węglowodany złożone

plusy smaku słodkiego czyli orzechowo-bananowy shake :)

IMGP9279

Smak słodki jest smakiem podstawowym. To smak pokarmów dających nam energię i siłę życiową. Jednym z koniecznych smaków towarzyszących nam przez cały rok – nie tylko wiosną. Choć szczególny nacisk powinniśmy kłaść na jego obecność podczas przesilenia zimowego i letniego.

Bardzo często słyszę, że cieszy on się złą sławą – nie zawsze zasłużenie. Wszystko zależy od tego z czego pochodzi ten smak. Smak słodki, o którym tu piszę nie powinno się utożsamiać tylko ze smakiem cukru, czekoladek, ciast i batoników. To przede wszystkim smak węglowodanów złożonych.

Według medycyny wschodu smak słodki wnika do trzustki i śledziony wzmacniając je. Ma on wpływ na wątrobę – łagodzi emocje z nią związane czyli gniew i irytację. Smak słodki ma także dobroczynny wpływ na serce i umysł.

Cukry pochodzące z węglowodanów złożonych karmią nasz mózg oraz uspokajają i rozluźniają całe ciało.

Cukry pochodzące z węglowodanów złożonych stabilizują odpowiedni poziom glukozy we krwi co zapobiega stanom irytacji, nadmiernej nerwowości oraz przeciwdziała bólom głowy. Są one źródłem cennych aminokwasów (np. tryptofanu), które mają wpływ na regulację naszego cyklu dobowego, zapewniają odpowiedni poziom naszej energii oraz przeciwdziałają stanom obniżonego nastroju.

To czy smak słodki pochodzący z węglowodanów ma naturę budującą czy oczyszczającą zależy także od tego z czego pochodzi. Właściwości wzmacniające i ogrzewające ma smak słodki pochodzący np. od nieoczyszczonych zbóż, roślin strączkowych, orzechów lub warzyw korzeniowych. Właściwości oczyszczające i wychładzające ma smak pochodzący np. z owoców.

Kieruje on energie w górę ciała i na zewnątrz.

Słodki pokarm buduje Yin ciała. To smak mocno nawilżający. Oprócz pozytywnego wpływu na wszelkie nasze płyny ustrojowe mają także węglowodany złożone pozytywny wpływ ma stan zdrowia naszych jelit. Tworzą cieniutką warstwę ochronną we wnętrzu naszych jelit oraz nawilżają błony śluzowe. Trzeba jednak zachować umiar w spożywaniu słodkich pokarmów ponieważ ich nadmiar prowadzi do oznak wilgoci i nadmiaru śluzu oraz stanowczo spowalnia metabolizm. Osoby z nadwagą powinny dawkować sobie ten smak z umiarem. Ważne dla nich jest dokładne przeżuwanie wszelkich węglowodanów złożonych aby zminimalizować śluz i wilgoć często idące w parze z tendencjami do nadwagi.

Smak słodki złożonych węglowodanów pomaga także w zmniejszeniu zapotrzebowania na sól.

Jest także zalecany jako naturalny zastępnik dla osób wychodzących z nałogów.

Dziś orzechowo-bananowy shake. Super na ciepłe wiosenne popołudnie.

Ajurweda nie poleca zbyt zimnych potraw. Koktajl ten będzie zaburzał dosha vata, pitta i kapha.

Składniki:

2 zamrożone banany (bez skórki);

1 1/2 szklanki mleka migdałowego lub sojowego;

2-3 łyżki masła orzechowego;

1 łyżka syropu klonowego lub miodu;

1 łyżeczka kakao;

1 szczypta soli;

4-5 kostek lodu;

Do blendera wkładamy wszystkie składniki i dokładnie blendujemy. Jeśli nie macie mocnego kielichowego blendera polecam przed zamrożeniem pociąć banany na plasterki a lód pokruszyć przed zmieleniem. Pyszny kremowy i gęsty. Prawdziwy lodowy shake. Smacznego 🙂

 

 

 

 

kupujemy mity czyli smażone warzywka :)

 IMGP8938

Zacznę prosto z mostu – magiczna tabletka nie istnieje.

