smak słodki

wiosenna dieta czyli moje ślimaczki :)

IMGP9057

Wiosną wszystko się zaczyna, odnawia. Wszystko ożywa. Wiosna to aktywność, to wzrost, ekspansja, energia, kreatywność i ekspresja.

To czas kiedy należy szczególnie zadbać o swoje ciało.

To czas przemiany drzewa kiedy najbardziej aktywne organy to wątroba i pęcherzyk żółciowy. Najlepszy w roku czas na post i oczyszczenie. Najlepszy czas na raw food.

Na wiosnę powinniśmy jeść mniej i diametralnie zmienić jadłospis aby oczyścić ciało z resztek ciężkiego zimowego pożywienia i nagromadzonych toksyn.

Szczególnie ważne o tej porze roku są produkty świeże, lekkie i surowe czyli zielenina wszelaka, zioła, kiełki, nowalijki, trawa jęczmienna i pszeniczna. To produkty wznoszące naszą energię w odróżnieniu od ciężkich zimowych dań, które kierowały ją w dół i do środka. To też produkty polecane przez ajurwedę i jogę w diecie sattwicznej – oczyszczającej i wspomagającej jogę oraz wszelkie praktyki duchowe.

Najlepsze wiosenne smaki to słodki i ostry.

Smak słodki to smak prostych dań z węglowodanów złożonych jak na przykład zboża, rośliny strączkowe oraz wszelkie nasiona. Smak słodki pogłębia kiełkowanie dlatego też na wiosnę szczególnie chętnie powinniśmy jeść wszelkie kiełki. Tego typu potrawy maja mocne działanie odnawiające ale także wychładzające szczególnie dla osób o konstytucji vata. Dla osób o przewadze tej dosha polecam jednocześnie zwiększyć ilość smaku ostrego, zdrowych tłuszczów oraz kasz w diecie. Więcej o tym napiszę w następnym wpisie bo temat wychładzania organizmu jest dość szeroki i bardzo ważny.

Smak ostry to smak ostrych ziół i niektórych warzyw jak na przykład imbir, chrzan, czarny pieprz, pieprz cayenne, cebula, czosnek, koper, kminek, anyż, ostra papryka, cynamon, rozmaryn, majeranek, liść laurowy, bazylia.

Najlepiej na wiosnę sprawdzają się połączenia smaku słodkiego i ostrego.

Dobrze też zrobi nam dodanie ciut smaku gorzkiego szczególnie w czasie przeprowadzania diet oczyszczających. To smak charakterystyczny na przykład dla sałaty, mniszka, cykorii, lucerny czy selera naciowego.

Wiosną gotujemy dania stanowczo krócej ale w wyższej temperaturze. Dobre wiosenne sposoby obróbki to blanszowanie, gotowanie na parze, szybkie obsmażanie, krótkie duszenie, krótkie gotowanie w szybkowarze.

Rezygnujemy w tym czasie z dań ciężkich i tłustych oraz długo gotowanych, sycących potraw.

Zwracamy się w kierunku kuchni wegańskiej lub lekkiej wegetariańskiej. Jednak osobiście polecałabym zrezygnować w tym czasie z nabiału. Zaburzy on nasze oczyszczanie i niepotrzebnie obciąży organizm odbierając energię procesom regeneracji i odnowy. Nabiał jedzony w czasie przesilenia zimowo-wiosennego przyczynia się także do gromadzenia się nadmiaru śluzu w ciele co może skutkować seriami zbędnych przeziębień.

W tym czasie szczególne znaczenie mają soki warzywne. Razem z surowym jedzeniem wspomagają one oczyszczenie wątroby. Na szczególną uwagę zasługują soki z marchwi  i buraków, które można wspomóc dodatkami soku z dyni, z natki pietruszki, ze szpinaku lub z selera naciowego.

Z bardziej subtelnego punktu widzenia wątroba ?organ, który jest przypisany wiośnie i wiosennemu oczyszczaniu jest organem odpowiadającym za nasze emocje. Za nasz gniew i złość.

Ludzie mający wątrobę oczyszczoną, w dobrej kondycji są kreatywni i dynamiczni. Cechuje ich wysoki poziom energii. Są cierpliwi, tolerancyjni i elastyczni.

