IMGP5276

Długo obserwowałam zależności jedzeniowe, wiele diet i konsultacji odbyłam – wysłuchałam setek historii. Dało mi to wiedzę – szerszy pogląd na zagadnienie jedzenia.

Dziś chciałabym napisać parę wniosków i spostrzeżeń bardziej subtelnych z jedzeniem związanych. Według mnie kluczowych.

Od lat słuchając ludzi mówiących o swoich dietach, swoim zdrowiu i opowiadających swoje historię nasunęło mi się parę pytań.

Dlaczego wciąż mamy kłopoty z utrzymaniem wagi mimo, że nie chcemy być otyli? Dlaczego jemy byle co mimo, że mamy podstawy wiedzy czym to się skończy? Dlaczego nie umiemy utrzymać zdrowych nawyków na dłużej? Dlaczego tak często dogadzamy sobie jedzeniem? Dlaczego popełniamy non stop te same błędy mniemając wytrwale, że tym razem będzie inaczej. Zachowujemy się jakbyśmy wierzyli, że w naszym przypadku prawa fizyki, chemii czy fizjologii nie zadziałają. Że nas to nie dotyczy…

Wydaje mi się, że trzeba tu uświadomić sobie dlaczego jemy. To kolejny obszar wiedzy nie wykorzystywanej w praktyce.

Zazwyczaj popełniamy trzy błędy, pielęgnujemy trzy grupy złych nawyków.

  1. Pierwsze to powód dla którego jemy. Jeśli przeanalizujecie szczerze własne odczucia, własne stany oraz nałożycie je na grafik posiłków okaże się, że rzadko kiedy jecie z powodu prawdziwego głodu. Kiedy ostatnio czuliście się naprawdę głodni? Kiedy myśleliście z przyjemnością o kolejnym posiłku czując rzeczywiste burczenie w pustym brzuchu? Ile razy dziennie jecie? Jak często przegryzacie i podjadacie pomiędzy posiłkami?

Większość z nas nie dopuszcza do siebie uczucia głodu. Jak większość innych niefajnych uczuć nie lubimy i unikamy głodu jak tylko możemy. Niepotrzebnie. Konfrontacja z niefajnymi uczuciami jest jednak konieczna aby móc szczerze doświadczać tych fajnych. Bo biel nie istnieje bez czerni, prawda? Aby móc docenić smak jedzenia musimy doświadczać głodu.

W świecie szybkich małych przekąsek nie istnieje smak. W świecie podwójnych porcji, dokładek i deserów NIE MA SMAKU!

Wiemy już, że nie zawsze jemy kiedy jesteśmy głodni ale dlaczego jemy?

Jedzenie rekompensuje brak. To szybki, łatwy i tani sposób zastąpienia wszelkich naszych braków.

Jemy aby poradzić sobie z emocjami. Jemy aby zagłuszyć niepokój i frustrację aby zapełnić emocjonalną pustkę oraz uczucie samotności lub niedostosowania. Jemy aby złagodzić stres, aby kompensować sobie brak czasu, aby kompensować sobie nieprzespane noce i wieczny pośpiech? Zajadamy zgryzoty i zmartwienia.

Zjedzenia gorącego bajgla z czekoladą załatwia naprawdę wiele. To najszybsze rozwiązanie aby poczuć się lepiej. To coś co błyskawicznie może złagodzić nasze nastroje i pozornie zaspokoić nasze potrzeby. Choćby na chwilę…

Nie lubimy przegrywać, a w batalii jaką toczymy z jedzeniem prawie zawsze jesteśmy na przegranej pozycji. Nie przysparza nam to radości.

Jak wszystkie kłamstwa i te polegające na maskowaniu jedzeniem braków, szybko wychodzą na jaw. Pozostawiając nas z wciąż nierozwiązanymi problemami i niezaspokojonymi potrzebami. Powodując natomiast, iż jesteśmy grubsi, bardziej zmęczeni i zniechęceni, a poprzez to jeszcze bardziej nieszczęśliwi.

  1. Drugi problem z jedzeniem związany to automatyzm. Wrzucamy na luz i idziemy z prądem. Nie myślimy o tym ani kiedy ani co jemy. Nie jemy wiele godzin a potem rzucamy się na byle co. W większości jemy posiłki w pośpiechu, pomiędzy setkami codziennych spraw. Nawet w czasie posiłku o nim nie myślimy. Jesteśmy myślami gdzie indziej – zresztą jak zwykle… Często podczas jedzenia jesteśmy nieobecni, zamyśleni, skoncentrowani na problemach lub zadaniach. Wybiegamy myślami w przyszłość przewidując scenariusze lub zapamiętale analizujemy przeszłość. Oglądamy gazety, czytamy książki lub oglądamy telewizję. Nic dziwnego, że nie dostrzegamy ani tego co jemy ani w jakiej jemy to ilości.