Nie ma jedynego łatwego sposobu zachowania zdrowia. Nie ma żadnej tajemnicy. Żadnego pojedynczego wyizolowanego elementu, który nam to umożliwi. Bycie zdrowym człowiekiem pod względem i fizycznym i psychicznym to nawet dużo więcej niż wypadkowa sumy szczegółów. To skutek, który może zaistnieć tylko dzięki systematycznemu działaniu na wielu frontach. Przez wiele lat.

Nasz związek ze środowiskiem i z odżywianiem jest nieskończenie złożony. Sposób w jaki reagujemy na pokarm jest wynikiem ogromnej liczby powiązań i zmiennych. To interaktywny związek biochemii, chemii i fizyki pomnożony przez fizjologię oraz wiele innych zmiennych i oddziaływujący z setek różnorakich kierunków na nasz organizm.

Zauważam jednak  zadziwiającą skłonność. Upatrywanie sposobu na swoje zdrowie w jednej pigułce, w suplemencie, w magicznym ziółku czy soku. W czymś co możemy kupić w sklepie zielarskim czy w necie. Im bardziej egzotyczne, im mniej znane – tym lepiej! Oczywiście zawsze poprzedzone gruntownym opisem wielu lat magicznych tradycji, obudowane większym lub mniejszym mitem lub choćby świetnym stanem zdrowia plemienia, które je było użytkowało etc.

Jesteśmy społeczeństwem, które bardzo płynnie idzie na łatwiznę – na wielu płaszczyznach. Jedną z nich jest zdrowe odżywianie. Jemy byle co, byle gdzie i w byle jakiej formie. Jemy za dużo. Jemy nieświadomie. Jedzenie najczęściej jest mało istotne lub ewentualnie istotne jako forma zaspokajania przyjemności. To tyle. Takie myślenie jest niezależne od wykształcenia czy statusu majątkowego. Bezmyślnie pozwalamy aby kręgi kulturowe w których nam przyszło żyć kształtowały nasze zwyczaje żywieniowe. Kompletnie. Wszyscy jednak chcemy świadomie długo, szczęśliwie i zdrowo żyć. A niby dlaczego?! Jak?!

Aby śnić sen o długim i zdrowym  życiu wymyśliliśmy pigułki – suplementy diety. Uwielbiamy mity! Nasz prywatny autorski sposób na wyrzuty sumienia. Łatwy i prosty „zaspokajacz” potrzeby „dbania o siebie”. Wystarczy więc łyknąć taką tabletkę, soczek czy ziółko i wszystko będzie ok.

No way! To tak nie działa. To ściema.

Nie da się zastąpić wielorakich, złożonych i skomplikowanych układów i zależności tak łatwo. Nic cennego nie ma za darmo.

Zresztą mamy masę przykładów. Kilka milionów…

Wystarczy popatrzeć na stan zdrowia społeczeństwa amerykańskiego. Stan ten jest wypadkową konsumpcji wielkich ilości niezdrowego jedzenia oraz konsumpcji ogromnej ilości wszelakich suplementów diety. Jednocześnie przeciętny Amerykanin spożywa rocznie 100 kg mięsa, 66 kg cukru i 274 kg mleka i jego przetworów. Miliardowy rynek suplementów w Stanach bije rekordy sprzedaży. Podobnie jak tamtejszy przemysł farmaceutyczny. I co? 47% mężczyzn i 38% kobiet w Ameryce zachoruje na raka (badania wg American Cancer Society). Współczynnik umieralności na raka wciąż tam rośnie. To jedni z najcięższych ludzi na ziemi – liczba osób z nadwagą jest tam większa niż osób o normalnej masie ciała. Przez ostatnie trzy dekady liczba otyłych się podwoiła, a liczba chorych na cukrzyce trzydziestolatków wzrosła o 70%. Co trzeci osoba w Ameryce zachoruje na serce (badanie wg AHA – Amerykańskiego Stowarzyszenia Kardiologicznego). To wszystko pomimo ogromnej konsumpcji wymyślnych suplementów.

