toksyny

równoważenie dosha kapha i tarta brokułowa wege na spodzie z kaszy, pestek i suszonych pomidorów :)

IMGP1800

 

Jeśli potrzebujesz zrównoważyć dosha kapha lub jest to Twoja konstytucja to:

  1. Stosuj ostre i gorzkie zioła w celu poprawienia ognia trawiennego. Dobry będzie tu na przykład imbir, czosnek, czarny pieprz, pieprz cayenne lub kurkuma.
  2. Używaj sproszkowanego imbiru i kuminu aby oczyścić ciało z toksyn (ama).
  3. Nie przejadaj się. Jedz niewielki ilości pożywienia na raz.
  4. Zwiększ ilość dań warzywnych- szczególnie pieczonych z małą ilością tłuszczu i niewielką ilością płynów.
  5. Pij niewielkie ilości ciepłej wody gotowanej z imbirem. Ilość płynów jakie przyjmujesz dziennie nie powinna przekraczeć 1,5-2 litry.
  6. Ruszaj się! Ćwicz regularnie i intensywnie minimum 3-4 razy w tygodniu.
  7. Spotykaj się i rozmawiaj z ludźmi. Potrzebujesz ich. Dużo Twoich zmor rodzi się bowiem z samotności.
  8. Próbuj nowego. Staraj się wprowadzać wiele nowych rzeczy w swoje życie. Poszukuj, która z nich mogłaby stać się Twoją pasją.
  9. Pokochaj słońce. Postaraj się korzystać z jego energii regularnie – jednak nie w czasie kiedy jego promienie są zbyt intensywne.

 

Dziś tarta brokułowa na spodzie z suszonych pomidorów, kaszy i słonecznika.

Potrawa będzie łagodzić dosha kapha. Dla dosha pitta proponuje skropić ją przed podaniem sokiem z cytryny i zmniejszyć ilość czosnku. Potrawa będzie łagodnie zburzać dosha vata dlatego proponuje dodać do masy brokułowej asafetydy i wszystko skropić sokiem z cytryny.

 

Składniki (na tartę około 30-35 cm):

1 brokuł;

1 szklanka pestek słonecznika;

1/2 szklanki kaszy kus kus (lub kaszy jaglana);

2/3 szklanki suszonych pomidorów w zalewie;

6-8 łyżek płatków drożdżowych;

2-3 ząbki czosnku;

1-2 łyżki oliwy pozostalej z suszonych pomidorów;

2-3 łyżki koncentratu pomidorowego;

6-7 łyżek siemienia lnianego;

sól i pieprz;

Kus kus lekko osolić i zalać wrzątkiem wg przepisu na opakowaniu. Zmielić pestki slonecznika i 4 łyżki siemienia lnianego w młynku na drobną pastę. Zmielić suszone pomidory odsączone z zalewy na pastę. Zmiksować kus kus, zmielone pestki słonecznika, zmielony len, zmielone suszone pomidory i 3-4 łyżki wody. Posolić i dodać ciut pieprzu oraz soli do smaku. Powstałą masą wyłożyć blaszkę lub inne naczynie do pieczenia tarty. Brokuł podzielony na różyczki zblanszować czyli gotować okolo 5-8 minut w osolonej wodzie. 3/4 brokuła wrzucić do miski i zmiksować razem z czosnkiem, płatkami drożdżowymi i pozostałym siemieniem lnianym. Doprawić solą i pieprzem. Spód tarty wysmarować koncentratem pomidorowym. Na wierzch układamy krem powstały ze zmielonego brokuła. Na górę układamy pozostałe całe różyczki brokuła. Polewamy 1-2 łyżkami oliwy pozostałej z suszonych pomidorów.

Pieczemy w piekarniku nagrzanym do temperatury 180 stopni przez 40 minut. Pod koniec pieczenia posypujeme płatkami migdałowymi i 1 łyżką płatków drożdżowych lyb parmezanem jeśli taki jadacie. Tarta powinna ciut wystygnąć przed podaniem.

bez toksyn czyli zupa krem z kaszy jaglanej z papryką :)

IMGP9283

Niektóre pokarmy sprzyjają gromadzeniu toksyn w naszym ciele inne przeciwnie – wspomagają ich usuwanie.

Warto szczególnie wiosną, po okresie zimowej cięższej i mniej surowej diety, zwiększyć ilość oczyszczających pokarmów w naszym codziennym menu.

