nie jemy dań przechowywanych w lodówce i odgrzewanych. Każdy posiłek przygotowuje bezpośrednio przed spożyciem. Z punktu widzenia ajurwedy wszystko co jest nieświeże, odgrzewane, przechowywane długo w lodówce lub zamrażarce jest pożywieniem tamasowy. Powoduje ociężałość i prowadzi do wytworzenia w organizmie śluzu  oraz przyrost tkanek ciała. Ajurweda twierdzi, że jest to pożywienie całkowicie martwe, którego spożywanie powoduje gromadzenie się toksyn ama w naszym ciele. Toksyny te powodują większość znanych nam chorób. Takie pożywienie wpływa też na naszą psychikę, rodząc inercje, zniechęcenie, wieczne zmęczenie – powodując że nie mamy już siły cieszyć się życiem…

Pomyślałam sobie że będę tu systematycznie wrzucać przepisy na szybkie, jednodaniowe posiłki – zbilansowane i zdrowe, których przygotowanie nie wymaga dużo czasu.

Dziś moja „ratunkowa zupa z kiełków” – gęsta i pożywna gotowa w 15 minut, często wybawia mnie z opresji braku czasu na obiad 🙂 Mimo, że surowe kiełki mają właściwości wychładzające zwiększając vatta – przetworzone w poniższy sposób nie zaburzają tej doshy. Zupa ta jest świetna jako danie na zimową kolacje lub letni obiad. Lekko podrasowana np. serkiem lub śmietaną sojową nadaje się także jako obiad zimowy. W lecie stosuje jej odmianę w wersji pół surowej, tzn tylko doprowadzam ją do wrzenia i miele. Jednak ta wersja jest dużo bardziej wychładzająca i na obecną porę roku jej nie polecam.

Zupa ma ogromną ilość witamin i mikroelementów, enzymów oraz łatwo przyswajalnych węglowodanów i białka. Wspomaga oczyszczanie organizmu, odporność i poprawia przemianę materii.

A oto przepis:

2 paczki kiełków na patelnie (jeśli je sami hodujemy to 4 szklanki); rodzaj kiełków jest dowolny ale osobiście polecam aby były tam kiełki roślin strączkowych np. fasolki mung czy cieciorki;

wegetariański bulion warzywny w kostce lub proszku;

płatki drożdżowe

sól i pieprz;

ghee;

jasne miso;

Na 2-3 łyżki roztopionego ghee (klarowanego masła)-  wrzucamy kiełki. Chwile dusimy mieszając- jakieś 2-3 minuty. Zalewamy wodą tak aby ta sięgała z centymetr – dwa ponad kiełki. Wrzucamy bulion warzywny – 2-3 kosteczki lub 3-4 łyżki – w zależności jaki mamy. Dorzucamy 6-8 kopiastych łyżek płatków drożdżowych czasem więcej bo różne firmy mają płatki różnej jakości. Doprowadzamy do wrzenia i gotujemy ale nie dłużej niż 5-8 minut mieszając. Zdejmujemy z gazu i mielimy blenderem. Zupa powinna wyjść gęsta – jeśli nie wyszła to znaczy że dodaliśmy za mało płatków lub ciut za krótko gotowaliśmy. Podajemy w miseczkach z łyżką rozbełtanego jasnego miso – do smaku. Zupy po dodaniu miso nigdy nie gotujemy bo traci ono  swoje pozytywne właściwości. Solimy i pieprzymy – jednak uważajmy z solą bo miso jest słone!

Często podaje do tej zupy grzanki z razowego chleba.

Jeśli chcemy ją wzbogacić o ciut więcej kalorii to pod koniec gotowania wrzucamy serek topiony.  Pamiętajcie jednak, że osoby o konstytucji kapha powinny sobie go darować.

Takie mielone warzywne, gęste zupy to ulubione zupy moich dzieci 🙂

Spróbujcie!

Samego zdrowego smacznego 🙂