Popatrzcie na sposób odżywiania polecany przez króla diety – dr. Atkinsa. Był on wielkim propagatorem wysokobiałkowej i wysokotłuszczowej diety ketonowej. Jednocześnie zalecał zminimalizowanie w diecie wszelkich węglowodanów. Oczywiście kazał codziennie badać mocz pacjentów na zawartość ciał ketonowych, które uznawał za pozytywne ponieważ ich duża liczba świadczyła o spalaniu tłuszczu. Nie patrzył na dalsze konsekwencje takiego stanu, jakimi są: makabryczne obciążenie nerek i wątroby, permanentne osłabienie mięśni, problemy ze stawami, dna moczanowa, wieczne zaparcia, osteoporoza, odwodnienie i hiperwitaminoza, a także na dodatek wzrost ciśnienia tętniczego oraz wzrost odporności na insulinę. Aby zapobiec mega niedoborom nieuniknionym w tej sytuacji proponował pacjentom suplementy witaminowe wszelkiej maści i błonnik w pigułkach –  tłumacząc to wymogami diety nowoczesnego człowieka… Za cenę paru zrzuconych kilogramów wiele osób straciło zdrowie na zawsze – w większości nieświadomie…

Dziś tego typu białkowe diety (Atkinsa, Kwaśniewskiego i optymalna etc) poparte suplementacją zostały już bardzo dobrze zbadane Polska Akademia Nauk uważa je za „wybitnie szkodliwe dla zdrowia”.

Muszę tu napisać, że spora część z nas żyje podobnie jak pacjenci dr Dieta na co dzień, prawda?

Nie chce tu się zarzekać, że suplementy diety są do niczego. Wiem jednak na pewno, że nie są w stanie zastąpić zdrowego odżywiania.

Osobiście uważam, że nasze zdrowie zależy od paru różnych czynników. Jednym z nich na pewno są niedobory spowodowane złą dietą. Te niedobory leżą u podstawy wielu naszych chorób oraz permanentnego złego samopoczucia i zmęczenia. Niemniej rozwiązaniem na tę sytuację nie są tabletki ale zrównoważona wieloletnia dieta roślinna. Ewentualnie tylko wspierana suplementami.

Dziś proste smażone warzywka a do podkręcenia smaczku zielony sos. Świetne danie na taką mroźność za oknem 🙂

Warzywka można mieszać dowolnie w zależności od stanu posiadania lub potrzeb. Dla dosha vata polecam warzywa korzeniowe i ziemniaki, dla kapha liściaste i kapustne, dla pitta kapustne i ziemniaki. Dla dosha pitta polecam zmniejszyć ilość czarnej gorczycy.

Składniki:

2-3 ziemniaki;

2 marchewki;

1-2 pietruszki;

0,5 czerwonej papryki;

5-6 różyczek brokułu;

kawałek pora;

2 ząbki czosnku;

2 łyżeczki czarnej gorczycy;

5-6 łyżek oliwy z oliwek;

2 łyżeczki przyprawy do ziemniaków;

sól i pieprz;

Sos:

1 pęczek natki pietruszki;

5 łyżek oliwy z oliwek;

3-4 łyżki pestek słonecznika;

2 szczypty soli;