Pokarmy przeciwdziałające toksynom to: kasza jaglana, tofu, figi, botwinka i rzodkiew, fasolka mung i fasolka adzuki, młoda trawa jęczmienna i pszeniczna oraz wszelkie wodorosty i algi.

Dodatkowo w większości to pokarmy mocno zasadowe kasza jaglana (ph 8), botwinka (ph9), rzodkiew (ph 8), młoda trawa jęczmienna i pszeniczna (ph 9) oraz wodorosty i algi (ph 10) mocno alkalizujące nasz organizm a więc poprawiające jego ogólny dobrostan na każdym poziomie.

Dziś zupa z kaszy jaglanej. Kasza ta- jako jedyna z niewielu- jest mocno zasadowa. Ma silne działanie nawilżające ponieważ wspomaga odbudowę płynów w organizmie. Jednocześnie poprzez działanie moczopędne wpływa na zachowanie optymalnej ilości wody w organizmie.

Według medycyny chińskiej stanowi kasza jaglana połączenie smaku słodkiego i odrobiny smaku słonego jednocześnie.

Wspomaga kasza jaglana zdrowie nerek oraz odtruwa wątrobę.

To wspaniała kasza do przeprowadzenia postów i detoksów.

Ma silne działanie antywirusowe, antybakteryjne oraz przeciwgrzybicze. To najlepsza kasza dla osób z osłabioną odpornością np. chorujących na drożdżycę lub osób często zaziębiających się.

Dziś zupa krem z kaszy jaglanej z pieczoną papryką.

Kasza jaglana generalnie zaburza dosha vata i pitta natomiast łagodzi kapha. Podana jednak w tej formie kremu, z dużą ilością wody ma jednak dużo łagodniejsze właściwości.

Składniki:

1 szklanka kaszy jaglanej;

2 litry wody;

2-3duże czerwone papryki;

2-3 cebulki szalotki;

3 kostki ekologicznego bulionu warzywnego;

6 łyżek oliwy z oliwek;

1/2 łyżeczki wędzonej papryki;

2-3 szczypty pieprzu cayenne lub chille;

sól;

Papryki kroimy na 4 części każdą, skrapiamy oliwą i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 190 stopni. Pieczemy około 25-30 minut. Zdejmujemy skórę z papryki. Po lekkim ostygnięciu skórka schodzi sama. Kiedy papryka jeszcze się piecze obieramy i kroimy szalotki. W garnku podgrzewamy oliwę i podsmażamy cebulkę 5-8 minut. Kiedy nabierze kolorku dorzucamy do niej kaszę i zalewamy wodą. Dodajemy kostki bulionowe. Gotujemy około 20-25 minut pod przykryciem. Dodajemy pieczona paprykę, wędzoną paprykę i pieprz cayenne. Wszystko dokładnie blendujemy. Sycąca i kremowa zupa świetnie się sprawdza w deszczowe chłodniejsze dni. Smacznego 🙂

 

 

 

dotleniamy się czyli aromatyczny grzybowy pasztet z soczewicy :)

IMGP8028

Potrzebujemy tlenu nie tylko do oddychania. Pierwiastek ten odgrywa dużą role w odżywianiu ponieważ bez jego obecności żadne pożywienie nie  może zostać przekształcone w potrzebną nam energię lub w ciepło.

Ogrom tlenu konieczny jest do prawidłowego metabolizmu niektórych witamin, do spowalniania procesów starzenia oraz do zapobiegania procesom utraty kolagenu w naszych komórkach. Tlen konieczny jest to prawidłowej pracy serca i mózgu. Bez niego nasza wątroba nie byłaby w stanie się zregenerować.

Dzięki obecności tlenu nasz organizm może prawidłowo usuwać toksyny i oczyszczać się. Tlen niszczy bakterie, wirusy i grzyby zasiedlające organizm. Dostarczany z pożywieniem wpływa na kształtowanie odpowiednich warunków koniecznych aby przewód pokarmowy działał prawidłowo.

Z punktu widzenia medycyny chińskiej tlen jest ściśle powiązany z energią życiową Qi. Dodaje ciału energii, usuwa blokady i zastoje oraz wspomaga leczyć wiele chorób. Człowiek pozbawiony odpowiedniej jego ilości jest zniechęcony, ospały, depresyjny i wycofany. Brak odpowiedniej dawki tlenu towarzyszy prawie zawsze otyłości, chorobom serca i układu krwionośnego, chorobom nowotworowym, chorobom związanym z obrzękami i stanami zapalnymi, RZS, stwardnieniu rozsianemu oraz zespołowi przewlekłego zmęczenia.