Nieoczyszczona, zaburzona wątroba przejawia się bardzo wyraźnie w naszym zachowaniu powodując okazywanie mocnych emocji, wybuchów gniewu i złości. Osoby z zaburzoną wątrobą oscylują pomiędzy napadami wściekłości a nadmiernej wesołości, między wiecznym zmęczeniem a obsesyjnym pracoholizmem. Takie osoby są niecierpliwe i małostkowe.

W okresie wiosennym aby wzmocnić oczyszczanie dobrze jest pić napary z ziół. Polecam herbatkę z korzenia mniszka i korzenia łopianu o silnym działaniu odtruwającym a także napar z cykorii i mięty pieprzowej.

Dziś tłusty czwartek więc musi być jakaś słodkość. To moje ślimaczki, które „ratują mi życie” kiedy mam ochotę na coś słodkiego, zdrowego i szybkiego 🙂

Ślimaczki są w dwóch wersjach. Pierwsza na tortilli – bardziej sycąca i spokojnie nadająca się na małe drugie śniadanie. Druga wersja wpisuje się w dietę raw – na samej sałacie. Obie polecenia godne 🙂

Potrawa będzie lekko zaburzać dosha pitta i kapha. Polecam dla dosha vata.

 

Składniki:

6-7 ładnych liści sałaty masłowej;

1 tortilla;

3 łyżki masła migdałowego lub orzechowego;

2 łyżki płynnego miodu lub syropu z agawy;

Umyte i osuszone listki rozkładamy na płasko i wycinamy twardą końcówkę szypułki lodyzki aby można je było bez problemu rolować. Tortillę i smarujemy cienko masłem orzechowym i polewamy cieniutko paseczkami miodu. Układamy na tym 2-3 listki sałaty bez szypułek i zwijamy w ciasny rulonik. Końcówki rulonika smarujemy masłem orzechowym aby lepiej się sklejały.

Pozostałe liście sałaty także ostrożnie smarujemy masłem orzechowym i polewamy miodem. Zwijamy a końcówkę rulonika sklejamy ciut większą ilością masła orzechowego.

Wszystkie ruloniki tniemy w paseczki o wysokości 1-1,5 cm. Układamy na talerzu. Można ich zewnętrzne części obtoczyć dodatkowo w maśle orzechowym i w sezamie.

Przekąska na małego głoda w 5 minut 🙂

 

 

 

 

 

uspokój się i zjedz proso czyli placuszki z kaszy jaglanej :)

IMGP7483

Proso łączy w sobie dwa smaki – słodki i słony. To  mocno nawilżające zboże wzmacniające płyny Yin. Działa ono pozytywnie na nerki i wątrobę oraz na śledzionę i trzustkę. Jest uważane w medycynie wschodu za jeden z głównych pokarmów odtruwających polecanych dla osób na dietach odtruwających oraz wychodzących z postów. Polecane jest także dla osób jedzących mięso oraz inne rodzaje białka zwierzęcego.

Przeciwdziała proso gromadzeniu się toksyn w ciele oraz jest uznawane za pokarm antygrzybiczny przez co polecany jest dla osób cierpiących na wszelkie drożdżyce, a także ludzi przewlekle chorych oraz leczonych antybiotykami. Proso jest też uważane za pokarm świetnie nadający się dla kobiet w ciąży – ponieważ ogranicza poranne nudności, a w połogu wzmaga laktacje.

Zawiera proso sporo pełnowartościowego białka. Zawartość wapnia i krzemu w tym ziarnie powoduje, że ma ono zbawienny wpływ na nasze stawy oraz utrzymuje w doskonałej kondycji naszą skórę, paznokcie i włosy.

Poprzez swoje nawilżające właściwości polecane jest dla osób starszych – przeciwdziała nadmiarowi suchości w ciele.

Systematyczne jedzenie prosa przeciwdziała napadom „wilczego apetytu” i wieczornemu buszowaniu w lodówce 🙂

Najważniejszą jednak zaletą prosa jest jego silne działanie alkalizujące. O powodach, dla których warto spożywać produkty zasadowe już nie raz pisałam. Przeciwdziałają one większości chorób cywilizacyjnych.