Najgorsze są jednak przekąski. Setki łatwo dostępnych małych porcji pożywienia w jednej torebce – chipsy, batoniki, wafelki, cukierki etc Nie wymagające myślenia ani jakiejkolwiek pracy. Nie wymagające obecności. Mantra naszej nieświadomości powtarzana z każdym ruchem ręki.

Jedząc automatycznie powodujemy, że jedzenie przestaje mieć dla nas nie tylko smak ale i jakąkolwiek wartość. Nie da się przywiązywać wagi do czegoś czego nie zauważamy ponieważ wszelka świadomość podąża za uwagą. Gorzej – nie da się kontrolować czegoś czego się nie uświadamia…

  1. Jemy dla przyjemności – w sumie to powinien być punkt pierwszy. Lubimy robić sobie dobrze. Uwielbiamy się nagradzać. Bo przecież jesteśmy tego warci, bo nam się należy, bo zasłużyliśmy… Uwielbiamy robić to szybko więc wybieramy natychmiastowe rozwiązania. Natychmiastowe nagrody. Jedzenie to najprostszy, najszybszy i najtańszy sposób rekompensaty wszelakiej. Idziemy więc na łatwiznę.

Tak łatwo dostarczyć sobie przyjemności tabliczką czekolady czy świeżutkim pączkiem.

Pyk pyk i zrobione. Nasze pożądanie jest zaspokajane natychmiast.

Takie zachowanie jest wpisane w nasze geny, w potrzebę przetrwania. Płaczmy jako niemowlę i tylko pierś mamy lub butla mleka nas uspokaja i wycisza. Jedząc pozbywamy się napięcia, czujemy się zaspokojeni i bezpieczni. Jeżeli z czasem nie nauczymy się osiągać tych stanów w inny sposób wracamy do korzeni…

W kolejnym poście opisze co winno leżeć u podstaw zmiany powyższych nawyków, wpływając znacznie nie tylko na naszą wagę ale i na nasze zdrowie.

 

Dziś sałatka z makaronem gryczanym. Pyszna i prosta do zrobienia w 15 minut.

Sałatka w tej wersji nie powinna wzmagać dosha vata i kapha. Potrawa może wzmagać dosha pitta.

 

Składniki:

 

2 garście liści szpinaku, rukoli, roszpunki etc;

1/2 opakowania makaronu gryczanego (soba);

5-6 różyczek brokułu;

2 łodyżki szczypiorku z cebulkami;

1 marchewka;

1/2 czerwonej papryki;

3 łyżki oleju sezamowego;

3 łyżki orzechów nerkowca;

3 łyżki nasion sezamu;

2 łyżki oleju kokosowego;

1 ząbek czosnku;

2 szczypty pieprzu cayenne;

3 łyżki startej skórki z cytryny;

2 łyżki soku z cytryny;

2 łyżki sosu sojowego;

1 daktyl bez pestek;

sól i pieprz;

 

Do pojemnika wlewamy olej sezamowy i sos sojowy. Dodajemy daktyla bez pestki, pieprz cayenne i czosnek. Mielimy blenderem, po czym do sosu dodajemy startą skórkę cytryny. Makaron wkładamy do wrzątku i gotujemy – zazwyczaj koło 5 minut maksymalnie. Potem przekładamy na sitko i mocno przelewamy zimną wodą. Nieprzelana wodą soba poskleja się niemiłosiernie. Do miski wrzucamy listki szpinaku i rukoli – one będą podane na zimno. Na nie przekładamy odsączony gryczany makaron. Marchewkę kroimy w słupki, cebulki ze szczypiorkiem w piórka, paprykę i różyczki brokułu w paseczki. Na patelni roztapiamy olej kokosowy i wrzucamy cebulkę ze szczypiorkiem. Po dwóch minutach dorzucamy wszystkie pozostałe warzywa i orzechy nerkowca. Smażymy mieszając maksymalnie 5-7 minut. Wszystko przekładamy do miski z listkami szpinaku. Polewamy sosem i posypujemy ziarnem sezamu. Doprawiamy solą i pieprzem do smaku. Bardzo zdrowa, wiosenna i prosta sałatka.