Aby zapewnić naszemu ciało odpowiednią ilość tlenu należy przyswoić sobie parę zasad:

  1. Powinniśmy jeść sporo surowych lub lekko podgotowanych roślin ciemnozielonych, wszelkich kiełków i warzyw liściastych codziennie. Ważne są także surowe owoce i warzywa. wszystkie one dostarczą od wewnątrz odpowiednie dawki tlenu do naszych komórek.
  2. Powinniśmy być aktywni fizycznie. Świetna tu jest joga i pranajama.
  3. Powinniśmy spożywać niewiele produktów od zwierzęcych ponieważ ich spożywanie produkuje nadmiar toksyn, których wydalenie i unieszkodliwienie wymaga dodatkowej dawki tlenu.
  4. Powinniśmy nie przejadać się, ponieważ kiedy spożywamy nadmierne ilości pożywienia trawienie przebiega skuteczniej.
  5. Powinniśmy prawidłowo łączyć pokarmy, ponieważ wydalanie toksyny wydzielanych przy okazji gnicia i zalegania pokarmu w naszym układzie trawiennym wymaga większej dawki tlenu.
  6. Powinniśmy dostarczać do naszego organizmu odpowiednie dawki germanu. To mało znany mikroelement konieczny do podniesienia poziomu aktywności wielu narządów oraz przyswojeniu przez nie tlenu. Konieczny też jest podczas procesów oczyszczania organizmu. Jest obecny w czosnku, grzybach, jęczmieniu, aloesie, żywokoście i chlorelli.

Dziś pachnący pasztet z soczewicy i grzybów 🙂 Potrawa zawiera dotleniający german zawarty w grzybkach i czosnku – świetnie nadaje się na jesienne menu.

Potrawa może zaburzać dosha vata. Powinna umiarkowanie łagodzić energię dosha pitta i kapha.

Skład:

1 szklanka soczewicy;

6-8 łyżek kaszki kukurydzianej;

4-5 sporych pieczarek;

1 spora garść grzybów leśnych (najbardziej aromatyczne są prawdziwki lub podgrzybki);

2 cebule;

2 ząbki czosnku;

2-3 łyżki ghee;

sól i pieprz do smaku;

W garnku 1 szklankę soczewicy zalewamy 2-2,5 szklankami wody, solimy i gotujemy. Do tego pasztetu dodałam brązową soczewicę ale może być zielona lub czerwona też. Gotujemy do miękkości – zależnie od rodzaju soczewicy. Moją soczewicę gotowałam około 15 minut. Kiedy soczewica jest miękka dosypujemy kaszkę kukurydzianą i mieszamy aż zgęstnieje. Cebulę, grzyby i czosnek kroimy drobno. Cebulę smażymy na ghee aż lekko się zeszkli. Do cebulki dodajemy grzyby i smażymy minimum 10 minut dokładnie mieszając. Potem dodajemy pokrojony czosnek i smażymy jeszcze z 5 minut. Grzybki powinny być ładnie podsmażone a nie maziate. Wrzucamy grzybki z cebulką do soczewicy i kaszy. Od razu miksujemy blenderem na gładką masę. Doprawiamy do smaku. Przekładamy do foremki i pieczemy w 180 stopniach przez 25-30 minut. Potem studzimy pasztet i wkładamy na noc do lodówki. Tego pasztetu nie trzeba koniecznie piec! Wystarczy zmieloną masę włożyć w foremce na noc do lodówki. Ja osobiście letnie pasztety tylko chłodzę ale te jesienno-zimowe piekę. Upieczony pasztet rozgrzewa zapachem cały dom 🙂 Dobrze smakuje z chlebkiem. Najlepszy jednak jest na ciepło w postaci grubego plastra podsmażonego na ghee 🙂  Z sałatką robi u nas często jako danie obiadowe. Polecam.

 

 

 

po co Ci te kanapki?…

IMGP7967

Od paru lat układam ludkom różnym diety. Gro z nich stanowią diety odchudzające. Nim ja im coś napiszę proszę zawsze aby napisali mi co jedzą przez ostatnie dwa tygodnie. Muszę przyznać, że z czasem dostrzegam w tych listach odżywiania pewne schematy. Na pierwszy ogień zwykle wyłaniają się… kanapki.

Tak, właśnie. Te małe co nieco. Dwie kromki chleba z czymś. Podstawowe pożywienie zapracowanego człowieka dwudziestego pierwszego wieku. Najbardziej wytłumaczalne pożywienie na świecie.