Muszę tu jeszcze wspomnieć o jeszcze jednym ważnym aspekcie związanym z równowaga kwasowo-zasadową – chodzi o stres. Nie tylko bowiem zła dieta powoduje zakwaszenie naszego organizmu. Stres, strach i niepokój przyczyniają się do tego równie mocno co hamburgery.

Podczas stresu zostaje zaburzona naturalna homeostaza naszego organizmu  – wzrasta aktywność nadnerczy, która w rezultacie prowadzi do obniżenia poziomu dopaminy i serotoniny. To zaś powoduje niepochamowaną potrzebę stymulowania „ośrodka nagradzania” w mózgu, który wydzieli kolejną dawkę dopaminy. Najprostsze „nagrody” to słodycze i używki – wszystkie bardzo intensywnie zakwaszające.

Dodatkowo stres działa na nasz układ oddechowy. Zaczynamy oddychać szczytami płuc. Oddech spłyca się, a organizm dostając mniej tlenu ulega większemu zakwaszeniu. Do tego dochodzi brak ruchu, który ten problem pogłębia.

Takie czynniki jak zdenerwowanie, pośpiech, zmęczenie psychiczne, napięcie oraz obniżenie nastroju, smutki i depresje poprzez ciąg procesów fizjologicznych prowadzą do długotrwałego zakwaszenia organizmu. Nasze komórki zaczynają się dusić.

Najlepsza dieta dla osób zmęczonych i permanentnie zestresowanych to dieta roślinna zawierająca dużą ilość nieprzetworzonych zielonych liści bogatych w chlorofil oraz kiełki i kasze. Królową zaś kasz zasadowych jest właśnie kasza jaglana 🙂

Z bardziej subtelnego punktu widzenia kasza jaglana to pokarm uspokajający i wyciszający. Polecany w diecie sattwicznej ? diecie dla osób pragnących się wyciszyć i rozwijać duchowo.

Dziś placuszki z kaszy jaglanej i kukurydzy 🙂

Potrawa przyrządzona w ten sposób nie powinna zaburzać żadnej dosha.

Składniki:

1 szklanka kaszy jaglanej;

1 ? 1,5 szklanki mleka sojowego;

1 puszka kukurydzy;

4-5 łyżek ghee;

2-4 łyżki zmielonego siemienia lnianego;

1-2  jajka (opcjonalnie);

1 łyżeczka kurkumy;

1 łyżeczka sody oczyszczanej;

sól i pieprz;

olej do smażenia;

Kaszę zalewamy 2 szklankami wody i lekko solimy. Gotujemy od czasu do czasu mieszając aż do wyparowania wody. Gotujemy pod przykryciem. Do ugotowanej kaszy wlewamy mleko, ghee oraz dodajemy siemię lniane, sodę oczyszczaną, sol i pieprz. Jeżeli jemy jajka można je też dodać do placuszków – wtedy będą bardziej zwarte i gładkie 🙂 Bardzo dokładnie wszystko blendujemy aż do uzyskania jednolitej kremowej konsystencji. Dodajemy kukurydzę.  Wszystko dokładnie mieszamy. Na dobrze rozgrzanej patelni formujemy placuszki i smażymy z obu stron. Ja lubię te placuszki z sosem pesto i z sałatką z pomidorów ale dzieciaki uwielbiają je same 🙂 Najlepiej smakują na zimno -jeśli pozwolimy im zostać 🙂

 

 

o jesiennej diecie raz jeszcze czyli pasztet z fasolki adzuki z masłem orzechowym :)

IMGP8230

Czas jesieni jest specyficzny. To czas zmiany. Czas pożegnania nadaktywności lata i przygotowania się do bezruchu zimy. Cała przyroda kurczy się i zamiera. Wszystko wkoło kieruje energię do środka. My też.

Zmieniamy sposób przygotowania pożywienia. Zapotrzebowanie na ciepło wzrasta. Zaczynamy częściej piec i smażyć. Używamy bardziej esencjonalnych smaków oraz bardziej skoncentrowanych pokarmów.