Warzywka myjemy i drobno kroimy  na kosteczki o boku około 1 cm. Brokułu mogą być ciut większe. Por i czosnek kroimy na plasterki. Na rozgrzaną oliwę wrzucamy nasionka gorczycy kiedy zaczną strzelać dorzucamy plasterki pora. Smażymy 3-4 minuty mieszając. Potem dorzucamy ziemniaczki, marchewkę i pietruszkę i smażymy mieszając koło 8-10 minut. Dorzucamy czosnek i brokuł podsmażamy jeszcze 2 minutki. Do patelni wlewamy około 60-70 ml wody i przykrywamy pokrywkę oraz zmniejszamy gaz. Po 5-6 minutach warzywka są gotowe. Doprawiamy solą i pieprzem. W miseczce blendujemy natkę pietruszki, sól, oliwę i podprażone na suchej patelni nasionka słonecznika. Jeśli sos wyjdzie za gęsty dolewamy ciut oliwy, jeśli za rzadki dodajemy słonecznika. Sosem polewamy smażone warzywka. Smaczego 🙂

 

 

 

 

o kaloriach jeszcze wspomnę czyli nie schudniesz bez tłuszczu ;)

IMGP8037

Teoria kaloryczna kupy się nie trzyma. Pisałam już o tym wcześniej. Dziś muszę wspomnieć o jednym z aspektów, który wymyka się bardzo spod jej reżimu. Chodzi o tłuszcz. Według teorii kaloryczności stworzonej zresztą przez inżyniera maszyn parowych a nie dietetyka ani lekarza ? kaloria to po prostu ilość ciepła jaką trzeba użyć do podgrzania pod ciśnieniem 1 atmosfery 1 g wody o 1 C. Nie ma znaczenia według tej teorii z czego energia ta pochodzi. Każdy rodzaj pożywienia ma własna wartość energetyczną ? w przybliżeniu: 1g białka i 1 g węglowodanów zawierają podobnie- 4 kcal, 1g tłuszczu zaś zawiera dużo więcej bo aż około 9 kcal. Z punktu widzenia matematyki i fizyki sprawa wydawała się prosta – aby schudnąć należy zredukować najbardziej kaloryczne pożywienie czyli tłuszcz. Tak powstają dogmaty.

Teoria wydawała się oczywista i na jej podstawie dietetycy zbudowali dziesiątki diet niskotłuszczowych. Przemysł spożywczy wykreował na tę melodię całe ogromne imperium diet i produktów odtłuszczonych oraz produktów light. Jak owe imperium działa widzicie sami. Od kiedy powstała teoria kalorii winiąca wysokokaloryczny tłuszcz jako sprawcę wszelkich nieszczęść osób otyłych tylko nam przybywa? W Polsce według Instytutu Żywności i Żywienia z problemem otyłości zmaga się 50% Polaków. Dlaczego jedząc tak dużo produktów odtłuszczonych ciągle tyjemy?

Czas pokazuje, że teoria kaloryczności nie jest kompletna. Nie chodzi tylko o ilość kalorii dostarczanych do organizmu ale także o to z czego one pochodzą. To z czego one pochodzą gra ważną rolę w całościowym naszym dobrostanie lub jego braku…

W 2003 roku dietetyczka dr Greene przeprowadziła badanie na sporej próbie. Grupę badawczą podzielono na części. Wszyscy badani dostawali tę sama ilość kalorii w pożywieniu ale kalorie te pochodziły z różnych źródeł. Okazało się że po 12 tygodniach osoby będące na diecie niskotłuszczowej schudły przeciętnie o 2 kg mniej niż na przykład te którym podawano dietę z przemyślaną zawartością węglowodanów. Wyniki podważały teorie kalorii i poniekąd prawa fizyki…