Bardzo często ich obecność w diecie wiąże się nie tylko z nadwagą ale i z szeregiem chorób określanych wiele mówiącym mianem- cywilizacyjnych.

Szczerze mówiąc mam gdzieś taką cywilizację!

Pieczywo dostępne w sprzedaży to głównie pieczywo drożdżowe, sporządzone z mocno wybielonej mąki z całą masą utleniaczy i konserwantów koniecznych do osiągnięcia odpowiedniej konsystencji i koloru. Proces produkcji pieczywa drożdżowego jest szybki więc pięknie wpisuje się w nasze czasy.

Niestety jedzenie go jak wszystko ma swoje konsekwencje.

Na pewnym etapie nie jestem zwolenniczką liczenia kalorii ale muszę tu wspomnieć, że przeciętna kanapka ma ich około 200-300 a zazwyczaj nie poprzestajemy na jednej, prawda?

Pieczywo, które tak chętnie jemy zawiera oprócz kalorii także drożdże ciepłolubne których spożycie nie jest obojętne dla naszego organizmu. To jednokomórkowe grzyby, których formy są odporne zarówno na działanie naszych kwasów żołądkowych jak i wysokiej temperatury. Jeśli spożywamy sporo pieczywa drożdżowego możemy być pewni że stan naszej mikroflory jelitowej nie jest najlepszy. Drożdże powoli powolutku wypierają pozytywną florę jelitową rozmnażając się w postępie geometrycznym. Sprawiają że zawartość naszych jelit zaczyna fermentować i gnić. Jeżeli trwa to latami (a przecież kanapki jemy od dziecka) to w naszych jelitach źle się dzieje. Do tego jeśli nie jemy zbyt dużo błonnika oraz surowych warzyw zapewniających enzymy pozytywna flora jelitowa zanika prawie zupełnie. Konsekwencją tego jest nieprawidłowa praca jelit, wzdęcia, gazy, nieprawidłowa perystaltyka. Mamy niedobory witamin i mikro oraz makroelementów ponieważ do ich prawidłowego wchłaniania konieczna jest prawidłowa flora w naszym przewodzie pokarmowym. Organizm zaczynają także zatruwać efekty przemian materii nieprawidłowej flory. Jesteśmy zmęczeni, brak nam energii. Nie wysypiamy się. Mimo tego, że dużo jemy cały czas jesteśmy głodni ponieważ nasz organizm domaga się minerałów i witamin. Zaczynamy tyć. Zaczynamy chorować a nasz układ immunologiczny nie daje rady…

Jeszcze jednym niefajnym od kanapkowym skutkiem jest powolne acz ciągłe zakwaszanie organizmu. Ma ono daleko idące konsekwencje i leży u podstaw wielu chorób oraz powiązanej z nimi otyłości brzusznej.

Ja osobiście bardzo rzadko jem pieczywo drożdżowe – może raz, dwa razy w miesiącu. Chleb piekę sama, na zakwasie ale i jego nie jadam często – dwa-trzy razy w tygodniu. Zastępuję pieczywo zależnie od pory roku albo sałatkami różnymi, kremowymi zupami, kaszkami i płatkami gotowanymi z dodatkami, pieczonymi, gotowanymi lub blanszowanymi warzywami z dodatkami.

Dziś pieczone pomidory z kaszą kukurydzianą – świetnie zastąpią kanapki w kolacyjnym wydaniu 🙂

Danie świetnie nadaje się na okres późnego lata, jest aromatyczne i syte.

Danie to łagodzi energię kapha ale polecam dodać mniej ghee. Zaburza dosha pitta. Może także lekko zaburzać dosha vata.

Składniki:

5-6 dojrzałych pomidorów;

? szklanki drobnej kaszki kukurydzianej;

4 łyżki ghee;

1 łyżeczka tymianku;

1 łyżeczka cząbru;

1 łyżeczka świeżo zmielonych nasion kolendry;

2-3 ząbki czosnku;

3 łyżki oleju;

1 łyżka miodu;

2 łyżki soku z cytryny;

sól i pieprz;