Jemy jedzenie dzięki któremu nasza krew zgęstnieje co przygotuje nasze ciało do zimniejszej pogody. Należy włączyć do menu smak kwaśny.

Częściej powinniśmy teraz jadać: kiszonki wszelakie, chleb pieczony na zakwasie, fasolkę adzuki, oliwki, pory, kwaśne odmiany owoców, grajpfruty, limonki i cytryny oraz sery i jogurty.

Do gotowania używamy mniejszej ilości wody. Gotujemy na mniejszym ogniu za to dużo dłużej niż w cieplejszych miesiącach.

Kiedy patrzymy bardziej subtelnie postrzegamy jesień jako czas sprzyjający wyciszeniu i skupieniu. Czas wglądu w siebie – tak bardzo potrzebny J Czas porządkowania kończący chaos lata.

Z wyżej wymienionych pokarmów polecam teraz szczególnie fasolkę adzuki. To nasionko ma smak kwaśny i słodki jednocześnie. Jego zastosowanie w medycynie naturalnej jest bardzo szeroki i na pewno jeszcze nie raz o napiszę. Dziś chciałabym wspomnieć o mocno odtruwającym i jednocześnie osuszającym działaniu fasolki adzuki.

Uważa się w medycynę chińskiej że fasolka ta ma mocne działanie osuszające. Zmniejsza śluz w ciele, zastoje, obrzęki oraz wszelkie zatrzymania wody w organizmie. Ma silne działanie moczopędne i stosowana jest bardzo często w leczeniu infekcji pęcherza moczowego. Stosuje się ją jako pełnowartościowy pokarm w stanach nadmiaru.

Jest jednym z zalecanych pokarmów białkowych dla osób pragnących zmniejszyć ciężar ciała. Posiada dużo białka, magnezu i witamin oraz błonnika przy jednoczesnej minimalnej zawartości tłuszczu.

Fasolka adzuki będzie zaburzać dosha vata choć w poniższym przepisie jej suchość na pewno złagodziło ghee i masło orzechowe. Natomiast jej działanie wychładzające zostało zneutralizowane przez długie piecznie. Danie będzie umiarkowanie łagodzić dosha kapha i pitta.

Składniki:

300 g fasolki adzuki;

2 cebule;

3 ząbki czosnku;

5-6 łyżeki płatków owsianych;

3-4 łyżki ghee;

5-6 łyżek masła orzechowego;

1-2 łyżki majeranku;

1 łyżeczka przyprawy 5 smaków;

sól i pieprz;

Fasolkę namaczamy na noc i gotujemy. Polecam gotować w garnku bez przykrycia ponieważ wtedy łagodzimy jej właściwości wzdymające 🙂 Kiedy fasolka będzie ugotowana odsączamy ją. Zamiast fasolki adzuki można użyć każdej innej. Pasztecik będzie miał wtedy inny kolor i inne właściwości ale smak będzie podobny 🙂

Płatki zalewamy gorącą wodą 1 cm powyżej ich powierzchni.

Cebulę kroimy i smażymy na ghee. Kiedy cebulka będzie już przyrumieniowa dorzucamy do niej pokrojone ząbki czosnku i smażymy jeszcze chwilę.

Do dużej miski wsypujemy fasolkę, namoczone płatki, usmażoną cebulkę z czosnkiem, masło orzechowe, majeranek i przyprawę 5 smaków. Wszystko dokładnie blendujemy. Sporo solimy do smaku. Dodajemy też pieprzu. Pieczemy w foremce w piekarniku nagrzanym do temperatury 180 stopni przez 40 minut.

Pasztet smakuje najlepiej na drugi dzień. My często go jemy w plasterkach podsmażonego na ghee z dużą ilością sałatek i surówek. Podsmażony pięknie pachnie czosnkiem i orzechami 🙂

 

 

 

 

 

radzimy sobie z apetytem na słodycze czyli krem z marchewki :)

IMGP8017

Potrzebujemy cukru. Jest on ważnym paliwem podtrzymujących procesy zachodzące w naszym organizmie. Cukry dostarczane z naturalnym pożywieniem, stworzone przez naturę współgrają z masą minerałów i błonnika występującego w warzywach, owocach i zbożach. Nasze ciało potrzebuje ciut czasu aby wydobyć energię z naturalnych cukrów za to energia  z nich pochodząca jest trwała.