Inny naukowiec starając się dojść do tego jakie są przyczyny takich wyników badań odkrył, że ważny jest tu też czas. Prof. Jenkins z Kanady specjalizujący się w leczeniu cukrzycy dietą odkrył, że istotne jest jak szybko pokarm przechodzi przez nasz przewód pokarmowy. Im droga trwa dłużej tym mniej przybieramy na wadze i odwrotnie im szybciej pokarm pokonuje swoją drogę tym przyrost ciała po jego spożyciu większy. Tu też wyjaśnia się dlaczego tak szybko tyjemy od prostych, mocno przetworzonych węglowodanów ? ponieważ natychmiast po ich spożyciu uwalniana jest z nich energia. Organizm nie jest w stanie zużyć tak dużego rzutu glukozy i musi ja zmagazynować. Dlatego też na przykład ciastka, białe pieczywo, potrawy z białej mąki i wszelkie słodycze tak szybko powodują tycie. Z węglowodanami złożonymi jest odwrotnie ? droga tych przez przewód pokarmowy jest dłuższa i dlatego po nich nie tyjemy.

Okazało się, odpowiednio dobrane dawki zdrowego tłuszczu w diecie spowolniają trawienie ? wydłużając czas przejścia pożywienia przez żołądek i przewód pokarmowy. Dlatego też osoby będące na zwykłej, dobrze skomponowanej diecie zawierającej tłuszcz chudną szybciej niż te na dietach beztłuszczowych. Oczywiście trzeba tu pamiętać o odpowiednich ilości tłuszczu i odpowiednich połączeniach. Nie powinniśmy przesadzać w żadną ze stron.

Dziś zapiekanka z ryżu. Nawiązując do powyższego artykułu: jeżeli chcemy aby nie przysporzyła nam ona niechcianych kilogramów powinniśmy użyć nieoczyszczonego, ciemnego ryżu i dodać do niego odpowiednią ilość tłuszczu 🙂

Zapiekanka ta będzie działała stabilizująco na osoby z nadmiarem energii vata. Może ona lekko zaburzać dosha pitta i kapha.

Składniki:

3-4 szklanki ugotowanego ryżu;

2 banany;

2-3 jabłka;

garść orzechów (ja używam nerkowców);

5-6 łyżek ghee;

1-1,5 szklanki mleka sojowego;

2-3 łyżeczki zmielonego cynamonu;

0,5 łyżeczki zmielonego kardamonu;

0,5 łyżeczki zmielonego anyżu;

1-2 śmietany sojowe;

5-6 łyżek miodu;

Ja robię tą zapiekankę używając mleka i śmietany sojowej ale jeśli wolicie można użyć zwykłych ? natomiast trzeba pamiętać, że połączenie ryżu z soją jest lepsze niż ryżu z białkiem zwierzęcym 🙂

Ugotowany ryżi orzechy wrzucamy do garnka i zalewamy mlekiem sojowym. Dodajemy 2 łyżki ghee, część cynamonu, cały kardamon i anyż oraz szczyptę soli i gotujemy mieszając z 10 minut. Jabłka ze skórką kroimy w cząsteczki a banany w plastry. Na patelni rozpuszczamy pozostałą część gheei wrzucamy owoce. Dodajemy resztę cynamonu i mieszamy. Smażymy na sporym ogniu10 minut a potem zostawiamy jeszcze na 5 minut na małym ogniu pod przykryciem. W żaroodpornym pojemniku układamy warstwę ryżu, owoców i ponownie ryżu. Wkładamy do nagrzanego do 180 stopni piekarnika na około 25-30 minut. Podajemy na gorąco polane śmietaną zmiksowaną z miodem. Pyszne danie na zimne jesienne wieczory. Smacznego 🙂

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

radzimy sobie z apetytem na słodycze czyli krem z marchewki :)

IMGP8017

Potrzebujemy cukru. Jest on ważnym paliwem podtrzymujących procesy zachodzące w naszym organizmie. Cukry dostarczane z naturalnym pożywieniem, stworzone przez naturę współgrają z masą minerałów i błonnika występującego w warzywach, owocach i zbożach. Nasze ciało potrzebuje ciut czasu aby wydobyć energię z naturalnych cukrów za to energia  z nich pochodząca jest trwała.