Rozgrzewamy piekarnik do temperatury 200 stopni. Kroimy pomidory na plastry i układamy w żaroodpornym naczyniu. Naczynko powinno być spore aby z pomidorów nie utworzyła się gruba warstwa. Mieszamy widelcem olej, sok z cytryny, miód, rozgniecione ząbki czosnku oraz z pół łyżeczki soli. Polewamy tym plasterki pomidorów. W miseczce mieszamy widelcem kaszkę (koniecznie drobnoziarnistą), tymianek, cząber i świeżo zmieloną kolendrę. Tak nasączoną kaszką posypujemy plastry pomidorów i mocno przyklepujemy aby nasiąknęła od ich soku. Wstawiamy do piekarnika na około 40 minut. Solimy i pieprzymy do smaku. Kaszka powinna ugotować się w soku wypuszczonym z pieczonych pomidorów. Danie podajemy w miseczkach. Gotowe w 10 minut + pieczenie. Naprawdę proste i smaczne danie na jesienną kolację 🙂

 

 

 

najlepsza jest prostota czyli pieczone jabłka w roli głównej :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ten smak kojarzy mi się z dzieciństwem – uspokaja mnie i  łagodzi smutki. Bo nie można się nie uśmiechnąć gdy w domu pachnie pieczonymi jabłkami 🙂

Jabłka z natury są potrawą chłodzącą dlatego też według  ajurwedy w postaci surowej dobre są dla pitta i kapha.

Świetnie się nadają jako pokarm dla osób pragnących zmniejszyć ciężar ciała pod warunkiem, że osobom tym nie towarzyszy nadmiar wilgoci objawiający się zatrzymaniem wody w ciele, ospałością i mentalną ociężałością a także przerostem drożdżaków. Słodko – kwaśny smak jabłek sprzyja powstawaniu wilgoci w ciele – wytwarzając płyny organiczne. To typowy pokarm nawilżający. Z punktu widzenia medycyny chińskiej spożycie ich przeciwdziała suchości yang wywołanej przez pogodę (także przez ciepło gorących kaloryferów) oraz przez nasze błędy dietetyczne, współzawodnictwo, nadmiar pracy i obowiązków oraz nadmierną aktywność umysłową. Świetnie radzą sobie z suchą skórą i spierzchniętymi ustami  a także z uczuciem suchości w nosie i w gardle które często nam towarzyszy w ogrzewanych pomieszczeniach.

Są pełnowartościowym pożywieniem o działaniu uspokajającym i wyciszającym oraz zalecanym przy łagodnych stanach depresyjnych oraz zaburzeniach snu poprzez wzmocnienie elementu yin.

Mają oprócz tego silne działanie oczyszczające i odtruwające. Dzięki zawartości pektyn pomagają zmniejszyć poziom cholesterolu oraz wspomagają usuwać niektóre trujące metale oraz niewielkie ilości promieniowania.

Wracając do ajurwedy w postaci opisanej poniżej jabłka nie zaburzają dosha vata a mogą zmniejszyć objawy kapha i pitta. Zmniejsza ilość toksyn ama w ciele oraz przeciwdziała zaparciom.

Ja osobiście popełniam je w weekendy lub jako kolacje w dni powszednie ale wtedy podaje je z niewielką porcją gotowanego ryżu. Przygotowanie zajmuje nie więcej niż 10 minut ale pieczenie to około 20-40 minut w zależności od gatunku jabłek. Niektóre po 15 minutach są już dobre.

Według medycyny naturalnej pieczone jabłka najlepiej służą nam od wczesnej jesieni do pierwszych dni wiosny 🙂

A oto przepis:

6 jabłek średniej wielkości;

10 łyżek rodzynek;

5 łyżek migdałów w plasterkach lub nasion słonecznika;

5 łyżek ghee (klarowane masło);

6 łyżeczek nektaru z agawy lub słodu jęczmiennego albo miodu;

1 łyżeczka cukru waniliowego lub startej wanilii;

1 łyżeczka mielonego cynamonu;

1/2 łyżeczki mielonego kardamonu;

1/4 łyżeczki mielonego anyżu;

1 łyżka startej skórki cytrynowej;

Rodzynki i migdały zalewamy wrzątkiem. Myjemy jabłka i odcinamy górną część tworząc jakby czapeczki. Ostrym nożykiem i łyżeczką wybieramy gniazda nasienne. Odsączamy rodzynki z migdałami i mieszamy je z nektarem z agawy oraz z ghee i wszystkimi przyprawami. Pakujemy powstałą masę do dołków w jabłkach i porządnie ubijamy. Jabłka przykrywamy czapeczkami. Układamy jabłuszka w szklanej brytfannie i pieczemy w piekarniku nagrzanym do 170 – 180 stopni od 20 do 40 minut. Jeżeli piekarnik jest z termo-obiegiem możemy piec krócej.

Podajemy polane pysznym sokiem, który zbierze się na dnie brytfanny.

Kolejny zdrowy fast food dla zabieganych 🙂

Smacznego.