Cukier rafinowany przedostaje się do układu krwionośnego bardzo szybko i w skondensowanych ilościach wywołując szereg niefajnych zmian ale przede wszystkim burząc równowagę naszego ustroju. Nasze organy a przede wszystkim trzustka i żołądek zostają zmuszone do nadmiernej pracy aby naprawić szkody i przywrócić odpowiedni, zrównoważony  poziom cukru we krwi.

Nie będę tu dziś pisać o negatywnych skutkach jedzenia rafinowanego cukru. dziś napiszę jak sobie z apetytem na niego poradzić 🙂

Parę rad jak to zrobić:

  1. Jedz sporo pożywienia o smaku słodkim – smaku nieprzetworzonych węglowodanów złożonych: warzyw, zbóż i roślin strączkowych. Staraj się je spożywać w jak najmniej przetworzonej i delikatnie przyprawionej formie aby wydobyć naturalny smak.
  2. Wybierajcie najsłodsze warzywa. Najlepsze są te hodowane w pełnym słońcu. U nas łatwo dostępne są: marchewki, buraki, dynie wszelakie, kukurydzę, słodkie ziemniaki. Te warzywa najłatwiej zaspokajają potrzebę smaku słodkiego.
  3. Dokładnie gryź pożywienie. Węglowodany złożone odpowiednio przeżute uwalniają smak słodki. który tak lubimy. Jeśli będziemy dokładniej przeżuwali posiłki nie będzie nam się chciało deseru.
  4. Jeśli jecie mięso oraz sporo innych produktów od zwierzęcych musicie bardziej uważać bo duże spożycie białka wytwarza większe zapotrzebowanie na spożycie cukru i odwrotnie. Aby to zniwelować jadajcie mięso z zielonymi liściastymi warzywami.
  5. Uważajcie na intensywny smak słony w diecie – on podobnie jak mięso – zwiększają zapotrzebowanie na smak słodki. Ograniczcie solenie.
  6. Włączcie do swojej diety spirulinę, chlorelle lub trawę pszeniczną – to pogromcy apetytu na słodycze.
  7. Po każdym sutym posiłku jedzcie 3-4 cm naci selera naciowego. On pięknie hamuje apetyt na słodkie.

Dziś bardzo prosta zupa-krem z marchwi z pomarańczami i mlekiem kokosowym.

Zupa wspaniała dla osób z przewaga energii vata. Dla osób z przewagą energii pitta polecam dodać mniej cebuli i imbiru. Dla osób z przewagą energii kapha polecam dodać mniej ghee i więcej przypraw rozgrzewających.

Zupę tą polecam szczególnie w okresach przejściowych: na jesień i na wiosnę.

Składniki:

8-10 marchewek;

1-2 cebule;

1-2 pomarańcze;

3 cm kłącza imbiru;

1 kostka buliony warzywnego;

1 szklanka mleka  kokosowego;

4 łyżki ghee;

1 łyżeczka zmielonego kuminu (kminu rzymskiego);

0,5 łyżeczki kurkumy;

pieprz i sól do smaku;

Marchew, cebulę i imbir kroimy dość drobno. W garnku rozpuszczamy ghee. Cebulkę wrzucamy na rozgrzane masło. Kiedy zacznie nabierać koloru, po 5-8 minutach dorzucamy marchew i imbir. Smażymy 10 minut mieszając od czasu do czasu. Pomarańcze obieramy, kroimy i dorzucamy do warzyw w garnku. Dusimy wszystko jeszcze chwilę i zalewamy wodą tak aby sięgała ona z 2 cm ponad warzywka i pomarańcze. Dorzucamy kostkę bulionu, kumin, kurkumę oraz mleko kokosowe. Wszystko gotujemy 10 minut. Miksujemy na gorąco. Doprawiamy solą i pieprzem do smaku. Podajemy na gorąco.Dobrze smakuje z prażonymi orzechami włoskimi 🙂

Zupka nastraja pięknie pozytywnym kolorem i cudnym aromatem 🙂 Gotowa w maksymalnie 30 minut. Smacznego.