Cukier rafinowany przedostaje się do układu krwionośnego bardzo szybko i w skondensowanych ilościach wywołując szereg niefajnych zmian ale przede wszystkim burząc równowagę naszego ustroju. Nasze organy a przede wszystkim trzustka i żołądek zostają zmuszone do nadmiernej pracy aby naprawić szkody i przywrócić odpowiedni, zrównoważony  poziom cukru we krwi.

Nie będę tu dziś pisać o negatywnych skutkach jedzenia rafinowanego cukru. dziś napiszę jak sobie z apetytem na niego poradzić 🙂

Parę rad jak to zrobić:

  1. Jedz sporo pożywienia o smaku słodkim – smaku nieprzetworzonych węglowodanów złożonych: warzyw, zbóż i roślin strączkowych. Staraj się je spożywać w jak najmniej przetworzonej i delikatnie przyprawionej formie aby wydobyć naturalny smak.
  2. Wybierajcie najsłodsze warzywa. Najlepsze są te hodowane w pełnym słońcu. U nas łatwo dostępne są: marchewki, buraki, dynie wszelakie, kukurydzę, słodkie ziemniaki. Te warzywa najłatwiej zaspokajają potrzebę smaku słodkiego.
  3. Dokładnie gryź pożywienie. Węglowodany złożone odpowiednio przeżute uwalniają smak słodki. który tak lubimy. Jeśli będziemy dokładniej przeżuwali posiłki nie będzie nam się chciało deseru.
  4. Jeśli jecie mięso oraz sporo innych produktów od zwierzęcych musicie bardziej uważać bo duże spożycie białka wytwarza większe zapotrzebowanie na spożycie cukru i odwrotnie. Aby to zniwelować jadajcie mięso z zielonymi liściastymi warzywami.
  5. Uważajcie na intensywny smak słony w diecie – on podobnie jak mięso – zwiększają zapotrzebowanie na smak słodki. Ograniczcie solenie.
  6. Włączcie do swojej diety spirulinę, chlorelle lub trawę pszeniczną – to pogromcy apetytu na słodycze.
  7. Po każdym sutym posiłku jedzcie 3-4 cm naci selera naciowego. On pięknie hamuje apetyt na słodkie.

Dziś bardzo prosta zupa-krem z marchwi z pomarańczami i mlekiem kokosowym.

Zupa wspaniała dla osób z przewaga energii vata. Dla osób z przewagą energii pitta polecam dodać mniej cebuli i imbiru. Dla osób z przewagą energii kapha polecam dodać mniej ghee i więcej przypraw rozgrzewających.

Zupę tą polecam szczególnie w okresach przejściowych: na jesień i na wiosnę.

Składniki:

8-10 marchewek;

1-2 cebule;

1-2 pomarańcze;

3 cm kłącza imbiru;

1 kostka buliony warzywnego;

1 szklanka mleka  kokosowego;

4 łyżki ghee;

1 łyżeczka zmielonego kuminu (kminu rzymskiego);

0,5 łyżeczki kurkumy;

pieprz i sól do smaku;

Marchew, cebulę i imbir kroimy dość drobno. W garnku rozpuszczamy ghee. Cebulkę wrzucamy na rozgrzane masło. Kiedy zacznie nabierać koloru, po 5-8 minutach dorzucamy marchew i imbir. Smażymy 10 minut mieszając od czasu do czasu. Pomarańcze obieramy, kroimy i dorzucamy do warzyw w garnku. Dusimy wszystko jeszcze chwilę i zalewamy wodą tak aby sięgała ona z 2 cm ponad warzywka i pomarańcze. Dorzucamy kostkę bulionu, kumin, kurkumę oraz mleko kokosowe. Wszystko gotujemy 10 minut. Miksujemy na gorąco. Doprawiamy solą i pieprzem do smaku. Podajemy na gorąco.Dobrze smakuje z prażonymi orzechami włoskimi 🙂

Zupka nastraja pięknie pozytywnym kolorem i cudnym aromatem 🙂 Gotowa w maksymalnie 30 minut. Smacznego.