 

upiecz sobie kaszę czyli idzie jesień :)

IMGP8003

Tak jakoś szybko wieczory zrobiły się chłodne. Rozgrzane słońcem dnia ciało źle się poddaje takiej zmianie…  Szukam kocyka i robię gorącą herbatę z sokiem z róży a kiedy mam chwilę robię pudding jaglany.

Kiedy idzie jesień zmieniamy sposób gotowania i rodzaj przygotowanych pokarmów.

Wieczory stają się chłodne a dni krótsze. To czas w którym powinniśmy zwolnić… Powinniśmy ograniczyć nadaktywność którą niosło ze sobą lato. Cała natura zaczyna kurczyć się i zamierać kierując swoją energię w dół i do środka. Nasz organizm potrzebuje więcej odpoczynku, spokoju i snu. To czas przemiany metalu. Czas aktywności płuc i jelita grubego. To właśnie one zaczną szwankować jeśli zaniedbamy dostarczenie naszemu ciału odpowiedniej dawki ciepła i odpoczynku o tej porze roku. Z bardziej subtelnego punktu widzenia brak zadbania o nasze potrzeby w tym okresie poskutkuje ogarniającym nas smutkiem i żalem, nieumiejętnością wyrażania emocji, nadmiernym przywiązaniem i poczuciem braku nadziei.

Najlepsze smaki na ten czas to łagodny smak kwaśny a gdy robi się jeszcze zimniej – smak słodki i ostry. Smak kwaśny pozwala zacząć ściągać energię do wewnątrz. Smaki słodki i gorzki polecane na zimniejsze miesiące kiedy potrzebujemy ciepła w centrum ciała.

Potrawy powinny być sycące i esencjonalne.

Ważne jest aby używać do gotowania mniej wody. Wydłużamy też czas gotowania. Zaczynamy jeść więcej potraw smażonych, duszonych oraz pieczonych. Surowe pożywienie nie powinno już stanowić podstawy diety ale być do niej dodatkiem. Polecam w tym okresie zacząć jeść bardziej treściwe zupy i kasze. Dla osób, które w lecie jadały dużo lodów i zimnych deserów a także ciastek i słodyczy oraz owoców polecam kaszę jaglaną. Jeżeli nie jedliśmy wiele powyższych pokarmów najlepsza będzie dla nas kasza jęczmienna.

Dziś szybki i genialny pudding z kaszy jaglanej z cynamonem i konfiturą z moreli.

Podana w tej formie kasza jaglana nie powinna zaburzać energii vata i pitta, może jednak lekko zaburzać dosha kapha.

Składniki:

100 g kaszy jaglanej;

550-600 ml mleka sojowego;

1-2 łyżeczki mielonego cynamonu;

2 łyżki ghee;

1 garść orzechów nerkowca;

1 garść orzechów laskowych;

1 garść rodzynek;

1 słoiczek konfitury – najlepiej kwaskowej – cudnie smakuje tu morelowa lub brzoskwiniowa;

1-2 łyżki syropu z agawy lub miodu – opcjonalnie.

Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni. W garnku rozpuszczamy ghee i wrzucamy do niego kaszę jaglaną. Prażymy ją mieszając 5 minut. Potem wlewamy do garnka mleko sojowe, wsypujemy orzechy nerkowca i laskowe, rodzynki oraz cynamon. Ja nie dodaje syropu ani miodu bo słodkość konfitur mi wystarcza. Jeśli jednak lubicie słodkie dodajcie 🙂 Doprowadzamy wszystko do wrzenia i gotujemy mieszając 5-8 minut.

Wlewamy wszystko do foremki – ja preferuje silikonowe. Jeśli macie blaszaną powinniście wysmarować ją masłem i obsypać bułką tartą. Pieczemy w piekarniku około 50 minut. Podajemy na ciepło pokrojone w kawałki polane konfiturą. Jeśli jakimś cudem zostanie samotny kawałek – świetnie smakuje na drugi dzień jako śniadanko do pracy 🙂

No i ten zapach ciepłego cynamonu w domu – w jesienny chłodny wieczór – bezcenny!